We wtorkowy wieczór kolejny bardzo ważny krok w kierunku szóstego mistrzostwa wykonała drużyna Merkurego, która ograła Speednet 3-0. Awans do drugiej ligi wywalczyła ponadto drużyna Challengers, która rozbiła Audiofon Karczemki. Bardzo cenne zwycięstwa padły łupem Spontana oraz Dream Volley. Zapraszamy na podsumowanie!

CTO Volley – Volley Gdańsk 2-1 (21-16; 21-18; 18-21)

Oni wciąż to mają. Choć drużyna CTO Volley przystępowała do meczu po jednym z największych blamaży w historii ligi, to nie miała problemu z udowodnieniem swojej wyższości nad drużyną Volley Gdańsk. I wiecie co? Wiemy, że w drużynie 'Pomarańczowych' trwają jakieś rozmowy na temat tego, jak i czy w ogóle jest przyszłość dla drużyny. Uważamy, że choć za CTO pojawiłaby się inna drużyna w lidze, to jednak zniknięcie z siatkarskiej mapy tak utytułowanej drużyny byłoby czymś, do czego mamy nadzieję, że nigdy nie dojdzie. Liczymy na to, że zespół CTO weźmie przykład z Volleya Gdańsk, który również miał swoje wzloty i bolesne upadki. Przez te wszystkie sezony był jednak wzorem dla innych i team przetrwał najmroczniejsze chwile. Dziś zbiera tego plony, bo choć 'na papierze' nie byli oni kandydatem do bezpiecznego utrzymania, to okazali się lepsi od kilku innych ekip i dziś nie ma w zasadzie opcji, żeby 'żółto-czarni' spadli z ligi. A sam mecz? Cóż - poziom sportowy CTO wciąż jest bardzo wysoki. Udowodniły to dwa pierwsze sety wygrane do 16 oraz 18. Po tym, jak wyglądały dwa pierwsze sety wydawało się, że CTO może pójść po 'pełną pulę'. Po słabym początku trzeciego seta, w którym 'Pomarańczowym' siadło przyjęcie, a team popełniał sporo błędów - strata była już nie do odrobienia (11-7; 21-18).

Speednet – Merkury 0-3 (24-26; 25-27; 14-21)

Mamy taką rozkminkę, że jak już przegrywać - to właśnie w takim stylu, w jakim zrobiła to ekipa Speednetu. W zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy, że 'Programiści' nie mają już większych szans na podium rozgrywek. Myślicie, że to w jakikolwiek sposób zniechęciło 'Programistów' przed meczem z aktualnym liderem? Myślicie, że 'Programiści' zamierzali ułatwiać Merkuremu drogę w kierunku złota? Cóż - nic z tych rzeczy. Speednet potwierdził to, o czym piszemy od początku sezonu. Speednet sprawuje się po prostu świetnie i choć w przerwie pomiędzy sezonami team miał pewne problemy, to zostały one już całkowicie zażegnane. Wracając do meczu - w premierowej partii team Macieja Miścickiego wykorzystał sporą liczbę błędów rywali i w konsekwencji - wysunął się na prowadzenie 14-9. W dalszej części lider nie odpuszczał i zdołał doprowadzić do wyrównania po 17. Końcowa faza seta to niezwykle wyrównana gra, która po punktach Macieja Mozola oraz Pawła Dolaka zakończyła się happy-endem Merkurego (26-24). Choć poprzeczka była zawieszona na bardzo wysokim poziomie - drugi set był co najmniej równie dobry. Choć po ataku Mariusza Jaszczołta Speednet miał piłkę setową (20-19), to Merkury zdołał wyjść z opresji wygrywając seta do 25. Wyszarpane dwa sety podbudowały 'Planetarnych', którzy w trzecim secie byli już drużyną wyraźnie lepszą (21-14). Oj, dawno nie mieliśmy sezonu, w którym jedna z drużyn zapewniłaby sobie mistrzostwo na tyle dni meczowych do końca. Wszystko wskazuje na to, że tym razem tak będzie. Sympatycy najbardziej utytułowanej drużyny w historii mogą już mrozić szampany.

