Za nami poniedziałkowa seria gier, w której kolejny krok w kierunku mistrzostwa ligi wykonała drużyna DP Placki. Bardzo ważne zwycięstwo padło łupem powracających na parkiety Inter Marine SL3 gracy Team Spontan, którzy rozbili Złomowca za komplet punktów. Zapraszamy na podsumowanie!

Medi Volley – Hapag-Lloyd 2-1 (21-13; 21-13; 19-21)

Dokładnie 68 dni musiała czekać drużyna Medi Volley na kolejną wygraną w rozgrywkach Inter Marine SL3. Pisaliśmy o tym wielokrotnie, ale na początku sezonu 'Medycy' ograli ACTIVNYCH. Wczoraj wieczorem licznik został zrestartowany w meczu z Hapag-Lloyd. Skoro przy liczbach jesteśmy, to nie sposób nie wspomnieć o koszmarnej serii 'Pomarańczowych'. Poniedziałkowy mecz był bowiem już 14 przegranym meczem z rzędu drużyny Hapag-Lloyd. Jest już bardzo blisko, aby team pobił swój niechlubny rekord 17 porażek z rzędu. Hej 'Logistycy', weźcie się za robotę ok? Taryfa ulgowa została wyczerpana, a za wczorajszy mecz krytyka się po prostu należy. Rywalizując z sąsiadem z ligowej tabeli można oczekiwać, że będziesz prezentował się co najmniej jak 'równy z równym'. Rzeczywistość wyglądała tak, że wyrównany był, ale tylko początek seta (12-11). W dalszej części 'Medycy' zdobyli pięć punktów z rzędu i było już 'po zabawie' (21-13). Choć wynik drugiego seta był ostatecznie taki sam, to jednak przebieg gry był już zupełnie inny. Tu Hapag-Lloyd nie prezentował się dobrze ani przez chwilę. Już na początku seta 'Medycy' wysunęli się na prowadzenie 8-3 i w dalszej części seta kontrolowali przebieg gry, ogrywając rywala do 13. Początek seta wskazywał na to, że zespół Jakuba Kupisza idzie po 'pełną pulę' (7-2). Przestój, który po chwili zanotowali powinien być jednak studiowany przez wyspecjalizowaną grupę ekspertów. Na dwa punkty własne - Medi Volley pozwolili rywalom na zdobycie... dwunastu. Serio - nie pomyliliśmy się, sprawdziliśmy dwukrotnie. W dalszej części Hapag-Lloyd kontynuował dobrą grę i w konsekwencji wysunął się na prowadzenie 17-12. Myślicie, że to bezpieczna przewaga? Już po chwili mieliśmy remis po 19, ale ostatecznie - Hapag-Lloyd zdołał postawić kropkę nad 'i' w tym szalonym meczu.

Inter Marine Masters 2 – VB Inter-Grahen Sulmin 2-1 (15-21; 21-9; 21-17)

Znacie powiedzionko o tym, że ktoś 'zesrał się dwa metry przed kiblem'? No - to teraz wyobraźcie sobie aktualną sytuację drużyny VB Inter-Grahen Sulmin, która walczył obecnie o historyczne podium rozgrywek i będąc na trzecim miejscu, przegrali w stosunku 1-2 z 'Mastersami'. Analogia z początkiem podsumowania jest wręcz uderzająca. Nie chcemy bawić się w proroków, ale w naszej ocenie stracone punkty mogą drużynę występującą w delegacji kosztować więcej, niż im się wydaje. Dla odmiany - w siedzibie Feniksa wystrzeliły wczoraj korki od szampanów. Co ciekawe - być może w całą walkę o podium włączą się gracze Inter Marine Masters? Ci, choć mogą świętować dwie ostatnie wygrane z drużynami z górnych partii tabeli, to nie sposób uciec od myśli 'dlaczego tak późno'. Ogranie w przeciągu kilku dni drugiej i trzeciej drużyny w tabeli pokazuje to, o czym pisaliśmy od początku sezonu. Mastersi to drużyna, która potrafi grać na bardzo wysokim poziomie. Dla przykładu - to, co team w niebieskich trykotach dokonał w drugim secie było obrazkami, których team z Sulmina nie wyśnił w najmroczniejszych snach. Porażka do 9 drużyny, która ma ambicję grać w przyszłym sezonie z DSGSA, Aufiofonem czy inną Flotą TGD Team? Kurde no - trochę chyba jeszcze brakuje.

