Za nami przedostatni dzień meczowy w piątym tygodniu rozgrywek. W środę z bardzo dobrej strony pokazała się drużyna Volley Gdańsk, która rozbiła za komplet punktów zespół Old Boys. Swoje drugie spotkanie z rzędu wygrała ponadto drużyna ACTIVNYCH Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!

Aqua Volley – ACTIVNI Gdańsk 1-2 (21-13; 14-21; 13-21)

Maszyna ruszyła. Choć ACTIVNI Gdańsk wygrali w minionym tygodniu z Feniksem Gdańsk, to zignorowaliśmy ten fakt i uznaliśmy, że to Aqua Volley ma więcej argumentów do tego, by wygrać spotkanie. Mimo to - to ACTIVNI lepiej rozpoczęli spotkanie i dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, które po chwili trwonili. Wyglądało to tak:

4-1

4-4

7-4

8-8.

Z czasem drużynie Aqua Volley znudziła się tak szarpana gra i kiedy to oni wysunęli się na prowadzenie, to nie popełnili już błędu swoich rywali. Zamiast tego sukcesywnie powiększali przewagę i finalnie po punktach Macieja Łyszczarza oraz Oskara Lipińskiego w końcówce, zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu. Środkowa partia rozpoczęła się od wyrównanej gry obu ekip, po której mieliśmy remis 6-6. Po raz kolejny w meczu na kilkupunktowe prowadzenie wyszli ACTIVNI, którzy tym razem wyciągnęli wnioski z wcześniejszych błędów (10-7) i zamiast oddać rywalom inicjatywę, sami kontynuowali dobrą siatkówkę, która została zwieńczona zwycięstwem do 14. W trzecim secie rywalizacji ACTIVNI odpalili protokół BLOK, których w całym meczu mieli aż dziesięć. Wybornie w tym elemencie sprawował się Kacper Drewko. ACTIVNI poza grą na siatce imponowali również zagrywką. To właśnie po dwóch asach serwisowych Kamila Dorosia, który dołączył do drużyny przed startem obecnego sezonu, ACTIVNI wysunęli się na prowadzenie 12-7. W dalszej części seta pomogła również Aqua, która popełniała sporą liczbę błędów, dającą finalnie rywalom wygraną do 14, a całego meczu 2-1. Brawo!

Kraken – Remedios Sopot Ortopedia 3-0 (21-10; 21-14; 21-12)

Po nieudanym początku sezonu w wykonaniu Remedios Sopot Ortopedia, gracze w biało-złotych strojach mieli nadzieję na to, że w środowy wieczór uda im się 'odkuć'. Zadanie stawiane przed drużyną Macieja Kota nie było bynajmniej zbyt proste. Najpierw mieli zmierzyć się z faworytem do wygrania ligi - Krakenem, a następnie z drużyną Wolves Volley, która w poprzedniej kampanii uplasowała się na czwartym miejscu w lidze. Mimo tych nieciekawych predykcji, beniaminek trzeciej ligi rozpoczął seta w kapitalny sposób i ku zaskoczeniu, objął prowadzenie 6-3. Ktoś wymyślił kiedyś zwrot 'miłe złego początki' i chyba miał na myśli tę właśnie sytuację. Już po kilku chwilach i blokach Oleksandra Chapovskyiego oraz Volodymyra Krolenko wysunęli się na prowadzenie 12-7 i w dalszej części seta nie mieli problemu z udowodnieniem swojej wyższości (21-10). Na początku drugiego seta, Remedios trzymał wynik (6-6), choć trzeba przyznać, że duża w tym zasługa samych graczy Krakena, którzy na początku seta popełnili trzy błędy na zagrywce. W dalszej części seta oglądaliśmy już podobny scenariusz jak ten z pierwszego seta (15-11). W końcówce Remedios dołożył kilka kolejnych błędów i w konsekwencji 'Bestia' wygrała tę partię do 14. Ostatni set potwierdził dominację drużyny Jurija Charczuka (21-12). Są mecze, w których team wygrywa za komplet punktów, ale ma się poczucie, że podział punktów byłby bardziej sprawiedliwy. W tym przypadku było jednak zupełnie inaczej i mamy wrażenie, że gdyby mecz trwał 10 setów, to byłoby 10-0. Środowe spotkanie potwierdziło to, o czym mówimy od dawna. Kraken w obecnej edycji będzie piekielnie mocny.

