Za nami środowa seria gier, w której nie brakowało niespodzianek. W trzeciej lidze z bardzo dobrej strony pokazała się drużyna MiszMasz, która niespodziewanie ograła Kraken Team. Swoje pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach zanotowała ponadto drużyna Medi Volley, która ograła ACTIVNYCH Gdańsk 2-1. Zapraszamy na podsumowanie!
MiszMasz – Kraken Team 2-1 (21-18; 15-21; 24-22)
Nie ukrywamy, że wynik spotkania jest dla nas jednym z największych zaskoczeń pierwszego tygodnia rozgrywek. W naszej ocenie Kraken Team miał w zanadrzu wszystkie argumenty do tego, by cieszyć się z wygranej - nawet tej za komplet punktów. Już na początku zespół Roberta Skwiercza przekonał się jednak, że o zwycięstwo będzie piekielnie trudno. Po kapitalnym otwarciu meczu, MiszMasz objął prowadzenie 8-3. Choć w dalszej części 'Bestia' podejmowała nieustanne próby, to ilekroć doskakiwała do rywala - ten zdobywał kolejne punkty, wygrywając finalnie do 18. Już w końcówce premierowego seta, Kraken pokazał wyraźnie większą wolę walki niż w początkowej fazie. W środkowej partii, nieco dla odmiany, to oni rozpoczęli od prawdziwych grzmotów. Po dwóch błędach rywali, Kraken wysunął się na prowadzenie 8-4. W dalszej części seta, dowodzony przez Michała Kulpińskiego zespół wysunął się na prowadzenie 17-11, by po chwili doprowadzić do wyrównania stanu rywalizacji (21-15). Kiedy wydawało się, że wszystko wróciło do normy, a MiszMasz wzorem ubiegłego sezonu - do przegrywania w stosunku 1-2, w trzeciej odsłonie underdog nie ustępował. Po niezbyt okazałej pierwszej części seta (12-8), skutecznymi atakami popisali się kolejno Mateusz Uciński oraz Mateusz Berbeka. Po akcjach skrzydłowych MiszMaszu, doprowadzili oni do wyrównania po 17, a mecz rozpoczął się na nowo. W końcówce po świetnym dla oka secie - więcej zimnej krwi zachowali gracze MiszMasz, którzy na inaugurację pokazali się z kapitalnej dyspozycji. Dziś wieczorem zmierzą się w meczu z DSGSA i gdyby powtórzyli wczorajszy wyczyn, to byłoby to coś naprawdę olbrzymiego. Będziemy czekać z niecierpliwością.
Medi Volley – ACTIVNI Gdańsk 2-1 (21-18; 21-19; 19-21)
Już w zapowiedzi przedmeczowej byliśmy dość sceptyczni co do oceny potencjału ACTIVNYCH Gdańsk. To na co zwróciliśmy uwagę, to absencja kluczowego w naszej ocenie gracza - Jakuba Koniecznego. Mimo wszystko, czynnikiem, który był decydujący w budowie narracji przedmeczowej oraz w Typie Redakcji w aplikacji SL3 było ogromne doświadczenie ACTIVNYCH, które w zderzeniu z nową drużyną w lidze, miało zaprocentować. Cóż - jak możecie się domyślić, to się nie wydarzyło. Już początek spotkania pokazał, że faworyt może mieć spore problemy (8-8). Po chwili wysunęli sie oni jednak na prowadzenie 15-10 i wówczas ich sytuacja zdawała się być 'nie do zepsucia'. Już po chwili ACTIVNI popełnili dwa błędy z rzędu na zagrywce, skutecznymi atakami po przeciwnej stronie siatki popisali Aleksander Dunajski oraz Jan Kaliński, a Medi Volley wysunęli się na prowadzenie 17-16. W końcówce ACTIVNI dołożyli do tego trzy błędy z rzędu i pierwszy punkt w meczu zasilił konto debiutantów (21-18). Drugi set? Kopia tego, co działo się w premierowej odsłonie. Najpierw prowadzenie ACTIVNYCH (16-11), po którym następował festiwal błędów, co dawało z kolei wodę na młyn rywali. Tu naprawdę Medi Volley trzeba pochwalić, że mimo niekorzystnego wyniku, dwa razy zdołali przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę - brawo (21-19). Mało brakowało a 'Medycy' sięgnęliby w środę po komplet punktów. Podobnie jak w dwóch pierwszych setach odrobili straty ze stanu 10-14 i sami wysunęli się na prowadzenie 17-16. Tym razem ACTIVNI zdołali się z tego wykaraskać, ale prawdę mówiąc - zostawili po sobie bardzo słabe wrażenie. Inaczej sprawa ma się w przypadku zespołu Medi Volley, który nie był przecież faworytem. Tu ciekawostka - dzięki wygranej, już przeskoczyli w tabeli wszech czasów 97, 96 oraz 95 drużynę. Następny cel - pobić dorobek 7 punktów drużyny 3city4students. Coś nam się wydaje, że długo czekać nie będziemy.
