Za nami środowa seria gier. Z bardzo dobrej strony pokazały się wczoraj najbardziej utytułowane drużyny w historii ligi - Merkury oraz CTO Volley. W trzeciej lidze sensacyjne zwycięstwo odniosła drużyna Chilli Amigos. Zapraszamy na podsumowanie!
Chilli Amigos – Wolves Volley 2-1 (14-21; 21-18; 21-16)
Przez kilkanaście pierwszych dni ligi, gracze Chilli Amigos mogli z zazdrością zerkać na to, co dzieje się w innych ekipach o zbliżonym potencjale sportowym. Najpierw swoje spotkanie z faworyzowanym rywalem wygrała bowiem ekipa Tiger Team, a następnie Craftvena. Choć Chilli liczyło na to, że im się uda, to zadanie zdawało się być utrudnione. Wataha Wilków stawiła się bowiem na mecz niemal w komplecie, a ich akcje błyskawicznie poszybowały w górę. Początek spotkania wyglądał dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Precyzując - faworyt nie zawiódł, a po wyrównanym początku (7-7), narzucił swoje warunki gry. W pewnym momencie ekipa 'Amigos' nie mogła zrobić przejścia i w konsekwencji - Wolves Volley objęli prowadzenie 18-9, a po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-14). Sądziliśmy, że dokładnie tak samo będzie wyglądała dalsza część meczu. W środkowej partii zaczęły się jednak problemy w przyjęciu Wolves Volley, czego nie do końca odzwierciedlają suche statystyki. Jakby tego było mało - Wolves Volley mieli potężne problemy ze skończeniem własnej akcji i w efekcie to 'Amigos' wysunęli się na prowadzenie 11-8. Choć team Krzysztofa Mrożka doprowadził po chwili do wyrównania po 11, to sama końcówka seta należała już do graczy w czerwonych trykotach. Z całą pewnością na wynik tej partii ogromny wpływ miała zagrywka w wykonaniu Mateusza Sypniewskiego (21-18). Po tym, jak zespół Chilli Amigos zrozumiał, że czwarta siła poprzedniego sezonu nie jest tak groźna, jak się mogło wydawać, postanowili pójść za ciosem. Po akcji zakończonej skutecznym blokiem Pawła Kalety, Chilli objęli prowadzenie 12-8 i kilkupunktowej przewagi nie wypuścili aż do samego końca - brawo. Wynik spotkania to z pewnością coś wielkiego dla 'Papryczek'.
Kraken – Tiger Team 3-0 (21-13; 21-11; 21-15)
Choć nie skończył się jeszcze trzeci tydzień rozgrywek, to coraz bardziej wykruszają nam się drużyny, które jak do tej pory nie straciły chociaż jednego seta. W tym elitarnym gronie po środowym spotkaniu wciąż znajduje się Kraken, który zgodnie z oczekiwaniami, rozbił swojego rywala, potwierdzając to, że w obecnej kampanii może być piekielnie groźny. W naszej ocenie na papierze to właśnie Kraken ma najsilniejszy skład. To oczywiście nie jest żadną gwarancją, o czym przekonywaliśmy się wielokrotnie. Tu w meczu z beniaminkiem też nie od samego początku było kolorowo. Trzeba przyznać, że Tiger od początku spotkania radził sobie zaskakująco dobrze i na półmetku seta był remis po 12. W momencie, w którym uznaliśmy, że Tiger gra super, ten się całkowicie pogubił i w rezultacie do samego końca seta zdobył zaledwie jeden punkt (21-13). Środkowa partia to już porządne lanie, które Tigerowi zapewniła ekipa Jurija Charczuka. Oj tak - to był trzecioligowy pokaz siły, zakończony zwycięstwem 'Bestii' do 11. Ostatnia odsłona to partia, w której Kraken miał poczynania boiskowe pod całkowitą kontrolą. Trzeba przyznać, że poza lepszą grą faworyta, do takiego obrazu przyczyniła się sama ekipa Marcina Kwidzińskiego, która popełniała sporo błędów dających punkty rywalom. Ostatecznie Kraken wygrał tę partię do 15 i jest już niemal na szczycie ligowych zmagań.
