Za nami czwartkowa seria gier, w której nie brakowało niespodzianek. Spotkanie z ex-pierwszoligowcem zaskakująco wygrała ekipa Hydry Volleyball Team. Z doskonałej strony i to nie po raz pierwszy w obecnym tygodniu rozgrywek pokazała się drużyna Feniks Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!
Hydra Volleyball Team – Tufi Team 2-1 (28-26; 16-21; 21-13)
Halo Tuffiki, czy przepaliło Wam już styki? Ten sezon jest po prostu niewiarygodny. Choć niespodzianek mamy w obecnej kampanii całe mnóstwo, to akurat w tym meczu byliśmy bardzo dalecy od tego, by uznać, że to zwierzyna ustrzeli myśliwego. Owszem, zespół Tufi Team podchodził co prawda do meczu po porażce z Wielkim Speednetem, ale bez jaj - byliśmy pewni, że wczoraj się przełamią. Ich rywalem była bowiem Hydra Volleyball Team, która po pierwszym spotkaniu sezonu była przez nas dość mocno krytykowana, a nawet zastanawialiśmy się, w którą stronę zmierza cały projekt. Wiecie jak jest - Redakcja bardzo często wypisuje czy wygaduje głupstwa, ale gracze Tufi - Wy serio uznaliście, że warto się tego kurczowo trzymać? Uznaliście, że mecz wygra się sam? Czy tak doświadczonej drużynie otrzaskanej w elicie nie zapaliła się w czasie spotkania lampka ostrzegawcza, że jest nieco inaczej niż miało być? Nie chcemy iść ze skrajności w skrajność, ale myślimy sobie, że z taką dyspozycją to Tufi może nie zrealizować swojego jedynego celu na obecny sezon - awansu do elity. Nawet jeśli im się uda, to jaki los czekałby drużynę z tą formą? Cóż - nie wiemy, ale się domyślamy. Chcielibyśmy zaznaczyć bowiem, że Hydra nie wyrwała tego zwycięstwa rywalowi z rąk. Oni na nie po prostu w pełni zasłużyli. Na koniec chcielibyśmy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Często w magazynach głosimy tezę, że Tufi Team jest taką drużyną, która w kryzysowych sytuacjach czy w setach na przewagi jest zazwyczaj górą. Tu mimo długiej batalii to Hydra była górą. Uważamy, że takie zwycięstwa sprawiają, że morale drużyny wskakują na bardzo wysoki pułap. I bardzo dobrze - swoją postawą na to zapracowali.
Solver Szach-Mat – Flota Active Team 3-0 (21-15; 21-15; 21-12)
Ależ nie ogarnęliśmy. Przed meczem z Solver Szach-Mat uznaliśmy, że nie ma takiej możliwości, aby Flota Active Team zagrała tak, że zmieni pozycję w ligowej tabeli. Zapomnieliśmy jednak, że potencjalna szósta przegrana i kiepski dorobek małych punktów sprawi, że zespół, którego trenerem od obecnej edycji jest Marek Rogiński, może przesunąć się na sam dół ligowej tabeli. Mecz rozpoczął się jednak od dość zaskakującego obrotu spraw. W połowie seta faworyt nie miał za bardzo pomysłu, jak odskoczyć swoim rywalom (11-11). Dopiero z czasem po kilku błędach 'Flociarzy' oraz dwóch skutecznych atakach Patryka Słowińskiego, gracze w pomarańczowo-czarnych strojach wysunęli się na prowadzenie i wygrali premierową partię do 15. Druga odsłona to już zupełnie inny obraz gry. O ile w pierwszej części meczu Flota przynajmniej do jakiegoś czasu stawiała opór, tak tu 'Szachiści' błyskawicznie znaleźli sposób na sforsowanie zasieków rywali i po kilku punktach Dawida Kołodzieja, objęli prowadzenie 10-5. Dalsza część seta wyglądała niemal identycznie. To Szach-Mat zdobywał punkty ze zdecydowanie większą częstotliwością, wygrywając finalnie do 15. Trzeci set rozpoczął się od sporej liczby błędów w wykonaniu Floty Active Team. Kiedy na tablicy wyników było 10-5 dla faworyta, wiedzieliśmy już jak to się skończy. Ostatecznie w czwartkowy wieczór Solver Szach-Mat sięgnął po trzy punkty, został liderem, a na dodatek - kolejne punkty potraciła drużyna Tufi Team. Cóż - weekend rozpoczyna się w wymarzony wręcz sposób.
