W środowy wieczór awans do trzeciej ligi zapewniła sobie ekipa DP Placki. Bardzo ważne zwycięstwa zanotowały ponadto drużyny Feniks Gdańsk, Solver Szach-Mat, ZB INSTALGROUP oraz DSGSA. Zapraszamy na podsumowanie!

MiszMasz – Chilli Amigos 3-0 (21-9; 21-15; 21-19)

Z środowym wieczorem, zespół Chilli Amigos wiązał ogromne nadzieje. Ich rywalem była bowiem ekipa MiszMasz, która w ostatnim czasie niebezpiecznie zbliżyła się do dolnych partii ligowej tabeli. Wszystko wskazywało na to, że zespół Chilli, który potrzebuje punktów jak tlenu do trzecioligowego życia nie stoi na straconej pozycji. Choć MiszMasz był dla nas faworytem, to uznaliśmy, że będzie to wyrównane starcie, które zakończy się podziałem punktów. Absolutnie nie spodziewaliśmy się jednak, że MiszMasz od początku spotkania zdoła tak stłamsić swojego rywala. Już na początku seta, 'Amigos' zostali rozbici jak schabowe w niedzielne przedpołudnie (11-3). W dalszej części seta 'Amigos' dalej mieli problemy w przyjęciu i w konsekwencji - MiszMasz wygrał do... dziewięciu. W drugim secie z perspektywy 'Amigos' było już nieco lepiej. Wciąż jednak to nie była gra, a przede wszystkim wola walki drużyny Chilli Amigos. Chwilę po półmetku seta zespół MiszMasz wysunął się na prowadzenie 15-9 i wówczas stało się jasne, że włos z głowy im już nie spadnie (21-15). Trzeci set do pewnego momentu układał się w wymarzony sposób dla MiszMaszu. Po świetnej zagrywce Karthiego Kandasamy, MiszMasz wysunął się na prowadzenie 15-8. Z czasem zespół Chilli Amigos zdołał zniwelować stratę do jednego oczka (20-19), ale ostatnie słowo należało już do MiszMaszu, który przypieczętował utrzymanie w trzeciej lidze - brawo!

TKKF Flota – ACTIVNI Gdańsk 0-3 (19-21; 20-22; 12-21)

Forma mutant. ACTIVNYCH Gdańsk chwaliliśmy już przed meczem. W czterech ostatnich spotkaniach zespół w żółto-czarnych barwach wygrał trzy razy, co pozwoliło drużynie na wskoczenie w ligowej tabeli na ósme miejsce. Biorąc pod uwagę fakt, że w poprzedniej kampanii ACTIVNI uplasowali się na dziesiątym miejscu - można mówić tu o progresie. Co więcej - w dwóch ostatnich meczach sezonu, rozegrają oni spotkania z ME Sulmin Volley oraz Only Spikes i z całą pewnością - są to drużyny w ich zasięgu. To oznacza z kolei, że i tak dobra już sytuacja ACTIVNYCH, może stać się za chwilę bardzo dobra. Wygrana z TKKF Flotą za komplet punktów nie znaczy bynajmniej, że był to dla nich łatwy mecz. Tak jak przypuszczaliśmy w zapowiedziach, Flota postawiła się faworyzowanym rywalom i była bliska zgarnięcia co najmniej jednego punktu. Choć lepiej w premierową partię weszli ACTIVNI (14-8), to nieustępliwa postawa 'underdoga' sprawiła, że zdołali oni zniwelować stratę do jednego oczka (19-20). Ostatecznie po ataku najlepszego gracza spotkania - Dominika Bracha, pierwszy set padł łupem faworyta (21-19). W najpoważniejszych kłopotach, zespół ACTIVNYCH znalazł się na początku środkowej odsłony. Po świetnym początku, to rywale wysunęli się na prowadzenie... 8-1. Już po chwili ACTIVNI zdołali się jednak odbudować, a budowana przez Flotę przewaga została niemal w całości roztrwoniona (8-7). W dalszej części Flota powtórzyła to, co widzieliśmy na początku seta - świetny fragment (13-9), został po chwili zdewaluowany (16-16). Końcówka seta to wyrównana gra, po której ręce w geście triumfu mogli unieść ACTIVNI (22-20). W finałowej partii faworyt nie męczył się już tak z rywalem. Wyrównana w tej odsłonie była, ale tylko początkowa faza seta (8-8). W dalszej części ACTIVNI odpalili rakietę, wykorzystali problemy rywali w przyjęciu i wygrali seta do 12.

