Za nami ostatni dzień meczowy w trzecim tygodniu rozgrywek. Swoje spotkanie w dobrym stylu wygrała ekipa MPS Volley, która rozbiła Speednet 3-0. W hicie drugiej ligi, lepsi od Energi Trefla Gdańsk okazali się gracze Inter Marine Masters. Zapraszamy na podsumowanie!

MiszMasz – Audiofon Karczemki 0-3 (16-21; 17-21; 16-21)

Niewielu wie, że MiszMasz po raz ostatni w stosunku 0-3 przegrał...niemal rok temu. Pod tym kątem trudno znaleźć drużynę, która punktowałaby w każdym meczu przez niemal rok. Każda seria ma jednak swój koniec i tak stało się w czwartkowy wieczór, kiedy wyraźnie lepszą drużyną od MiszMaszu, okazała się ekipa Audiofonu. Dzięki wygranej za pełną pulę, zespół nieobecnego w czwartkowy wieczór Roberta Mielewczyka może pochwalić się kapitalnym otwarciem sezonu, po którym założył żółtą koszulkę lidera rozgrywek - brawo! Początek spotkania nie był dla nich jednak spacerkiem i trzeba to napisać wprost. Na półmetku premierowej partii, obie drużyny popełniały sporo błędów, po których na tablicy wyników mieliśmy remis 11-11. Momentem, który zmienił oblicze seta był ten, w którym w polu serwisowym stanął Roman Grzelak. To właśnie po jego zagrywce, faworyt wysunął się na prowadzenie 16-12 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Początek drugiego seta obfitował w bardzo dobre wymiany, ale po kilku chwilach, obie ekipy zaczęły popełniać sporo błędów przez co widowisko sportowe dość mocno ucierpiało (11-11). Choć Audiofon nie grał spektakularnej partii, to mimo wszystko kultura gry, szczególnie w końcówce seta była po ich stronie (21-17). Finałowy set to partia, w której MiszMasz był najbliżej zdobycia punktu. Warto jednak podkreślić, że na przestrzeni całego meczu zespół z Karczemek miał w sobie gen wychodzenia z beznadziejnych sytuacji. Nie inaczej było i tym razem, kiedy wielokrotnie szczęście sprzyjało właśnie im. Pomimo prowadzenia rywali 11-8, Audiofon zdołał się wykaraskać z niekorzystnego położenia, odrobić straty by finalnie wygrać do 16, a cały mecz 3-0.

Dream Volley – Solver Szach-Mat 0-3 (21-23; 11-21; 16-21)

Nie jest to wymarzony początek sezonu w wykonaniu drużyny Dream Volley. Zespół 'Marzycieli' w dwóch pierwszych spotkaniach sezonu przegrał dwukrotnie w stosunku 0-3 i już na początku sezonu, plasuje się na odległym miejscu w ligowej tabeli. Ok, pewną okolicznością łagodzącą jest fakt, że mierzyli się oni z wielkimi faworytami do podium rozgrywek - drużyną Tufi Team oraz wczoraj - Solver Szach-Mat. Biorąc pod uwagę to, że do składu dołączy niebawem najlepszy gracz Dream Volley w poprzednim sezonie - Michał Hawrylik, są podstawy do tego by sądzić, że najgorsze już za nimi. Warto przy tym zauważyć, że niewiele brakowało, a dorobek 'Marzycieli' po dwóch meczach mógł wynosić jeden lub nawet dwa punkty. Bardzo blisko było właśnie z Szach-Matem, gdzie Dream rozpoczął tę partię kapitalnie a z czasem prowadził już 15-9. Receptą na wyjście z kryzysowej sytuacji Szach-Matu była dobra zmiana, którą dał Mateusz Ciesielski. Bardzo dobrze we wspomnianym fragmencie radził sobie również kapitan Dawid Kołodziej. Problemy w obronie oraz niemoc w ataku 'Marzycieli' sprawiła, że mieliśmy w zasadzie gotową receptę na porażkę. Już po chwili było bowiem 17-17 i choć Dream miał później jeszcze swoje szanse, między innymi piłkę setową, to Szach-Mat już tej okazji nie wypuścił (23-21). W naszej ocenie, to co ciekawe w meczu, wydarzyło się właśnie w pierwszej odsłonie rywalizacji. W drugim, a szczególnie trzecim secie widzieliśmy już jednostronne widowisko, w którym ex-pierwszoligowiec nie miał problemu z ograniem rywali odpowiednio do 11 oraz 16.