VB Inter-Grahen Sulmin – Only Spikes 2-1 (21-15; 18-21; 21-19)
Uwielbiamy mecze, po których obie drużyny przyznają, że było to dobre, czwartoligowe granie. W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że nieznacznym faworytem starcia będzie VB Inter-Grahen Sulmin. Podkreślaliśmy jednak, że w minionej edycji, spotkanie i to za komplet punktów wygrała ekipa Only Spikes. Wobec tego było dla nas jasne, że team w żółtych strojach 'tanio skóry nie sprzeda'. Pierwszy set był tak naprawdę jedynym, w którym jedna z ekip miała na tyle dużą przewagę, że ci drudzy nie mieli co myśleć o punkcie (21-15). Prawdziwe el partidazo rozpoczęło się w środkowej odsłonie, którą Only Spikes rozpoczęli w wymarzony dla siebie sposób. Po dużej skuteczności w ataku, wysunęli się bowiem na prowadzenie 7-3, a następnie 12-7. Nieustępliwa drużyna z Sulmina nie zamierzała jednak odpuszczać. Po dobrym fragmencie z ich strony, najpierw doprowadzili do wyrównania po 14, a następnie po bloku Alexa Siwika, wysunęli się na dwupunktowe prowadzenie (16-14). Kiedy wydawało się, że Sulmin zmierza po drugi punkt w meczu, w obozie czerwono-czarnych obudziły się najgorsze demony. Zepsute zagrywki Rafała Szopieraja oraz Michała Tredera dały rywalom tlen, po którym Only Spikes - za sprawą Andrija Cherniuka zapewnili sobie wyrównanie w setach. Wow - sporo emocji. Nie inaczej było w trzeciej partii, którą dla odmiany lepiej rozpoczęli gracze występujący w delegacji (13-9). Tym razem w rolę goniącego wcieliła się ekipa Only Spikes. Choć udało im się doprowadzić do wyrównania po 19, to w końcówce tego emocjonującego widowiska, skutecznymi akcjami popisali się Alex Siwik oraz Kacper Tondytko (21-19).
VB Sulmin – Hydra Volleyball Team 2-1 (21-16; 17-21; 21-19)
Nie ukrywamy, że od pewnego czasu coś nam się tu nie kleiło. Od początku sezonu gra drużyny VB Sulmin wyglądała znacznie lepiej niż wskazują na to wyniki. Przy odrobinie szczęścia, do meczu z Hydrą Volleyball Team, zespół z Sulmina mógł podchodzić z dwoma zwycięstwami na koncie. Stawiając typ Redakcji, mieliśmy z tyłu głowy wspomnianego pecha i uznaliśmy, że tym razem będzie już inaczej. W naszej ocenie - VB Sulmin pozostawał faworytem. Początek spotkania utwierdził nas w tym przekonaniu, bo po bardzo mocnym wejściu w mecz, zespół Daniela Bąby prowadził 9-3. Z czasem Hydra się przebudziła i zniwelowała nawet straty do jednego oczka (11-10), ale druga część seta należała już do drużyny występującej w delegacji (21-16). W środkowej partii role się nieco odwróciły. O ile w pierwszej odsłonie to Hydra popełniała więcej błędów, w środkowej partii te raziły po czerwono-czarnej stronie siatki. Tak prawdę mówiąc - nie był to zbyt ładny mecz. Niemniej jednak - i takie sety trzeba wygrywać i Hydra z tego zadania, mimo pogoni rywali wywiązała się bez zarzutu (21-17). O zwycięstwie w spotkaniu musiał zadecydować trzeci set rywalizacji. Na półmetku lepiej radzili sobie gracze Hydry, którzy po ataku Dawida Plichtowicza prowadzili 15-12. Choć było już naprawdę blisko to zwrot akcji nastąpił, kiedy na zagrywce stanął Damian Kolka. Po kilku ciosach weterana SL3, Sulmin wyszarpał rywalom zwycięstwo z rąk, zapewniając sobie pierwsze zwycięstwo w sezonie (21-19).
