Za nami ostatni dzień meczowy w pierwszym tygodniu rozgrywek. W czwartkowy wieczór faworyci do podium rozgrywek stanęli na wysokości zadania. Swoje mecze za komplet punktów wygrał Solver Szach-Mat, Tufi Team oraz DP Placki. Największym zaskoczeniem dnia była wygrana drużyny Tiger Team z Wolves Volley. Zapraszamy na podsumowanie!

Złomowiec Gdańsk – Tufi Team 0-3 (14-21; 5-21; 18-21)

Patrząc na potężne wzmocnienia Złomowca przed obecną kampanią, można było odnieść wrażenie, że drużyna zamknęła już pewien mroczny rozdział, a od teraz - będzie już tylko lepiej. Dowodem na to miała być dobra dyspozycja drużyny przeciwko spadkowiczowi z pierwszej ligi, który jest przy okazji naturalnym kandydatem do podium. Nie, nikt nie oczekiwał od Złomowca wygranej z tak silnym rywalem, ale mimo wszystko, sądziliśmy, że będzie znacznie lepiej. To co uderzyło nas w oczy od samego początku, to problemy kadrowe, co jest już pewnym standardem, a mimo wszystko uznaliśmy, że się już zmieni. Cóż - bez środków z Tufi Team jest trudno o wygraną. Już na początku spotkania zarysowała się bardzo duża przewaga drużyny nieobecnego w czwartkowy wieczór Pawła Szafrana (12-7). Z boku można było odnieść wrażenie, że choć gracze Tufi byli jeszcze w wakacyjnej formie, to na tak dysponowanego rywala to wystarczyło. Nie forsując zbytnio tempa, faworyt wygrał tę partię do 14. Jak się po chwili okazało, to nie było największe zmartwienie Złomowca w czwartkowy wieczór. Prawdziwym koszmarem okazał się bowiem środkowy set, którego Złomowciec zaczął od skandalicznego wyniku...0-10. Tego się po prostu nie wybacza. W dalszej części było już 1-14 i zapowiadało się na największą kompromitację ever. Ostatecznie Złomowiec uciułał 5 punktów, ale był to ich najgorszy set w lidze. Niewiarygodne. Liga w ostatnim czasie jest jednak dość specyficzna. Ogranie kogoś do 5 nie sprawia, że w kolejnym secie wygrywa się bez problemu. A tych nie brakowało. Twist polegał na tym, że trzeci set rozpoczął się od...prowadzenia Złomowca 7-1. Będące pod ścianą Tufi zareagowało na kryzysową sytuację w modelowy sposób i już po chwili odrobili stratę, a finalnie wygrali tę partię do 18.

MiszMasz – DSGSA 1-2 (16-21; 21-17; 17-21)

Jeszcze kilkanaście dni temu nie sądziliśmy, że mecz DSGSA z MiszMaszem stanie się jednym z ciekawszych wydarzeń w pierwszym tygodniu rozgrywek. Wyniki spotkań sprzed kilkudziesięciu godzin sprawiły jednak, że potencjał obu drużyn okazał się bliższy, niż nam się na początku zdawało. Precyzując - DSGSA nie zaprezentował się na inaugurację wybitnie, a MiszMasz z kolei zagrał o wiele lepiej, niż można się było tego spodziewać. Mimo wszystko - faworytem meczu pozostawała drużyna DSGSA, która dość dobrze weszła w mecz i po punktach ściągniętego last minute Michała Narkowicza, objęła prowadzenie 8-5. W dalszej części team w bordowych strojach mógł podobać się w ataku i nie miał problemów z wygraniem seta do 16. Role odwróciły się w środkowej partii, która rozpoczęła się od sporej nerwowości i błędach po obu stronach siatki. Po punktach świetnie dysponowanego Mateusza Ucińskiego, MiszMasz objął na półmetku seta prowadzenie 10-7 i choć faworyzowany team próbował jeszcze odwrócić niekorzystną dla siebie sytuację, to zespół Rafała Wróblewskiego trzymał ich na bezpieczny dystans, wygrywając finalnie do 17. To oznaczało z kolei, że o zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set, który rozpoczął się od niezwykle wyrównanej walki 'łeb w łeb'. Choć jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się gracze MiszMasz, to w najważniejszym momencie seta, popełnili trzy błędy z rzędu, która dały prowadzenie DSGSA. Z takiego prezentu gracze w bordowych strojach nie mogli nie skorzystać i po chwili cieszyli się z dwóch punktów, w tym bardzo wyrównanym spotkaniu.

