Za nami wtorkowa seria gier, w której z doskonałej strony pokazali się ACTIVNI Gdańsk oraz obie czwartoligowe drużyny z Sulmina. Zapraszamy na podsumowanie.
Wolves Volley – Kraken 0-3 (19-21; 11-21; 17-21)
Przez kilka ostatnich tygodni wielokrotnie zastanawialiśmy się, czy zespół Kraken jest w stanie wygrać wszystkie spotkania w sezonie, a na dodatek - stać się jedną z nielicznych drużyn, które wygrały wszystkie 39 setów. Do wczorajszego wieczora uważaliśmy, że jak najbardziej tak. Drużyna 'Wilków' pokazała jednak, że nieco silniejsza drużyna - a do takich, pomimo perturbacji, zaliczamy 'Wilków' - Kraken może mieć z tym pewne problemy. Najpoważniejsze tarapaty drużyna Jurija Charczuka miała w pierwszym secie rywalizacji. To właśnie w tej odsłonie drużyna Wolves Volley imponowała wręcz swoją świetną grą w obronie. Ten element pozwalał 'Wilkom' na bardzo wyrównaną grę z drużyną, o której zaczęliśmy w ostatnim czasie rozmawiać jako potencjalnym kandydacie do... pierwszej lig. Tak czy siak - w końcówce był remis po 19, ale po ataku Oleksandra Chapovskyia oraz zagrywce Volodymyra Krolenko - pierwszy punkt w meczu zasilił konta Krakena. Niepowodzenie w pierwszym secie sprawiło, że z drużyny 'Wilków' uleciało powietrze. Już w pierwszej części środkowej partii, Kraken wysunął się na prowadzenie 10-3. W dalszej części nie pozostawało nim nic innego jak...ustrzeżenie się od głupich błędów. Finalnie udało im się to bez problemu, a drużyna wygrała tę partię do 11. Ostatni set wtorkowego starcia był czymś pomiędzy pierwszym, a drugim setem. Precyzując - Wolves Volley zagrało całkiem poprawnie, ale nie była to ich topowa siatkówka. Wobec tego było ich stać tylko na momenty, a finalna wygrana faworyta nie może nikogo dziwić (21-17).
Aqua Volley – ME Sulmin Volley 1-2 (18-21; 16-21; 21-18)
No niestety, wszelkie przewidywania tym razem się nie sprawdziły. Ostatnie zachwyty nad ekipą Aqua Volley chyba za mocno uderzyły zawodnikom do głów i w tym meczu zwyczajnie nie dowieźli. Już od początku spotkania nie prezentowali się za dobrze, a z czasem można rzec - było tylko gorzej. W pierwszej partii rywal jeszcze co nieco pomagał, co pozwalało na utrzymanie jako takiego wyniku. Od stanu 17-17 Sulmin jednak podkręcił tempo i finalnie zakończył seta na swoją korzyść (21-18). Oczywiście Aqua dołożyła do tego również swoją cegiełkę, prezentując taki wachlarz głupich błędów, jakiego dawno na parkiecie SL3 nie oglądaliśmy. Powiedzmy to sobie wprost - zwyczajnie gubili się na boisku. Kompletnie nie przypominali drużyny, która poprzedniego dnia zrobiła na wszystkich takie wrażenie. Drugi set zaczął się dla graczy Mateusza Drężka jeszcze gorzej. Sulmin, który przy okazji trzeba pochwalić za piękną grę w obronie, sukcesywnie powiększał przewagę nad rywalem. Jednak od stanu 14-5 zaczęli się coraz częściej mylić. Pomyłki zdarzały się także rewelacyjnie dysponowanemu tego dnia Kacprowi Menczykowskiemu, który do tego momentu grał praktycznie na 100% skuteczności w ataku. Mniej więcej w tym momencie Aqua postanowiła też dokonać zmiany rozgrywającego i jakiś skutek musiało to przynieść, ponieważ udało im się zniwelować stratę punktową do stanu 16-18. Jednak w końcówce ponownie lepszym mentalem wykazała się ekipa z Sulmina, wygrywając 21-16. Jak to mówią: 'co się odwlecze to nie uciecze' i mimo chwilowej zwyżki formy Aqua po prostu nie dała rady odrobić tak dużej straty. W trzecim secie drużyna postanowiła postawić na trzeciego już tego dnia sypacza i chyba wreszcie ta zmiana okazała się być tym, czego potrzebowali. Po wyrównanym początku tym razem to Aqua zaczęła budować sobie przewagę. Przy stanie 13-9 wyglądało to już naprawdę obiecująco, gdy nagle jedną serią błędów pozbawili się całej ciężko wypracowanej zaliczki (13-13). Udało im się jednak po chwili otrząsnąć i ponownie podkręcić tempo, czego efektem było zwycięstwo 21-18. Spodziewaliśmy się jednak po nich więcej tego dnia.