DP Placki – Aqua Volley 2-1 (21-13; 19-21; 21-11)
Cóż - mimo wszystko chyba 'nie tak' wyobrażali sobie początek sezonu debiutujący w rozgrywkach gracze DP Placki. Zanim w sezonie Jesień'26 wybrzmiał pierwszy gwizdek, zespół Damiana Pawlika został ogłoszony murowanym faworytem do awansu. Droga do tego celu była co prawda długa i miała liczyć aż trzynaście przystanków. Choć długa, to raczej niezbyt skomplikowana. Ot taka, do której nie trzeba użyć nawigacji, wystarczy tempomat. I wiecie co? Już na pierwszym przystanku, DP Placki zatrzasnęli się w kiblu w przydrożnym mopie. Choć początek trasy był dość obiecujący, a team sunął lewym pasem wygrywając gładko do 13, to schody zaczęły się w środkowej odsłonie. Niemający zbyt wiele do stracenia gracze Aqua Volley zagrali w tej partii bez jakichkolwiek kompleksów i taka postawa przyniosła oczekiwany rezultat. Po bardzo wyrównanym secie, w którym od samego początku aż do końca oglądaliśmy walkę 'łeb w łeb', więcej zimnej krwi w końcówce zachowali gracze Aqua Volley, którzy po ataku Macieja Łyszczarza oraz skutecznej zagrywce Jarosława Błażkowa, zapewnili sobie wyrównanie w setach (21-19). W trzecim secie, sił drużynie Aqua Volley na postawienie się rywalowi wystarczyło, ale tylko do połowy seta (12-8). W dalszej części seta, rywal przestał się wreszcie mylić i dzięki dużej skuteczności w ataku oraz bloku, wysunął się na prowadzenie 18-10, by po chwili cieszyć się z wygranej seta do 11. Tak jak zaznaczyliśmy jednak na początku - radość była stłumiona wydarzeniami z środkowej partii.
Speedway AWKS – TKKF Flota 3-0 (21-17; 21-11; 21-9)
Choć w zapowiedziach przedmeczowych na drużynę Speedway AWKS wylało się trochę krytyki, to prawdę mówiąc, nie wyobrażaliśmy sobie scenariusza, w którym team Mateusza Bojke miał stracić choćby jeden z sześciu możliwych do zdobycia punktów. To nie miało się prawa wydarzyć no i...się nie wydarzyło. Pierwszym rywalem 'żółto-czarnych' w środowy wieczór była ekipa TKKF Flota, która w minionej edycji uplasowała się na przedostatnim miejscu w czwartej lidze. Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że jak na taką różnicę klas, którą sobie wyobrażaliśmy, to w pierwszym secie nie można było tego w zasadzie wyczuć. Owszem - lepszą i bardziej dojrzalszą ekipą był Speedway AWKS, ale oni również nie uniknęli błędów, co było głównym motorem napędowym rywali. Bo powiedzmy sobie szczerze - w ofensywie Flota w środowy wieczór nie pokazała zbyt wiele i pod tym kątem było gorzej niż w meczu z Siatkersami. Tak czy siak - pierwszy set wyglądał w ich wykonaniu jeszcze nieźle. Na pewno nie tak, by ich za to krytykować. Krytyka i to uzasadniona należy się drużynie Floty za drugą oraz trzecią odsłonę gdzie podopieczni Karoliny Kirszensztein uciułali sumarycznie dwadzieścia punktów. Nie chcemy tu podkręcać, ale spora część z nich to błędy rywali. No - nie ma co gadać, było to spotkanie drużyn na zupełnie innym poziomie zaawansowania. Ależ gracze Speedway AWKS musieli mieć wczoraj szok poznawczy. Ledwie rywalizowali z trzecioligowymi mocarzami by teraz samemu wcielać się w rolę oprawcy.
