Za nami poniedziałkowa seria gier, w której po zwycięstwie za komplet punktów, fotel lidera pierwszej ligi objął Speednet. Swoje kolejne spotkanie w trzeciej lidze wygrała drużyna Tiger Team. Zapraszamy na podsumowanie!

Solver Szach-Mat – DHP Oliwa 3-0 (21-11; 21-19; 21-17)

Solver Szach-Mat nie zwalnia tempa. Wczoraj wieczorem zespół Dawida Kołodzieja wygrał czwarte spotkanie z rzędu, dzięki któremu choć na chwilę stał się nowym liderem drugiej ligi. To jak łatwo przychodzą wygrane 'Szachistom' vs to, co oglądaliśmy w poprzednim sezonie, gdzie wygrali oni zaledwie 1 z 13 spotkań pokazuje, jak ogromna przepaść dzieli obie klasy rozgrywkowe. O tym pomówimy jednak w innym czasie. Początek spotkania należał do faworyta, który po trzech błędach z rzędu rywali, wysunął się na prowadzenie 10-5. W dalszej części seta Oliwa nie była w stanie zagrozić rywalom i finalnie zdołała uciułać zaledwie 11 oczek. Po tym co widzieliśmy w premierowej odsłonie, nie spodziewaliśmy się po Oliwie cudów w dalszej części spotkania. Ku naszemu zaskoczeniu, 'underdog' rozpoczął kapitalnie środkową partię i po asach serwisowych Pawła Landowskiego oraz Pawła Jasnocha, wysunęli się na prowadzenie 9-6. Z czasem Solver Szach-Mat doprowadził do wyrównania, ale Oliwa, która zwietrzyła swoją szansę, nie zamierzała oddać punktu rywalom. W końcówce prowadzili nawet 19-18, ale po chwili duet Pepliński - Traskunou zapewnił drugi punkt w meczu faworytowi (21-19). Ostatni set to partia, w której z Oliwy zeszło już nieco powietrze. Nie to, że grali źle - grali całkiem nieźle, ale przeciwko tak dobremu rywalowi, nie byli w stanie pokusić się o choćby jeden punkt. Tak jak informowaliśmy w minionym tygodniu. Wrześniowe problemy kadrowe DHP Oliwy sprawiają, że ich sytuacja w ligowej tabeli robi się coraz bardziej niepokojąca.

Tiger Team – Kraken Team 2-1 (21-23; 21-19; 21-15)

Wokół drużyny Tiger Team dzieją się ostatnio bardzo duże rzeczy. Kiedy zespół Marcina Kwidzińskiego wygrywał spotkanie z Wolves Volley, to próbowaliśmy to w jakiś sposób usprawiedliwić. A to, że to początek sezonu, a to, że 'Wilki' nie miały składu, a to, że godzina spotkania była nie ta. Wczoraj wieczorem Tiger Team mierzył się z ekipą Kraken Team i z pewnością to rywale byli faworytem starcia. Ok - to zabrzmi jako kolejne umniejszanie, ale Kraken Team był faworytem pomimo bardzo słabej formy, w której się obecnie znajdują. Na początku spotkania 'karta sprzyjała' jednak faworytom. Pierwszy set rywalizacji to wyrównana gra, w której nie brakowało zwrotów akcji. Oj, Tiger Team może czuć po tej partii niedosyt. W trakcie seta prowadzili bowiem 10-8, 14-12 czy wreszcie mając piłkę setową 20-19. Niestety dla nich - Tiger Team nie wykorzystał swoich szans, a moment zawahania doskonale wykorzystali rywale, którzy po asie serwisowym Damiana Skrzęty, zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu. Jak się po chwili okazało - od tej pory 'karta się odwróciła'. W drugiej odsłonie Tiger Team zrobił dokładnie to, czego nie był w stanie zrobić w premierowej odsłonie. Tym razem jak już wysunął się na prowadzenie 16-14, to po chwili cieszył się z wygranej seta do 19. Owszem, kiedy Kraken Team niwelował stratę z 20-17 na 20-19 było trochę nerwówki, ale tym razem zakończyła się ona happy-endem drużyny Marcina Kwidzińskiego (21-19). Ostatni set zapowiadał...kolejne wielkie emocje. Tak było do stanu 16-15 dla Tigera. Końcówka seta to jednak okres, w którym Kraken Team nie był w stanie dotrzymać kroku świetnie dysponowanemu rywalowi, który po raz kolejny stał się sprawcą jednej z największych niespodzianek kolejki - brawo!