Inter Marine Masters 2 – ACTIVNI Gdańsk 1-2 (20-22; 21-15; 24-26)
Rozczarowanie w kontekście Inter Marine Masters jest odmieniane w ostatnich dniach przez wszystkie przypadki. W poniedziałek zespół Jarosława Garczyńskiego męczył się niemiłosiernie z drużyną Medi Volley. Jak się okazało we wtorek - mogło być jeszcze gorzej. Rany - dobrze, że zespół 'Mastersów' nie ma meczu zaplanowanego na środę, bo co by wówczas się stało? Porażka 0-3 z 'Gangiem świeżaków'? Porażka z drużyną stawiającą pierwsze kroki w rozgrywkach? Absolutnie nie ujmujemy drużynie ACTIVNYCH Gdańsk - tych chwaliliśmy przecież już w zapowiedziach. Jak to jednak mówią - 'kawa nie wyklucza herbaty'. To, że krytykujemy 'Mastersów', nie oznacza bynajmniej, że ujmujemy coś ACTIVNYM. Już początek spotkania pokazał, że dziesiąta drużyna poprzedniego sezonu nie zamierza pękać. Po odważnej grze z faworyzowanym rywalem, czarna tablica wyników wskazywała remis po 15. Po chwili kluczowe punkty dla swojej drużyny zdobyli Dominik Brach oraz gracz, który występuje w ACTIVNYCH od tego sezonu - Kamil Doroś (18-15). Choć po atakach Leszka Rzępołucha 'Mastersi' zniwelowali jeszcze stratę do jednego oczka (19-18), to ACTIVNI swojej szansy już nie wypuścili. Warto podkreślić tu, że set mógł się zakończyć nieco wcześniej, ale gracze ACTIVNYCH sygnalizowali, że niekorzystną dla nich decyzję podjęła Sędzia prowadząca spotkanie (22-20). Środkowa partia to zupełnie inny obraz gry. Po dobrym przyjęciu, obronie i niezłym ataku - 'Mastersi' wysunęli się na prowadzenie 16-7, a następnie nie mieli problemów by wygrać tę partię do 15. Kulminacją sportowych emocji był jednak decydujący o zwycięstwie w meczu set, który od samego początku aż do konća był bardzo wyrównany i emocjonujący. Owszem - w grze obu ekip nie brakowało niedokładności, ale zaciętość pojedynku bardzo 'oddawała'. Ostatecznie w końcówce więcej zimnej krwi zachowali gracze w żółto-czarnych trykotach, którzy przez długi czas po zakończonym spotkaniu cieszyli się z ogrania faworyzowanego rywala - brawo.