DSGSA – Audiofon Karczemki 2-1 (22-20; 16-21; 21-17)

Trzecia liga nie zawodzi. Emocje są zarówno na dole tabeli, jak i na górze. Okej - bezpośredni awans do drugiej ligi wywalczyły już sobie Kraken oraz Challengers, które w obecnej kampanii były poza zasięgiem. Do niedawna wydawało się, że kwestia trzeciego miejsca rozstrzygnie się pomiędzy Audiofonem, a Flotą TGD Team. Wielokrotnie pisaliśmy bowiem o tym, że zespół DSGSA pogrzebał już swoje szanse. Po wynikach w ostatnim czasie, przed drużyną w bordowych strojach otworzyła się furtka prowadząca do drugiej ligi. Aby tak się jednak stało, zespół DSGSA musiał jednak wygrać z drużyną z Karczemek. Nieco lepiej w spotkanie weszli gracze w biało-czerwonych barwach, którzy po bloku Roberta Mielewczyka, wysunęli się na prowadzenie 8-6. Kluczowym momentem seta był jednak środkowy fragment, który Audiofon... po prostu przespał. Już po chwili zespół DSGSA wysunął się na prowadzenie 15-12. Choć z czasem Audiofon doprowadził do wyrównania po 17, to ostatnie słowo należało już do drużyny z Elbląga (22-20). Środkowa odsłona to zwrot akcji, w którym główną rolę grała zagrywka i to po obu stronach siatki. W czasie gdy gracze DSGSA mieli problem z tym, by przebić piłkę przez siatkę, Audiofon radził sobie w tym elemencie świetnie. Po cztererch asach serwisowych z rzędu Patryka Okulewicza, Audiofon wysunął się na prowadzenie 11-7, którego nie wypuścił już do końca (21-16). Decydująca o zwycięstwie partia rozpoczęła się w wymarzony dla DSGSA sposób. Po świetnym wejściu w seta, zespół w bordowych strojach prowadził już 13-5. Choć z czasem Audiofon zaczął gonić (18-16), to na odrobienie całej straty było już za późno (21-17).

Remedios Sopot Ortopedia – ZB INSTALGROUP 1-2 (21-19; 18-21; 25-27)

Po serii pięciu koszmarnych występów, zespół ZB INSTALGROUP przystępował do arcyważnego spotkania, które miało ogromne znaczenie w kontekście walki o utrzymanie w trzeciej lidze. Rywalem 'Instalatorów' była bowiem ekipa Remedios Sopot Ortopedia, która jest ich sąsiadem w ligowej tabeli. Już przed meczem uznaliśmy, że ich potencjalna kolejna przegrana będzie dla drużyny Tomasza Bobcowa gwoździem do trzecioligowej trumny. Stawka meczu była zatem olbrzymia. Lepiej w spotkanie weszła ekipa Remediosu, która chwilę po półmetku seta wysunęła się na prowadzenie 15-9. W dalszej części seta ZB INSTALGROUP rzucił się do odrabiania strat, co udało im się przy stanie 19-19. Ostatecznie po atakach Damiana Chojnackiego, to gracze w białych trykotach sięgnęli po pierwszy punkt w meczu (21-19). Choć pogoń drużyny ZB nie przyniosła w pierwszym secie skutku, to zaprocentowała na dalszą część meczu. Na półmetku środkowej partii, po skutecznej grze Andreya Oknova, team Tomasza Bobcowa wysunął się na prowadzenie 16-13 i w konsekwencji - cieszył się po chwili z wyrównania stanu rywalizacji (21-18). O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set i bez wątpienia - był on zwieńczeniem ciekawego i bardzo wyrównanego starcia. Po grze 'punkt za punkt', jako pierwsi piłkę meczową mieli gracze Remediosu, którzy po atakach grającego na prawym skrzydle Filipa Cygańskiego, wysunęli się na prowadzenie 20-18. Skuteczna kontra Andreya Oknova oraz arcyważny blok Ernesta Kurysa sprawiły, że mieliśmy remis po 20. Końcówka seta to naprzemienne szanse jednych i drugich, ale ostatecznie - szczęście sprzyjało drużynie ZB INSTALGROUP. Wow - nie nudziliśmy się.

