Za nami poniedziałkowa seria gier, w której z bardzo dobrej strony pokazała się BEemka Volley, która rozbiła lidera pierwszej ligi - Bossmana. Swoją świetną dyspozycję potwierdzili również gracze Wielkiego Speednetu, którzy po raz kolejny w historii utarli nosa GKS Żukowo Bekoni. Zapraszamy na podsumowanie!

Feniks Gdańsk – ME Sulmin Volley 2-1 (21-12; 21-19; 13-21)

Cały Feniks. Zespół Łukasza Dubickiego wraca do korzeni. Cóż z tego, że jest to drużyna z potencjałem, skoro ma tak duże problemy, by wygrywać za komplet punktów? Wczoraj wieczorem 'Mityczny Ptak' był wyraźnym faworytem starcia i przynajmniej do pewnego momentu meczu wszystko szło po ich myśli. Po punktach Łukasza Dejko oraz Wojciecha Smala, faworyt wysunął się na prowadzenie 10-5. W dalszej części seta gracze w czarnych trykotach powiększyli jeszcze przewagę i w konsekwencji wygrali tę partię do 12. Cóż - łatwo. Im dłużej trwało jednak spotkanie, tym coraz śmielej radzili sobie gracze z Sulmina. Choć do połowy seta wydawało się, że będzie to partia bez historii (13-8), to z czasem po błędach Feniksa oraz dobrej dyspozycji Szymona Lipińskiego, ME Sulmin zdołał zniwelować straty, doprowadzając do wyrównania po 15. Końcówka seta była bardzo wyrównaną partią, w której ciężar na swoje barki wziął kapitan Feniksa - Łukasz Dubicki. To właśnie po jego atakach w końcówce, Feniks zapewnił sobie drugie zwycięstwo w sezonie (21-19). Oglądając spotkanie z boku można było odnieść jednak wrażenie, że mniej więcej w jego połowie, układ sił się zmienił i to drużyna z Sulmina przejęła inicjatywę. Potwierdzeniem tego o czym piszemy był trzeci set rywalizacji, w którym po punktach grającego swój najlepszy mecz w historii SL3 - Dominika Markowskiego, zespół z Sulmina wysunął się na prowadzenie 15-7. Choć podobnie jak w meczu z Siatkersami, Feniks próbował jeszcze zareagować to o odrobieniu strat, nie mogło być już mowy (21-13).

Remedios Sopot Ortopedia – DSGSA 0-3 (15-21; 10-21; 15-21)

Zastanawiamy się, co mieliśmy w głowie stawiając na scenariusz, w którym Remedios Sopot Ortopedia zdobędzie punkty z jednymi z największych faworytów do trzecioligowego podium. Hm - mieliśmy przecież świadomość, że spora część składu 'Ortopedów' się po prostu wymieniła, a team będzie prawdopodobnie potrzebował więcej czasu na ogranie. Wiedzieliśmy też, że część zawodników z Remediosu będzie debiutowało w SL3 i będzie pewnie jakaś trema. Wiedzieliśmy wszystko poza tym, że będzie awaria kotary i co? I tyle teoria, bo w praktyce DSGSA stanął wreszcie na wysokości zadania i zagrał tak, jak powinno grać się z beniaminkami. Sami wiecie, jak to z DSGSA jest. Uwielbiają wręcz zawodzić, czego przykład mieliśmy w meczach z Sharksami czy MiszMaszem. Wczoraj wieczorem team Michała Farona zagrał już o wiele lepiej, choć tak jak można było wyczytać między wierszami - ta poprzeczka nie wisiała w poniedziałek zbyt wysoko. Choć początek spotkania był dla Remediosu obiecujący (9-9), to po atakach Oliwiera Slipaczuka oraz Dominika Trzeciaka, było już 17-12 dla 'Bordowych'. Dalszą część seta już zapewne znacie. Drugi set? Dajcie spokój, szkoda strzępić. Nie no, było naprawdę bardzo słabo i z taką grą jak w tej partii, Remedios miałby problemy z dołem tabeli w czwartej lidze (21-10). Choć trema nie odpuszczała, to w trzecim secie tak czysto siatkarsko było już znacznie lepiej. Mimo to, to było zdecydowanie za mało na zespół DSGSA, który błyskawicznie wskakuje na sam szczyt trzecioligowej układanki.