Kraken Team – DSGSA 1-2 (21-14; 15-21; 18-21)
Wynik rywalizacji był dla nas pewny jak to, że w zamrażarce u babci w pudełku po algidzie zamiast lodów znajdziemy koper. O tym, że DSGSA nie potrafi wygrywać za komplet punktów, informowaliśmy na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. I faktycznie - w premierowej odsłonie drużyna DSGSA była niewyraźna i jakby za mgłą. Trudno nie odnieść wrażenia, że była podobna do zdjęcia MVP meczu - Dominika Trzeciaka, które możecie znaleźć na facebooku. Niemniej - to Kraken Team zdecydowanie lepiej wszedł w mecz i chwilę po otwarciu prowadzili już...8-2. W dalszej części seta 'Bordowi' nie walczyli już o wygraną, a o zachowanie twarzy. Ostatecznie udało im się uciułać 14 oczek, ale dyspozycja rywali mogła wprawić faworyta w niemałe przerażenie. Choć było groźnie - zespół DSGSA się nie wystraszył. Zamiast tego po kiwce Dawida Podsiadło Wiktora Trojanowskiego wysunęli się na prowadzenie 12-10. Jak się okazało - było to tylko preludium do jeszcze lepszej gry. Ostatecznie po punktach Michała Wycherta oraz Kuby Święcickiego - 'Bordowi' doprowadzili do wyrównania w setach (21-15). Finałowa partia to set, w którym wszystko wskazywało na to, że to Kraken Team zdoła wygrać. Choć po dwóch punktach z rzędu Krzysztofa Domarosa prowadzili 16-10, to...osiem kolejnych punktów zdobyła drużyna DSGSA. Niewiarygodne i co by nie mówić - również frajerskie wypuszczenie punktu, który się już miało, a się nie ma. Aż nam się przypomniał Dario w Ślepnąć od świateł. Kraken - coś miałeś, ale już tego nie masz. Dalszej części już nie przytaczamy - tacy nie jesteśmy. Już sama porażka jest wystarczającą karą dla drużyny Roberta Skwiercza. Oj - fajne spotkanie. Lubimy takie.
Siatkersi – VB Inter-Grahen Sulmin 0-3 (8-21; 13-21; 16-21)
Wspominaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej coś o potencjale ekipy Siatkersów? No nie spodziewaliśmy się, że drzemie w nich to, co mogliśmy zaobserwować wczoraj na środkowym boisku. Czymkolwiek jednak było TO, co udało się w nich obudzić, chyba wszyscy woleliby, aby zasnęło ponownie na wieki. Trzeba przyznać dla formalności, że nie wyszli pierwszym składem, że były braki kadrowe... Ale na Boga, tak słabego występu to się kompletnie nie spodziewaliśmy! Przyjęcie w ekipie Sebastiana Wilmy po prostu nie istniało... Za to zaprezentowali mnóstwo błędów wszelkiej maści, do tego dołożyli różne rotacje, zmiany na pozycjach. Raz sypał jeden, raz drugi zawodnik. Przyjmujący na libero. Sypacz na bombie. Od tego wszystkiego Pani Agnieszka, która siedziała tego dnia na protokole, dostała zawrotów głowy i już baliśmy się, że trzeba będzie wzywać pomoc medyczną. Sytuację uratowała na szczęście solidna forma ekipy z Sulmina, której oglądanie pomagało na wszelkie dolegliwości. O wynikach wolelibyśmy nie wspominać, aby bardziej nie dokładać już ekipie Siatkersów, ale dla formalności: 8-21, 13-21, 16-21. Jak widać forma drużyny była mimo wszystko zwyżkowa, no ale prezentowali się źle, bardzo źle. Co z tego, że w końcu udało się kilka rzeczy poukładać w ich grze, skoro wyglądało to jak wyglądało. Miejmy nadzieję, że taka wpadka więcej się nie powtórzy. Tego możemy życzyć ekipie Sebastiana Wilmy. Aby zakończyć mimo wszystko jakimś optymistycznym akcentem, to naprawdę świetny występ zaliczyli gracze z Sulmina. Tam dla odmiany działało wszystko i choć oczywiście też nie obyło się bez błędów, to jednak obraz drużyny po tym spotkaniu jest jak najbardziej pozytywny. Pierwszą statuetkę MVP w historii SL3 zgarnął rozgrywający Inter-Grahen Mateusz Kusznerczuk.