Feniks Gdańsk – Speedway AWKS 3-0 (21-15; 21-18; 21-8)

Niesamowite jest to, jak w tak krótkim czasie z drużyny, która miała być pewniakiem do trzeciej ligi zmienić się w team, który nie jest w stanie sklecić na mecz siedmiu graczy, która przyjeżdża na mecz bez rozgrywającego oraz team, który w trzech ostatnich meczach przegrał dwukrotnie. Mając w perspektywie również to, że do końca sezonu AWKS zmierzy się również z DP Placki, to być może jesteśmy właśnie świadkami spektakularnego zaprzepaszczenia swojej szansy na awans do trzeciej ligi. No bo spójrzmy na rywali, z którymi przyjdzie jeszcze rywalizować obu ekipom:

Speedway AWKS - Staltest Pomorze oraz DP Placki

Feniks Gdańsk - Only Spikes oraz VB Inter-Grahen Sulmin.

Wydaje się, że nieco lepszą sytuację mają gracze Feniksa, którzy mają co prawda jeden punkt straty, ale jednocześnie również łatwiejszy terminarz. A sam wczorajszy mecz? Na istotną przewagę gracze Feniksa wysunęli się po kilku świetnych zagrywkach Łukasza Dejko (10-7). W dalszej części Speedway AWKS nie był już w stanie nawiązać walki i finalnie przegrał tę partię do 15. Do pewnego momentu wydawało się, że zespół Mateusza Bojke doprowadzi po chwili do wyrównania w setach. W drugiej odsłonie prowadzili bowiem 14-10. W drugiej części seta team zaczął popełniać jednak koszmarne błędy, co w połączeniu ze świetną dyspozycją Łukasza Dubickiego, zapewniły Feniksowi drugi punkt w meczu (21-18). Trzecia odsłona to prawdziwa demolka i partia, w której 'żółto-czarni' zostali przez swojego rywala totalnie stłamszeni. Już w pierwszej części seta, Feniks wysunął się na prowadzenie... 10-2 (!). W dalszej części gra AWKS nie wyglądała ani trochę lepiej i team doznał jednej z najwyższych porażek w historii występów w lidze (21-8).

GKS Żukowo Bekoni – Solver Szach-Mat 0-3 (12-21; 12-21; 12-21)