TKKF Flota – DP Placki 0-3 (13-21; 17-21; 17-21)

Pojedynek pomiędzy drużynami anonsowany był jako starcie pomiędzy Dawidem a Goliatem. Podczas gdy ambicją jednych jest to, by skończyć ligowe zmagania na samym szczycie stawki, to TKKF Flota walczy o to, aby poprawić swoją pozycję względem poprzedniego sezonu, gdzie w ostatecznym rozrachunku uplasowali się na 51 z 52 miejsc w lidze. Zanim doszło jeszcze do pierwszego gwizdka sędziego, kapitan drużyny - Damian Pawlik podkreślał, że zespół wyciągnął wnioski z wpadki z Aquą Volley i z czasem powinno być tylko lepiej. Czy było? Zależy jak na to spojrzeć. Z jednej strony wynik 3-0 się zgadza - więcej punktów nie można tu było zgarnąć. Z drugiej jednak strony nie było to spotkanie, w którym Placki rzuciliby kogokolwiek na kolana. Ot - wygrała lepsza drużyna. Już w pierwszej odsłonie Flota pokazała pazur i na półmetku seta prowadziła z faworyzowanym rywalem wyrównaną grę (9-9). Z czasem 'underdog' popełnił jednak sporo błędów, a faworyt wygrał do 13. Środkowa odsłona to partia, w której zespół Damiana Pawlika ruszył do ataku i szybko objął kilkupunktową zaliczkę (8-4), co w dużej mierze ustawiło seta. Flocie po ataku Kamila Zielińskiego udało się co prawda zniwelować straty do jednego oczka (17-16), ale więcej pozytywnych aspektów już nie uświadczyli (21-17). Finałowa partia rozpoczęła się od...pięciu błędów z rzędu w wykonaniu Floty (dosłownie). Po takim starcie było jasne, że team Karoliny Kirszensztein zanotuje trzeci mecz w obecnym sezonie, bez choćby jednego punktu na koncie.

Bossman Team – BEemka Volley 0-3 (24-26; 16-21; 18-21)

Po kapitalnym otwarciu sezonu przez Bossmana, wczorajszy mecz zdawał się być formalnością. Przypomnijmy, że w czasie gdy Bossman rozbijał za komplet Fuxa Pępowo oraz multimedalistę Inter Marine SL3 - CTO Volley, w środowisku zaczęły pojawiać się głosy, że to może być sezon drużyny Jakuba Kłobuckiego. Poczucie formalności, o której wspomnieliśmy była potęgowana tym, że BEemka Volley w przerwie pomiędzy sezonami przeszła gruntowne zmiany, a wiele z osób wskazywało ich jako potencjalnego kandydata do spadku. Cóż - nietrudno jest dodać 2+2. W każdej z tych rozkminek wychodziło nam na to, że wygra Bossman. Już początek spotkania pokazał, że nie będzie to tak łatwe, jak pierwotnie mogło się wydawać. Od samego początku oglądaliśmy bowiem bardzo wyrównaną grę. Końcówka seta to z kolei zastrzyk sportowych emocji. Po dwóch atakach Oskara Dziewita wydawało się, że BEemka sięgnie po chwili po pierwszy punkt w meczu (20-18). Z czasem Bossmanowi udało się jednak dojść do momentu, w którym mieli oni trzy piłki setowe. Z każdej tej sytuacji, BEemka wychodziła z opresji i finalnie po dwóch punktach Karola Masiula wygrali seta do 24. Obraz wyrównanej i miłej dla oka siatkówki zmienił się niestety mniej więcej w środkowej części seta. Choć Bossman wygrał już 11-7, to kontuzji pleców uniemożliwiającej dalszą grę nabawił się Dominik Marlęga. Efekt? Bossman musiał przeorganizować się na grę w szóstkę, gdzie kilku z zawodników grało na nietypowej dla siebie pozycji. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Już po chwili BEemka wykorzystała problemy rywali, zapewniając sobie pierwsze zwycięstwo w sezonie (21-16). Do podniesienia z parkietu był jednak trzeci punkt. Choć podobnie jak w drugim secie, to Bossman prowadził grę (13-9), to nie byli oni w stanie pójść za ciosem i wobec kolejnych ataków dobrze dysponowanych Karola Masiula, Macieja Rzepczyńskiego czy Oskara Dziewita, przegrali tę partię do 18, sprawiając tym samym bardzo dużą niespodziankę.

Remedios Sopot Ortopedia – Challengers 0-3 (11-21; 18-21; 17-21)