Flota TGD Team – ZB INSTALGROUP 3-0 (21-12; 21-13; 21-14)
Powiedzmy to sobie wprost - w obecnym tygodniu Flota TGD Team wykonała kawał dobrej roboty w kontekście potencjalnego awansu do drugiej klasy rozgrywkowej. Inną kwestią jest jednak to, że rywale drużyny Karoliny Kirszensztein nie zwalniają tempa, a pogubione na początku sezonu punkty mogą okazać się bardzo bolesne. Niemniej jednak - na te rozkminki przyjdzie jeszcze czas. Samo spotkanie rozpoczęło się zgodnie z przedmeczowymi predykcjami. Faworyzowany zespół zaczął co prawda nieco nieśmiało (10-8), ale po serii punktów z ich strony, było już 15-8, a następnie 21-12. W środkowej partii był moment, w którym gra 'Instalatorów' mogła się nawet podobać. Po ataku Filipa Blocha strata 'undergoda' wynosiła zaledwie trzy oczka (12-9). W dalszej części podobnie jak miało to miejsce w premierowej partii, gracze TGD podkręcili nieco tempo i w konsekwencji wygrali seta do 13. Celem Floty przed trzecim setem było zachowanie koncentracji. To udało się w rewelacyjny sposób, bo na półmetku seta, faworyzowana drużyna prowadziła 10-6. Kilkupunktowa strata ZB INSTALGROUP całkowicie podcięła drużynie skrzydła i nie byli oni w stanie podjąć choćby namiastki walki. Jakby problemów drużyny Tomasza Bobcowa było mało - w trakcie spotkania kontuzji nabawił się ex-zawodnik Floty TGD Team - Mateusz Filipczyk. Oj, jak nie idzie to nie idzie. Wczoraj wieczorem przekonaliśmy się, że nadchodzące tygodnie nie będą dla 'Instalatorów' łatwym okresem. W naszej ocenie ważą się właśnie losy drużyny w kontekście utrzymania w trzeciej lidze i ta walka będzie niezwykle trudna - być może najtrudniejsza w historii (21-14).
Challengers – Chilli Amigos 3-0 (21-16; 21-14; 21-14)
To miał być ligowy spacerek dla Challengersów, którzy do spotkania z Chilli Amigos podchodzili będąc na samym szczycie ligowej układanki. Choć wyobraźnie mamy naprawdę bujną, to nie sądziliśmy, że scenariusz, w którym gracze w czerwonych trykotach będą w stanie się postawić nie był zbyt prawdopodobny. Finalnie owszem - mecz zakończył się wynikiem 3-0 dla Challengersów, ale nie oznacza to bynajmniej, że było to najłatwiejsze spotkanie graczy Wojciecha Lewińskiego w rozgrywkach Inter Marine SL3. Ba - nie było najłatwiejsze nawet w obecnym sezonie. Już na początku spotkania faworyt wysunął się na prowadzenie 10-4. Z czasem po serii świetnej zagrywki Michała Kwiatka, 'Amigos' zniwelowali stratę do dwóch oczek (12-10), ale w dalszej części byli już bezradni wobec bardzo aktywnego Grzegorza Boguszewskiego (21-16). Drugi set to najbardziej jednostronna partia w meczu. Challengersi wysunęli się błyskawicznie na prowadzenie 10-6, ale w odróżnieniu od premierowej partii - tym razem nie dali promyka nadziei swoim rywalom i zamiast tego, powiększyli jeszcze przewagę (17-8). Ostatecznie 'Amigos' zdołali podkręcić w końcówce licznik, ale umówmy się - nie miało to zbyt dużego znaczenia (21-14). Choć wynik ostatniej partii był taki jak środkowego seta, to jednak set ten wyglądał zupełnie inaczej. Od początku gracze Chilli Amigos radzili sobie bowiem bardzo dobrze i po ataku kapitana Pawła Kalety, wysunęli się na prowadzenie 13-12. Zamiast jednak kontynuować bardzo dobrą grę, zespół w czerwonych trykotach całkowicie stanął i w konsekwencji - końcówka to zdecydowana przewaga Challengersów, którzy są już jedną nogą w drugiej lidze.
