Za nami ostatni dzień meczowy w dziewiątym tygodniu rozgrywek. Rewelacyjnie spisały się wczoraj drużyny Inter Marine Masters oraz Remedios Sopot Ortopedia. Ci drudzy wygrali dwa spotkania za komplet punktów i z ostatniego miejsca w tabeli wskoczyli na jedenastą lokatę. Zapraszamy na podsumowanie!

MiszMasz – Remedios Sopot Ortopedia 0-3 (18-21; 12-21; 19-21)

Wow, co to był za kapitalny wieczór dla Remediosu Sopot Ortopedia. W koszykówce zdarzają się momenty, w których drużyna przegrywa cały mecz, a w ostatniej sekundzie rzuca z własnej połowy, piłka leci przez całe boisko i finalnie - zapewnia zwycięstwo drużynie, która przegrywała. Piszemy o tym teraz bo taki wieczór miała drużyna 'Ortopedów', na których większość ligowców postawiła już krzyżyk. Choć my pisaliśmy i informowaliśmy kilkukrotnie o tym, że 'Ortopedom' w kilku przypadkach brakowało nieco szczęścia, to sami nie wierzyliśmy, że są oni w stanie wygrać środową konfrontację z MiszMaszem. A nawet jeśli - to na pewno nie za komplet punktów. Jeszcze w końcówce premierowej odsłony nic na to nie wskazywało. Po bloku Tomasza Swędy oraz ataku Mateusza Berbeki - MiszMasz prowadził już 17-14. Kilka kolejnych akcji to jednak potworne błędy faworyta oraz problemy z zatrzymaniem Macieja Kaszowicza (21-18). Po świetnym finiszu premierowej partii, zespół Macieja Kota poszedł w drugiej odsłonie za ciosem i chwilę po półmetku seta i bloku Filipa Cygańskiego - objęli prowadzenie 15-8! To odebrało wolę walki drużynie Rafała Wróblewskiego, która przegrała seta do 12. Finałowa odsłona to wyrównana i ciekawa gra obu ekip, która zaprowadziła nas do stanu po 12. Już po chwili - po błędzie w polu serwisowym jednego z graczy w zielonych strojach oraz asie Jonasza Bullera - Remedios wysunął się na prowadzenie 18-15 i choć w końcówce nie uniknął nerwówki, to zgarnął trzeci punkt w meczu - Wow - ależ to był świetny wieczór w ich wykonaniu. Na kolejne punkty nie musieli bowiem długo czekać.

VB Sulmin – Tufi Team 0-3 (14-21; 20-22; 12-21)

Spotkanie anonsowane było jako to, w którym obie drużyny miały sobie coś do udowodnienia. Dla graczy VB Sulmin starcie z tak uznanym rywalem miało być testem tego, czy team w czerwono-czarnych strojach jest w stanie nawiązać poziomem sportowym do czołówki ligi, a kto wie - być może włączyć się nawet do walki o podium rozgrywek. Cóż - test został przez nich oblany, bo choć były momenty - szczególnie w drugim secie, to jakimś dziwnym trafem jest tak, że stykowe pojedynki w drugiej lidze w zdecydowanej większości kończą się punktami Tufi. A z perspektywy ex-pierwszoligowca było naprawdę gorąco. Po ataku Radosława Małeckiego, rywale z Sulmina mieli piłkę setową. Ważne punkty w końcówce zdobyli jednak skrzydłowi - Wysocki, Osiecki oraz Watus. Kto wie, czy ten zwrot akcji nie będzie w dłuższej perspektywie postrzegany jako ten na wagę awansu. Okazało się bowiem, że swoje spotkanie w środowy wieczór wygrała również drużyna Inter Marine Masters, a wobec pogubionych punktów - gracze Tufi Team naprawdę nie mają już marginesu błędu. Jeśli straciliby kolejny punkt w środowy wieczór - mógł być to koniec marzeń o powrocie na pierwszoligowe parkiety. Kiedy jednak udało im się przepchnąć zwycięstwo - w finałowej partii z rywali nie było już czego zbierać, a zespół Pawła Szafrana wygrał tę partię do 12. To z pewnością ważne punkty, ale aby uzyskać bezpośredni awans - weteran pierwszej ligi musi wymyślić coś ekstra. Póki co ich gra naprawdę nie zachwyca. Uważamy, że są tam jeszcze rezerwy.

