Poniedziałkowy wieczór zapamiętamy przede wszystkim z świetnego meczu na szczycie drugiej ligi, w którym gracze Inter Marine Masters pokonali wicelidera - Solver Szach-Mat. Bardzo ważny krok w kierunku utrzymania w trzeciej lidze zrobiła również drużyna Craftvena, która rozbiła za komplet punktów ZB INSTALGROUP. Zapraszamy na podsumowanie!
Medi Volley – VB Inter-Grahen Sulmin 0-3 (12-21; 5-21; 14-21)
Łatwo. Zespół VB Inter-Grahen Sulmin wygrał wczoraj wieczorem ósme spotkanie w sezonie i w konsekwencji wskoczył na trzecie miejsce w ligowej tabeli. To co poza samym wynikiem ucieszyło z pewnością graczy w czarnych trykotach, to fakt, że wpadkę w meczu z 'Mastersami' zaliczyła ekipa Speedway AWKS. To z kolei sprawia, że awans wciąż jest w grze, a szanse drużyny z Sulmina są większe niż niejednemu się wydaję. Poniedziałkowe starcie obyło się bez zaskoczeń. Już w połowie premierowego starcia zespół Rafała Szopieraja wysunął się na prowadzenie 10-6. W dalszej części faworyt nie zwalniał tempa i w konsekwencji wygrał seta do 12. Nigdy nie jest tak źle, że nie może być jeszcze gorzej. Z postawioną tezą zgodzą się z pewnością gracze Medi Volley, którzy po raz kolejny w obecnym sezonie musieli zmierzyć się ze swoimi 'demonami'. Po raz kolejny przegrali bowiem seta zdobywając zaledwie kilka oczek. Nie raz, nie dwa. To naprawdę nie jest już przypadek, a problem, nad którym 'Medycy' muszą się pochylić. Gracze z Sulmina byli w tej partii lepsi w każdym elemencie. To, co jednak szczególnie rzucało się w oczy, to ich bardzo dobra gra w obronie i polu serwisowym (21-5). Finałowy set tego jednostronnego widowiska to nieco lepsza postawa 'Medyków'. Choć czasami zakłamujemy rzeczywistość, to nie jesteśmy w stanie znaleźć w sobie tyle motywacji, by ich jakkolwiek za poniedziałkowy wieczór pochwalić.
Inter Marine Masters 2 – Speedway AWKS 2-1 (18-21; 21-14; 21-14)
Tacy już jesteśmy. Kiedy 'jedziemy' z jakąś drużyną, to nie zwracamy uwagi na to, czy jest to CTO Volley, czy drużyna, której nazwa znajduje się we wszelkich informacjach dotyczących ligi. W ostatnim czasie przekonali się o tym gracze Inter Marine Masters, którzy byli jedną z najbardziej krytykowanych ekip bez podziału na ligi. Kiedy jednak jest czas pochwał - trzeba chwalić. Wczoraj wieczorem zespół Jarosława Garczyńskiego mierzył się z niepokonaną jak dotąd drużyną Speedway AWKS i choć nie byli faworytem - wygrali spotkanie 2-1, komplikując rywalom drogę do trzeciej ligi. Zwycięstwo w tak prestiżowym spotkaniu pokazuje, że... się nie myliliśmy. Od dawna wskazywaliśmy na to, że 'Mastersi' dysponują o wiele większym potencjałem, niż wskazują na to wyniki. Owszem - awans jest już bardzo mało prawdopodobny, ale po wczorajszym meczu - morale drużyny poszybowały w górę. Warto przy tym zauważyć, że spotkanie nie od razu układało się po ich myśli. Po kilku atakach Mateusza Sadowskiego, to Speedway wysunął się w premierowej odsłonie na prowadzenie 13-10 i w dalszej części nie miał problemów z udowodnieniem swojej wyższości (21-18). Przed środkowym setem w obozie 'Mastersów' doszło do pewnych roszad, a na boisku zameldował się między innymi Piotr Szczepański. To wniosło z kolei orzeźwienie w drużynie, bo po kilku atakach wspomnianego zawodnika - 'Mastersi' objęli prowadzenie 15-13. W dalszej części Speedway AWKS kompletnie stanął i nie był w stanie zareagować, a to było z kolei prostą receptą do porażki w secie do 14. Finałowa partia to absolutny popis 'Mastersów' i w naszej ocenie - najlepszy set w ich wykonaniu w obecnym sezonie. Owszem - gracze AWKS dołożyli swoje - popełniali sporo błędów. Mimo to Inter Marine narzuciło swoim rywalom bardzo trudne warunki gry i w pełni zasłużenie wygrali seta do 14, a cały mecz 2-1 - brawo!