Speednet – Old Boys 3-0 (24-22; 21-14; 22-20)
Wbrew opinii, która coraz częściej krążyła w środowisku, Speednet ma się dobrze, a wczorajsze spotkanie to tylko potwierdziło. W przerwie pomiędzy sezonami pojawiało się sporo głosów na temat tego, że po raz pierwszy w historii, zespół 'Programistów' ma poważne problemy ze skompletowaniem składu. Ostatecznie team się zapisał, a wczoraj wieczorem zgarnął arcyważne trzy punkty. Biorąc pod uwagę to, jak radziła sobie ekipa Speednetu w poprzedniej edycji, komplet punktów jest kapitalnym wydarzeniem. Dość powiedzieć, że w całym poprzednim sezonie sztuka ta udała im się tylko raz. Trzeba przy tym zauważyć, że o ligowe punkty trzeba się było wczoraj napocić i nie chodzi tu wyłącznie o temperaturę panującą w sali. Premierową odsłonę lepiej rozpoczęli gracze Old Boys, którzy po atakach Mikołaja Boguckiego oraz Wojciecha Golińskiego objęli prowadzenie 8-5. W dalszej części Speednet odzyskał kontrolę nad grą i w konsekwencji wysunął się na prowadzenie 20-17. Choć po punktach nowego zawodnika Old Boys - Przemka Malujdego oraz Mateusza Batyry Old Boys odrobili straty i mieli nawet piłkę setową, to więcej szczęścia w końcówce należało do Speednetu (24-22). Druga odsłona nie była już tak wyrównana i emocjonująca. Przy bardzo trudnej zagrywce Marcina Radziewicza, Speednet zbudował sobie sporą przewagę (12-4), której Old Boys nie byli już w stanie odrobić (21-14). Sporo działo się za to w finałowej partii gdzie wydawało się, że Old Boysi sięgną po choć jeden punkt. Większość seta prowadzili bowiem 2-3 punktami. Sytuacja zmieniła się na ich niekorzyść pod koniec seta, gdzie po czterech błędach w krótkim odstępie czasu, ósma siła poprzedniego sezonu wysunęła się na prowadzenie 17-15. Choć zespół z Pruszcza Gdańskiego zdołał jeszcze wyrównać (19-19), to podobnie jak w premierowej odsłonie - końcówka należała do Speednetu.
VB Sulmin – Bayer Gdańsk 1-2 (20-22; 16-21; 21-13)
Drugi mecz Sulmina i drugi raz potężne uczucie niedosytu. W pierwszym meczu sezonu z Solver Szach-Mat było niezwykle blisko do zwycięstwa. Ostatecznie się to nie udało, a halę Ergo Arena gracze Daniela Bąby opuszczali z poczuciem ogromnego niedosytu. Nie inaczej było wczoraj wieczorem, bo gdyby pierwszy set potoczył się dla nich tak jak miał się potoczyć, dziś VB Sulmin miałby na swoim koncie jedną wygraną. Jeszcze pod koniec premierowej partii, dobrze grający zawodnicy Daniela Bąby prowadzili 20-16 i absolutnie nic nie wskazywało na to, że sytuacja obróci się przeciwko nim. Nie pomógł wzięty czas ani przy stanie 20-18, ani przy stanie 20-19, a Sulmin, tracąc sześć punktów z rzędu, przegrał premierową partię do 20. Niebywałe i poniekąd niewybaczalne. Niepodowodzenie w pierwszej odsłony podziałało na 'Przyjezdnych' demobilizująco i chwilę po rozpoczęciu seta, Bayer Gdańsk prowadził już 10-3. Choć rywale próbowali kombinować między innymi zmieniając atakującego, to nie byli już w stanie odrobić tak wielkich strat, przegrywając finalnie do 16. Na 'otarcie łez' pozostała im wygrana ostatniego seta. Stało się to jasne w momencie kiedy dwoma skutecznymi blokami z rzędu popisał się nowy środkowy Sulmina - Andreii Stepanov (13-5). Ostatecznie partia ta zakończyła się wynikiem 21-13 dla drużyny z Sulmina, która wciąż nie może przełamać jednak impasu bezpośrednich spotkań z 'Aptekarzami'.
ZB INSTALGROUP – Audiofon Karczemki 1-2 (21-19; 16-21; 19-21)
W zapowiedzi przedmeczowej zwróciliśmy uwagę na wybitnie niekorzystną dla Audiofonu historię spotkań z ekipą ZB INSTALGROUP. Choć w dwóch poprzednich przypadkach to Audiofon był w naszym odczuciu faworytem, to rywal cieszył się ze zwycięstwa. We wczorajszym spotkaniu również postawiliśmy na zespół z południa Gdańska i na początku spotkania mieliśmy silne poczucie deja vu. Po błędach zagrywki Michała Markiewicza, Romana Grzelaka oraz Patryka Okulewicza, zespół ZB INSTALGROUP wysunął się na prowadzenie 10-7, a następnie 15-11. Choć faworyzowani rywale nie odpuszczali (18-18), to ostatnie słowo należało do drużyny Tomasza Bobcowa (21-19). Środkowa partia była tą, o której zwykło się mówić 'bez większej historii'. Już w połowie seta zarysowała się przewaga Audiofonu, który wysunął się na prowadzeni 13-10. Po chwili było już 17-10 i wówczas stało się jasne, że o zwycięstwie zadecyduje trzeci set (21-16). W finałowej partii emocji nie brakowało. Po bardzo wyrównanej partii (16-16), to ZB INSTALGROUP zdobył trzy kolejne punkty i był już o włos od trzeciego z rzędu zwycięstwa z drużyną Roberta Mielewczyka (19-16). Zamiast jednak postawić kropkę nad 'i', zespół Tomasza Bobcowa oddał inicjatywę rywalom, który wykorzystał człowieka od zadań specjalnych. Już po chwili po kilku świetnych akcjach Michała Markiewicza, Audiofon cieszył się ze zwycięstwa oraz przełamania koszmarnej passy spotkań z bezpośrednim rywalem. Jakby tego było mało - wskoczył również na fotel lidera, brawo!