Flota Active Team – Bayer Gdańsk 0-3 (18-21; 16-21; 17-21)

To oczywiście żadne pocieszenie. Flota Active Team przegrała w obecnej kampanii wszystkie cztery spotkania, a na dwanaście możliwych do zdobycia punktów, zgarnęła zaledwie jeden. Mimo tak parszywego bilansu, zaczynamy widzieć zalążki drużyny. To co ciekawe i budujące to to, że na tę chwilę team nie wygląda na taki, który by się zniechęcał niepowodzeniami, a przecież po pierwszym meczu drużyny w sezonie wyglądało to katastrofalnie. Dziś jest zdecydowanie lepiej i choć brakuje umiejętności, to zalążek drużyny sprawia, że Flota fragmentami jest w stanie postawić się wielkim faworytom. Tak było tydzień temu w meczu z Tufi Team, tak było również wczoraj z niepokonanym Bayerem Gdańsk. To co robią w ostatnim czasie gracze Damiana Harica jest na swój sposób zabawne i urocze. Ilekroć wygrają, to na każdym kroku podkreślają to, by w podsumowaniu, zapowiedzi czy magazynie nie pompować balonika. Czy potrafimy się do tej prośby zastosować? Cóż - w tym przypadku będzie trudno, bo fakty są dziś takie, że 'Aptekarze' równie dobrze w drugiej lidze nigdy nie zaczęli. Czy to oznacza, że nadchodzą wielkie rzeczy? W przyszłym tygodniu zmierzą się z beniaminkiem trzeciej ligi - Team Spontan i w naszej ocenie ponownie wygrają, a na półmetku będą mieli komplet zwycięstw. Czy jest ktoś w stanie wytłumaczyć nam, jak tu nie mówić o wielkich rzeczach?

Wolves Volley – Remedios Sopot Ortopedia 3-0 (21-11; 21-17; 21-18)

Na naszych oczach realizuje się najczarniejszy scenariusz dla drużyny Remedios Sopot Ortopedia. O ile w meczu z Krakenem porażka w stosunku 0-3 mogła być wkalkulowana w trudy sezonu, tak porażka z Wolves Volley, którzy w obecnej edycji przecież nie zachwycają, to już spora rysa na wizerunku graczy w biało-złotych strojach. W naszej opinii często jest tak, że drużyna może mieć naprawdę niezłe umiejętności, ale splot niefortunnych zdarzeń sprawia, że wszystko obraca się przeciwko nim. A to na meczu nie ma drugiego środkowego, a to zespół dostał bardzo trudny terminarz na początek, a to ekipie siądzie przyjęcie i mimo sporej siły rażenia nie są w stanie nic zrobić. Fakty po czterech meczach są takie, że obok Dream Volley, Remedios pozostaje jedyną drużyną w całej 52 drużynowej stawce, która nie zdołała zdobyć choćby punktu. Dodatkowo ich parszywą sytuację potęguje fakt, że inne z drużyn, które awansowały coś tam już zapunktowały. A to wygrały (np. z Wolves Volley), a to urwali punkt z faworytami. Już dziś Remedios znalazł się w bardzo nieciekawym położeniu i choć zostało im sporo spotkań, to kursy na to, że będą mieli problemy z utrzymaniem po wczorajszych meczach drastycznie spadły. A Wolves Volley? Wygrana z Remediosem była drugim zwycięstwem z rzędu, po której zespół 'Wilków' przesunął się szóste miejsce w tabeli, a to wygląda już całkiem nieźle. Oczywiście dziś 'Wilki' mogą żałować, że początek sezonu okazał się taką klapą. Gdyby nie to, dziś byliby niemal na samym szczycie.