Hapag-Lloyd – ME Sulmin Volley 1-2 (9-21; 7-21; 21-18)
Obie drużyny ze spotkaniem wiązały ogromne nadzieje. 'Logistycy' chcieli przede wszystkim podkręcić dorobek punktowy. Choć mamy już końcówkę sezonu, to na koncie drużyny w pomarańczowych trykotach były przed meczem zaledwie dwa punkty i wizja dobicia do dorobku z poprzedniego sezonu stawała się coraz mniej prawdopodobna. To samo pisaliśmy zresztą o drużynie ME Sulmin Volley, która w poprzedniej kampanii sprawowała się naprawdę nieźle, zgarniając przy tym aż szesnaście punktów. Faworytem poniedziałkowej konfrontacji była drużyna z Sulmina, która do meczu z 'Logistykami' podchodziła po dwóch zwycięstwach z rzędu i ogromną szansą na pobicie swojego rekordu. Jeszcze nigdy wcześniej - team Fabiana Ehrlicha nie zdołał wygrać trzech spotkań z rzędu. Początek spotkania to zdecydowana i nieco zaskakująca przewaga drużyny z Sulmina. Choć byli oni faworytem, to nie sądziliśmy, że będzie to tak jednostronne starcie (10-5). W dalszej części seta, ME Sulmin Volley nie zdejmował nogi z gazu, ogrywając rywala do 9. W drugim secie z perspektywy 'Pomarańczowych' było jeszcze gorzej. To co rzucało się w oczy to naprawdę kiepska dyspozycja w obronie ostatniej drużyny w ligowej tabeli. Wystarczyło, żeby piłka przeleciała na stronę Hapag-Lloyd i było w zasadzie jasne, że będzie z tego punkt. Ostatecznie ME Sulmin wygrał tę partię do... siedmiu. Wygrane pewnie dwa pierwsze sety sprawiły, że team występujący 'w delegacji' poczuł się chyba zbyt pewnie. Trudno wytłumaczyć, jak po takiej przewadze można mieć takie problemy w ostatniej partii. Ku naszemu zaskoczeniu - to 'Pomarańczowi' przejęli inicjatywę w spotkaniu i po kilku atakach bardzo dobrze dysponowanego w tej partii Bartłomieja Piechockiego - wysunęli się na prowadzenie 15-10. W dalszej części ME Sulmin zniwelował stratę do zaledwie jednego oczka (19-18), ale ostatnie słowo należało już do 'Logistyków' (21-18).