Nie chcemy być zbyt surowi dla Remediosu. Wiemy doskonale, że w poniedziałek mierzyli się z rywalami wagi ciężkiej. Z drugiej strony trudno nie pokusić się o jakąś ocenę. Wiecie - DSGSA czy Challengersi już wielokrotnie udowodnili, że przeciwko nim można zdobyć punkty. Cóż - nie tym razem. Gdybyśmy za dwa poniedziałkowe starcia mieli wystawić 'Ortopedom' ocenę w skali szkolnej, to za pierwsze spotkanie wystawilibyśmy niedostateczny plus, tak wiecie - na zachętę. Jeśli chodzi o starcie z Challengersami, to było już dużo lepiej - ocena dopuszczający plus. Oczywiście w pierwszym secie nic nie zapowiadało, że ocena będzie wyższa. Po ataku Dawida Paluchowskiego, Remedios miał na swoim koncie siedem oczek i tylko dwa punkty straty do rywala. Choć trudno w to uwierzyć, siedem kolejnych punktów zdobył team Wojciecha Lewińskiego i wówczas stało się jasne, że to oni wygrają premierową odsłonę (16-7). Tak jak wspomnieliśmy wcześniej w drugim i trzecim secie, Remedios zaczął coś wreszcie grać. Owszem, to rywal był wciąż o włos przed 'Ortopedami', ale gracze Macieja Kota czuli, że są naprawdę blisko. Po ataku Patryka Plecinga, undergod przegrywał zaledwie jednym punktem (19-18) i choć było blisko - z wygranej cieszyli się Challengersi. Ostatni set wyglądał podobnie. Challengersi wypracowali sobie skromną zaliczkę, którą dowieźli do samego końca, wygrywając do 17, notując przy okazji kapitalny start sezonu - brawo!

DHP Oliwa – Bayer Gdańsk 0-3 (10-21; 14-21; 14-21)

Przed meczem wydawało nam się, że spotkanie ma wszystko, by stać się jednym z największych hitów obecnego tygodnia rozgrywek. Raz, że DHP Oliwa miała mieć w poniedziałkowy wieczór do dyspozycji wszystkich graczy, dwa, że nawet gdy ich nie miała jak w meczu z GKS Żukowo Bekoni, to pokazali się z dobrej strony i wreszcie trzy - historyczne mecze z Bayerem Gdańsk były naprawdę świetnymi spotkaniami. Cóż - tym razem było zupełnie inaczej. Tzn. świetnie to może i było, ale tylko ze strony 'Aptekarzy', bo Oliwa w meczu nie pokazała kompletnie nic. Już na początku spotkania Bayer pokazał się z dobrej strony i po asie najlepszego gracza meczu - Damiana Harica, wysunął się na prowadzenie 10-5. W dalszej części DHP Oliwa została przez swojego rywala kompletnie stłamszona i w konsekwencji, Bayer wygrał premierową partię do 10. Jeśli DHP Oliwa miała w poniedziałkowym meczu poszukać swoich szans, to właśnie w drugim secie rywalizacji. Po ataku oraz bloku najaktywniejszego z Oliwiaków - Kamila Krasińskiego, wysunęli się oni na prowadzenie 12-9. Po chwili bardzo aktywny duet Haric - Podlaski wzięli jednak sprawy w swoje ręce. Najpierw po blokach tego drugiego Bayer doprowadził do wyrównania, a następnie po atakach swojego kapitana - objęli kilkupunktowe prowadzenie, dające im drugi punkt w meczu (21-14). Trzeci set, to trzecia już próba zmian pozycji graczy DHP Oliwy. Jak możecie się domyślić - trzeci raz bezskuteczna. Owszem, do pewnego momentu gra była w miarę wyrównana (9-9), ale gdy trzeba było podkręcić tempo, to Bayer zameldował się jako pierwszy na mecie.

Medi Volley – Speedway AWKS 0-3 (20-22; 16-21; 14-21)

Po kilkunastu dniach przerwy, zespół Medi Volley wrócił na parkiety Inter Marine SL3. Po bardzo obiecującym początku, w którym zespół pokazał charakter w meczu ze Staltestem Pomorze, a następnie niespodziewanie wygrał z ACTIVNYMI, przyszedł kolejny test. Tym razem rywalem drużyny była ekipa, która jeszcze chwilę temu rywalizowała w wyższej lidze. Mimo to, tej dysproporcji, a przynajmniej w pierwszym secie rywalizacji nie było widać. Choć wyraźnie lepiej rozpoczęli gracze AWKS (10-5), to zespół 'Medyków' nie odpuszczał i konsekwentnie próbował odrobić straty. Sztuka ta udała im się w samej końcówce, gdzie czarna tablica wskazywała wynik 20-20. Choć doprowadzeniu do wyrównania towarzyszyła eksplozja radości, to została ona po chwili stłumiona skuteczną zagrywką Mateusza Bojke (22-20). Podsumowując - robiło się naprawdę gorąco, ale koniec końców - Speedway AWKS zdołał wyjść z opresji. Nie wiemy czy gracze w żółto-czarnych strojach wyciągnęli wnioski, ale w drugiej i trzeciej odsłonie nie dali swoim rywalom uwierzyć zbytnio w siebie. W odróżnieniu od premierowej partii nie było tu punktu zaczepienia, w którym zespół Jakuba Kupisza mógłby upatrywać swojej szansy i finalnie przegrał dwie kolejne odsłony do 16 oraz 14. Z pewnością byłoby nieco lepiej gdyby zespół nie popełnił aż...piętnastu błędów na zagrywce. To naprawdę bardzo wiele. Niemal cały set oddany rywalom. Tak się po prostu nie da wygrywać. To na co warto zwrócić uwagę to trzeci tytuł MVP w sezonie Mateusza Plińskiego. Gratulacje!