Medi Volley – DP Placki 0-3 (5-21; 10-21; 15-21)
Oj, to była bolesna lekcja siatkówki. Kochamy te tłumaczenia drużyn, jak coś im nie pójdzie. Wiecie - oj, nie graliśmy na hali przez 2 tygodnie. Oj, ostatni raz kontakt z piłką mieliśmy wtedy i wtedy. Podobnych tekstów w życiu słyszeliśmy już mnóstwo. Piszemy o tym teraz, bo gracze DP Placki udowodnili, że jak jest ktoś dobry, to wygra nawet i o 3 w nocy. Nawet wówczas, kiedy nie grają przez pół roku. To nie ma żadnego znaczenia. Po raz ostatni drużyna Damiana Pawlika w Inter Marine SL3 grała ponad trzy tygodnie temu. Ich pierwszy kontakt z piłką był jednak taki, że zdemolowali swoich rywali wygrywając w pierwszym secie rywalizacji do...pięciu. Absolutna dominacja. Nie dość, że grali, to stosunkowo bardzo rzadko się mylili. Pierwszy błąd nastąpił dopiero przy stanie 14-4. Drugi gdzieś pod koniec seta. Imponujące. W drugim secie zaczęli popełniać błędy, a to z kolei sprawiło, że Medi było chwilę pod grą. Z czasem wszystko wróciło do normy, a dzieła zniszczenia dokonał swoją doskonałą zagrywką Michał Ryński. Było mniej więcej tak, jak z tą słynną armatą z Kłodzka:
https://www.youtube.com/watch?v=UJEB7YtNUHQ
Różnica taka, że tam było jedno jebnięcie, a wczoraj pięć. Trzeci set rozpoczął się od stanu 10-3 i było już pozamiatane. W dalszej części 'Medycy' podreperowali nieco dorobek, ale o zaskoczeniu rywala nie mogło być przecież mowy.
ME Sulmin Volley – Only Spikes 1-2 (14-21; 21-19; 16-21)
W zapowiedziach przedmeczowych spotkanie pomiędzy Only Spikes, a ME Sulmin Volley anonsowaliśmy jako mecz na przełamanie dla jednych i drugich. Więcej szans na zwycięstwo dawaliśmy jednak drużynie Patryka Łabędzia i to właśnie oni weszli lepiej w premierową partię (7-5). Z czasem po nieciekawym fragmencie gry, w którym zespół z Sulmina popełniał sporo prostych błędów, gracze w żółtych strojach wysunęli się na prowadzenie 16-11, a tego nie dało się już zepsuć (21-14). Środkowa partia rozpoczęła się w wymarzony wręcz sposób dla graczy w żółtych strojach (7-2). Z czasem wypracowana zaliczka zaczęła jednak topnieć. Po kilku skutecznych akcjach Damiana Masło, zespół z Sulmina doprowadził do wyrównania po 12. Dalsza część seta to wyrównana gra z obu stron, w której na ostatniej prostej lepszym finiszem popisali się gracze z Sulmina, którzy po ataku Dominika Markowskiego, cieszyli się z wyrównania w setach (21-19). Ostatni set rozpoczął się od popisu indywidualnych umiejętności powracającego do składu Dominika Chmielowskiego. Po kilku atakach wspomnianego gracza, zespół Only Spikes wysunął się na prowadzenie 10-5. W dalszej części seta zespół Patryka Łabędzia nie popełnił już błędów z środkowej partii i tym razem zdołał dowieźć prowadzenie do końca. Ostatecznie po ataku wspomnianego wcześniej Dominika Chmielowskiego, faworyt wygrał tę partię do 16, a cały mecz 2-1.
ACTIVNI Gdańsk – DP Placki 0-3 (12-21; 14-21; 13-21)
Rany... przecież ludzie, którzy poświęcili czwartkowy wieczór na to, by siedzieć i pooglądać dwa spotkania 'Placków' na boisku numer 3 za chwilę zgłoszą się do nas z roszczeniami za zmarnowane dwie godziny życia. Powiedzmy to sobie wprost. To były takie nudy, że masakra. Obawiamy się niestety, że kolejne spotkania 'Placków' mogą wyglądać podobnie, a potencjalne emocje to może i będą - ale w wyższej lidze. Póki co zespół Damiana Pawlika wygląda na drużynę z zupełnie innego siatkarskiego świata. Starsi gracze DP Placki mieli pewnie okazje oglądać za dzieciaka serial Alf. Piszemy o tym teraz, bo na niskorosłego, włochatego i nieco krępego przybysza z planety Malmac również patrzyli z zaciekawieniem. Dokładnie tak patrzą wszyscy na drużynę Placków. Jak na ciekawostkę i przybysza z innej planety. A sam aspekt czysto sportowy? Cóż - ACTIVNI zaprezentowali się na tle rywali zdecydowanie lepiej niż chwilę wcześniej drużyna Medi Volley. Czy jest to jakieś pocieszenie biorąc pod uwagę to, że zdobyli przeciwko nim odpowiednio 12, 14 oraz 13 punktów? Cóż - niekoniecznie, ale czegoś się przecież musimy złapać. Rany jak ta maszyna chodzi. Z niecierpliwością czekamy na to jak DP Placki zaprezentują się przeciwko silniejszym rywalom. A ACTIVNI? Choć w ostatnim czasie chwaleni, to dzisiaj ich lica są czerwone ze wstydu równie mocno jak wtedy, gdy w podstawówce ktoś ściągnął im majtki w obecności dziewczyn z klasy.