Hapag-Lloyd – Speedway AWKS 0-3 (18-21; 12-21; 13-21)
Nie oszukujmy się - to z pierwszym spotkaniem w poniedziałkowy wieczór, obie drużyny wiązały większe nadzieje. Obojętnie jakiej miary byśmy nie przyłożyli do konfrontacji Hapag-Lloyd ze Speedway AWKS, to trudno było oczekiwać, że w meczu może dojść do sensacji. Za tą uznany zostałby choć jeden punkt drużyny w pomarańczowych strojach. Biorąc to pod uwagę, byliśmy bardzo zaskoczeni tym, jak wyglądał premierowy set rywalizacji. Choć spodziewaliśmy się absolutnie jednostronnego widowiska, to w drugiej części seta 'żółto-czarni' wygrywali zaledwie jednym punktem (18-17). Wyglądało to trochę tak, jakby porażka z Inter Marine Masters mogła sprawić, że prawdziwe problemy miały dopiero nadejść. Ostatecznie po asie serwisowym Bartłomieja Haski oraz błędzie jednego z graczy Hapag-Lloyd, pierwszy set padł łupem faworyta (21-18). W drugiej odsłonie faworyt zagrał wreszcie tak, jak oczekiwaliby tego ich sympatycy. Po piorunującym początku było już 9-1 dla AWKS i choć 'Logistycy' się z czasem przebudzili, to na podjęcie walki było już za późno (21-12). W trzeciej odsłonie - Speedway AWKS wysunął się na prowadzenie 14-7. Z czasem po rewelacyjnej zagrywce Michała Kądzieli, w której wspomniany gracz zanotował cztery asy serwisowe z rzędu, przewaga 'żółto-czarnych' stopniała do dwóch oczek (14-12). W dalszej części Hapag-Lloyd nie poszedł jednak za ciosem, a set padł łupem graczy Mateusza Bojke (21-13).
Tiger Team – Chilli Amigos 2-1 (21-16; 21-14; 19-21)
I cyk - stało się to, o czym informowaliśmy od dawna. Choć matematycznie 12 punktów rzadko kiedy wystarczało do utrzymania w jakiejkolwiek z lig, to jednak nie wierzymy już w scenariusz, w którym Tiger Team mógłby się w końcówce sezonu pogubić i spaść z ligi. To się nie wydarzy. Oni po prostu są zbyt mocni. Spotkanie z Chilli Amigos było anonsowane jako próba rewanżu graczy w czerwonych strojach za końcówkę poprzedniego sezonu, w której - Tiger niemal pozbawił 'Amigos' szans na awans. Podobnie jak wówczas - i tym razem górą byli gracze w czarnych trykotach. Początek spotkania to 'wzajemne badanie' się przeciwników, po którym mieliśmy remis po 10. Od połowy seta zaczęła zarysowywać się jednak przewaga 'Tygrysów', którzy po atakach Szymona Burdynewicza czy Przemysława Masznera wysunęli się na prowadzenie 17-13, co dało im po chwili pierwszy punkt w meczu (21-16). Choć do połowy drugiego seta Tiger Team cierpiał i miało to związek z nienajlepszym przyjęciem (10-12), to z czasem po punktach Piotra Janowskiego, gracze w czarnych trykotach odwrócili losy rywalizacji i wysunęli się na prowadzenie 17-14, co przełożyło się po chwili na drugi punkt w meczu (21-14). Warto przy tym podkreślić, że do pewnego momentu nic nie wskazywało na tak duży przestój graczy w czerwonych strojach. Porażka w dwóch pierwszych setach była tragiczną wiadomością dla 'Amigos'. Mogło być jednak jeszcze gorzej, gdyby zespół Pawła Kalety przegrał w finałowej partii. Na szczęście dla drużyny Chilli, to właśnie oni lepiej rozpoczęli seta i chwilę po pólmetku seta, prowadzili 14-12. Choć z czasem Tiger Team doprowadził do wyrównania po 12, to ostatnie słowo za sprawą ataków Mateusza Sypniewskiego oraz Michała Kwiatka, należało do graczy w czerwonych strojach.
