Za nami osiemnasty dzień meczowy w sezonie Jesień'26. Kolejne zwycięstwo, tym razem po podziale punktów zanotowała drużyna Merkury. Z bardzo dobrej strony pokazali się gracze AiP, którzy rozbili BEemkę Volley. Największym zaskoczeniem dnia było jednak zwycięstwo za komplet punktów Feniksa Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!
Fux Pępowo – CTO Volley 0-3 (18-21; 19-21; 23-25)
W naszej ocenie w poniedziałkowy wieczór rozpoczęła się misja ratowania CTO Volley z bardzo trudnej sytuacji, w której znalazł się zespół po czterech meczach sezonu. Choć trudno w to uwierzyć, to przed spotkaniem z 'Koniczynkami', zespół CTO był na samym dnie ligowej tabeli, a ich sytuacja stawała się coraz bardziej niekomfortowa. Ależ zagwozdkę muszą mieć drużyny, które rywalizują z CTO. Ci są trochę jak słynne pudełko czekoladek z Forresta Gumpa. Nigdy nie wiesz, co spotkasz w środku. Nigdy nie wiesz, czy CTO będzie dysponowało pełnym składem i w związku z tym, są oni koszmarem Typerów - również Redakcji. W poniedziałkowy wieczór zagrało mocnym składem i w siódemkę, a to z kolei podbijało akcję drużyny do bardzo wysokiego poziomu. Nie było bynajmniej tak, że Fux Pępowo nie miał w związku z tym swoich argumentów. Jeszcze pod koniec premierowej odsłony gracze Dominika Szadacha prowadzili z rywalem wyrównaną grę i pod koniec seta tablica wyników wskazywała remis po 17. Ostatecznie w końcówce po atakach Doriana Walentynowicza oraz Łukasza Negowskiego, CTO zapewniło sobie pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa odsłona układała się do pewnego momentu idealnie dla drużyny z Pępowa. Po asie serwisowym Andrzeja Pipki, Fux wysunął się bowiem na prowadzenie 10-6. Z czasem 'odpalił się' wspomniany wcześniej Dorian Walentynowicz, po którego punktach, CTO objęło prowadzenie 15-14. Końcówka seta to bardzo wyrównana gra obu stron, która po punktach Adama Sobstyla oraz Dominika Dzieciucha, zakończyła się zwycięstwem 'Pomarańczowych' do 19. Ostatnia partia była bardzo podobna jak środkowa. Tu również pachniało bowiem punktem dla Fuxa Pępowo. Pod koniec seta zespół Dominika Szadacha prowadził bowiem 16-12, ale po raz kolejny nie zdołał postawić kropki nad 'i', przegrywając po walce na przewagi do 23.
Feniks Gdańsk – Inter Marine Masters 2 3-0 (21-17; 21-19; 21-19)
Jeden z ostatnich niepokonanych bastionów padł. W ostatnim czasie forsowaliśmy narrację, że zespół Inter Marine Masters pozostaje jednym z głównych faworytów do awansu. Owszem, w niektórych przypadkach narzekaliśmy nieco na styl oraz na to, że zespół w niebieskich strojach stosunkowo często przegrywa sety, nawet z dużo niżej notowanymi rywalami. Nie inaczej było zresztą w przypadku Feniksa, którego potencjał oceniamy wysoko, ale umówmy się - swoje za uszami, tak jak sensacyjną porażkę z ACTIVNYMI, mają. Początek rywalizacji rozpoczął się od skutecznej gry na skrzydłach w obu drużynach. Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się gracze Feniksa (13-9), ale po kilku świetnych atakach Marcina Karbownika, mecz się ponownie wyrównał (13-13). W końcówce przy dobrej zagrywce Wojciecha Brzozowskiego, Feniksowi udało się odskoczyć rywalom i w konsekwencji zapewnić sobie pierwszy punkt w meczu (21-17). Środkowa partia to bardzo wyrównana gra obu ekip z delikatną przewagą Feniksa. Ilekroć ci jednak odskoczyli swoim rywalom, 'Mastersi' podążali za nimi jak cień, doprowadzając do wyrównania po 19. W końcowej fazie seta skutecznym atakiem popisał się Łukasz Dejko, a błąd jednego z 'Mastersów' przypieczętował drugi punkt w meczu drużyny w czarnych trykotach (21-19). Choć 'Mastersom' nie udało się wygrać ani w pierwszym, ani w drugim secie, to w trzeciej odsłonie absolutnie wszystko wskazywało na to, że tak się właśnie stanie. Na przestrzeni seta prowadzili bowiem (9-6; 12-7 czy wreszcie 18-15). Końcówka seta to one man show w wykonaniu najlepszego gracza meczu - Łukasza Dubickiego. To po jego pięciu atakach w końcówce, Feniks zdołał odrobić straty i finalnie przechytrzyć swojego rywala, ogrywając go do 19. Wow, cóż za comeback! Po zwycięstwie za komplet punktów, Feniks zrównuje się dorobkiem z 'Mastersami' przy czym rozegrali od nich o jedno spotkanie mniej. Czyżbyśmy oglądali wczoraj team, który włączy się w walkę o podium?
