We wtorkowy wieczór sypnęło sensacjami. Po raz drugi z rzędu spotkanie w stosunku 3-0 wygrała BEemka Volley, która tym razem rozbiła MPS Volley. Niespodzianek nie brakowało również w trzeciej lidze, gdzie Craftvena wygrała po podziale punktów z Kraken Team. Zapraszamy na podsumowanie!

Energa Trefl Gdańsk – Team Spontan 2-1 (21-18; 17-21; 21-15)

Trefl Gdańsk pozostawał jedną z ostatnich drużyn, które w obecnym sezonie nie zdążyły jeszcze rozegrać spotkania. Rozbrat z ligowymi zmaganiami trwał na tyle długo, że najmłodsza drużyna w lidze, stawiła się w Ergo Arenie jeszcze przed Redakcją, a to zdarza się naprawdę rzadko. Początek spotkania to wyrównana partia, która zaprowadziła nas do stanu po 9. Z czasem Team Spontan nie wytrzymał tempa narzuconego przez rywali, którzy objęli prowadzenie 16-11 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w sezonie. W środkowej partii, role się odwróciły, a Energa będzie żałowała przebiegu przez długi czas. Po ataku debiutującego w rozgrywkach Kacpra Niełacnego, najmłodsza drużyna w lidze prowadziła bowiem 11-4 i absolutnie nic nie wskazywało na to, że może dojść do jakiegokolwiek zwrotu akcji. A jednak - po chwili Trefl zaczął popełniać błędy, a skrzydłowi Spontana kończyć każdą piłkę. Efekt był taki, że po ataku Wojciecha Kowalskiego, Spontan doprowadził do wyrównania po 16, a w końcówce - zapewnił sobie wygraną do 17. Wow - niezły come-back. Początek trzeciego seta to prawdziwa kanonada na zagrywce w wykonaniu Rafała Pączka. Co ciekawe - swoją zagrywką 'z góry' poczęstował kolejno libero oraz dwóch przyjmujących Spontana i za każdym razem kończyło się punktem Trefla (5-1). W dalszej części seta sytuacja zaczynała przypominać wydarzenia z drugiego seta, gdzie gracze Ariela Fijoła tracili kontrole nad setem (10-12). Mimo to - tym razem stanęli na wysokości zadania i po krótkiej chwili cieszyli się z pierwszego zwycięstwa w sezonie Jesień'26 - brawo!

Inter Marine Masters – Flota Active Team 3-0 (21-9; 21-11; 21-14)

Nawet nie wiemy od czego zacząć. Już przed sezonem wiedzieliśmy, że Flota będzie miała potężne problemy z tym, by utrzymać się na drugoligowej powierzchni. Wtorkowe spotkanie nie tyle potwierdziło nasze przypuszczenia, ale wątpliwości co do jakości drużyny zostały podlane kanistrem z benzyną. No bo powiedzmy sobie wprost - z takim poziomem, takim zaangażowaniem, taką grą to Flota Active Team przegrałaby dziś z trzecioligową Flotą TGD Team, a i z czwartoligową Flotą TKKF byłby zapewne problem. Rany - trudno się to oglądało. Nie jest problemem wyłącznie słaba gra, ale czy to w ogóle poważne, że na mecz drużyna przychodzi w sześciu graczy, a na dziesięć minut przed rozpoczęciem jest zaledwie jeden zawodnik? Cóż - chyba całe środowisko zna odpowiedź na to pytanie. Sam mecz rozpoczął się tak, jak można było tego oczekiwać. Zanim 'Flociarze' zdążyli się dogrzać, przegrywali już 2-10. Dalsza część seta to pokaz miłosierdzia ze strony Inter Marine. Gdyby bowiem chcieli, to byłoby 21-4, a nie 9. Środkowa partia tego absolutnie skandalicznego występu (z jednej strony) nie przyniosła zmiany oblicza gry. Na parkiecie rządziła jedna drużyna i czasami było nam 'Mastersów' po prostu żal. Z pewnością nastawiali się na fajne granie, a trzy punkty tego rozczarowania w pełni nie rekompensują (21-11). Ostatni set to partia, w której Flota uciułała co prawda 14 oczek, ale bez jaj. Po tym co widzieliśmy jesteśmy poruszeni, jak nie byliśmy od dawna.