Energa Trefl Gdańsk – Bayer Gdańsk 2-1 (21-13; 21-15; 15-21)

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,

Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

Zaczęliśmy się zastanawiać, czy narodowy Wieszcz - Adam Mickiewicz nie miał przypadkiem na myśli absencji lidera Bayera - Tomka Sadowskiego. Tuż przed meczem na drużynę 'Aptekarzy', która w obecnej kampanii nie przegrała ani jednego spotkania gruchnęła wiadomość, że w związku z kontuzją barku wspomnianego zawodnika - jego występ w hitowym starciu z Energą Trefl Gdańsk jest wykluczony. Nie wiemy czy to wpływ jednego zawodnika, czy ogólnie słabsza dyspozycja, czy może jednak - świetna gra Trefla sprawiła, że to najmłodsza drużyna w lidze radziła sobie od początku spotkania zdecydowanie lepiej. Po atakach duetu - Pustelnik - Winiarski, gracze w żółych trykotach objęli prowadzenie 15-10 i w dalszej części seta nie mieli problemu z udowodnieniem swojej wyższości, pokonując 'Aptekarzy' do 13. Szok, konsternacja - Bayer nie zwykł w obecnej kampanii przegrywać, a jeśli już - to na pewno nie w takim stylu. Choć drugi set rozpoczął się dla dotychczas niepokonanej drużyny zdecydowanie lepiej (7-3), to zespół Damiana Harica nie był w stanie utrzymać wysokiego tempa gry i juz na półmetku seta mieliśmy remis 10-10. W dalszej części 'gdańskie lwy' imponowały na zagrywce oraz w ataku. Dodatkowo Bayer sobie absolutnie nie pomagał a zamiast tego - popełniał sporo błędów i pierwsza porażka w sezonie stała się faktem (21-15). Finałowy set potoczył się tak, że do stanu po 12 oglądaliśmy wyrównaną i zaciętą grę. Końcowa faza meczu to jednak przewaga 'Aptekarzy', który w myśl zasady 'jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma' zgarnął nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu.

Wolves Volley – Audiofon Karczemki 1-2 (22-20; 23-25; 17-21)

Po niespodziewanej porażce w minionym tygodniu, zespół Audiofon Karczemki przystępował do kolejnego spotkania w drodze po historyczne podium rozgrywek w trzeciej lidze. Zadanie stawiane przed graczami w biało-czerwonych barwach nie było bynajmniej zbyt proste. Rywalem drużyny Roberta Mielewczyka była bowiem drużyna 'Wilków', w której wyniki nie były w ostatnim czasie zbyt dobre, ale co by nie mówić - jest to drużyna z dużym potencjałem. To zostało zresztą udowodnione już w pierwszym secie rywalizacji, w którym 'Wataha' wysunęła się na prowadzenie 17-12. Z czasem w grze 'Wilków' coś się jednak zacięło i w konsekwencji rywal doprowadził do wyrównania po 20. Kiedy wydawało się, że premierowa partia padnie ich łupem - popisową akcję zaprezentował Karol Ciechanowicz i w konsekwencji - 'Wilki' cieszyły się po chwili z pierwszego punktu w meczu (22-20). Mało brakowało a zespół Krzysztofa Mrożka poszedłby po chwili za ciosem. W drugim secie rywalizacji zespół Wolves Volley miał co najmniej kilka piłek meczowych 'w górze'. Zamiast jednak wykończyć rywala - 'Wataha' uznała, że świetnym pomysłem będzie to, że zaczną walić po autach. W końcówce zupełnie za darmo Wolves Volley oddali swoim rywalom cztery punkty co dało Audiofonowi wygraną seta do 23. Niewykorzystane okazje się mszczą. Dowód stawianej tezy mieliśmy w środowy wieczór. Choć Wolves Volley byli o włos od wygranej meczu - to finalnie w końcówce drugiego i całym trzecim secie zawiedli, co Audiofon Karczemki bezwzględnie wykorzystał, czym przedłużył swoje marzenia o drugiej lidze.

