Za nami ostatni dzień meczowy w piątym tygodniu rozgrywek. W czwartek z kapitalnej dyspozycji pokazali się gracze Craftveny, którzy wygrali z DSGSA w stosunku 2-1. Swoje pierwsze spotkanie w sezonie wygrała ponadto drużyna Old Boys, która okazała się mocniejsza od Fuxa Pępowo. Zapraszamy na podsumowanie!

Energa Trefl Gdańsk – Dream Volley 3-0 (21-11; 21-10; 21-10)

Co Wy robicie, Wy dziedzictwo Dream Volley hańbicie! Nie no, sami nawet nie wiemy co napisać o meczu. Legendarna okładka Faktu nie wystarczy. Nie da się tego obronić, złagodzić, zatuszować. Nie da się przejść obok tego obojętnie. Można bowiem spaść z ligi na 1000 możliwych sposobów, ale wydaje nam się, że Dream wybrał jeden z gorszych wariantów. Na ostatnim miejscu są oczywiście walkowery czy jakieś wycofanie z rozgrywek. Jeśli chodzi jednak o poziom sportowy, to umówmy się - Dream nie dowozi. Trochę zrobiło nam się nawet szkoda wieloletniego kierownika Energi Trefla Gdańsk - Michała Kardasza. Przecież po wczorajszym meczu będzie musiał wybrać się do pracy w kominiarce. Wiecie - żeby go nikt przypadkiem nie rozpoznał. Jeszcze w zapowiedziach pisaliśmy o tym, że jest to czas Dream Volley. Że zdobędą oni wreszcie premierowy punkt, ale litości - to wygląda dramatycznie, a wczoraj wieczorem Dream to miałby problem, aby ograć Hapag-Lloyd. Dobra - zostawmy już 'Marzycieli', którzy mogą śnić o utrzymaniu w lidze. Przed meczem sporo czasu poświęciliśmy temu, że Energa Trefl Gdańsk bardzo często dzieli się punktami ze swoimi rywalami. Dwa ostatnie razy, kiedy ci wygrywali za 3-0 były spotkaniami z Handluwą oraz BL Volley, które nie tylko spadły z drugiej ligi, ale...zniknęły również z siatkarskiej mapy Trójmiasta. Nie sądzimy, że Dream Volley podzieli ten los, ale podnieść się po czymś takim będzie już bardzo trudno. Kto wie, być może spotkanie z beniaminkiem będzie dla 'gdańskich lwów' początkiem walki o wysokie miejsca? Trzy punkty wywindowały drużynę na piątą lokatę. Z czasem może być jeszcze lepiej.

Hapag-Lloyd – ACTIVNI Gdańsk 0-3 (12-21; 14-21; 11-21)

Sytuacja, w której ACTIVNI wygrywają trzy spotkania z rzędu nie jest czymś, do czego przywykliśmy. Oprócz aktualnego osiągnięcia, przez dwa i pół sezonu, sztuka ta drużynie Artura Kurkowskiego udała się zaledwie raz. Podtrzymanie serii w czwartkowy wieczór było dla ACTIVNYCH obowiązkiem, tym bardziej biorąc pod uwagę pierwsze od dawna tak wielkie problemy kadrowe 'Logisyków'. Już na początku spotkania zarysowała się przewaga ACTIVNYCH, którzy po kilku atakach Bartłomieja Kuberskiego, którego w historii ligi częściej widzieliśmy na pozycji libero, objęli prowadzenie 10-5. W dalszej części 'Logistycy' nie byli w stanie zagrozić rywalom. Nawet bowiem jak mieli już jakąś akcję, to nagle siatki dotknął gracz, który nawet nie atakował. Takich błędów w czwartej lidze się po prostu nie wybacza (21-12). Drugi set rywalizacji nie był zbyt przyjemnym dla oka widowiskiem. Ani przesadnych emocji, ani składnych akcji, a błędów - i to po obu stronach siatki co nie miara. Oczywiście zdecydowanie wyższą kulturę gry zachowali ACTIVNI, którzy wygrali tę partię do 14. Kropkę nad 'i', faworyzowany zespół postawił błyskawicznie. Po dwóch asach serwisowych Dariusza Lisa, faworyt wysunął się na prowadzenie 9-3 co ustawiło dalszą część meczu (21-11). Dzięki wygranej za komplet punktów ACTIVNI przesunęli się w tabeli na wysokie - siódme miejsce w tabeli, brawo!