Sharks – Challengers 0-3 (9-21; 11-21; 8-21)

Zaskoczenia nie było. Miało być 3-0, no i było. Już w trakcie meczu zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie jest to scenariusz, który już w historii Inter Marine SL3 oglądaliśmy. Mianowicie, że początkowo 'na fantazji' zespół radzi sobie zaskakująco dobrze, jak na okoliczności, w których przyszło im rywalizować. Mamy na myśli oczywiście 'Rekinów', o których od samego początku ligi mówimy jako drużynie, która będzie miała potężne problemy. Ci, mimo że w obecnym sezonie przegrywali, to jednak gra drużyny...wyglądała całkiem nieźle. Tak było, ale do poniedziałkowego wieczoru, gdzie sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Już na początku spotkania Challengersi objęli wysokie prowadzenie, w czym bardzo duży udział miał grający świetne spotkanie Mateusz Skierkowski (11-2). Wzięty przez Sharksów czas na niewiele się zdał. W dalszej części seta zespół Pavlo Kudinova nie był w stanie nawiązać walki z tak silnym rywalem (21-9). Środkowa odsłona zaczęła się dla 'Rekinów' całkiem obiecująco (4-5). Z czasem walec Challengersów nie miał jednak litości i na dziesięć zdobytych punktów przez faworyta, Sharksi zdobyli...zaledwie jeden. Nie no - tak to się wygrać seta nie da (21-11). Ostatni set nie zmienił oblicza spotkania. W naszej ocenie mecz pretenduje do miana najbardziej jednostronnego widowiska spośród wszystkich 72 dotychczas rozegranych meczów w sezonie Jesień'26 (21-8).

GKS Żukowo Bekoni – Team Spontan 2-1 (12-21; 21-17; 23-21)

Tak na nasze, to jesteśmy właśnie naocznymi świadkami tego, jak awans wymyka się drużynie z Żukowa z rąk. Nie można bowiem za każdym razem tłumaczyć drużyny. Faktem jest to, że w mniejszym bądź większym stopniu, zawiedli w każdym z dotychczasowych spotkań. Z Oliwą strata punktu, porażka z Wielkim Speednetem, a wczoraj - strata punktu z beniaminkiem drugiej ligi - drużyną Team Spontan. Dodatkowo trzeba o tym powiedzieć głośno - styl, w którym 'Bekoni' przegrali pierwszego seta sprawia, że ci powinni mieć do tej pory czerwone lica od wstydu. Na początku spotkania, to Spontan, a nie Bekoni wyglądali na team, który walczy o awans. Po świetnej zagrywce Bartosza Zochniaka oraz Mikołaja Tempczyka, ex-trzecioligowiec wysunął się na prowadzenie 9-3. W dalszej części GKS Żukowo nieszczególnie garnęło się do odrabiania strat i po dwóch atakach z rzędu Mariusza Kozery, Team Spontan zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (21-12). Środkowa partia to wielkie przebudzenie faworyta. Po blokach wprowadzonego na boisko Marka Dębskiego oraz Piotra Okoniewskiego, GKS Żukowo Bekoni wysunęli się na prowadzenie 6-1. Mimo to - Team Spontan zdołał po chwili doprowadzić do wyrównania po 10. W końcówce seta, po kanonadzie wprowadzonego Marka Dębskiego, team z Żukowa zdołał wygrać partię do 17. Ostatni set to bardzo podobny scenariusz. Kapitalny start 'Bekoni' (8-1), który z czasem stawał się coraz bardziej niestrawny (14-13). Końcówka seta to prawdziwy thriller, który sami sobie zgotowali gracze Pawła Dawczaka. Mimo prowadzenia 20-18 dali rywalom doprowadzić do wyrównania i w konsekwencji - drżeć o wynik. Ostatecznie atak oraz as Marka Dębskiego zapenił 'Bekoni' drugi punkt w meczu, ale tak jak zaznaczyliśmy - moralnymi zwycięzcami meczu są chyba gracze Spontana.

Hapag-Lloyd – Inter Marine Masters 2 0-3 (11-21; 10-21; 9-21)

