Za nami jedyny dzień meczowy w drugim tygodniu rozgrywek. Po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazali się gracze Bossmana, którzy rozbili CTO Volley za komplet punktów. Trzy oczka w meczu ze Złomowcem Gdańsk zdobyli ponadto gracze Hydry Volleyball Team. Zapraszamy na podsumowanie!

Challengers – Craftvena 3-0 (21-5; 21-17; 21-18)

Po tym jak wyglądał początek poniedziałkowego starcia, Craftvena mogła być przerażona tym, jak mogą wyglądać trzecioligowe rozgrywki. Ba, odnieśliśmy nawet wrażenie, że gdyby 'Rzemieślnicy' mieli taką możliwość, to z chęcią cofnęliby się w czasie do momentu, w którym rywalizowali w czwartej lidze. Początek spotkania to miażdżąca wręcz przewaga Challengersów, którzy po asie świetnie dysponowanego w poniedziałkowy wieczór Pawła Olszewskiego, wysunęli się na prowadzenie...10-1! W dalszej części seta sytuacja z perspektywy Craftveny wyglądała nieco lepiej, ale no wiecie jak jest - na 11 punktów przeciwnika, Craftvena zdobyła 4. Oj tak, to była trzecioligowa przepaść (21-5). Zdecydowanie lepiej, 'Rzemieślnicy' zaprezentowali się w środkowej odsłonie, bo nim się obejrzeliśmy, mieli na swoim koncie więcej punktów, niż przez cały poprzedni set (7-2). Wzięty w porę przez Challengersów czas sprawił, że faworyt meczu 'wrócił' i na półmetku seta, cieszył się już z prowadzenia 9-8. W dalszej części seta coraz bardziej zarysowywała się przewaga zespołu Wojciecha Lewińskiego. W końcówce Jędrzej Szadejko z Craftveny próbował jeszcze przechylić szale zwycięstwa na korzyść beniaminka - bezskutecznie (21-17). W trzecim secie rywalizacji faworyt miał od samego początku sporą przewagę (9-4). Szanse wyrównały się w dalszej części seta, gdzie ponownie w role pierwszoplanowej postaci wcielił się Jędrzej Szadejko. Po jego zagrywce, Craftvena zbliżyła się do rywala na jeden punkt (17-16), ale ostatnie akcje meczu to skuteczne ataki debiutującego w SL3 - Pawła Olszewskiego (21-18).

Speednet – BEemka Volley 2-1 (20-22; 21-12; 21-15)

No. Nie było tak źle, jak spora część społeczności SL3 - w tym również my myśleliśmy. Przed pierwszym spotkaniem sezonu, uznaliśmy, że BEemka Volley po ogromnych perturbacjach jest jednym z największych kandydatów do spadku. W zapowiedzi meczowej postawiliśmy na scenariusz, w którym Speednet w bezpośrednim meczu zgarnie komplet punktów, co jeszcze kilka tygodni temu, było scenariuszem niemal nierealnym. Tymczasem BEemka Volley jak gdyby nigdy nic rozpoczęła poniedziałkowe starcie narzucając rywalowi swoje warunki gry. Po niezłej skuteczności w ataku, 'underdog' spotkania wysunął się na prowadzenie 15-9. Mniej więcej w tym momencie, Speednet się ewidentnie przebudził i po świetnej zagrywce Marcina Radziewicza doprowadził do wyrównania po 19. Kiedy wydawało się, że gracze w różowych trykotach pójdą po chwili za ciosem, nowy nabytek BEemki - Konrad Jaworski skutecznym atakiem oraz zagrywką zapewnił BEemce pierwszy punkt w meczu (22-20). W drugiej odsłonie Speednet nie dał się już zaskoczyć rywalowi. Prawdę mówiąc - Speednet kontynuował dobrą grę, którą rozpoczął od końcówki pierwszego seta i błyskawicznie wysunął się na prowadzenie 12-6. W dalszej części przewaga 'Programistów' była bezdyskusyjna i wynik 21-12 nie może przesadnie dziwić. W finałowej partii, BEemce sił wystarczyło, ale do połowy seta (10-10). W drugiej części - tym razem po zagrywce Łukasza Żurawskiego, Speednet wysunął się na prowadzenie 15-11 i po chwili mógł cieszyć się z drugiej wygranej w sezonie.