Team Spontan – VB Sulmin 2-1 (22-20; 21-18; 16-21)

'Popatrz, jak wszystko szybko się zmienia, coś jest, a później tego nie ma'. Odnosząc sytuację Sulmina do znanej piosenki, VB Sulmin miał moment, w którym naprawdę mogli uwierzyć w podium rozgrywek. Dwie porażki sprawiły jednak, że team nam momentalnie zdziadział i w konsekwencji - zespół Daniela Bąby dość niespodziewanie, by nie napisać sensacyjnie przegrał z ekipą Team Spontan. Wygrana dla tych drugich jest wręcz nieoceniona w kontekście utrzymania w drugiej lidze. Oj, jeszcze chwilę temu 'Spontaniczni' byli jednym z głównych kandydatów do spadku. Po pięciu na sześć możliwych punktów w obecnym tygodniu - trudno wyobrazić nam sobie, że team Piotra Raczyńskiego mógłby spaść z ligi. Wracając do meczu - 'Spontaniczni' rozpoczęli je... tragicznie. Nim się obejrzeliśmy, na tablicy wyników mieliśmy 8-2 dla drużyny z Sulmina. Po chwili zespół Daniela Bąby zanotował jednak ogromny przestój, po którym 'Spontaniczni' doprowadzili do wyrównania po 13. To, co jednak ważniejsze z ich perspektywy - zrozumieli, że rywal to może i mocny, ale tylko 'na papierze'. Po wyrównanej końcówce seta, Team Spontan sięgnął po pierwszy punkt w meczu (22-20). Dla odmiany - w drugim secie to 'Spontaniczni' rozpoczęli od mocnego uderzenia. Po skutecznej kiwce Bartosza Zochniaka, wysunęli się na prowadzenie 9-3. Z czasem gracze występujący w delegacji zaczął gonić, ale na odwrócenie losów rywalizacji nie było już szans (21-18). Na pocieszenie drużynie z Sulmina został trzeci set rywalizacji, który ci wygrali do 16. Nie ukrywamy jednak, że mamy problem z takimi meczami. Po ludzku wkurza nas, jak drużyna, która nie walczy już o awans ani utrzymanie, nie zabija się przy okazji o każdą piłkę w meczu. Nos podpowiada nam bowiem, że jeszcze 3 tygodnie temu mecz mógłby wyglądać inaczej. Nie oznacza to bynajmniej, że Spontan nie dokonał w tym tygodniu olbrzymich rzeczy - brawo!

Dream Volley – DHP Oliwa 3-0 (21-11; 21-14; 21-12)

Druga liga fajna sprawa, ale w trzeciej też będzie zabawa. Nie ukrywamy, że obraz spotkania nas nieco zaskoczył, bo jeszcze przed meczem uznaliśmy, że mający strach przy dupie gracze DHP Oliwa zdołają się nieco ogarnąć. Bo wiecie - do tej pory słuchaliśmy tylko tłumaczeń. A to, że nie ma ludzi z Elbląga, a to, że daliśmy im mecz w środę, a ci mają akurat uczelniane treningi. No - to teraz daliśmy wtorek, a na dodatek zestawiliśmy ich z drużyną, która po raz ostatni w lidze wygrała...w maju. I co? I jajco. DHP Oliwa udowodniła, że aby wygrali oni mecz, to musielibyśmy ich zestawić chyba z ekipą Hapag-Lloyd z czwartej ligi. To oczywiście obraźliwe dla graczy w pomarańczowych barwach, bo tamci to chociaż wykazują jakąś chęć gry i nie przychodzą na salę jakby za karę. Nie chcemy jednak aby podsumowanie punktowało tylko Oliwę. To, że zagrali oni tak tragicznie, że chciało się płakać, wie każdy. W obecnym sezonie krytykowaliśmy Dream Volley więc jesteśmy im winni to, że kiedy już wygrali - wypadałoby ich pochwalić. Tak jak pisaliśmy w zapowiedziach przedmeczowych - jedna wygrana w szalonym sezonie sprawia, że 'Marzyciele' uciekają ze strefy śmierci. Niewiarygodne. Jeśli Dream zdoła 'rzutem na taśmę' się utrzymać, to będziemy zdumieni. We wtorkowy wieczór zrobili gigantyczną robotę, aby tak się stało - brawo!