Złomowiec Gdańsk – Team Spontan 0-3 (11-21; 18-21; 13-21)

Umówmy się, poniedziałkowe spotkanie nie wyglądało jak wielki pojedynek o pozostanie w drugiej klasie rozgrywek, szczególnie ze strony Złomowca. Dość mocno rzucało się w oczy bardzo senne tempo całego meczu, choć w pierwszym secie 'Spontaniczni' rozpoczęli z wysokiego 'C' (5-0). Złomowiec wypadał słabo w ataku, rywal większość piłek podbijał. Pod koniec seta Złomowiec po prostu przestał przyjmować, co poskutkowało wysoką przegraną (11-21). W drugiej partii przesunęli Patryka Bruchmanna ze środka na lewe skrzydło, dzięki czemu udało im się nieco wzmocnić siłę ataku. Spotkanie się wyrównało, ale wciąż nie na tyle, aby byli w stanie zagrozić dobrze dysponowanemu tego dnia rywalowi. Niemniej, wynik już bez wstydu (18-21). Trzeci set znów rozpoczął się bardzo kiepsko dla ekipy Złomowca Gdańsk. Niemniej, na pochwałę zasługuje Michał Suchomski, który rozpoczynał spotkanie na przyjęciu, po pierwszym secie został przesunięty na środek, a mimo tego był jednym z najlepiej punktujących zawodników drużyny. Sytuacja drużyny nieco się odwróciła, gdy w polu zagrywki stanął Adam Śliwiński. Zawodnicy Spontana kompletnie stanęli jeśli chodzi o przyjęcie, dzięki czemu Złomowcowi udało się nawet wyjść na prowadzenie (8-7). Długo jednak nie pocieszyli się takim wynikiem. Spontan wziął się w garść po tej niefortunnej serii i jak już zaczął odjeżdżać z wynikiem, to nie pozwolił rywalowi na zbyt wiele. Finalnie, roznieśli Złomowca w ostatniej partii 21-13, a w całym meczu 3-0, co możemy traktować w kategoriach małej sensacji. Tylko 5% typujących obstawiło poprawnie wynik tego spotkania. Dziś starcie z VB Sulmin, o wiele bardziej wymagającym rywalem. Jesteśmy bardzo ciekawi, jak ekipa Spontana zaprezentuje się po tak dobrym występie.

Bossman Team – Speednet 2-1 (21-18; 20-22; 21-17)

Wciąż istnieje szansa na to, że na finiszu rozgrywek, Bossman strąci z fotela lidera Merkurego. Aby tak się jednak stało, Bossman musi do samego końca wygrywać. Dodatkowo o czym informowaliśmy przed meczem ze Speednetem - powinien powtórzyć wynik z rundy zasadniczej, kiedy ograł swojego rywala za 'pełną pulę'. Na początku Bossman wywiązał się z planu bez zarzutu. Choć rywal zawiesił poprzeczkę na wysokim pułapie, to faworyt po atakach Przemka Bałdygi oraz Szymona Zalewskiego wysunął się na prowadzenie 16-14. Po asie serwisowym Roberta Kościńskiego Speednet zdołał co prawda doprowadzić do wyrównania po 18, ale końcowa faza seta należała już do Bossmana (21-18). W drugiego seta zdecydowanie lepiej weszli gracze Bossmana (10-6). Środkowa faza seta to jednak bardzo dobra gra Speednetu, który po ataku Marcina Radziewicza, wysunął się na prowadzenie 13-12. Końcowa faza seta to bardzo wyrównana gra, w której więcej zimnej krwi zachowali 'Programiści' (22-20). Oj, ten set może się Bossmanowi odbić czkawką. Pod koniec prowadzili bowiem 20-19, ale dwa błędy w końcówce sprawiły, że z punktu cieszyli się przeciwnicy. W finałowej partii gracze Jakuba Kłobuckiego zachowali koncentrację. Kiedy bowiem wyszli na prowadzenie, to w odróżnieniu od środkowej odsłony już tego nie zmarnowali (21-17). Mimo wygranej w stosunku 2-1 trudno mówić tu o jakimś hurraoptymizmie. Stracony punkt oddalił drużynę od historycznego złota.