BEemka Volley – MPS Volley 3-0 (21-17; 21-19; 21-18)

Uniwersum Inter Marine SL3 nie przestaje zaskakiwać. Co to są w ogóle za wyniki? Pierwsza liga w obecnym sezonie to absolutne pomieszanie z poplątaniem. No bo wiecie - wydawało się, że w rozgrywkach zapanował pewien ład. To MPS miał być faworytem do wygrania ligi, a BEemka pewniakiem do spadku. Tymczasem ci pierwsi - aktualny Mistrz Inter Marine SL3 ma problem z tym, by skleić na wtorek jakiś skład i musi ratować się transferami last minute. Ze starej gwardii na parkiecie zobaczyliśmy kilku graczy, których wspomogło dwóch nowych zawodników ze Starogardu Gdańskiego. Jeśli chodzi o ich rywali - BEemkę Volley to mówimy o zespole, który przed sezonem skreślali niemal wszyscy. Jak odpowiedział zespół? Ano tak, że w obecnym tygodniu opędzlowali dwie drużyny z grupy mistrzowskiej i zdobyli przy tym aż sześć punktów. Niewiarygodne. A samo spotkanie? Zaczęło się lepiej dla MPS-u, który wysunął się na prowadzenie 7-2. Tak jak szybko zespół Jakuba Nowaka uzyskał przewagę, tak szybko ją roztrwonił. Już na półmetku seta BEemka przejęła inicjatywę i po serii na zagrywce Macieja Rzepczyńskiego, objęła prowadzenie 13-10. W dalszej części MPS nie był już w stanie zagrozić rywalom, który wygrał do 17. Środkowa odsłona wyglądała już nieco inaczej. Owszem, to BEemka prowadziła grę, ale pod koniec seta, grający na skrzydle Jakub Nowak wysunął aktualnego Mistrza na prowadzenie 17-16. Radość nie trwała jednak zbyt długo, bo po punktach duetu Rzepczyński - Masiul, BEemka zapewniła sobie drugi punkt w meczu. Trzeci set to wyrównana partia, w której w końcówce więcej zimnej krwi zachowała BEemka Volley, która po trzech meczach ma na swoim koncie aż siedem punktów. Nieźle jak na pewnego spadkowicza i drużynę, która już za chwilkę, już za momencik ma się rozpaść.

Dream Volley – Tufi Team 0-3 (15-21; 18-21; 12-21)

Ostatnio tak zaskoczeni tym, że Tufi jest na szczycie drugoligowej tabeli byliśmy wtedy, kiedy po poniedziałku nastąpił wtorek. Jeszcze kilka miesięcy temu obie drużyny dzieliły dwie klasy rozgrywkowe. Trudno spodziewać się zatem, że ci, którzy grali w trzeciej lidze, będą w stanie ograć tych, którzy grali w pierwszej. Co by nie mówić - tabele z czegoś się biorą. Mimo oczywistej dysproporcji, zespół 'Marzycieli' podszedł do spotkania bez kompleksów i z poczuciem, że przecież i tak nie mają nic do stracenia. Wola walki to jedno, ale umiejętności drugie. Już na początku spotkania zarysowała się przewaga drużyny Pawła Szafrana. To właśnie po jego skutecznej kiwce, Tufi wysunęli się na prowadzenie 11-6. Dalsza część seta nie przyniosła żadnego zwrotu akcji i faworyt wygrał spokojnie do 15. Jeśli mielibyśmy wskazać najciekawszy fragment meczu, to z pewnością byłaby to środkowa partia. Choć lepiej rozpoczęli ex-pierwszoligowcy, to po świetnej zagrywce Marcina Bitowta, Dream objął zaskakujące prowadzenie 13-11. Jak zareagowałoby sporo drużyn w lidze? O rany, panika, zapętlenie się w błędach, niespodziewana przegrana seta. Jak reaguje Tufi na drugoligowych parkietach? Konsekwentnie gra swoje i na przestrzeni kilkunastu akcji, jest o te kilkanaście procent lepsze. To pozwala drużynie doprowadzić do wyrównania, a następnie do wygrania seta. Cytując klasyka w odniesieniu do Tufi - praca i pokora (21-18). Skoro zahaczyliśmy już o piłkę nożną, to trzeci set był już klasycznym przykładem 'meczu do jednej bramki'. Dysproporcja była tak duża, że kiedy spojrzymy na ligową tabelę, to możemy uznać, że Tufi się to po prostu należało.