Złomowiec Gdańsk – Hydra Volleyball Team 0-3 (15-21; 20-22; 18-21)

W zapowiedziach przedmeczowych czy ostatnim magazynie wiele uwagi poświęciliśmy obecnej sytuacji Hydry Volleyball Team oraz Złomowca Gdańsk. Uznaliśmy, że dla obu drużyn bezpośrednie spotkanie będzie idealnym momentem na przełamanie i poprawę humorów. Oczywiście dla przegranych oznaczało to pogłębienie problemu. Już przed spotkaniem zobaczyliśmy zupełnie inną Hydrę niż tę sprzed tygodnia. Miało to swoje potwierdzenie od pierwszego gwizdka sędziego, gdzie błyskawicznie 'Bestia' wykorzystała problemy w przyjęciu rywali i wysunęła się na prowadzenie 12-7. W dalszej części team Sławomira Kudyby nie zwalniał tempa i kiedy na tablicy wyników było już 17-12, to wiedzieliśmy, że krzywda się im już nie stanie (21-15). Jeśli Złomowiec miał odwrócić losy spotkania, to właśnie w drugim secie. Od samego początku oglądaliśmy tu wyrównane starcie. Choć pod koniec to Hydra prowadziła 18-15, to Złomowiec zdołał się wykaraskać i gdy prowadził 20-19, wydawało się, że zaraz będziemy mieli remis w setach. Pomimo trzech piłek na skończenie seta, Złomowiec nie wykorzystał swojej szansy, a z wygranej - już meczu cieszyła się 'Bestia'. W trzecim secie gracze w złotych trykotach skumali, że Złomowiec jest dziś drużyną, którą należy lać za komplet punktów. Skoro jest okazja, to czemu z niej nie skorzystać, prawda? Pomimo nieco lepszego startu Złomowca, ten miał wciąż potężne problemy z agresywną zagrą rywali, a w taki sposób się po prostu wygrać nie da. Brawo Hydra!

Fux Pępowo – AIP 1-2 (16-21; 18-21; 21-17)

W ostatnim czasie w kontekście zespołu AiP wypowiedzieliśmy dużo ciepłych słów. Poniedziałkowy wieczór miał udowodnić, czy faktycznie zespół Adriana Ossowskiego będzie w obecnej kampanii tak mocny, jak przewidywaliśmy. Jak wyszło? Cóż - za dużo się jednak nie dowiedzieliśmy, bo choć zespół 'Przyjaciół' zdołał wygrać z drużyną z Pępowa, to jednak do ich postawy - głównie w trzecim secie można mieć jakieś 'ale'. Początek spotkania to okres, w którym faworyt konsekwentnie budował swoją przewagę, która po ataku Wojciecha Widza wynosiła już pięć oczek (15-10). Choć pod koniec seta zespół Dominika Szadacha próbował zaskoczyć jeszcze rywala, to AiP bez większego problemu wygrało tę partię do 16. Nieco więcej działo się w środkowej partii, gdzie po zepsutej zagrywce Dawida Glanera, zespół z Pępowa wysunął się na prowadzenie 8-6. W dalszej części seta oglądaliśmy już wyrównaną walkę i taki stan potrwał do momentu, w którym mieliśmy remis po 15. Po tym jak gracze z Pępowa nie skończyli czterech piłek z rzędu, zespół Adriana Ossowskiego wysunął się na prowadzenie 18-15 ,co dało im drugi punkt w meczu. Recepta na wygraną seta? Wiemy, że to ogólnik, ale zdecydowanie wyższa kultura gry po stronie graczy w fioletowo-białych strojach. Przez długi czas wszystko wskazywało na to, że faworyt zgarnie w poniedziałek komplet punktów. Po skutecznym bloku Mariusza Seroki, brązowi medaliści poprzedniego sezonu prowadzili bowiem 14-12. Mimo że było już naprawdę blisko, faworyzowany team zaczął popełniać w końcówce błędy, które w konsekwencji i połączeniu z lepszym fragmentem Fuxa - dało tym drugim nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu (21-17).