Old Boys – Volley Gdańsk 1-2 (25-27; 25-23; 14-21)

W zapowiedziach pisaliśmy o tym, że jeśli zespół Old Boys przegra spotkanie, to będzie im już cholernie trudno wygrzebać się z bagna, w którym ugrzęźli. Oj, los nie jest w obecnym sezonie łaskawy dla drużyny Bartłomieja Kniecia. Potwierdził to już początek spotkania, w którym kontuzji stawu skokowego nabawił się Wojciech Goliński. Mimo to - Old Boysi radzili sobie naprawdę nieźle i wszystko wskazywało na to, że za chwilę będą cieszyli się z pierwszego bardzo ważnego punktu w meczu (17-12). Mimo pięciopunktowego prowadzenia w końcówce... dokonali niemal niemożliwego. Już po chwili sześć punktów zdobył Volley (17-18), który po długiej i wyniszczającej grze na przewagi, zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (27-25). Nie ma takiej przewagi, którą Old Boysi nie zdołaliby roztrwonić. Dla przykładu w drugim secie prowadzili 7-2, a mimo to - po chwili było już 9-9. To właśnie te koszmarne serie doprowadziły Old Boysów do porażki. Nie bez znaczenia był również fakt, że jakimś dziwnym trafem - końcówki należały do 'żółto-czarnych'. Oj, tak na nasze to właśnie Old Boysi zaprezentowali nam co zrobić, by spaść do drugiej ligi (25-23). Na otarcie łez drużynie z Pruszcza Gdańskiego został trzeci set rywalizacji, którego wygrali finalnie do 14. To jednak marne pocieszenie. Volleya już w tabeli nie wyprzedzą. Nie ma takiej opcji.

BEemka Volley – AIP 1-2 (21-15; 13-21; 18-21)

To, jak BEemka wjechała w rywala od samego początku spotkania było wręcz niewiarygodne. Na myśl przychodziły nam różne skojarzenia, np. memiczna już ciężarówka z drewnem z drugiej części filmu "Oszukać przeznaczenie". Cała hala przecierała oczy ze zdumienia widząc, jak faworyzowana ekipa Adriana Ossowskiego dostaje przepotężne lanie. BEemka nie brała jeńców, szczególnie jeśli chodzi o zagrywkę. Takiego bombardowania historia nie widziała od czasów Drezna w 1945. Zawodnicy AiP wyglądali tak, jakby chcieli się po prostu schować i przeczekać najgorsze. Bardzo męczyli się w przyjęciu, co oczywiście przełożyło się również na pozostałe elementy siatkarskiego rzemiosła. Gdyby nie fakt, że przy takim ryzyku w polu serwisowym sporo punktów BEemka oddała po błędach własnych, strach pomyśleć jaki mógł być wynik tej partii. Finalnie było to 21-15. Po takim przebiegu pierwszej odsłony spodziewaliśmy się, że będzie bardzo trudno drużynie AiP nawiązać równą walkę. Jakie było nasze zdziwienie, gdy to oni wkroczyli 'na pełnej' w drugiego seta i po paru minutach wygrywali już 7-1. Totalne odwrócenie sytuacji. BEemka dwoiła się i troiła, ale nie potrafiła nic wskórać i przegrała 13-21. Trzecia partia była najbardziej wyrównana w całym spotkaniu. Walka toczyła się punkt za punkt do stanu 18-17 dla AiP, po czym Bartłomiej Więckiewicz dopisał na konto drużyny dwa arcyważne punkty, z bloku oraz ataku. Ostatnią nadzieją dla zawodników BEemki było wejście Macieja Rzepczyńskiego na zagrywkę przy stanie 20-18. Wspomnianego na początku przeznaczenia nie udało się jednak oszukać i musieli oni uznać wyższość rywali (18-21).

Craftvena – Chilli Amigos 1-2 (18-21; 18-21; 21-19)

Ależ nas Craftvena w ostatnim meczu rozczarowała - parafrazując słowa z zapowiedzi przedmeczowej. No nie spodziewaliśmy się kompletnie, że po tak dobrych ostatnich spotkaniach zobaczymy ich w tak słabej dyspozycji z niżej notowanym rywalem, którego większość typujących skazywała na pożarcie. Na wygraną 'Papryczek' stawiało zaledwie 16%... Już od samego początku meczu zauważalne były kłopoty 'Rzemieślników'. Rywale byli dużo skuteczniejsi w ataku, bloku, obronie, przyjęciu... W skrócie - we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Do stanu 12-13 jeszcze jako tako udawało się Craftvenie utrzymywać głowę na powierzchni, jednak po chwili 'Amigos' podkręcili tempo wychodząc na kilkupunktowe prowadzenie i wygrywając 21-18. W drugim secie 'Czarni' nawiązali równiejszą walkę, jednak wciąż na tle przeciwnika wyglądali dość blado. Gracze Chilli z kolei powinni na serio rozważyć otwarcie fabryki czapeczek na zimę, bo udało im się ich sporo rozdać w tej partii. Naprawdę miło się oglądało eksplozje radości po kolejnych udanych akcjach. Zdecydowanie mentalem przewyższyli rywali o głowę. Mimo że druga odsłona była bardzo wyrównana to jednak po raz kolejny tego dnia zwycięstwo padło łupem 'Amigos' (21-18). Trzeci set był najbardziej wyrównany pod względem poziomu sportowego. Craftvena nareszcie zaczęła grać swoją siatkówkę, dzięki czemu udało im się zachować na tyle zimnej krwi w końcówce, aby tym razem nie pozwolić przeciwnikowi się wyprzedzić na ostatniej prostej. Jędrzej Szadejko wziął na siebie ciężar gry w ataku i tym razem to 'Rzemieślnicy' zakończyli seta na swoją korzyść (21-19). Niemniej, wydaje się to być słabym pocieszeniem w kontekście wyniku całego spotkania.