AIP – BEemka Volley 3-0 (21-13; 21-10; 21-16)
Na miękko. Gdybyśmy mieli w maksymalnym skrócie opisać to, w jaki sposób z BEemką poradziła sobie ekipa AiP, to pokusilibyśmy się właśnie o taki zwrot. Owszem - w naszym odczuciu gracze AiP byli faworytem meczu, ale nie spodziewaliśmy się tak jednostronnego widowiska. W ostatnim czasie trochę ponarzekaliśmy na to, że brązowi medaliści poprzedniego sezonu mają problem z wygrywaniem za komplet punktów, to wczoraj okazało się, że jednak nie. Początek spotkania nie wskazywał jednak, że będzie to tak jednostronne starcie (9-9). W dalszej części seta AiP konsekwentnie punktowało rywala, wygrywając finalnie do 13. W drugim secie, zespół Adriana Ossowskiego objął błyskawicznie prowadzenie 6-2, które z czasem tylko powiększał. Co było głównym czynnikiem, który sprawił, że było to takie mordobicie? Nie da się na to pytanie precyzyjnie odpowiedzieć. Zespół AiP był po prostu lepszy w absolutnie każdym elemencie. W rozegraniu, przyjęciu, ataku, popełniał mniej błędów, a także był lepszy na zagrywce. Gdyby gracze obu ekip postanowili zagrać w przerwie w sudoku to i tu, lepsi byliby gracze w biało-fioletowych strojach. Przepaść (21-10). Trzecią partię BEemka zaczęła co prawda obiecująco i po skutecznej zagrze Macieja Rzepczyńskiego prowadziła nawet 13-12. Kiedy przeciwnicy zrobili jednak przejście, to od razu zdobyli serią kilka punktów, który po chwili zapewnił im trzeci punkt w meczu i kapitalne nastroje - brawo!
Złomowiec Gdańsk – Inter Marine Masters 0-3 (11-21; 13-21; 10-21)
Pamiętacie jak jeszcze chwilę temu podkreślaliśmy to, że Złomowiec Gdańsk był w ostatnim czasie w stanie postawić się faworyzowanym rywalom? Cóż - może na Trefla, GKS Żukowo Bekoni czy innych to wystarczyło. Na potężnych 'Mastersów' było to zdecydowanie zbyt mało, a zespół Witolda Klimasa został nomen omen ZEZŁOMOWANY. Już na początku spotkania zarysowała się olbrzymia przewaga drużyny Andrzeja Masiaka. Po dwóch skutecznych akcjach z rzędu w wykonaniu Wiktora Chełmińskiego, faworyt wysunął się na prowadzenie...11-2. W dalszej części seta Złomowiec podgonił trochę wynik i finalnie ugrał 11 oczek. Przed drugim setem zastanawialiśmy się czy spotkanie nie będzie wyglądało tak jak mecz Złomowca z Treflem. Wówczas również gracze w miedzianych strojach rozpoczęli tragicznie, a z czasem było już zdecydowanie lepiej. Tak jak napisaliśmy na początku podsumowania - nic z tych rzeczy. Nie z tym rywalem. Zespół Inter Marine Masters błyskawicznie wrzucił swojego rywala na karuzelę i po ataku Mariusza Wlazłego objął prowadzenie 10-5. W dalszej części team w niebieskich strojach nie zwalniał tempa i finalnie wygrał tę partię do 13. Ostatni set rywalizacji nie zmienił oblicza spotkania. To była pełna dominacja graczy w niebieskich strojach. Po dwóch atakach z rzędu Pawła Kolana, 'Mastersi' objęli prowadzenie 8-4 i w dalszej części nie niepokojeni wygrali seta do 10, a cały mecz 3-0, obejmując przy okazji fotel lidera drugiej ligi - brawo!