Speedway AWKS – Only Spikes 2-1 (21-9; 21-13; 28-30)

Do wczorajszego wieczoru zespół Speedway AWKS mógł pochwalić się tym, że jako jedyny zespół w całej czwartej lidze, wygrał wszystkie spotkania, a na dodatek nie stracił przy tym nawet seta. Ba - w całej 52 drużynowej stawce takim osiągnięciem mogła pochwalić się wyłącznie jedna drużyna - lider pierwszej ligi - Merkury. Początek czwartkowego starcia układał się w wymarzony dla AWKS sposób. Gracze w żółto-czarnych barwach nie mieli problemu, by co chwilę dobijać się do parkietu. Z drugiej strony siatki widzieliśmy z kolei drużynę, w której pewność siebie została zachwiana. Drużynę, której celem nie było wygrać, ale przegrać jak najmniejszą liczbą punktów. Taka nieco bojaźliwa postawa nigdy nie kończy się dobrze i tak też było tym razem (21-9). W drugim secie wyglądało to już zdecydowanie lepiej jeśli chodzi o drużynę Only Spikes. Taki sam wynik jak w premierowej partii - dziewięć punktów, gracze Patryka Łabędzia osiągnęli nie w momencie, kiedy rywal miał ich 21, a w momencie, w którym również miał 9. Niestety dla drużyny Only Spikes - sił na dotrzymaniu rywalowi tempa były, ale tylko w pierwszej części seta. W dalszej części po świetnej grze będącego w kapitalnej dyspozycji Mateusza Plińskiego, faworyt wygrał tę partię do 13. Trzeci set to prawdziwe przebudzenie drużyny Only Spikes i postawa, której można było od tej drużyny oczekiwać od samego początku. Nieco lepiej w partię weszli gracze AWKS, którzy po ataku Mateusza Kuczery, objęli prowadzenie 12-9. Już po chwili, ten sam gracz popełnił błąd na zagrywce, po której mieliśmy remis po 15. Wówczas nie wiedzieliśmy, że był to zaledwie półmetek seta. W dalszej części seta oglądaliśmy niezwykle wyrównaną grę po obu stronach siatki. Nie brakowało tu zwrotów akcji. Jednym z nich był moment, w którym kolejnym skutecznym atakiem popisał się Mateusz Pliński, a Speedway wysunął się na prowadzenie 28-27. Końcówka seta to jednak skuteczny atak oraz dwa asy serwisowe w wykonaniu Andrija Cherniuka (30-28).

Flota Active Team – Hydra Volleyball Team 0-3 (11-21; 15-21; 16-21)

Cóż - nie dawaliśmy Flocie Active Team zbyt wielu szans w konfrontacji z Hydrą Volleyball Team. W obozie Floty mogli mieć przed meczem poczucie, że skoro rywal nie znajduje się w wysokich partiach ligowej tabeli, to Flota będzie go w stanie 'ugryźć'. Nic z tych rzeczy. Choć początek spotkania był w miarę wyrównany i to mimo braku Illi Nasevicha (7-7), to druga część seta przebiegała pod dyktando graczy w złotych strojach. Już po chwili 'Bestia' zaczęła taśmowo zdobywać punkty, wygrywając finalnie do 11. Drugi set zapowiadał się nam naprawdę ciekawie. Od samego początku Flota dotrzymywała kroku swoim rywalom i chwilę po półmetku seta, przegrywała zaledwie jednym oczkiem (16-15). W końcówce coś po stronie drużyny Karoliny Kirszensztein się zmieniło i team nie był w stanie powstrzymać rywali przed serią pięciu punktów z rzędu (21-15). Choć wynik trzeciej partii na to nie wskazuje, to przewaga 'Bestii' była tu jeszcze bardziej widoczna niż chwilę wcześniej. Od samego początku seta gracze Sławomira Kudyby wskoczyli na wysokie obroty i w konsekwencji wysunęli się na prowadzenie 15-8. W końcówce meczu pozwolili sobie na pewną nonszalancję, po której rywal zbliżył się na zaledwie dwa punkty. Kiedy zrobiło się jednak nieprzyjemnie - najlepszy gracz spotkania - Dawid Plichtowicz swoimi skutecznymi atakami dał Hydrze potrzebny wówczas oddech, a 'Bestia' zgarnęła po chwili trzeci punkt w meczu (21-16).