'Jedna jaskółka wiosny nie czyni'. W minionym tygodniu GKS Żukowo Bekoni byli jedną z najbardziej chwalonych przez nas drużyn. Nie dość, że zespół wygrał z VB Sulmin, to na dodatek do drużyny wróciła długo wyczekiwana fantastyczna atmosfera. Wówczas wydawało się, że być może będzie to punkt zwrotny w sezonie. Nie - nie chodziło o to, że GKS Żukowo zacznie za chwilę taśmowo wygrywać mecze - co to, to nie. Nie chodziło nam jednak również o to, że zespół Pawła Dawczaka będzie aż tak bezbarwną drużyną w konfrontacji z Solver Szach-Mat, który w środowy wieczór zapewnił sobie w zasadzie podium rozgrywek. Tak się bowiem składa, że poza wygraną za pełną pulę, swoje punkty w środowy wieczór pogubiła również drużyna Bayer Gdańsk, która na dwa mecze przed końcem ligi, traci do 'Szachistów' już pięć oczek. Precyzując - jest już pozamiatane i pewne, że Solver powalczy w najbliższych dniach o awans do elity. Oczywiście team w czarnych barwach będzie chciał to zrobić na 'własnych zasadach' - awansując bezpośrednio. Przed nimi jednak jeszcze dwa trudne mecze - z Bayerem oraz Tufi Team. Odnosicie wrażenie, że odbiegamy nieco od tematu? No i słusznie - po wczorajszym meczu nie ma w zasadzie co pisać. Mecz się odbył, a w nim - Solver Szach-Mat stłukł rywala w każdym secie do 12. Niewiarygodne.

DP Placki – Only Spikes 3-0 (21-19; 21-17; 21-8)

Być może komuś to umknęło, ale w środowy wieczór zespół DP Placki zapewnił sobie bilet wstępu do trzeciej ligi. Jeśli chodzi o kwestie mistrzostwa i tradycyjnego zdjęcia - 'Placki' muszą jeszcze poczekać. Jednym ze scenariuszy (ten najmniej prawdopodobny ever) jest bowiem taki, że Speedway AWKS wygra dwa nadchodzące spotkania, a z kolei DP Placki nie zdobędą ani jednego punktu. Jakby tego mało - AWKS nadrobi grubo ponad 100 małych punktów. Z pewnością się to wydarzy. Jeśli chodzi o samo spotkanie, to było ono anonsowane jako spotkanie absolutnego mocarza, z drużyną, która aspiruje do tego, by na stałe zadomowić się w środku czwartoligowej stawki. Prawdę mówiąc - żaden inny wynik niż komplet punktów nie wchodził w grę. Kiedy zobaczyliśmy, że Only Spikes mają problemy kadrowe, a w drużynie brakuje między innymi lidera - Andreia Cherniuka to uznaliśmy, że będzie to jedno z najszybszych spotkań obecnego tygodnia. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Ambitnie grająca drużyna w żółtych strojach zdołała w premierowej odsłonie zatrzeć różnice, które dzielą obie drużyny. Po wyrównanej partii, tablica wyników pokazywała wynik po 18. Dopiero w samej końcówce - 'Placki' zdołali przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę (21-19). W środkowej odsłonie przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Po bardzo dobrej grze, zespół Only Spikes prowadził bowiem...16-13. W decydującym fragmencie jednak stanęli i po kilku punktach Aleksandra Bragoszewskiego, 'Placki' wysunęli się na prowadzenie 18-17, którego już nie wypuścili (21-17). Dopiero trzeci set rywalizacji wyglądał tak, jak wyobrażaliśmy sobie całe spotkanie. Oczywiście wpływ na to miało podkręcenie tempa przez team Damiana Pawlika, który w ostatecznym rozrachunku - wygrał do 8, a cały mecz 3-0.

Hydra Volleyball Team – Bayer Gdańsk 2-1 (22-20; 26-28; 21-15)