Inter Marine Masters – Energa Trefl Gdańsk 2-1 (18-21; 21-17; 21-13)

Czy może to być przełomowy sezon dla Inter Marine Masters? Wiele na to wskazuje. Już w poprzednim sezonie było niezwykle blisko awansu do pierwszej ligi. Choć wówczas się nie udało, to teraz 'Mastersi' mają sporo argumentów, aby sezon potoczył się w wymarzony dla nich sposób. Wczoraj wieczorem team Andrzeja Masiaka rywalizował z Energą Treflem Gdańsk i choć nie było to łatwe spotkanie, wygrana 2-1 wlała w nich jeszcze więcej optymizmu i wiary w siebie. Sami zastanawiamy się, w którą stronę to wszystko pójdzie . Za tydzień 'Mastersi' zagrają z Hydrą oraz Dream Volley i dużo wskazuje na to, że ich sytuacja przed dalszą częścią sezonu będzie jeszcze lepsza. Wracając jednak do wczorajszego starcia, lepiej w mecz weszła najmłodsza drużyna w ligowej stawce. Po dobrej grze w bloku Rafała Pączka, Trefl wysunął się na prowadzenie 10-8. Z czasem 'Mastersom' udało się doprowadzić do wyrównania po 18, ale końcówka seta to dwa niewymuszone błędy doświadczonej drużyny, które dały graczom Ariela Fijoła pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa odsłona to kapitalne otwarcie 'Mastersów', którzy błyskawicznie objęli prowadzenie 12-4. Choć odrobienie strat wydawało się nierealne, to z czasem przewaga drużyny w biało-niebieskich barwach stopniała do zaledwie dwóch oczek (19-17). Kiedy robiło się jednak bardzo groźnie, skutecznym blokiem dającym 'Mastersom' wygraną w secie popisał się ściągnięty przed sezonem Paweł Kolan (21-17). Trzeci set to już dominacja drużyny Andrzeja Masiaka. Po punkcie kapitana drużyny, doświadczona drużyna wysunęła się na prowadzenie 12-5 i tym razem uniknęła nerwówki, której doświadczyli w drugim secie rywalizacji, wygrywając finalnie do 13.

Speednet – MPS Volley 0-3 (17-21; 15-21; 17-21)

Czego dowiedzieliśmy się po czwartkowym spotkaniu? Ano tego, że MPS jak tylko ma skład, to jest piekielnie groźny. Nie ukrywamy, że po wtorkowym spotkaniu z BEemką Volley zastanawialiśmy się, co dzieje się z Miłośnikami Piłki Siatkowej i czy nie będzie to przypadek, w którym po zdobyciu tytułu mistrzowskiego, 'syte koty' będą nadal celować w sam szczyt. Już na rozgrzewce przedmeczowej zrozumieliśmy, że wtorek był raczej wyjątkiem, a MPS będzie miał w czwartkowy wieczór kim straszyć. Pierwszy garnitur i to na dodatek wyprasowany. Już na początku spotkania, aktualny Mistrz Inter Marine SL3 wskoczył na wysokie obroty i objął prowadzenie 7-2. Z czasem Speednet niby coś tam się starał, niby niwelował stratę, niby był 'pod prądem', ale tak na nasze, to nie istniało ryzyko, że MPS tego seta przegra (21-17). W środkowej odsłonie, przewaga 'Miłośników Piłki Siatkowej' była jeszcze większa. Po kilku błędach 'Programistów' w środkowej części seta, MPS wysunął się na prowadzenie 12-7, co było jednoznaczne z końcem emocji w drugiej odsłonie (21-15). W naszej ocenie najwięcej działo się w trzecim secie i to właśnie wówczas, Speednet miał bardzo dobrą okazję do tego, by pokusić się o 'nagrodę pocieszenia'. Po skutecznym bloku debiutującego w Speednecie Jana Wysieckiego, 'Programiści' objęli czteropunktowe prowadzenie (14-10). Niestety dla nich - nie udało im się pójść za ciosem i po skutecznej zagrywce w końcówce w wykonaniu Szymona Drzazgi, MPS doprowadził do wyrównania po 17, a następnie - zdobył po chwili trzeci punkt w meczu.