Solver Szach-Mat – Złomowiec Gdańsk 2-1 (18-21; 21-15; 21-14)

Pamiętacie pierwsze zdania z zapowiedzi? No, to po czwartkowym wieczorze są one jeszcze bardziej aktualne niż przed meczem. Złomowiec pokazał, że potrafi grać, co niekoniecznie przekłada się jeszcze na zwycięstwa. Niemniej jednak - jakieś powiewy optymizmu są. Uważamy, że fundamentami odbudowy drużyny będą takie partie, jak ta pierwsza w meczu z Solver Szach-Mat. Na początku spotkania Złomowiec ewidentnie zaskoczył swoich rywali i po kilku bardzo udanych akcjach Adama Śliwińskiego, objął prowadzenie 12-9. Co więcej - w dalszej części poszli za ciosem i po skutecznych zagrywkach Marcina Bryłkowskiego, bylo już 20-13. Wówczas wydawało się, że nie ma takiej siły, która odbierze 'Miedziowym' zwycięstwo. Choć po kilku udanych próbach z lewego skrzydła Patryka Słowińskiego, Szach-Mat był bliski, to finalnie pierwszy punkt trafił do drużyny Witolda Klimasa (21-18). Na nieszczęście Złomowca - to były tylko miłe złego początku. W drugim secie pomimo kapitalnego otwarcia zagrywką przez Adama Śliwińskiego (9-5), Złomowiec nie zdołał utrzymać prowadzenia. W połowie seta 'Złomki' się zawiesili, nie byli w stanie dobić się do parkietu oraz powstrzymać Mikołaja Filanowskiego. Efekt? Z prowadzenia 9-5, po chwili przegrywali już 11-16, a w konsekwencji również drugiego seta (15-21). Ostatnia partia to już pełna dominacja 'Szachistów', którzy objęli prowadzenie na samym początku seta (7-2) i bez najmniejszych problemów dopięli po chwili swego. Mimo to - strata jednego punktu jest z pewnością traktowana jako ogromny niedosyt.

Sharks – Kraken Team 0-3 (12-21; 18-21; 13-21)

Do spotkania z drużyną Kraken Team, zespół 'Rekinów' przystępował z najdłuższą serią porażek spośród wszystkich 52 drużyn w lidze. W naszym odczuciu w czwartkowej serii gier nie było absolutnie żadnej możliwości, aby coś się w tej kwestii zmieniło i istotnie - nie pomyliliśmy się. Sharksi przegrali kolejne spotkanie, tym razem w stosunku 0-3, a ich sytuacja w ligowej tabeli robi się coraz bardziej skomplikowana. Spośród wszystkich drużyn w lidze nie ma bowiem drużyny, która przegrałaby już tyle spotkań. Owszem - 'Rekiny' miały swoje momenty, tak jak ten w drugim secie, do którego przejdziemy. To właśnie oni lepiej weszli w mecz i po skutecznym bloku Bohdana Mukhy, objęli prowadzenie 8-5. Z każdą kolejną minutą coraz lepiej radzili sobie jednak gracze Krakena, którzy po punktach swojego kapitana - Roberta Skwiercza wysunęli się na prowadzenie 9-8. Kiedy 'Bestia' poczuła krew to w dalszej części z rywala nie było już co zbierać (21-12). Drugi set rywalizacji to zdecydowanie najlepsza partia w wykonaniu drużyny Pavlo Kudinova. Przez bardzo długi czas, Sharksi byli 'pod prądem' (18-17), ale w końcówce kiedy trzeba było - Kraken Team podkręcił tempo, wygrywając do 18. Ostatnia odsłona to potwierdzenie wyższości drużyny Roberta Skwiercza, dla której wczorajsze spotkanie było po prostu niezbędne. Przypomnijmy, że do czwartkowego spotkania podchodzili oni z serią trzech porażek z rzędu, którą wreszcie udało się przełamać (21-13).

Old Boys – Fux Pępowo 2-1 (21-17; 21-16; 17-21)

Po środowej serii gier, nad drużyną Old Boys zaczęły zbierać się bardzo gęste i czarne chmury. W naszym odczuciu czwartkowe spotkanie z Fuxem Pępowo było dla drużyny z Pruszcza Gdańskiego szalenie ważne i kolejna porażka mogłaby całkowicie rozbić morale drużyny. Mimo tak ważnego momentu w sezonie, ale i całej historii drużyny, zespół Old Boys do gry przeciwko 'Koniczynkom' desygnował zaledwie sześciu graczy. Mimo to, zespół Bartłomieja Kniecia przejął od początku spotkania inicjatywę i chwilę po półmetku seta i skutecznym ataku Igora Boguckiego, objęli prowadzenie 14-10 i wypracowanej zaliczki już nie roztrwonili (21-17). Środkowa odsłona rozpoczęła się w wymarzony sposób dla drużyny z Pruszcza Gdańskiego. Po dobrym fragmencie Wojciecha Golińskiego oraz Jacka Falkiewicza, zespół w białych strojach wysunął się na prowadzenie 7-3. W dalszej części seta - tym razem po dobrej zagrywce Fuxa, zespół 'Koniczynek' doprowadził do wyrównania po 12. W dłuższej perspektywie gra Fuxa w czwartkowy wieczór nie stała jednak na zbyt wysokim poziomie. Po kilku punktach Mikołaja Boguckiego, Old Boysi wysunęli się na prowadzenie 19-14 i po chwili mogli cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w sezonie (21-16). Początek trzeciego seta mógł się podobać. Obie drużyny nie wstrzymywały ręki i po wyrównanej grze mieliśmy remis po 10. W dalszej części seta po atakach Maksymiliana Magdziarka, Fux objął prowadzenie 18-16 i w konsekwencji zgarnął nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu. Mimo to trudno tu mówić o jakimkolwiek powiewie optymizmu. Tak jak pisaliśmy w zapowiedzi, Fux jest bardzo daleki od formy z poprzedniego sezonu.