Staltest Pomorze – DP Placki 0-3 (9-21; 15-21; 15-21)

Nie no. DP Placki grają w innej lidze, a poniedziałkowe starcie to tylko potwierdziło. Przed meczem można mieć było jeszcze nadzieje na to, że obejrzymy ciekawe starcie. Rywalem 'Placków' była bowiem drużyna Staltestu Pomorze, o której czego by nie mówić - jest drużyną otrzaskaną w konfrontacji z mocarzami. Samo spotkanie rozpoczęło się jednak od zdecydowanej przewagi drużyny Damiana Pawlika (10-5). Dalej było już dla Staltestu coraz gorzej. Po świetnej serii na zagrywce Mateusza Kuchcińskiego, faworyt wysunął się na prowadzenie 17-8 i bez najmniejszego problemu sięgnął po pierwszy punkt (21-9). Środkowa partia wyglądała już z perspektywy Staltestu nieco lepiej. W połowie seta team Arkadiusza Kozłowskiego przegrywał zaledwie dwoma oczkami (11-9). Trudno nie było jednak odnieść wrażenia, że faworyt nie podkręcał wówczas przesadnie tempa. W dalszej części kiedy DP łapali rytm - wysunęli się na prowadzenie 18-12 i w konsekwencji - cieszyli się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-15). Nienawidzimy pisać podsumowania po takim meczu. No bo wiecie jak jest - trudno nam się silić i wymyślać, że niby Staltest się starał. Prawda jest taka, że gdyby obie drużyny zagrały nie 3 sety a 30, to i tak za każdym razem to DP Placki cieszyliby się ze zwycięstwa. Nie inaczej było w ostatnim secie rywalizacji, którego faworyt wygrał do 15.

Wolves Volley – Flota TGD Team 2-1 (23-21; 18-21; 21-18)

Już w zapowiedziach oraz magazynie wspominaliśmy, że nie będzie to łatwe spotkanie dla Floty TGD Team. Na nasze wyobrażenia dotyczące meczu wpływały dwie rzeczy. Pierwsza sprawa to fakt, że w naszych oczach 'Wataha' jest po prostu bardzo mocną ekipą. Druga kwestia to... coraz większa presja towarzysząca Flocie TGD Team. Rany, ile razy w ostatnim czasie wspominaliśmy o tym, że przed Flotą pojawia się szansa na awans do wyższej ligi. To z kolei nakręcało coraz większą presję na drużynę, która nie miała przecież wczoraj prawa przegrać, prawda? Do pewnego momentu premierowej partii wszystko wydawało się być pod kontrolą graczy Mateusza Iwana (12-9). W dalszej części nieustępliwy zespół 'Wilków' nie odpuszczał i w konsekwencji doprowadził do wyrównania po 20, a następnie po ataku Tomasza Głębockiego - zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (23-21). Na początku drugiego seta to 'Wataha' prezentowała się lepiej i w konsekwencji wysunęła się na prowadzenie 10-8. To jak pokazał pierwszy set - żadna gwarancja. W dalszej części Flota TGD Team zaprezentowała się wreszcie tak, jak można było tego od nich oczekiwać. Po ataku świetnie dysponowanego Pawła Połanieckiego, Flota wysunęła się na prowadzenie 18-15, a po chwili doprowadziła do wyrównania w setach (21-18). O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set. Po wyrównanym początku, to 'Wataha' przejęła inicjatywę. Świetnie w końcówce pokazał się Tomasz Głębocki. To właśnie po jego ataku i bloku, Wolves wysunęli się na prowadzenie 19-15 co dało im wygraną do 18. O ile w przypadku drużyny Krzysztofa Mrożka wynik rywalizacji nie miał jakiegoś ogromnego znaczenia, tak potencjalne podium rozgrywek dla Floty się po poniedziałku wybitnie skomplikowało.