Tufi Team – Team Spontan 3-0 (21-19; 21-18; 21-14)

Jakie są nasze przemyślenia po czwartkowej serii gier? Ano takie, że nikt tak pięknie nie przegrywa jak Team Spontan. Nie, nie chcemy i nie zamierzamy grillować dziś drużyny Piotra Raczyńskiego, a jedynie zwrócić uwagę na pewne fakty. Te są takie, że spośród wszystkich drugoligowców, to Team Spontan ma w obecnej kampanii największą liczbę porażek. Owszem, jak do tej pory rywalizowali oni z drugoligowymi siłaczami (Wielki Speednet, Energa Trefl Gdańsk oraz wczoraj wieczorem - Tufi Team). W przyszłym tygodniu zmierzą się z kolei z GKS Żukowo Bekoni i z pewnością nie będą faworytem, a mecz zakończy się najprawdopodobniej porażką. Jeśli faktycznie tak się stanie, to Spontan będzie miał bilans 0 zwycięstw oraz 4 porażki i ich sytuacja stanie się dość nieciekawa. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w drużynie Tufi Team, które jedzie 'od miasta do miasta, po mistrzostwo i basta'. Choć jesteśmy w początkowej fazie sezonu, to Tufi pozostaje jedyną drużyną w drugiej lidze, która nie straciła jeszcze punktu. Taka postawa sprawiła, że znajdują się oni na samym szczycie ligowej tabeli i nos podpowiada nam, że tak może zakończyć się cały sezon. W przyszłym tygodniu zagrają bowiem z Flotą i wynik 3-0 można w zasadzie brać w ciemno. A wczorajsze spotkanie? Owszem - Team Spontan wstydu nie przyniósł, ale w momencie, gdy trzeba było, zespół Tufi podkręcał tempo, wygrywając finalnie za pełną pulę - brawo!

Staltest Pomorze – Only Spikes 3-0 (21-13; 21-12; 21-19)

To samo miejsce, ta sama grupa ludzi, ale humory zupełnie inne. Po wtorkowej porażce z VB Inter-Grahen Sulmin, nastroje w obozie Staltestu były koszmarne. Po spotkaniu team przeprowadził pod Ergo rozmowę wychowawczą. Wczoraj wieczorem też była rozmowa, ale w zupełnie innym nastroju. To jak zmieniła się drużyna w ciągu dwóch dni, jest aż nieprawdopodobne. To co działo się w obecnym tygodniu potwierdza, że 'czwarta liga - styl życia' nie jest bynajmniej pustym sloganem. Spójrzcie sami na te wyniki:

  1. Staltest Pomorze - VB Inter-Grahen Sulmin 1-2

  2. Inter-Grahen Sulmin - Only Spikes 2-1

Przyznacie chyba, że na podstawie tych dwóch wyników można było spodziewać się, że mecz pomiędzy Staltestem a Only Spikes będzie bardziej wyrównany, prawda? Tymczasem gracze Arkadiusza Kozłowskiego ze sportową złością narzucili przeciwnikowi takie warunki gry, których ten nie był w stanie spełnić. W pierwszym secie zespół Patryka Łabędzia nijak nie przypominał drużyny z środowego wieczoru, która była o włos od ogrania faworyzowanego rywala i wynik 21-13, był najniższym wymiarem kary. Nie inaczej było w środkowej partii, gdzie do stanu 11-4, Only Spikes zdobywali punkty niemal wyłącznie poprzez błędy ich rywali. W dalszej części seta obraz gry się nie zmieniał i bardzo słabo grająca ekipa Only Spikes nie była w stanie zbliżyć się do rywala. To była dysproporcja, której się nie spodziewaliśmy (21-12). Przebudzenie drużyny w żółtych strojach nastąpiło w trzecim secie, w którym prowadzili oni 16-14. W dalszej części nie byli oni w stanie zdobyć jednak honorowego punktu i po zaciętej, aczkolwiek przegranej końcówce, gracze Only Spikes wracali do domu 'na pustaka'. A Staltest? Staltest zanotował diametralny strzał pozytywnej energii. Trzy punkty po tym wtorkowym występku, to najlepsze, co mogło im się wczoraj przytrafić.