Sharks – Remedios Sopot Ortopedia 0-3 (17-21; 18-21; 18-21)

Autentycznie jesteśmy pod wrażeniem. Z zapowiedzi przedmeczowych wynikało, że Remedios w dwóch środowych spotkaniach sięgnie łącznie po trzy punkty. Jak się okazało - te miał już po pierwszym starciu, a w meczu z Sharksami - postanowił ten dorobek podwoić. Ostatecznie się to udało, a zespół Macieja Kota z tragicznego położenia w ligowej tabeli - zdobył w dwie godziny sześć razy więcej punktów niż wcześniej przez dwa miesiące. Co więcej - z ostatniego miejsca w ligowej tabeli zaliczyli awans na miejsce, które gwarantuje bezpieczne utrzymanie. Oczywiście na tę chwilę nie można jeszcze otrąbić sukcesu, niemniej jednak - tego się w środę nie dało zrobić lepiej. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że o zwycięstwo nie było bynajmniej zbyt prosto, a 'Ortopedzi' musieli te trzy punkty niemal wyszarpać. W drugiej połowie premierowej partii to Sharksi prowadzili bowiem 15-13. Po chwili cztery punkty z rzędu, dające prowadzenie 17-15 i autostradę do wygranej seta zdobyli jednak gracze Remediosu (21-17). Choć sytuacja w ligowej tabeli drużyny Sharks robi się coraz gorsza, to zespół Pavlo Kudinova nie zamierzał odpuszcać. Po punkcie kapitana drużyny - wysunęli się oni na prowadzenie 10-7. Z czasem role się jednak odwróciły, a po trzech punktach Filipa Cygańskiego (1 atak, 2 asy), Remedios wysunął się na prowadzenie 17-14, które dało im po chwili drugi punkt w meczu (21-17). Finałowa partia to odgrzewany scenariusz, który znaliśmy już bardzo dobrze. Po dwóch blokach z rzędu Wojciecha Wiszniewskiego - 'Rekiny' wysunęły się na prowadzenie 12-10, co jak już ustaliliśmy - nie było dobrym prognostykiem. Tym razem w rolę pierwszoplanowej postaci wcielił się Damian Chojnacki, po którego atakach, gracze Remediosu objęli prowadzenie 19-16 i zapewnili sobie po chwili trzeci bardzo ważny punkt w meczu - brawo!

Inter Marine Masters – GKS Żukowo Bekoni 3-0 (21-13; 21-16; 21-12)

Obecny tydzień ułożył się dla 'Mastersów' kapitalnie i aż przez chwilę musieliśmy zastanowić się, czy mogło być jeszcze lepiej. Ostatecznie uznaliśmy, że owszem - punkty mogła pogubić np. drużyna Tufi Team, a nie tylko Bayer Gdańsk. Prawda jest jednak taka, że tak grający 'Mastersi' mogą mieć w nosie to, czy Bayer przegra z Treflem, czy może jednak wygra 2-1. Mogą mieć również gdzieś to, czy Tufi wygra z Sulminem. W naszej ocenie to, na czym powinni się skupiać 'Mastersi' to własna forma, a ta jest KAPITALNA. Kilka dni temu napisaliśmy, że pachnie już awansem. Dziś widzi to już chyba każdy, a 'Mastersi' po dwóch kapitalnych meczach w obecnym tygodniu mają odpowiednio dwa i cztery punkty przewagi nad wiceliderem i trzecią drużyną w tabeli. Oni już tego nie zepsują. Trudno oczekiwać, że lew z jakiegoś powodu odpuści napotkanej w Serengeti antylopie. To się nie wydarzy. Oj, z zazdrością na 'Mastersów mogą spoglądać gracze 'Bekoni', którzy w poprzednim sezonie wygrali 12 z 13 spotkań i byli o włos od awansu. Co ciekawe - przegrali zaledwie jeden mecz i jak możecie się domyślać - ich pogromcą podobnie jak wczoraj okazała się drużyna 'Mastersów'. W naszej ocenie szybko ponownie w SL3 obie drużyny się nie spotkają.