Craftvena – DSGSA 2-1 (22-20; 10-21; 21-13)

O Rany rany, rany, jestem z awansu ponownie wypychany? DSGSA, co Wy robicie? Niepokonana jak do tej pory w trzeciej lidze drużyna miała w czwartkowy wieczór teoretycznie proste zadanie - ogolić beniaminka. Plan nie wydawał się przesadnie skomplikowany, bo prawdę mówiąc - Craftvena w obecnej kampanii częściej niż zachwycała, to zawodziła. Już początek spotkania pokazał, że po meczu gracze DSGSA będą mieli bordowe twarze niczym kolory swoich koszulek. Pytaniem pozostawało jednak to, czy ze zmęczenia, czy jednak z poczucia wstydu. W pierwszym secie rywalizacji Craftvena zawiesiła bowiem poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie i niemal przez całego seta oglądaliśmy walkę 'łeb w łeb' (17-17). W końcówce to 'Rzemieślnicy' zachowali jednak więcej zimnej krwi i po ataku świetnie dysponowanego Macieja Tyryłło oraz bloku Aleksandra Karahiaura, zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu, co już było sporego kalibru niespodzianką (22-20). W drugim secie oglądaliśmy scenariusz, do którego team DSGSA nas przyzwyczaił. Sportowa złość i pewna wygrana seta do 10. Kiedy wydawało się, że zespół DSGSA wrócił na właściwe tory to w trzecim secie - przy bardzo dużym udziale wspomnianego wcześniej Macieja Tyryłło, Craftvena wysunęła się na prowadzenie 10-7. W końcówce 'Bordowi' próbowali coś jeszcze zrobić, ale prawdę mówiąc były to próby, po których ich sympatykom chciało się płakać (21-13). Wow - co to jest za wynik dla Craftveny - czapki z głów!

VB Inter-Grahen Sulmin – ME Sulmin Volley 2-1 (21-14; 21-16; 17-21)

Tak jak wspominaliśmy - choć ostatnie bezpośrednie starcie wygrała drużyna ME Sulmin Volley, to teraz w naszych oczach dość wyraźnym faworytem była drużyna VB Inter-Grahen. Nie oznacza to bynajmniej, że drużynę ME Sulmin nie było stać na zdobycie punktów. Pierwszy set rozpoczął się jednak zgodnie z wcześniejszymi prognozami Redakcji. Już po chwili od pierwszego gwizdka Sędziego, faworyt wysunął się na prowadzenie 7-1. W dalszej części było już 12-5, a to co powstrzymywało graczy Fabiana Ehrlicha przed nawiązaniem walki, to zbyt duża liczba niewymuszonych błędów (21-14). Drugi set rozpoczął się bardzo podobnie i dość szybko faworyt objął prowadzenie 9-5. Mimo niekorzystnego obrazu, drużyna ME nie odpuszczała i po skutecznym ataku Szymona Lipińskiego, doprowadziła do wyrównania po 11. Dalsza część seta to jednak lepsza gra faworyta, który po ataku najlepszego gracza meczu - Pawła Bugowskiego, objął prowadzenie 18-14 i po chwili mógł cieszyć się z udanego rewanżu za spotkanie sprzed pół roku (21-16). Po dwóch setach mieliśmy silne poczucie, że całe spotkanie nie może wyglądać dla ME Sulmin w taki sposób. Jak do tej pory dali po prostu zbyt mało. Finałowa partia to jednak zupełnie inny obraz gry. Od samego początku gracze z ME Sulmin wskoczyli na wysoki poziom i po jednym z ataków Michała Laskowskiego, objęli prowadzenie 9-4. Choć w dalszej części seta Inter-Grahen próbował gonić, to nakręceni dobrym wynikiem gracze ME nie dali już sobie zrobić krzywdy (21-17).