Flota Active Team – Złomowiec Gdańsk 1-2 (13-21; 12-21; 21-17)
W ostatnim czasie środowi rywale byli prawdopodobnie najbardziej krytykowanymi drużynami w całej Inter Marine SL3. Złomowiec Gdańsk za to, że nie jest w stanie nawiązać do wyników z przeszłości, gdzie siał postrach na drugoligowych parkietach, a teraz stał się drużyną walczącą o utrzymanie. Flota Active Team za to, co wydarzyło się w przerwie pomiędzy sezonami, za skład, który nie jest absolutnie zgrany, za to, że na pierwszy mecz z 'Mastersami' się spóźnili, a na dodatek przyjechali gołą szóstką i zaprezentowali się fatalnie. Oj tak - sporo tych grzeszków. Czy środowy wieczór coś w tej narracji zmienił? Musimy przyznać, że tak. Złomowiec wygrał wreszcie spotkanie co nie jest przecież normą. Brutalna statystyka pokazuje, że w osiemnastu ostatnich spotkaniach udało im się to po raz czwarty. Jeśli chodzi o Flotę to ci owszem - przegrali, ale z całą pewnością pokazali się o wiele lepiej niż miało to miejsce dzień wcześniej. Sam mecz pokazał, że kiedy Flota dysponuje pełnym składem, to jest w stanie nawiązać walkę z innymi drugoligowcami. Niemniej jednak, nie ma co się przesadnie cieszyć. Należy bowiem podkreślić, że zdobyli punkt z drużyną, która też ma swoje problemy. W naszym odczuciu w kolejnych meczach nie będzie już łatwiej, a Flota pozostaje największym kandydatem do spadku spośród wszystkich drugoligowców.
ZB INSTALGROUP – Sharks 2-1 (19-21; 21-13; 21-15)
Trudno nam wytłumaczyć to, że kilka miesięcy temu ZB INSTALGROUP rozbił za komplet punktów o wiele mocniejszą 'na papierze' drużynę Sharks, a wczoraj były to zaledwie dwa oczka. Tak się zastanawiamy, czy tego jednego punktu później nie zabraknie do określonego celu. Początek spotkania wskazywał jednak na to, że gracze Tomasza Bobcowa nie będą mieli problemu z wygraniem premierowej partii. Nim się obejrzeliśmy, prowadzili bowiem już 10-4. Chwilę później zespół ZB zaczął popełniać jednak błędy, co w połączeniu z kapitalną dyspozycją Bohdana Mukhy, sprawiło, że na tablicy wyników mieliśmy remis po 11. Dalsza część seta to walka 'łeb w łeb' zakończona zwycięstwem drużyny Pavlo Kudinowa, co oceniamy jako bardzo dużą niespodziankę (21-19). W środkowej odsłonie, ZB INSTALGROUP nie popełnił już tych samych błędów i błyskawicznie wyszedł na prowadzenie 11-4, a następnie - bez zbędnych nerwów kontrolował przebieg gry, ogrywając rywala do 13. Finałowa partia zaczęła się bardzo obiecująco i zwiastowała ciekawą końcówkę. Na półmetku seta zespół Sharks nie odstępował faworyzowanym rywalom (12-12). Przewaga drużyny Tomasza Bobcowa zaczęła zarysowywać się dopiero w drugiej części seta, która finalnie ZB INSTALGROUP wygrał do 15. Mimo zwycięstwa, trudno mówić tu o jakimś optymizmie. Nie oszukujmy się, moralnym obowiązkiem drużyny było wygrać te spotkanie za komplet punktów.
AIP – CTO Volley 1-2 (21-17; 15-21; 14-21)
Są w Inter Marine SL3 pewne utarte schematy. Jednym z nich jest to, że ilekroć mierzą się ze sobą zespoły AiP oraz CTO Volley, to można być pewnym, że mecz wygrają ci drudzy. Co ciekawe, znaczenia nie ma tu to, w jakiej formie są obecnie obie drużyny. Nie ma absolutnie znaczenia, że zespół AiP wobec problemów innych stał się jednym z głównych i naturalnych kandydatów do podium. Nie ma to, że tydzień temu CTO zagrało bardzo słabo z Bossmanem, nie ugrywając choćby punktu. Na koniec - nie ma znaczenia też to, że CTO zagrało w meczu w szóstkę. Początek spotkania wskazywał na to, że i tym razem będzie tak, że to CTO ogra rywala. Po ataku Adama Sobstyla, objęli bowiem prowadzenie 10-7. Z czasem sytuacja zaczęła się jednak zmieniać, a zespół AiP w kluczowym momencie seta, wysunął się na prowadzenie 18-17 i tego już nie roztrwonił (21-17). Nieskuteczność w końcówce seta sprawiła, że w 'Pomarańczowych' zrodziła się sportowa złość. Po ataku oraz bloku najlepszego gracza meczu - Łukasza Negowskiego, gracze CTO wysunęli się na prowadzenie 10-3. Wicemistrz Inter Marine SL3 nie zwykł marnować takich okazji i korzystając ze słabego przyjęcia rywali, nabijał kolejne punkty wygrywając finalnie do 15. O ile początek trzeciego seta był jeszcze wyrównany, to start 'pomarańczowej rakiety' zauważony został w momencie gdy na tablicy wyników było 6-6. Nim się obejrzeliśmy, CTO zdobyło...12 punktów przy czym ich rywale tylko...2. Absolutna dominacja w trzeciej odsłonie zapewniła CTO pierwsze zwycięstwo w sezonie (21-14).