Solver Szach-Mat – Hydra Volleyball Team 3-0 (21-14; 21-15; 21-11)

Pamiętacie jak w zapowiedziach wyrażaliśmy swój niepokój na temat aktualnej sytuacji w Hydrze Volleyball Team? Cóż - w czwartkowy wieczór zostały one podlane kanistrem z benzyną. Nie jest, a przynajmniej nie było normalnym obrazkiem to, że skład 'Bestii' liczył zaledwie sześciu graczy. Nie ukrywamy - przykro się na to patrzy, a historia uczy nas tego, że z takich obrazków nic dobrego w przyszłości na ogół nie wynika. Mimo potężnych problemów kadrowych, Hydra z ligowym siłaczem nie przyniosła wstydu. Owszem, o korzystnym wyniku nie mogło być mowy, ale tuż przed meczem myśleliśmy, że będzie jeszcze gorzej. Początek spotkania był jednak dość wyrównany (7-6), a Szach-Mat dopiero w drugiej części zbudował sobie pokaźniejszą zaliczkę (15-10), która dała im po chwili pierwszy punkt w meczu (21-14). Jeśli Hydra miała w czwartkowy wieczór zdobyć punkt, to właśnie w środkowej partii, którą rozpoczęli świetnie. Trzeba przy tym przyznać, że pomocną dłoń wyciągnęli sami Szachiści, którzy popełniali w tym okresie sporo błędów dających rywalom prowadzenie 9-3. Środkowa część seta to jednak świetna dyspozycja Szach-Matu, który na jedenaście zdobytych punktów, pozwolił rywalom na zaledwie trzy oczka. Tak duży przestój miał swoje konsekwencje na morale Hydry, która się po tym już nie podniosła (21-15). Widać to było na początku trzeciego seta, którego faworyt rozpoczął od prowadzenia...10-2. Dalsza część spotkania wyglądała już tak, jakby obie drużyny czekały na końcowy gwizdek w meczu. Precyzując - było już wiadomo, że nic ciekawego się już nie wydarzy.

Staltest Pomorze – Hapag-Lloyd 3-0 (21-12; 21-15; 21-18)

Czwartkowy pojedynek miał być spotkaniem drużyn z dwóch odrębnych sportowych światów. Owszem, Staltest ma swoje problemy, ale doskonale zna smak rywalizacji na zdecydowanie wyższym poziomie. Wobec tego można było oczekiwać, że team Arkadiusza Kozłowskiego nie będzie miał choćby najmniejszych problemów z ograniem rywala. Że ten nie będzie miał nawet chwili radości, a swoją grą Staltest odbierze rywalom przyjemność przyjeżdżania na Plac Dwóch Miast. Powiedzy to wprost, nic takiego nie miało miejsca. Owszem, Staltest zainkasował trzy punkty, ale o jakiekolwiek satysfakcji nie może być tu mowy. Najlepiej gracze Arkadiusza Kozłowskiego prezentowali się w pierwszej odsłonie, w której po wyrównanym początku (9-9), ruszyli z falą ataków i na trzy punkty rywali, sami zdobyli ich aż dwanaście. To była ta dysproporcja, o której przed chwilą wspominaliśmy. Różnica pomiędzy drużynami zaczęła zacierać się w środkowej odsłonie. Choć na początku Staltest objął kilkupunktowe prowadzenie, to z czasem zaczął popełniać skandaliczne błędy. Naprawdę - czas zrobić rachunek sumienia. To wraz z coraz lepszą grą Hapag-Lloyd sprawiło, że 'Logistycy' zniwelowali z czasem straty. Jaka jest nasza opinia? Gdyby nie Jan Ciupa, to Staltest by w czwartek przegrał co najmniej jednego seta (21-15). To co wyprawiali bowiem gracze Arkadiusza Kozłowskiego w trzeciej odsłonie przekracza granice dobrego smaku. Rany - im przyjmować nie kazano. Choć zaczęli naprawdę dobrze (17-6), to kiedy na zagrywce stanęła Joanna Kożuch, Staltest miał pełne portki. Rany, ileż tam było problemów, ileż tam było niedokładności czy po prostu błędów. Choć katastrofa wisiała w powietrzu, świetnie dysponowana kapitan drużyny popełniła wreszcie błąd, a Staltest mógł po chwili cieszyć się z trzeciego punktu w meczu.