Hapag-Lloyd – Siatkersi 0-3 (12-21; 11-21; 16-21)
Każdy ma w swoim życiu moment, którego się tak po ludzku wstydzi. Lata temu Dżem śpiewał o tym, że Wehikuł czasu, to byłby cud. Jak to się ma do starcia Siatkersów z Hapag-Lloyd? Ano tak, że niespełna dwa lata temu - w listopadzie 2024, Siatkersi przegrali z drużyną Hapag-Lloyd w stosunku 0-3, czego uczestnicy tamtego spotkania jeszcze do końca nie przepracowali. Mając to na uwadze - Siatkersi już nigdy nie zlekceważą 'Pomarańczowych' i nie pozwolą na to, żeby rywal choć na chwilkę 'urósł'. Mniej więcej tak właśnie wyglądało czwartkowe spotkanie, które było dominacją drużyny w białych trykotach od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Już na półmetku seta zespół Sebastiana Wilmy objął prowadzenie 13-8. Choć zabrzmi to niewygodnie dla Hapag-Lloyd, to w dalszej części w drużynie 'Pomarańczowych' zabrakło tej ikry i chęci dorównania rywalom. Tak się po prostu nie da wygrać (21-12). Drugi set z perspektywy 'Logistyków' wyglądał jeszcze gorzej. Kiedy na tablicy wyników było 13-4 dla faworyta, nikt nie miał już wątpliwości jak to się skończy (21-11). Jeśli Hapag-Lloyd miał gdzieś szukać swoich szans, to była to z pewnością finałowa partia. W połowie seta było bowiem po 11, ale już po chwili Siatkersi odskoczyli swoim rywalom, zapewniając sobie trzeci punkt w meczu (21-16).
Feniks Gdańsk – Staltest Pomorze 3-0 (21-17; 21-18; 21-15)
Niby spoiler, ale z drugiej strony tylko największy głąb nie domyśliłby się, że to właśnie Feniks zostanie drużyną szóstego tygodnia rozgrywek. Wow. CO TO BYŁ ZA TYDZIEŃ. W poniedziałek zespół Łukasza Dubickiego opędzlował drużynę Inter Marine Masters, co w społeczności zostało odebrane jako niespodziankę. Dało też sporo do myślenia, bo w zapowiedzi przedmeczowej mieliśmy potężne problemy ze wskazaniem faworyta. Ostatecznie nasz wybór padł na otrzaskany w meczach w wyższych ligach Staltest Pomorze. Był to jednak typ, do którego mieliśmy w obecnym tygodniu największe wątpliwości. Mnóstwo argumentów przemawiało bowiem za Feniksem. Pierwsza część premierowego starcia to wyrównana gra obu ekip, która zaprowadziła nas do stanu po 14. Po dwóch bardzo ważnych punktach Wojciecha Brzozowskiego, Feniks wysunął się na prowadzenie 17-15 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu. Choć wynik drugiego seta dla Staltestu był lepszy niż w premierowej odsłonie, to jednak obraz gry przez większość seta był zero-jedynkowy. To Feniks Gdańsk grał na bardzo wysokim czwartoligowym poziomie, dzięki czemu wysunął się na prowadzenie 12-6. Choć w końcówce prowadzili już 20-12 to w szeregi 'Mitycznego Ptaka' wkradła się pewna nonszalancja, dzięki której rywal zdobył sześć punktów z rzędu. Ostatecznie z perspektywy Feniksa skończyło się wyłącznie na strachu (21-18). Trzeci set wyglądał niemal identycznie. Już na początku seta zarysowała się olbrzymia przewaga Feniksa, która z czasem ewoluowała do stanu 17-8. W końcówce Staltest podpudrował nieco wynik, ale fakty są takie, że Feniks był dla nich w czwartkowy wieczór drużyną z siatkarskiego kosmosu. BRAWO!