Wielki Speednet – Bayer Gdańsk 1-2 (21-18; 16-21; 18-21)
To już pewna tradycja. Spotkanie pomiędzy Wielkim Speednetem, a Bayerem Gdańsk nie zawodzi. To po prostu gwarant emocji i spotkanie, które ma szansę na to, by z czasem urosnąć do rangi drugoligowego klasyka. Lepiej w mecz na boisku numer 2 weszli gracze Speednetu, którzy po kilku skutecznych akcjach Kacpra Kowalewskiego zmusili rywala do wzięcia pierwszego czasu w meczu (5-1). Ten najwyraźniej pomógł, bo z czasem, Bayer zaczął odrabiać straty i zniwelować przewagę rywali do dwóch oczek (12-10). Końcówka seta należała jednak do Wielkiego Speednetu, który po akcjach duetu skrzydłowych - Zielińskiego oraz Janulewicza, zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (21-18). Widoczną zmianę obrazu gry zobaczyliśmy niemal na samym początku środkowej partii. Bayer Gdańsk radził sobie wyraźnie lepiej i wysunął się na prowadzenie 8-4. Z czasem gracze Marka Ogonowskiego zdołali doprowadzić do wyrównania po 9, ale przespany środkowy fragment seta, ponownie dał ich rywalom pięciopunktową zaliczkę (15-10), której 'Aptekarze' już nie roztrwonili (21-16). Decydujący o zwycięstwie set lepiej rozpoczęli gracze Marka Ogonowskiego (7-5). Z czasem zaczęła zarysowywać się przewaga Bayera i to pomimo kontuzji jednego z motorów napędowych 'Aptekarzy' - Krzysztofa Podlaskiego. Po bardzo dobrej grze w obronie oraz ataku Tomasza Sadowskiego, wysunęli się oni na prowadzenie 16-12, którego już nie wypuścili (21-18).
Merkury – Fux Pępowo 3-0 (21-12; 21-12; 21-10)
Mamy przeczucie, że gdyby gracze Merkurego mogli, to zamknęliby nas wczoraj w Ergo w składzie na szczotki. Wszystko za sprawą tego, żebyśmy wzorem poprzednich lat nie budowali narracji, jak to świetnie wiodło się Merkuremu. Z pewnością team wolałby, abyśmy po jednym - bądź co bądź - świetnym spotkaniu nie pompowali balonika. A prawda jest taka, że nie spodziewaliśmy się, że Merkury zaprezentuje się tak dobrze. No bo wiecie - Fux Pępowo to bardzo solidna drużyna, a dyspozycja z poprzedniego sezonu plus to, że był to dla nich już czwarty mecz w sezonie, pozwalały sądzić, że zaprezentują się co najmniej dobrze. Cóż, tyle teoria, bo prawdziwe podsumowanie występów drużyny słychać było w korytarzu po wyjściu z szatni, na długo po zakończonym meczu. Gracze z Pępowa podkreślali, że zostali przez rywala tak 'zbałamuceni', że dawno takiego mordobicia nie uświadczyli. Cóż - nie ma się co dziwić i wydaje nam się, że spotkanie pretendowało do ich najgorszego występu w pierwszoligowej historii. To oczywiście nie problem Merkurego, który szerokim składem oraz bardzo dobrą formą wysłał sygnał do całej pierwszej ligi, że mogą być w obecnej kampanii poważnym graczem. Cóż - pożyjemy, zobaczymy. Tonując nastroje - pamiętamy równie imponujące początki i dużo gorsze końcówki. Parafrazując powiedzonko - 'prawdziwego Merkurego nie poznaje się po tym jak zaczyna, a jak kończy'. Pogadamy na koniec listopada.













Komentarze