Tiger Team – Wolves Volley 2-1 (21-19; 21-14; 13-21)

Nie mogli sobie wyobrazić lepszego startu sezonu gracze Tiger Team. Cała budowana przez nas narracja jakoby Wolves Volley wybijał się ponad trzecioligową szarzyzne została wczoraj przez Tigera całkowicie zburzona. O tym, że 'Wilki' będą miały w czwartek problem dowiedzieliśmy się już na przedmeczowej rozgrzewce. W czasie gdy Tiger Team stawił się na mecz bardzo liczną grupą graczy, ekipa Wolves Volley była całkowicie zdziesiątkowana i finalnie musieli grać w szóstkę. Jakby tego było mało - na parkiecie było dwóch rozgrywających, co Tiger Team konsekwentnie wykorzystywał. Już w pierwszej części premierowego seta zespół dowodzony przez Marcina Kwidzińskiego wysunął się na prowadzenie 10-6. Pod koniec seta gdy prowadzili 20-15 zrobiło się na chwilę nerwowo. Wszystko za sprawą czterech punktów z rzędu przeciwników. Gdy pachniało już bardzo dużym come-backiem, skutecznym atakiem popisał się Michał Sadowski (21-19). Środkowa partia to już wyraźna i niekwestionowana przewaga beniaminka trzeciej ligi. O ile w pierwszej części seta zespół Wolves Volley miał jeszcze jakiś punkt zaczepienia (10-8), to z każdą kolejną akcją Tiger Team konsekwentnie powiększał swoją przewagę (19-11), wygrywając finalnie do 14. W trzecim secie Tiger był konsekwentny w tym, jak od kilku sezonów buduje zespół i choć mógł docisnąć rywala jeszcze bardziej i wygrać za komplet oczek, postawił na dużą rotację. Wraz z przebudzeniem drużyny Wolves Volley była to jednak recepta na przegranie seta do 13. Mimo wszystko wynik 2-1 oceniamy jako coś naprawdę wielkiego. Jesteśmy przekonani, że przed meczem taki wynik beniaminek brałby w ciemno - brawo!

ME Sulmin Volley – DP Placki 0-3 (13-21; 10-21; 13-21)

Nawiązując do wcześniejszego tekstu - Placki wydostali się z kibla i kontynuują swoją podróż. Wczoraj wieczorem droga prowadziła przez Sulmin, po którym team Damiana Pawlika przejechał nie niepokojony. Miało być trzy - zerko, no i było. Dzięki wygranej, team wskoczył na podium rozgrywek i coś podpowiada nam, że już z niego nie spadną aż do końca. Już na początku spotkania mogliśmy zaobserwować jak duża dysproporcja dzieli graczy obu drużyn. Nim się obejrzeliśmy, faworyt po asie serwisowym Mateusza Kuchcińskiego objął prowadzenie 9-3. Od tego momentu, gracze DP mogli pozwolić sobie na pewne rozprężenie i do końca seta utrzymywali 6-7 punktowe prowadzenie, które zapewniło im pierwszy punkt. Drugi set to jeszcze większa przewaga faworyta przy czym trzeba podkreślić, że nie forsował on zbytnio tempa i zbytnio się nie wysilał. Grając całkowicie na luzie, Placki objęli prowadzenie 14-5 i po chwili mogli cieszyć się z drugiego punktu w meczu (21-10). Jeśli zespół z Sulmina liczył, że w czwartkowy wieczór będzie w stanie w jakimś stopniu postraszyć faworyzowanego rywala, tak jak miało to miejsce w meczu ze Speedway AWKS, to się przeliczyli. Choć początek ostatniego seta był dla nich bardzo obiecujący (zaczęli od prowadzenia 8-3), to z każdą kolejną akcją, przewaga underdoga topniała. Po trzech atakach z rzędu Wiktora Pawlaka stało się jasne, że sensacji to z tego już nie będzie (10-9). W drugiej części seta gracze w ciemnych strojach podkręcili jeszcze tempo, wygrywając ostatecznie do 13.