Wielki Speednet – Team Spontan 2-1 (18-21; 21-19; 21-18)

Po dwóch latach przerwy - Team Spontan wrócił wczoraj wieczorem na drugoligowe parkiety. Pierwszym rywalem 'Spontanicznych' była szósta siła poprzedniego sezonu - Wielki Speednet i to właśnie 'Programiści' byli wielkim faworytem meczu. Za drużyną Marka Ogonowskiego przemawiało niemal wszystko. Z drugiej strony - 'Spontaniczni' mają kim straszyć i drugoligowa przygoda nie musi zakończyć się dla nich walką o utrzymanie. Początek spotkania to wyrównana gra obu drużyn, po której czarna tablica wskazywała remis po 11. W dalszej części seta zarysowała się przewaga faworyta, który wykorzystał błędy rywali oraz dobrą serią na zagrywce Sławomira Janczaka i wysunął się na prowadzenie 16-13. Kiedy wydawało się, że jest już pozamiatane, z dobrej strony po drugiej stronie siatki pokazał się Krzysztof Leper, który po ataku oraz dwóch blokach dał Spontanowi prowadzenie 18-17 i po chwili - pierwszy punkt w meczu (21-18). W drugiej odsłonie zanosiło się na sporą niespodziankę. Team Spontan poszedł bowiem za ciosem i po ataku najlepszego blokującego poprzedniego sezonu, wysunął się na prowadzenie 14-9. Pomimo tego, że na horyzoncie widać było już charakterystyczną szachownice oznaczającą metę, to świetną zmianę dał Kacper Janulewicz. To właśnie po jego atakach Wielki Speednet zniwelował stratę do jednego oczka (13-14), a po chwili - już za sprawą całej drużyny, cieszył się z wygranej seta. Oj - Spontan może czuć po tym niedosyt (21-19). Finałowa partia rozpoczęła się kapitalnie dla Speednetu, który objął prowadzenie 9-5. Czteropunktowa przewaga ustawiła w dużej mierze to, co działo się do końca meczu na parkiecie. Precyzując - beniaminek nie był w stanie zaskoczyć rywala, który kontrolując poczynania boiskowe, wygrał do 18.

CTO Volley – Bossman Team 0-3 (12-21; 19-21; 19-21)

Jak na nasze, to CTO Volley może mieć w obecnym sezonie kłopociki. W trzech ostatnich sezonach CTO rozpieściło wręcz swoich sympatyków, zdobywając w tym czasie dwa złote oraz jeden srebrny medal. Wiecie jak jest - apetyt rośnie w miarę jedzenia i uważamy, że trudno będzie im zaakceptować gdyby tym razem miało być gorzej. A po tym co widzieliśmy w poniedziałkowy wieczór - bardzo dużo na to wskazuje. Dobra, wiemy, że mamy tendencję do wyciągania pochopnych wniosków. Zdajemy sobie sprawę, że wszystko może się jeszcze zmienić, ale wczoraj wieczorem, 'Pomarańczowi' przy swoich rywalach to nawet nie stali. Niech nikogo nie zwiedzie fakt, że w drugim i trzecim secie rywalizacji, gracze CTO zdobyli po 19 punktów. Patrząc na suchy wynik można bowiem odnieść wrażenie, że była to wyrównana bitka, a przecież tak nie było. W pierwszym secie przewaga Bossmana była miażdżąca. W drugim było w zasadzie bardzo podobnie, gdzie po asie Kamila Gulana, Bossman wysunął się na prowadzenie 19-12. Po chwili świetną zagrywką popisał się nowy nabytek CTO - Sebastian Ferra, co dało graczom w pomarańczowych trykotach dopływ tlenu (18-19). Ostatecznie po ataku Dominika Marlęgi, gracze w granatowych strojach cieszyli się z drugiego punktu. Punktem zaczepienia dla CTO był jedynie trzeci set rywalizacji, gdzie przez długi fragment, rywalizowali oni punkt za punkt. Kiedy jednak trzeba było - Bossman podkręcił tempo i wysunął się na prowadzenie 20-16, a następnie - cieszył się z trzeciego punktu w meczu i fotelu lidera. Wow - kapitalny start sezonu. Dwa mecze, sześć punktów, lider, drużyna tygodnia.