VB Inter-Grahen Sulmin – Staltest Pomorze 2-1 (17-21; 21-14; 21-13)

O tym spotkaniu będzie się jeszcze długo mówiło. Będą mówili o tym w Sulminie. Będą rozmawiali również w siedzibie Staltestu, bo namiastkę tego mieliśmy opuszczając wczoraj wieczorem Ergo Arenę. Obrazki wyglądały tak, że Staltest zebrał się w kółku i miał 'rozmówki wychowawcze'. Cóż - dobrze, że przed Ergo nie zebrali się kibice drużyny, którzy kazaliby oddać klubowe koszulki wykrzykując przy tym hasła, że Staltest to my. Ci, którzy ogarniają piłkę nożną, wiedzą o co chodzi. Dobra - mniejsza o to, ale faktem jest, że atmosfera w Stalteście po początku sezonu jest dość gęsta. Miało być łatwo, przyjemnie, a wygrana czwartej ligi miała być paliwem do tego, by się odbudować i zagrać w trzeciej lidze - już w lepszym towarzystwie. Początek wtorkowego starcia był dla Staltestu obiecujący i wszystko zdawało się być pod kontrolą. Wnikliwi analitycy zauważyli po meczu, że prawda jest taka, że gdyby Sulmin nie zepsuł tylu zagrywek, to pierwszy punkt w meczu trafiłby za obwodnicę Trójmiasta. Po nieudanej premierowej partii, zespół Rafała Szopieraja wyciągnął wnioski i w drugiej odsłonie był już inną drużyną, mądrzejszą, dojrzalszą. Był po prostu lepszą wersją samych siebie. Choć na półmetku przegrywali 8-10, to świetna dyspozycja w środkowej oraz drugiej części seta zapewniła im wyrównanie w setach (21-14). Trzeci set rozpoczął się dla czerwono-czarnych genialnie. Po długiej i ciekawej wymianie - VB Inter-Grahen Sulmin wysunął się na prowadzenie 11-7. W dalszej części Staltest miał widoczne problemy z tym, by powstrzymać największego kozaka meczu - Alexa Siwika. Po kilku atakach wspomnianego gracza, zespół z Sulmina wysunął się na prowadzenie 18-11, co po chwili zapewniło im wygraną w prestiżowym spotkaniu - brawo!

Craftvena – Kraken Team 2-1 (14-21; 22-20; 21-19)

Mamy świadomość, że w ostatnim czasie w kontekście Craftveny wypowiedzieliśmy sporo gorzkich słów. O co chodzi? Ano o to, że stosunkowo często podkreślaliśmy, że grę w trzeciej lidze zawdzięczają dzikiej karcie. Dość często zastanawialiśmy się, jak 'Rzemieślnicy' poradzą sobie w wyższej klasie rozgrywkowej. Nasze obawy zostały spotęgowane w pierwszym spotkaniu, gdzie Craftvena przegrała z Challengersami 0-3, a w jednym z setów doszło do najwyższego wyniku w obecnym sezonie 21-5. Wczoraj wieczorem, zespół Bartosza Zakrzewskiego rywalizował z ekipą Kraken Team i z całą pewnością nie był w tym starciu faworytem. Początek spotkania rozpoczął się zgodnie z naszymi predykcjami. To Kraken Team narzucił rywalom własne zasady gry i po wyrównanym początku (9-9), wykorzystał piętrzące się problemy rywali, wygrywając finalnie do 14. Prawdziwe widowisko rozpoczęło się jednak w środkowej partii. Choć lepiej w seta weszli gracze Krakena (8-3), to z każdą upływająca minutą, Craftvena zaczęła radzić sobie coraz lepiej. Po asie serwisowym Jędrzeja Szadejko, 'Rzemieślnicy' doprowadzili do wyrównania po 10, czym zburzyli niekwestionowaną do tej pory pewność siebie rywali. Dalsza część seta to wyrównana gra obu ekip i choć Kraken mógł, a w zasadzie powinien wygrać mecz - miał przecież piłkę meczową, to zamiast ją wykorzystać - pozwolili na punkty Maciejowi Tyryłło oraz Janowi Lefanczykowi. W efekcie zamiast wygrać 2-0, mieliśmy remis w setach 1-1. Do połowy trzeciego seta oglądaliśmy wyrównany pojedynek. Z czasem Kraken Team popełnił trzy błędy, po których Craftvena objęła prowadzenie 16-13. To z kolei sprawiło, że drużyna się totalnie nakręciła, a każdy kolejny punkt był eksplozją radości. Ostatecznie po nerwowej końcówce, beniaminek zdołał przechytrzyć rywala, wygrywając do 19 - brawo! To z pewnością jedna z największych niespodzianek obecnego tygodnia rozgrywek.