Old Boys – Volley Gdańsk 0-3 (17-21; 18-21; 15-21)

Zdjęcie wybrane przez nas do podsumowania MATCHDAY nie jest przypadkowe. Po kolejnej porażce Old Boysów, ich sytuacja robi się już bardzo nieciekawa. Nie chodzi tu bynajmniej o sytuację w tabeli - tę da się jeszcze naprawić. Większym problemem jest to, co siedzi obecnie w głowach zawodników w białych koszulkach. Mogą mieć oni uzasadnione poczucie, że skoro nie są w stanie wygrać seta z Volleyem, którego chwilę wcześniej zbili, to coś poszło nie w tę stronę, w którą powinno. Nie ujmując Volleyowi, ale skoro nie z 'żółto-czarnymi', to do cholery z kim? Pytań, na które lepiej nie odpowiadać na gorąco w nerwach jest znacznie więcej. Faktem jest to, że porażka z przeciwnikiem w meczu o 'sześć punktów' to cios, którego konsekwencję Old Boysi będą czuli jeszcze długo. Być może pod koniec listopada również. To co jest problemem jednych, jest wspaniałą wiadomością dla drugich, bo Volleya należy za wczorajsze spotkanie pochwalić. Choć w meczu nie brakowało trudnych momentów, tak jak ten z pierwszego seta, gdy odrobili stratę z 5-8, a następnie wygrali do 17. W naszej ocenie wczoraj wieczorem wygrała dojrzalsza siatkówka. Tak to się już jakoś składało, że gdy były sytuacje 'na styku', to dziwnym trafem to właśnie 'żółto-czarni' zdobywali punkt. To nie była kwestia szczęścia, a jeśli tak, to te sprzyjało z pewnością drużynie lepszej.

ME Sulmin Volley – Inter Marine Masters 2 1-2 (17-21; 16-21; 21-18)

W zapowiedziach przedmeczowych wspominaliśmy o tym, że tak czysto teoretycznie to 'Mastersów' w środowy wieczór czeka łatwiejsze zadanie niż to, w którym rywalizowali z Siatkersami. Czy tak faktycznie było? Cóż - zdania są podzielone, a drużyna Inter Marine Masters miała w środowy wieczór prawdziwy bój o ligowe punkty. Pierwszy set rywalizacji był jednak pod kontrolą faworyzowanego teamu. Nie, nie było tak, że była to jakaś dominacja. Po prostu - zespół w niebieskich trykotach dość szybko objął kilkupunktowe prowadzenie, a rywal nie miał pomysłu na to, jak tę niekorzystną sytuację odwrócić (21-17). Choć wynik drugiego seta na to nie wskazuje, to przebieg gry był tu już zupełnie inny. Ba - po bardzo dobrym fragmencie drużyny z Sulmina, niespodzianka wisiała w powietrzu (10-7). Już po chwili 'Mastersi' zareagowali na kryzys w modelowy wręcz sposób. Na spokoju i bez paniki odrobili straty, doprowadzając do wyrównania po 12. Dalsza część seta to już przewaga 'Mastersów' udokumentowana zwycięstwem do 16. Do połowy finałowej partii wydawało się, że 'Mastersi' idą po komplet punktów (10-8). Z czasem gra się wyrównała (15-15), ale w końcówce różnicę w polu serwisowym zrobił Michał Laskowski. To właśnie po jego asach serwisowych, zespół z Sulmina objął prowadzenie 17-15, a po chwili 19-16. Ostatecznie 'Mastersi' próbowali odkręcić jeszcze niekorzystne 'momentum', ale było już za późno (21-18).