Cóż, cudu nie było. Jakiś czas temu w jednym z podsumowań pokusiliśmy się o tezę, że Hapag-Lloyd staje się na naszych oczach drużyną, która jest w stanie sprawić psikusa faworytom. Nie, że będą zaraz wygrywali. Po prostu, że urywanie punktów stanie się coraz bardziej regularne. Oj, co by nie mówić, ale ta teza, przynajmniej w poniedziałkowy wieczór została obalona. Zespół Inter Marine Masters wziął sobie do serca to, o czym ostatnio pisaliśmy. Inauguracja sezonu w wykonaniu jednego z faworytów do podium była dość rozczarowująca. Co z tego, że wygrywali, skoro musieli dzielić się punktami? W poniedziałkowy wieczór jak 'Mastersi' depnęli w pedał gazu, to nie odpuszczali go nawet na chwilę. Ani na prostej, ani na małych wirażach, choć trzeba przyznać, że tych w zasadzie w poniedziałek nie uświadczyli. Dominacja drużyny w biało-niebieskich barwach ani przez chwilę nie była zagrożona. W naszym odczuciu zespół Hapag-Lloyd wyglądał tak, jakby przestraszył się swoich rywali, a to może odrobinę dziwić. Choć czasem brakowało im umiejętności, to raczej nigdy nie pękali, a czasem przypominali ratlerka, który atakuje pitbula. Jak to się kończyło, każdy wie. Niemniej jednak legenda o braku kompleksów była pielęgnowana. Wczoraj nam tego zabrakło. A Inter Marine Masters? Wreszcie wygrali za pełną pulę i mają nadzieje, że to dopiero początek.

CTO Volley – Speednet 0-3 (14-21; 18-21; 20-22)

Klocki, które przed sezonem porozrzucała ekipa CTO Volley, układają nam się coraz bardziej. O ile po spotkaniu z AiP mieliśmy jeszcze wątpliwości, tak wczorajsze spotkanie, gdzie 'Pomarańczowi' po raz kolejny mieli problemy kadrowe i po raz kolejny przegrali spotkanie w stosunku 0-3 pokazują, że pewna era, w której CTO co sezon walczyło o wygraną ligi chyba minęła. Nie chodzi tu o brak umiejętności. Te widzieliśmy tydzień temu. Tu większym problemem jest zaangażowanie i to, że część graczy broni aktualnie barw drugoligowego Stoczniowca. Cóż - jest jak jest. A realia są dziś takie, że CTO dostaje w cymbał od Speednetu i to na dodatek w stosunku 0-3. W SL3 idzie po prostu nowe, a w elicie każdy jest w stanie wygrać z każdym. Speednet na prowadzenie w premierowej odsłonie wyszedł tuż po pierwszym gwizdku sędziego. Po zagrywce aktywnego Mateusza Szturmowskiego, 'Programiści' wysunęli się na prowadzenie 8-3. Dalsza część seta to bezskuteczne próby odrabiania strat (21-14). O ile w pierwszym secie CTO było zaledwie tłem dla rywali, w drugiej zaczęli grać już znacznie lepiej. Ba, po dobrej grze Sebastiana Ferry, CTO zniwelowało straty do zaledwie jednego oczka (16-17). Końcowa faza seta to jednak indywidualne błędy po pomarańczowej stronie siatki, które zapewniły Speednetowi drugi punkt w meczu (21-18). Ostatni set to partia, w której czterokrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 mieli swoją największą szansę. Set rozpoczął się dla nich kapitalnie (9-4). Speednet wrócił do gry po świetnej zagrywce Kostiyantina Kulyka (10-10). Dalsza część seta to ciekawa walka z obu stron. Ostatecznie w końcówce więcej zimnej krwi zachowali gracze Macieja Miścickiego, którzy dzięki trzem oczkom, uplasowali się na samym szczycie pierwszoligowej układanki.

ZB INSTALGROUP – Wolves Volley 1-2 (17-21; 21-19; 16-21)

Po bardzo słabym i szokującym wręcz początku sezonu w wykonaniu Wolves Volley, drużyna Krzysztofa Mrożka stanęła wczoraj przed szansą na rehabilitację. Biorąc pod uwagę, że nie tak dawno przegrali z Chilli Amigos oraz Tiger Team, wynik konfrontacji z ZB INSTALGROUP nie był wcale oczywistością. Ok, 'Wilki' były faworytem tego starcia, ale żaden wynik by nas nie zdziwił. Po wyrównanym początku spotkania (7-7), zarysowała się przewaga 'Watahy'. Po bardzo dobrym okresie Tomasza Głębockiego wysunęli się na prowadzenie 12-7. Wzięty przez team Tomasza Bobcowa czas na niewiele się zdał. Tak dużej straty nie dało się już odrobić (21-17). Kiedy za kilka tygodni 'Wataha' przypomni sobie poniedziałkowe starcie, to z pewnością nadal nie będą mogli przeżyć tego, co wydarzyło się w drugim secie rywalizacji. Do pewnego momentu wszystko układało im się idealnie. Po ataku kapitana drużyny - Krzysztofa Mrożka, faworyt objął prowadzenie 14-9 i wszystko wskazywało na to, że zaraz zdobędą drugi punkt w meczu. Po chwili zaczęli popełniać jednak sporo błędów, a to w połączeniu z coraz skuteczniejszą grą ZB INSTALGROUP, zapewniło im come-back oraz wygraną seta do 19. Sił w trzecim secie drużynie ZB INSTALGROUP wystarczyło tylko na początku (6-7). Z czasem zarysowała się znaczna przewaga 'Wilków', którzy wygrali seta do 16 i swoje pierwsze spotkanie w sezonie.