Flota Active Team – Wielki Speednet 0-3 (21-23; 17-21; 18-21)
Tym razem udało się ekipie Wielkiego Speednetu udowodnić, że potrafią wygrywać za komplet punktów. Chociaż nie obyło się przy tym bez kłopotów i gdyby mieli do czynienia z inną drużyną, sytuacja mogłaby już nie wyglądać tak kolorowo. Po dość wyrównanym początku pierwszego seta wyglądało na to, że Speednet jest już gotowy do włączenia kolejnego biegu i odjazdu w stronę zachodzącego słońca. Nic jednak bardziej mylnego. Im dłużej trwała ta partia, tym większe problemy napotykali 'Różowi'. W samej końcówce, gdy już wydawało się, że nic złego nie może się wydarzyć (19-15), nagle postanowili ogłosić konkurs, który z zawodników drużyny zrobi najbardziej spektakularny błąd. Przez takie zachowanie doprowadzili do końcówki, w której musieli bić się na przewagi. Gdyby nie dwa kończące seta bloki, mogłoby się to skończyć dla nich tragicznie. Dosłownie uciekli spod topora, wygrywając 23-21, ale za samo doprowadzenie do takiej sytuacji z ostatnią drużyną w ligowej tabeli należy się nagana. Flota z kolei nawiązała równą walkę z faworyzowanym rywalem, mimo że skazywani byli na pożarcie, czym bardzo pozytywnie zaskoczyli wszystkich, może nawet samych siebie. W drugiej partii sprawy miały się podobnie jak w pierwszej - wyrównana walka punkt za punkt i zdobycie przewagi przez 'Różowych' w końcówce. Tym razem jednak udało im się tego nie spartolić i wygrać 21-17. Przyczyniła się do tego również utrata skuteczności głównego motoru napędowego Floty tego dnia - Ilyi Nasevicha. W momencie, gdy przestał on kończyć ataki, ich sytuacja się skomplikowała. Niezwykłe, tak na marginesie jest to, że niesamowicie doświadczona ekipa Speednetu przez tyle czasu nie potrafiła rozgryźć sytuacji i zatrzymać tego zawodnika. Na szczęście dla nich, zatrzymał się sam i mniej więcej w połowie meczu kompletnie przestał kończyć ataki. W trzeciej odsłonie spotkania Wielki Speednet pokazał swoją wielkość... do stanu 20-14, po czym mieliśmy powtórkę z rozrywki. Podobnie jak w pierwszej partii, nagle kompletnie stanęli i Marek Ogonowski do spółki z Mariuszem Żelaznym musieli powiedzieć kolegom kilka niekoniecznie ciepłych, acz prawdziwych słów podczas wziętego czasu. Przyniosło to spodziewany rezultat i udało się zakończyć seta 21-18.
TKKF Flota – Only Spikes 1-2 (14-21; 21-10; 16-21)
Czwarta liga - styl życia. Kilka wczorajszych czwartoligowych potyczek to potwierdziły. Nie inaczej było w meczu, w którym TKKF Flota podejmowała ekipę Only Spikes. Choć stawialiśmy na taki wynik, to obraz gry nas jednak zaskoczył. Początek spotkania rozpoczął się jednak zgodnie z naszymi wyobrażeniami o układzie czwartoligowych sił. Precyzując - faworyt - Only Spikes wysunął się na prowadzenie 7-3. Z czasem zespół Floty pokazał się z niezłej strony i w konsekwencji zmniejszył przewagę rywala do jednego punktu (13-12). Druga część seta to jednak wyraźna przewaga graczy w żółtych trykotach (21-14). W przyszłym tygodniu przekroczymy liczbę 4000 rozegranych spotkań ligowych. Mimo że obejrzeliśmy na żywo niemal wszystkie z nich, to nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć, jak drużyna, która wygrywa seta do 14, rozpoczyna następną partię od stanu... 4-16. Końcowa faza seta to desperackie próby Only Spikes na poprawę wyniku - tu też należą im się brawa. Z beznadziejnej sytuacji zdobyli finalnie dwucyfrową liczbę punktów. Prawdziwą gwiazdą seta była jednak ekipa TKKF Floty - brawo! Choć trzeci set rozpoczął się dla beniaminka obiecująco (10-9), to w drugiej części seta zespół Floty popełnił kilka kluczowych błędów. Dodatkowo coraz bardziej precyzyjni stawali się gracze Only Spikes, a połączenie tych dwóch elementów okazało się sportowym wyrokiem na TKKF Flotę (21-16). Niemniej jednak - trudno tu w jakikolwiek sposób krytykować trzynastą drużynę poprzedniego sezonu. W naszej ocenie zaprezentowali się naprawdę dobrze.













Komentarze