Flota TGD Team – Kraken 0-3 (14-21; 15-21; 14-21)
Można być mocnym na trzecioligowym podwórku, ale kiedy na dzielnie wychodzi gość, który warunkami fizycznymi, umiejętnościami w bitce czy wreszcie sprytem bije na głowę wszystkie dzieciaki z okolicy - nie ma czego zbierać. Jest jasne, że będzie źle. Pytanie tylko jak bardzo i czy faworyt nie będzie przypadkiem tego dnia gorzej dysponowany tak, aby uszczknąć coś dla siebie. W naszym odczuciu poniedziałkowe starcie pokazało drużynie Floty TGD Team, jak potencjalnie mogłyby wyglądać ich spotkania w wyższej klasie rozgrywkowej. Nie chcemy straszyć, ale serio - tak grają już naprawdę solidne firmy. Wracając jednak do poniedziałkowego spotkania - faworyt dość szybko narzucił rywalom swoje warunki gry i po asie serwisowym Sergieja Ivanenko, 'Bestia' objęła prowadzenie 11-7. W dalszej części seta, Flota TGD Team nie miała absolutnie żadnego pomysłu na grę i w konsekwencji, przegrała seta do 14. Niewiele lepiej było w środkowej partii, gdzie zespół Karoliny Kirszensztein nie dał sobie tak naprawdę szansy na podjęcie walki z rywalem. W środkowej odsłonie popełniali bowiem sporą liczbę błędów, która dała prowadzenie rywalowi 18-13, a następnie - drugi punkt w meczu (21-15). Trzeci set zapowiadał się co prawda dość obiecująco (9-9), ale im dłużej trwała partia - tym lepiej radził sobie Kraken. Wszystko stało się jasne, kiedy w polu serwisowym stanął Sergiej Ivanenko i dwoma asami serwisowymi przypieczętował zwycięstwo 'Bestii' do 14. To co jest jednak bardziej imponujące to rewelacyjny bilans 9 zwycięstw i to, że jak do tej pory nie stracili oni... choćby seta. Niewiarygodne!
Solver Szach-Mat – Inter Marine Masters 1-2 (13-21; 21-12; 18-21)
W gdyńskiej siedzibie Inter Marine wystrzeliły wczoraj korki od szampanów. Poniedziałkowy wieczór nie mógł potoczyć się lepiej dla niebiesko-białej drużyny. Najpierw swoje spotkanie z niepokonaną jak dotąd drużyną Speedway AWKS wygrała czwartoligowa drużyna Masters 2, a następnie - już na deser, a może danie główne - team Andrzeja Masiaka ograł w meczu na szczycie drugiej ligi - Solver Szach-Mat. Spotkanie grzało sympatyków obu drużyn na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego, a mecz w transmisji live oglądała spora liczba kibiców. Nie ma się co przesadnie dziwić, bo mecz oglądało się naprawdę wybornie. Lepiej w spotkanie weszli 'Mastersi', którzy chwilę po półmetku seta, prowadzili już 14-10. To właśnie wtedy zaczęły się problemy 'Szachistów', którzy zaczęli popełniać sporą jak na siebie liczbę błędów. Jak się później okaże - miało to swoje bardzo poważne konsekwencje. Wracając jednak do pierwszego seta - gracze w czarnych strojach nie byli w stanie się już podnieść i finalnie przegrali tę partię do 13. Szach-Mat wyglądał z kolei tak, jakby zbierał wszystkie siły na środkową partię, którą - rozpoczęli GENIALNIE. Rany, ależ 'Szachistom' udało się stłamsić swojego rywala - każda kolejna udana akcja odbierała część wiary 'Mastersom'. W połowie seta mieliśmy już oszałamiający wynik 10-1. W dalszej części seta 'Mastersi' nie walczyli już o wygraną, a o to - żeby w miarę łagodnie przebrnąć przez kryzys i odbudować się na seta decydującego o zwycięstwie (21-12). Trzeci set był kapitalnym widowiskiem. Lepiej zaczęli gracze Inter Marine, którzy objęli prowadzenie 9-6. Kilka udanych akcji dało jednak pięć punktów z rzędu 'Szachistom' i prowadzenie 11-9. Wówczas wydawało się, że 'Mastersi' zostali złamani po raz drugi w poniedziałkowy wieczór. Nic bardziej mylnego. W dalszej części seta gracze w niebiesko-białych trykotach bardzo szanowali piłkę i nie popełniali w zasadzie błędów, czego nie można było powiedzieć o Szach-Macie. Ostatecznie w naszej ocenie to właśnie to było elementem, który zadecydował o zwycięstwie drużyny 'Mastersów', która jest już o krok od awansu. W naszej ocenie tego się już po prostu nie da zepsuć. Wow, co za wieczór, co za sezon, co za gra. BRAWO!