ACTIVNI Gdańsk – Siatkersi 0-3 (19-21; 19-21; 16-21)

No dobra, ponarzekaliśmy trochę na Siatkersów w zapowiedziach przedmeczowych. To nie przeszło w drużynie bez echa, bo już na hali prosili nas o podesłanie roboczej wersji podsumowania, celem autoryzacji. Uff, jakież szczęście, że w 24 godziny potrafili zmienić ustawienia fabryczne i zagrać zupełnie inne spotkanie niż we wtorkowy wieczór, czy kilku wcześniejszych meczach. To co rzucało się w środowy wieczór w oczy to to, że Siatkersom gra w siatkówkę sprawiała po prostu radość. Nie chodzi tu wyłącznie o sam wynik, bo gdyby ten był gorszy to raczej nic by się w tej kwestii nie zmieniło. Wracając jednak do meczu - ten rozpoczął się od mocnego uderzenia drużyny Sebastiana Wilmy. Zanim się obejrzeliśmy prowadzili bowiem już...7-1. Tak jak szybko uzyskali przewagę, tak ją roztrwonili (8-8). Choć Siatkersom udało się po chwili ponownie odskoczyć (15-10), to po raz kolejny przytrafił im się przestój (19-18). Na całe szczęście dla nich - tym razem obyło się bez konsekwencji (21-19). W trakcie spotkania czekaliśmy na punkt zwrotny. Uznaliśmy bowiem, że ACTIVNYCH stać będzie na zaskoczenie rywala. Takim momentem była pierwsza część środkowego seta, w którym zespół w 'żołto-czarnych' barwach wysunął się na prowadzenie 9-6. Poza tym, że w meczu działo się sporo na 'ławkach' obu drużyn - działo się również na boisku - wszystko jednak w granicach przyjacielskich wręcz relacji. Nie oznaczało to bynajmniej, że któraś ze stron zamierza odpuścić. Już po chwili Siatkersi wrócili do gry i po kapitalnym fragmencie oraz kilku błędach ACTIVNYCH, objęli prowadzenie 14-10. Podobnie jak miało to miejsce w premierowej odsłonie, ACTIVNI zaczęli z czasem gonić, ale decydujący cios padł z rąk... niedawnego kapitana tej drużyny - Kuby Koniecznego. Cóż - lepiej byśmy tego nie wymyślili (21-19). Finałowa partia była również wyrównana, ale tylko do stanu po 16. W końcówce ACTIVNI się całkowicie pogubili, a ostatni punkt w meczu zdobył... nie kto inny jak wspomniany wcześniej Kuba Konieczny (21-16).