ACTIVNI Gdańsk – Staltest Pomorze 2-1 (21-17; 13-21; 21-18)

Po poniedziałkowej serii gier, w której Staltest przegrał w stosunku 0-3 z DP Plackami, nikt nie dostrzegał jakichkolwiek problemów. Ot - normalna sytuacja, w której każdy przegrywa z Plackami. Zostało to uznane za standard. Punktów w tym tygodniu, zespół Arkadiusza Kozłowskiego miał poszukać w meczu z ACTIVNYMI Gdańsk i prawdę mówiąc - sporo osób wskazywało na to, że może to być komplet oczek. To pozwalałoby z kolei Staltestowi na doskoczenie do ścisłej czołówki i dalszą walkę o awans. Choć po wczorajszym meczu nie jest to wykluczone, to trzeba być jednak ślepcem, aby nie dostrzec, jak bardzo się ta droga wydłużyła. O tym, że gracze w seledynowych strojach będą mieli problemy przekonaliśmy się już na początku spotkania, kiedy po rewelacyjnej grze w bloku, ACTIVNI wysunęli się na imponujące prowadzenie 12-6. Z czasem Staltest nie dawał jednak za wygraną i po serii udanych akcji, zniwelował stratę do zaledwie jednego oczka (16-15). Choć wygrana ewidentnie wymykała się ACTIVNYM z rąk - zdołali oni wyjść z kryzysowej sytuacji obronną ręką, wygrywając do 17. Drugi set to zupełnie inne oblicze spotkania. Była to partia, w której Staltest prezentował się wreszcie tak, jak mogliby oczekiwać tego od nich ich sympatycy. Kiedy na czarnej tablicy wyników mieliśmy prowadzenie faworyta 16-9, to stało się jasne, że oni już tego nie wypuszczą (21-13). Choć w finałowej partii Staltest prowadził już 8-6, to całkowicie przespany środkowy fragment seta sprawił, że na prowadzenie wysunęli się ACTIVNI Gdańsk (14-10). W dalszej części seta grająca bez jakichkolwiek kompleksów drużyna w czarnych trykotach kontynuowała bardzo dobrą grę, która została wynagrodzona drugim punktem w meczu (21-18). Wygrane w obecnej kampanii z Inter Marine Masters oraz Staltestem jednoznacznie pokazują, że ACTIVNI potrafią wskoczyć na bardzo wysoki poziom. Podoba nam się to - brawo!

Audiofon Karczemki – Challengers 0-3 (12-21; 14-21; 19-21)

Podoba nam się drużyna Challengers. Nie chodzi bynajmniej wyłącznie o to, że oni po prostu ciągle wygrywają. Wracamy do zapowiedzi przedmeczowej, w której pisaliśmy, jaką drogę i metamorfozę przeszła drużyna Wojciecha Lewińskiego. Trudno znaleźć nam team, który zdołałby w tak krótkim czasie dokonać tak dużej zmiany na plus. Dziś - Challengersi są gotowi, by powalczyć w drugiej lidze. W obozie Challengersów powinni zadbać jedynie o to, aby w przerwie pomiędzy sezonami obyło się bez transferów out. Sam mecz? Po tym jak szef bloku - Mateusz Landsberg skasował dwóch skrzydłowych Audiofonu, faworyt wysunął się na prowadzenie 15-10 i bez najmniejszych problemów sięgnął po pierwszy punkt w meczu (21-12). Środkowa odsłona rozpoczęła się od... prowadzenia 5-0 nowego lidera trzeciej ligi. W dalszej części spotkania nie było punktu zaczepienia. Były za to nerwy w obozie Audiofonu, które wynikały z absolutnej niemocy. Nie no - team Roberta Mielewczyka został przez rywala poskładany. Przepaść. W trzecim secie zrobiło się wreszcie ciekawie, a Audiofon miał realną szansę na jeden punkt w meczu. To, że byłby on nieoceniony w walce o trzecie miejsce podium nie trzeba nikogo przekonywać. Cóż - mimo prowadzenia 10-7, to się nie udało. W dalszej części Challengersi odzyskali kontrolę nad meczem i finalnie wygrali seta do 19, a cały mecz 3-0, zapewniając sobie przy tym awans do drugiej ligi - gratulacje!