ZB INSTALGROUP – Craftvena 0-3 (18-21; 13-21; 15-21)
Trudno opisać nam słowami, jak ważne było to spotkanie dla obu drużyn. Nie ukrywamy, że przed meczem byliśmy rozdarci. Z jednej strony w magazynie Inter Marine SL3 wskazywaliśmy, że poza Sharksami, to właśnie drużyna ZB INSTALGROUP wygląda obecnie najsłabiej spośród wszystkich trzecioligowców. Z drugiej zaś strony - w zapowiedziach wskazywaliśmy na zdecydowanie większe doświadczenie w radzeniu sobie w kryzysowych momentach, których na przestrzeni wielu sezonów, zespół Tomasza Bobcowa miał całe mnóstwo. Cóż - choć wielokrotnie nie brakowało im szczęścia, to bardzo wiele wskazuje na to, że ten limit się już wyczerpał. Jakkolwiek brutalnie to dla nich nie zabrzmi - wczorajszy występ był w ich wykonaniu SKANDALICZNY. Oj, zaraz się pewnie oburzą wszyscy zawodnicy biorący udział w meczu - ZB - 'że jak to takie ostre słowa', a Craftvena dlatego, że ubzdurają sobie, że niby im umniejszamy. Tu absolutnie nie chodzi o to, żeby cokolwiek umniejszać. 'Rzemieślnicy' wykonali wczoraj wieczorem milowy krok w kierunku utrzymania w trzeciej lidze. Trudno wyobrazić nam sobie scenariusz, w którym mieliby oni skończyć czy to pod Sharksami, czy to właśnie pod ZB INSTALGROUP - gratulacje. Wracając do 'Instalatorów' - nie widzimy tego, że zespół Tomasza Bobcowa mógłby się utrzymać. Nie z tą grą, nie z tą formą. Jedyna nadzieja w tym, że ktoś się wycofa z ligi.
Siatkersi – DP Placki 0-3 (14-21; 15-21; 17-21)
Jak to mówią - wszystko byłoby pięknie w obozie Siatkersów, gdyby nie te cholerne mecze. Przed spotkaniem - atmosferka top. Dobrze się bawić w miłym towarzystwie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy trzeba wyjść na parkiet. A rywal w poniedziałkowy wieczór wylosował się najtrudniejszy z możliwych, co jak możecie się domyślić - skutkowało mordobiciem Siatkersów. W meczu mieliśmy w ogóle sporo ciekawych momentów. Nie, nie chodzi o to, że zespół Sebastiana Wilmy stanowił dla swoich rywali jakieś zagrożenie - co to, to nie. Prawda jest taka, że DP Placki są dzisiaj drużyną z innej siatkarskiej galaktyki i w naszej ocenie - to było pierwsze i chyba ostatnie spotkanie obu drużyn w lidze. Placki awansują za momencik do trzeciej ligi, a Siatkersi jak co sezon będą kiblować w czwartej lidze. Wracając jednak do ciekawostek - wiecie, że team Sebastiana Wilmy zdobył po swoich akcjach tyle samo punktów, ile DP Placki popełnili błędów na zagrywce? Tłumaczyliśmy to już jakiś czas temu - nie jest to bowiem odosobniony przypadek. Jak team gra rewelacyjnie i nic im nie zagraża - pozwala sobie na sporą nonszalancję. Zagra z góry i tego typu klimaty. Popełnisz błąd? Nie ma problemu - rywal i tak nie jest w stanie ci zagrozić. Zastanawiamy się, jak team będzie wyglądał w momencie kiedy zostanie wystawiony wreszcie na próbę. Wydaje nam się jednak, że nastąpi to już w przyszłym roku.













Komentarze