Fux Pępowo – MPS Volley 0-3 (18-21; 14-21; 16-21)

Jako że zbliża się Halloween - uznaliśmy, że możemy trochę postraszyć. W naszej ocenie jest już bardzo mało prawdopodobne, że zespół Fuxa Pępowo zdoła utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Po wczorajszej porażce w stosunku 0-3, Fux traci do miejsca barażowego już...siedem punktów. Ok - osoby widzące szklankę do połowy pełną widzą pewnie, że Fux ma do rozegrania jeszcze jedno spotkanie i może do grupy spadkowej będą przystępowali z nieco lepszym bilansem. Tak prawdę mówiąc - nie liczylibyśmy na taki scenariusz. Rywalem 'Koniczynek' będzie bowiem BEemka i jest mało prawdopodobne, że spotkanie mogłoby się zakończyć niespodzianką. A MPS Volley? Cóż - potwierdza się to, że to drużyna z olbrzymim potencjałem, której w obecnym sezonie zabrakło nieco szczęścia. Ba - Miłośnicy Piłki Siatkowej mieli sporo pecha, a wyjazdy, delegacje, obowiązki czy prywatne sprawy sprawiły, że często team był zdziesiątkowany i nie mógł grać tak, jakby chciał. Wczoraj wieczorem skład drużyny był niemal pełny, co w sposób oczywisty przełożyło się na wynik rywalizacji. Już w pierwszej części premierowego seta, faworyt wysunął się na trzypunktowe prowadzenie (10-7). Z czasem było to już pięć oczek i wówczas stało się jasne, że 'włos z głowy MPS-owi nie spadnie' (21-18). O ile w premierowej odsłonie Fux miał jakieś sportowe argumenty, tak w środkowej partii oglądaliśmy już jednostronne widowisko zakończone zwycięstwem drużyny Jakuba Nowaka do 14. Ostatnia partia to kontynuacja projektu 'la zabawa' w wykonaniu aktualnych Mistrzów Inter Marine SL3. Choć lepiej rozpoczęły 'Koniczynki', to był to jednak tylko początkowy zryw (6-4). Już po chwili to MPS wysunął się na prowadzenie 12-8, które z czasem jeszcze powiększył (18-10 oraz 21-16).

Złomowiec Gdańsk – DHP Oliwa 1-2 (21-19; 15-21; 16-21)

Jaki mecz, taki w wykonaniu obu drużyn cały sezon. Wydawało nam się jednak, że tym razem będzie inaczej, a drużyny zdając sobie sprawę z rangi meczu, stawią się na parkiecie w komplecie, by ograć rywala w arcyważnym meczu w kontekście utrzymania w lidze. Tyle teoria, bo w praktyce wyszło jak zawsze, a obie drużyny stawiły się na spotkaniu w sześciu graczy. Lepiej w spotkanie weszli gracze Złomowca, którzy po atakach Kuby Klenczona, rozpoczęli mecz od stanu 4-0. Z czasem sytuacja odwróciła się jednak na niekorzyść Złomowca. Po skutecznym ataku Franciszka Kłosowskiego na prowadzenie wysunęła się Oliwa (12-10). W dalszej części szczęście sprzyjało jednak Złomowcowi, który najpierw wysunął się na prowadzenie 18-14, a następnie - dowiózł je do końca wygrywając do 19. Sama końcówka seta pokazała jednak, że DHP Oliwa czuje się coraz pewniej i coraz mocniej, a to nie było z kolei dobrym prognostykiem dla graczy w miedzianych strojach. Choć do pewnego momentu drugiego seta Złomowiec radził sobie naprawdę nieźle, to z czasem ktoś wyciągnął im wtyczkę z prądem, a zespół nieobecnego w środowy wieczór Witolda Klimasa całkowicie stanął. Gorszy moment rywali błyskawicznie wykorzystali 'Oliwiacy', którzy po punktach aktywnego tercetu Kłosowski - Baran - Krasiński objęli prowadzenie 15-12, którego nie wypuścili aż do samego końca (21-15). Finałowa partia to już inny obraz gry. Tu przewaga Oliwy była od pierwszej do ostatniej piłki w secie. Owszem - były momenty, w których Złomowiec zbliżał się do swojego rywala na zaledwie jeden punkt (8-7), ale to co była charakterystyczne dla graczy w miedzianych strojach to bardzo długie przestoje, w których drużyna nie była w stanie zrobić przejścia (21-16).