DHP Oliwa – VB Sulmin 0-3 (10-21; 17-21; 10-21)
Kurcze... Oliwiaki to jednak fajne chłopaki. W ostatnim czasie rodziny, sympatycy, kibice i bliscy, którym los drużyny DHP Oliwa nie był obojętny zastanawiali się jak to jest tak przegrywać. Wszyscy zamartwiali się jak mocno przeżywają te wydarzenia gracze w białych trykotach. W siedzibie drużyny w gdańskiej Oliwie całe grono zaczęło zastanawiać się z czasem, jak pomóc drużynie. Aby jednak to zrobić - najpierw trzeba zrozumieć. Na tej podstawie, aby zdefiniować problem postanowiono zadbać o inną perspektywę na mecz. Widok POV z głowy jednego gracza. Dzięki temu dziś wszyscy wiedzą już, jak to jest przegrywać tak dotkliwie i to z zupełnie innej perspektywy. Wobec zebranego nowego materiały dowodowego drużyna może teraz debatować nad kolejnymi krokami. Kończąc te złośliwości podnosimy jednak taki mały temacik. W naszej ocenie Oliwie po prostu kończy się czas, a drugiej ligi za chwilę być może nie będzie już można uratować. Oliwa gra dziś bardzo słabo i jest nam ich po prostu szkoda. Coś jak piękny dworek w parku, o którego nikt nie dba. Lata mijają, ludzie przechodzą głowiąc się i komentując 'jeśli się tym nikt nie zajmie, za chwilę będziemy oglądać ruinę'. Warto zrozumieć, że stare metody już nie działają. Może czas spróbować czegoś innego? Dobra - słówko należy się również Sulminowi. Ok - ograć takiego rywala to zdołałaby Redakcja z Panią Agnieszką - żaden to wyczyn. Faktem natomiast jest to, że po zwycięstwie za pełną pulę, sytuacja czerwono-czarnych zmieniła się bardzo na plus.
Speedway AWKS – VB Inter-Grahen Sulmin 3-0 (21-19; 21-11; 21-17)
Samospełniająca się przepowiednia. Klątwa VB Inter-Grahen Sulmin, która wisi nad nimi od początku przygody w rozgrywkach Inter Marine SL3. Niezależnie od tego, jak team świetnie by nie rozpoczął rozgrywek, to dochodzi do momentu w sezonie, w którym odcina im prąd. Sezony mijają, a team w czarnych strojach nie pojął jeszcze, że liga to zabawa dla długodystansowców, a nie sprinterów. Nieważne jak zaczynasz, ale jak kończysz. Oczywiście nie wiemy jeszcze czy to pójdzie w tę stronę, czy jednak zespół Rafała Szopieraja zdoła się odkręcić. My tylko wskazujemy na to, że historia lubi się powtarzać. Porażka 0-3 sprawia, że droga do Sulmina dłużyła się wczoraj niemiłosiernie. Ból i gorycz była tym większa, kiedy przypomnimy sobie wydarzenia z pierwszego seta rywalizacji, który ustawił dalszą część spotkania. Choć trudno w to uwierzyć, to zespół z Sulmina wypuścił prowadzenie...18-12. Jak można? Kto to do cholery wytłumaczy? Aut, niesiona, sędzia, ściana, śliska piłka, odstająca klepka z podłogi no i wreszcie ci cholerni rywale. Wszystko było przeciwko Sulminowi i w konsekwencji po świetnym okresie kapitana AWKS - Mateusza Bojke, zespół AWKS wydarł zwycięstwo rywalowi z rąk. Niewiarygodne (21-19). Niesamowita i co najważniejsze - skuteczna gonitwa na ostatnim wirażu (hehe) zespołu Speedway wlała do ich motocykli paliwo o podwyższonym poziomie oktanów. To wyglądało na doping, bo w środkowej partii Sulmin przy swoich rywalach wyglądał jak zwykłe paluszki przy alkaicznych bateriach Duracell AWKS. Jak wygazowane i ciepłe piwo, które ostało się po jarmarku w Zbicznie do zimnego piwa premium w upalny dzień. Jak głos Mandaryny przy tym Adele. Chyba każdy już wyłapał. Gra Sulmina przy tych kozakach z AWKS wyglądała po prostu nędznie (21-11). Trzeci set rozpoczął się świetnie dla 'żółto-czarnych', którzy wysunęli się na prowadzenie 10-5. Choć z czasem sami mieli problemy i stracili przewagę (13-14), to raz jeszczcze odsyłamy do pierwszych zdań z podsumowania. Prawdziwą drużyną poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna.













Komentarze