Wolves Volley – Challengers 0-3 (14-21; 16-21; 17-21)
Challengersi nie zawodzą. Szóste spotkanie, szósta wygrana, siedemnaście na osiemnaście możliwych do zdobycia punktów. Choć do zakończenia sezonu Jesień'26 jeszcze długa i wyboista droga, to trzeba być ślepcem, aby nie widzieć, że w drużynie Wojciecha Lewińskiego dzieje się dużo dobrego. Nie trzeba daleko szukać. Porównajmy, jak wczoraj Challengersi wypadli na tle drużyny, z którą na dystansie trzynastu spotkań poprzedniego sezonu byli gorsi. Wczoraj oglądaliśmy demolkę i pełną dominację drużyny w niebiesko-różowych strojach. Już chwilę po pierwszym gwizdku sędziego zespół Wolves Volley popełnił sporo błędów, co w połączeniu z kilkoma składnymi akcjami rywali, dało Challengersom prowadzenie 10-5. W dalszej części seta zespół 'Wilków' nie był w stanie istotnie skrócić dystansu dzielącego ich od rywali i finalnie przegrali tę partię do 14. Drugą część lepiej rozpoczęli gracze Wolves Volley - głównie za sprawą swojego najlepszego gracza w poniedziałkowy wieczór - Łukasza Fąka (4-2). Z czasem Challengersi zakasali rękawy i chwilę po półmetku seta zdominowali rywala, wychodząc na prowadzenie 15-8. Wzięty wówczas czas przez 'Watahę' na niewiele się zdał. O odrobieniu strat nie mogło być już mowy (21-16). Finałowa partia była zdecydowanie najciekawszą i najbardziej wyrównaną częścią meczu. Do stanu po 14 nie mieliśmy pojęcia, w którą to stronę pójdzie. W krótkim odstępie czasu, zespół 'Wilków' popełnił jednak trzy kosztowne błędy - dwa z zagrywki oraz jeden z akcji, po których Challengrsi objęli prowadzenie 18-15 i po chwili cieszyli się z kolejnej wygranej za pełną pulę - brawo!
Bossman Team – Merkury 1-2 (23-25; 21-17; 13-21)
Pamiętacie jak w ostatnich tekstach pisaliśmy o tym, że jest to najlepszy początek sezonu od edycji Wiosna'23? Cóż - to już nieaktualne, co jest dla Merkurego kapitalną wiadomością. Ówczesny sezon Merkury skończył bowiem na trzecim miejscu, a coś czujemy w kościach, że teraz ambicje sięgają wyżej. Pięć zwycięstw i 14 na 15 możliwych do zdobycia punktów, to wyrównanie osiągnięcia z sezonu...Jesień'22. Wówczas w swoim piątym meczu sezonu Merkury mierzył się z ZCP Volley Gdańsk, w którego składzie znajdował się między innymi Jakub Kłobucki, Mikołaj Lange, Maciej Jaskólski czy Adrian Zajkowski. Wspominany przez nas mecz zakończył się tak jak ten wczorajszy - wynikiem 2-1 dla Merkurego. To co jest jednak dla 'Planetarnych' ważniejsze to fakt, że we wspomnianym sezonie Merkury zakończył ligowe zmagania na samym szczycie. Czy tym razem będzie podobnie? Cóż - zobaczymy. Wczoraj wieczorem zespół 'Planetarnych' po raz pierwszy w sezonie miał realne problemy z tym, by wygrać. Pod koniec seta i ataku Przemysława Bałdygi to Bossman prowadził 18-16. Wzięty w porę czas dał Merkuremu tlen, a następnie wyrównanie po 20. Końcówka seta to bardzo wyrównana gra, w której decydujący cios zadał Piotr Kuras (25-23). To co nie udało się Bossmanowi w pierwszym secie, zespół Jakuba Kłobuckiego dokonał w środkowej partii, która była pod dyktando graczy w błękitnych strojach (16-12). Owszem, pod koniec Merkury zbliżył się do rywali na jeden punkt, ale ostatnie słowo należało już do drużyny z puszką piwa w logo. Trzeci set rywalizacji zapamiętamy z kapitalnego otwarcia przez Merkurego. Po skutecznym bloku Damiana Gila było bowiem 7-1, co zdeterminowało dalszą grę obu ekip (21-13).













Komentarze