Aqua Volley – Inter Marine Masters 2 1-2 (13-21; 22-20; 16-21)

Po stracie punktu na inaugurację, mający medalowe ambicje zespół Inter Marine Masters chciał wczoraj sięgnąć po komplet oczek. Czysto teoretycznie była ku temu bardzo dobra okazja. Ich rywalem była bowiem dwunasta drużyna poprzedniego sezonu. Z drugiej strony - bagatelizowanie ekipy Aqua Volley nie zakończyło się zbyt dobrze dla wielkiego faworyta ligi - drużyny DP Placki. Każdy, kto oglądał tamte spotkanie wiedział, że zespół Mateusza Drężka zaprezentował się naprawdę nieźle. Początek spotkania to jednak przewaga 'Mastersów', którzy po atakach Piotra Szczepańskiego wysunęli się na prowadzenie 13-8. Pięciopunktowa zaliczka sprawiła, że zespół Jarosława Garczyńskiego nie forsując zbytnio tempa, ograł rywala do 13. Schody zaczęły się jednak wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego w drugiej odsłonie, w której w krótkim odstępie czasu, doświadczony zespół 'Mastersów' popełnił aż...sześć błędów. Dokładając do tego skuteczną zagrywkę Agaty Ceynowa, Aqua Volley wysunęła się na prowadzenie 12-5! Dalsza część seta to totalna zmiana ról. Tym razem to zespół Mateusza Drężka zaczął popełniać taśmowo błędy, po których całkowicie roztrwonili zbudowaną wcześniej przewagę (17-17). Kiedy wydawało się, że Inter Marine już tego nie wypuści, to Oskar Lipiński oraz Jarosław Błażkow zapewnili ekipie Aqua Volley wygraną do 20. W decydującym o zwycięstwie secie był moment, w którym to Aqua Volley zdawała się zmierzać po wygraną. Po asie serwisowym dobrze dysponowanego Macieja Łyszczarza, wysunęli się bowiem na prowadzenie 9-6. Całkowicie przespany środkowy fragment sprawił, że 'Mastersi' doszli do głosu i kiedy poczuli krew - swojej ofierze już nie odpuścili (21-16). Czy wynik 2-1 może być dla faworyta satysfakcjonujący? Cóż - i tak i nie. Dwa stracone punkty w dwóch meczach mogą później boleć.

GKS Żukowo Bekoni – Wielki Speednet 1-2 (20-22; 21-19; 16-21)

Deja vu. Wiemy, że często miewamy w lidze to poczucie, ale dziś wybrzmiewa ono mocniej niż zazwyczaj. Podobnie jak rok temu, to GKS Żukowo Bekoni byli faworytem starcia. Podobnie jak wówczas, tak i przed rozpoczęciem obecnej kampanii, zespół Pawła Dawczaka zdawał się być jednym z głównych faworytów do awansu. Kto wie, czy i tym razem nie popsuje go cholerny Speednet. WIELKI SPEEDNET. Oj, nie idzie graczom GKS Żukowo Bekoni z rodziną 'Programistów'. Ówczesny Speednet 2 wybił im awans z głów, za pół roku w meczu barażowym zrobił to Speednet 1, a kto wie, czy tym razem ponownie nie będzie to Wielki Speednet. Pierwszy set rywalizacji miał różne oblicza. Lepiej zaczęli gracze Bekoni, którzy po atakach Marka Dębskiego, wysunęli się na prowadzenie 12-8. Z czasem Wielki Speednet radził sobie jednak coraz śmielej i po dwóch atakach Kamila Lewandowskiego, objęli prowadzenie 19-15. Mimo to - przy zagrywce Piotra Okoniewskiego gracze z Żukowa zdołali jeszcze wrócić, ale końcówka seta należała już do graczy Marka Ogonowskiego. Wow - niezły rollercoaster. W środkowym secie tempo nie spadło, a kolejka co rusz dostarczała konkretnych emocji. Chwilę po półmetku seta, lepiej radzili sobie gracze w różowych koszulkach (13-11), którzy nie zdołali jednak utrzymać prowadzenia. Po kilku punktach Konrada Gawrewicza, 'Bekoni' wrócili do gry i cieszyli się po chwili z wyrównania (21-19). Ostatni set przebiegał już pod dyktando drużyny Marka Ogonowskiego. To właśnie po bloku kapitana, Wielki Speednet wysunął się na prowadzenie 7-5, które z czasem jeszcze powiększył, zapewniając sobie drugi punkt w meczu - brawo (21-16)!