ME Sulmin Volley – Speedway AWKS 0-3 (13-21; 13-21; 21-23)
Z którym z rywali Speedway AWKS się bardziej w środowy wieczór męczył? Cóż - wydaje nam się, że z ME Sulmin, choć trzeba wziąć pod uwagę fakt, że do problemów doszło w szóstym secie, który stosunkowo wąska kadra AWKS wczoraj rozegrała. Nie chcemy tego zrzucać na karb zmęczenia, ale nos podpowiada nam, że gdyby to był pierwszy mecz drużyny Mateusza Bojke, to poza mniejszym zmęczeniem, mieliby również świeższe głowy. A co nam tam, zaryzykujemy stwierdzenie, że takich problemów by nie napotkali. Zachowajmy jednak chronologię. Na początku spotkania zespół z Sulmina się jako tako trzymał. Mniej więcej na półmetku seta byli jednak tłem dla rozpędzonego rywala, który wysunął się na prowadzenie 14-7 i bez problemu wygrał tę partię do 13. Nie inaczej było w drugiej odsłonie, gdzie gracze Jeni Nazarova nie znaleźli sposobu na zatrzymanie świetnie dysponowanego w środowy wieczór - Mateusza Plińskiego. To właśnie po sekwencji trzech punktów w jego wykonaniu, Speedway AWKS zapewnił sobie drugi punkt w meczu (21-13). W gips gracze Mateusza Bojke zaczęli pchać się w finałowej partii. Choć prowadzili w niej 13-7, a następnie 19-14 to wzięty w porę czas przez Sulmin - zdziałał najwidoczniej cuda. Tuż po nim team Fabiana Ehrlicha doprowadzili do wyrównania po 20, a nawet - mieli piłkę setową po swojej stronie siatki. Niestety dla całej rodziny Sulmina - próba ta skończyła się fiaskiem, a kiedy Speedway wyczuł zawahanie rywala, sięgnął po ostatni punkt w meczu (23-21).
Kraken – Sharks 3-0 (21-14; 21-19; 21-10)
Nie trzeba było się przesadnie interesować losami obu drużyn aby zrozumieć, że dla wielu zawodników na parkiecie był to mecz szczególny. Nie znamy kulisów rozstania każdego z zawodników z osobna, ale faktem jest, że w bardzo dużej części przypadków aktualne relacje moglibyśmy ocenić jako 'chłodne'. To oraz fakt, że z Sharksami sensacyjnie punkt straciła ekipa DSGSA sprawiało, że byliśmy pewni, że Kraken zrobi wszystko, by zachować koncentrację i w konsekwencji - wygra za komplet punktów. Początek spotkania to fragment, w którym zespół Jurija Charczuka dość nieporadnie próbował zbudować sobie przewagę (10-9). Mur zbudowany przez rywali zaczął kruszyć się dopiero w drugiej części seta i gdy po dwóch atakach z rzędu tablica wyników wskazywała 16-10, to każdy znał już epilog tej historii (21-14). Uwierzcie nam na słowo - widzieliśmy na żywo 99% spotkań w lidze i pewne schematy już znamy. Tym, o którym chcemy teraz powiedzieć to mecz, w którym absolutny underdog wyczekuje przez niemal całe spotkanie na swoją szansę i najczęściej ją otrzymuje. Jeśli przy okazji wykorzystuje - mówimy wówczas o niespodziance czy sensacji. Piszemy o tym teraz, bo taki moment nastąpił w drugim secie rywalizacji, w którym Rekiny przegrywały pod koniec zaledwie jednym punktem (19-18). Mimo to - zagrożony Kraken za sprawą skrzydłowych postawił po chwili kropkę nad 'i', wygrywając do 19. Trzeci set to już wyraźna przewaga wielkiego faworyta, który nie miał litości dla swoich rywali, rozbijając ich do 10.













Komentarze