Craftvena – Kraken 0-3 (11-21; 7-21; 14-21)

Gdybyśmy w obecnej kolejce mieli postawić pieniądze na wygraną, którejś z drużyn, to bardzo mocno rozważylibyśmy właśnie mecz Krakena z Craftveną. Podkreślaliśmy to już kilkukrotnie. Kraken wyrósł w ostatnim czasie na jednego z najpoważniejszych kandydatów do drugiej ligi i takie spotkania, ma po prostu obowiązek wygrać za pełną pulę. Wiecie jak to jednak jest - nie jest zbyt dobrze, jak w teorii jest zbyt łatwo. Już na początku spotkania zobaczyliśmy, że przeciwko mającej problemy kadrowe Craftvenie, Kraken ma splątane nogi oraz ręce. Ku naszemu zaskoczeniu to 'Rzemieślnicy' wysunęli się na prowadzenie 7-3. Jak się po chwili okazało, to były tylko chwilowe i przejściowe problemy drużyny Jurija Charczuka. Kiedy maszyna odpaliła, to była już nie do zatrzymania (21-11). W drugim secie rywalizacji, Kraken, który ma przecież z Craftveną tak wiele wspólnego (w pewnym czasie nastąpił rozłam Craftveny i dzięki temu powstał Kraken), nie miał litości dla swoich byłych kolegów z drużyny. Początek seta to prawdziwe 'mordobicie' w ich wykonaniu. Zanim się obejrzeliśmy, Kraken rozpoczął od prowadzenia 7-0, które przerodziło się po chwili w wynik 12-2. Cóż, widzieliśmy w historii ligi bardziej wyrównane starcia (21-7). Trzeci set był jednocześnie tym najbardziej wyrównanym. Nie, nie było tak, że Craftvena miała tu szansę ugrać coś dla siebie. Wstydu jednak nie było (21-14).

Old Boys – AIP 1-2 (18-21; 17-21; 21-19)

Po kilkunastu dniach przerwy zespół Old Boys wrócił na parkiety Inter Marine SL3. Do wczorajszego wieczora team Bartłomieja Kniecia pozostawał jedyną drużyną w pierwszej lidze, która jak do tej pory nie zdobyła ani jednego punktu. Ok, zagrała przy tym najmniejszą liczbę spotkań, ale tak czy siak ciążyła na nich jakaś presja. Już początek spotkania potwierdził, że pierwszoligowe granie jest zupełnie czymś innym niż to, co gracze w białych trykotach pamiętają z drugoligowych parkietów. Mimo to od samego początku aż do stanu 13-13 oglądaliśmy bardzo wyrównaną grę, w której trudno było oszacować, która z drużyn wygra. Po dwóch atakach Dawida Glanera zaczęła zarysowywać się jednak przewaga drużyny AiP (15-13), która trzymając rywala na mały, aczkolwiek bezpieczny dystans wygrała tę partię do 18. Środkowa odsłona rozpoczęła się kapitalnie dla beniaminka pierwszej ligi. Po ataku Szymona Kobylińskiego zespół z Pruszcza Gdańskiego wysunął się na prowadzenie 11-7. W kluczowym momencie team 'znad Raduni' zaczął popełniać jednak błędy. Po kilku z nich i skutecznym bloku byłego gracza Old Boys - Bartłomieja Więckiewicza, AiP doprowadzili do wyrównania po 15 i w dalszej części seta postawili kropkę nad 'i'. Przestój, który zanotowała w drugiej części seta drużyna Old Boys, widywaliśmy już w poprzednich sezonach i jest to, jak widać, temat, nad którym zespół musi popracować. W ostatniej partii byliśmy świadkami podobnych zdarzeń, ale epilog tej historii był już jednak inny. Mimo prowadzenia Old Boysów 16-12, zespół 'Przyjaciół' zdołał doprowadzić do wyrównania (19-19) i kiedy wydawało się, że sięgną po komplet punktów, bardzo skuteczną grą popisał się w końcówce Mikołaj Bogucki (21-19), który zapewnił Old Boysom pierwszy punkt w sezonie Jesień'26.