Do środowego wieczoru, zespół Bayer Gdańsk mógł mieć jeszcze cień nadziei, że uda im się skończyć sezon na podium. Aby tak się jednak stało, to poza wygraną z Hydrą, Solver Szach-Mat musiałby przegrać z 'Bekoni'. Już przed rozpoczęciem meczu było wiadomo, że co najmniej jeden z dwóch warunków nie zostanie spełniony. W meczu o godzinie 20:00, 'Szachiści' rozbili swoich rywali, zdobywając przy tym komplet punktów. Jakby tego było mało - Hydra również nie zamierzała odpuszczać swoim rywalom. Rany, gracze Sławomira Kudyby przeżywają w obecnym sezonie drugą młodość i tak jak pokazało wczorajsze starcie - są w stanie opędzlować każdego rywala w lidze. Gracze w złotych strojach weszli rewelacyjnie w mecz i na półmetku seta - prowadzili już 10-6. Po chwili Bayer zdołał doprowadzić do wyrównania, co podbiło jeszcze i tak świetne widowisko z obu stron (18-18). W końcówce seta więcej zimnej krwi zachowali gracze 'Bestii', którzy po atakach powracającego do składu Marcina Czajkowskiego oraz Dawida Plichtowicza, zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu (22-20). Choć poprzeczka została zawieszona na naprawdę wysokim poziomie, to środkowa odsłona była jeszcze lepsza. Tym razem lepiej w seta weszli 'Aptekarze', którzy po kilku błędach rywali wysunęli się na prowadzenie 15-10. Z czasem 'Bestia' zdołała się jednak przebudzić i po świetnej wymianie i imponującej grze w obronie i wybloku - Hydra doprowadziła do wyrównania po 17. Końcowa faza seta to kilkukrotne zmiany oblicza seta. Ostatecznie po błędzie na zagrywce jednego z graczy Hydry oraz ataku Krzysztofa Podlaskiego - Bayer zapewnił sobie wyrównanie stanu rywalizacji (28-26). Dawno nie widzieliśmy tak nakręconej i dobrze bawiącej się Hydry Volleyball Team. W trzecim secie po świetnym starcie i bardzo dobrej grze w bloku - 'Bestia' wysunęła się na prowadzenie 14-6. Choć Bayer próbował się jeszcze odgryźć, to ostatnie słowo należało do Hydry. Nastąpiło to - a jakże - po bloku kapitana drużyny - Sławomira Kudyby (21-15).

Tiger Team – Sharks 2-1 (21-16; 21-16; 19-21)

Przed sezonem zastanawialiśmy się, jak w trzeciej lidze poradzą sobie gracze Tiger Team. Wszyscy pamiętamy bowiem, jak wyglądało to historycznie. Choć tak ogólnie, to Tiger nie zaimponował wczoraj przesadnie, to kiedy spojrzymy na fakt, że wygrali oni cztery z pięciu ostatnich spotkań i zapewnili sobie utrzymanie - to po prostu musi robić wrażenie. Niesamowite, jaką drogę przeszła ekipa Marcina Kwidzińskiego w dwóch ostatnich sezonach - rewelacja. No i wiecie jak jest. Zestawiając jedną z rewelacji obecnego sezonu z drużyną, która przegrała wszystkie spotkania obecnego sezonu, spodziewaliśmy się konkretnego lania. Choć Tiger Team był drużyną lepszą, to lania nie oglądaliśmy nawet przez chwilę. Zamiast tego, Sharksi się faworyzowanemu rywalowi postawili, a na półmetku premierowej partii przegrywali zaledwie jednym oczkiem (11-10). Dopiero w drugiej części po atakach Przemysława Masznera gracze w czarnych strojach uzyskali pełną kontrolę nad setem, wygrywając go do 16. O ile w pierwszym secie Tiger miał przez chwilę problem z udowodnieniem wyższości, to w środkowej partii wpadł w poważne tarapaty. Początek seta to naprawdę bardzo solidna gra Sharksów, po której wysunęli się na prowadzenie 11-6. Choć jeszcze do stanu 15-12 dla 'Rekinów' zanosiło się na niespodziankę, to druga część seta to fragment, w którym zespół Pavlo Kudinova się całkowicie pogubił i po zagrywce Piotra Janowskiego oraz atakach Przemysława Masznera - Tiger zapewnił sobie drugi punkt w meczu (21-16). To, co nie udało się 'Rekinom' w dwóch pierwszych setach, udało się finalnie w trzecim secie. Dla drużyny 'Rekinów' to jednak marne pocieszenie. W środowy wieczór team przegrał bowiem czternaste spotkanie z rzędu i zapewnił sobie bilet do czwartej ligi.