Za nami piętnasty dzień meczowy w sezonie Jesień'26. Z rewelacyjnej strony pokazała się wczoraj ekipa Wielkiego Speednetu, która była o włos od ogrania niepokonanej jak do tej pory Tufi Team za komplet punktów. Zgodnie z zapowiedzią na nudę nie mogliśmy narzekać również w starciu w czwartej lidze, w której Inter Marine Masters 2 ograli Siatkersów w stosunku 2-1. Zapraszamy na podsumowanie!

Chilli Amigos – ZB INSTALGROUP 1-2 (20-22; 14-21; 21-9)

Patrząc na to, jak historycznie układały się zmagania w lidze, bezpośrednie starcie, do którego doszło we wtorkowy wieczór spełniało wszystkie argumenty, by nazwać je meczem, który może mieć niebagatelne znaczenie w kontekście utrzymania w trzeciej lidze. No bo powiedzmy sobie szczerze. Ani ZB INSTALGROUP, ani Chilli Amigos w obecnej kampanii nie powalczą o wysokie lokaty w trzeciej lidze. Wracając jednak do meczu - w naszej opinii faworytem spotkania była ekipa ZB INSTALGROUP i choć wiele osób poddaje w wątpliwość wpływ doświadczenia, to jednak uważamy, że zdecydowanie większe 'otrzaskanie się' z rozgrywkami na wyższym poziomie należało do drużyny Tomasza Bobcowa. Mimo tych predykcji, to gracze w czerwonych strojach rozpoczęli lepiej i po serii kilku błędów rywali, wysunęli się na prowadzenie 16-13. Niestety w przypadku Chilli, o czym przekonaliśmy się już w obecnym sezonie, takie prowadzenie nie jest absolutnie żadnym gwarantem. Nie inaczej było i tym razem. Po chwili trzy błędy na zagrywce (Sypniewski, Kaleta, Kwiatek) popełnili gracze w czerwonych strojach, a ZB INSTALGROUP grał konsekwentnie swoje i zdołał doprowadzić do wyrównania po 20. Końcowka to skuteczne ataki skrzydłowtych - Andreya Oknova oraz Tomasza Bobcowa. Ech - ciekawe czy Chillisom te stracone szanse nie wyjdą za jakiś czas bokiem? Druga partia to raczej set bez historii. Ok - tu ponownie lepiej rozpoczęli gracze Chilli Amigos (9-6), ale w pewnym momencie zupełnie odcięło im prąd i na dwa punkty własne, rywal zdobył ich aż...12. Cóż - nie da się tak grać (21-14). To co nie udało się 'Amigos' w meczu z DSGSA czy Audiofonem, udało się z ekipą ZB INSTALGROUP. Precyzując - tam sporo osób uważało, że Amigos należał się punkt. Już na początku trzeciej partii Chilli zdołało odskoczyć swoim rywalom i finalnie zgarnąć nagrodę pocieszenia w postaci jednego oczka (21-9).

Energa Trefl Gdańsk – Solver Szach-Mat 1-2 (24-22; 20-22; 15-21)

Już w ostatnim magazynie wspominaliśmy o tym, że przed drużyną Solver Szach-Mat najprawdopodobniej jedno z najtrudniejszych spotkań w sezonie. To miał być dzień próby, no i faktycznie był, a zwycięstwo trzeba było rywalom niemal wyszarpać. Już pierwszy set rywalizacji nie zawiódł. Po szarpanym fragmencie gry, na prowadzenie jako pierwsi wysunęli się gracze Szach-Matu, którzy po ataku Rafała Guzowskiego prowadzili 14-11. Choć jeszcze do stanu 18-16 wszystko wydawało się pod ich kontrolą, skuteczną grą w bloku popisali się gracze najmłodszej drużyny w lidze, a to dało im prowadzenie 20-18. Końcówka seta to naprzemienne ciosy, aczkolwiek trzeba przyznać, że to Energa Trefl Gdańsk była co akcje o włos przed rywalem. Ostatecznie po ataku Dominika Pustelnika to zespół 'gdańskich lwów' zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (24-22). Środkowa odsłona do pewnego momentu była łudząco podobna. Po dobrej i skutecznej grze 'Szachistów', wysunęli się oni na prowadzenie 19-14 i nic nie wskazywało na ich kłopoty, które miały za chwilę nadejść. Po kilku skutecznych akcjach 'gdańskie lwy' doprowadziły do wyrównania po 20, ale tym razem próbę nerwów lepiej wytrzymali gracze ex-pierwszoligowca (22-20). Finałowy set był świetny, ale tylko do stanu 14-14. W końcowej fazie meczu zarysowała się już przewaga 'Szachistów', którzy wygrali finalnie do 15 i skorzystali na tym, że tego samego dnia swoje spotkanie przegrała ekipa Tufi Team, czyli jeden z głównych rywali w walce o awans.

GKS Żukowo Bekoni – Złomowiec Gdańsk 2-1 (19-21; 21-17; 21-18)

Czy 'Bekoni' zdoła wygrać w obecnym sezonie coś za trzy punkty? Albo chociaż wejść dobrze w mecz? Czwarte spotkanie sezonu i czwarta strata punktu. W naszej ocenie wczorajsze zwycięstwo paradoksalnie oddaliło GKS Żukowo Bekoni od awansu do elity, a nie przybliżyło. Początek wtorkowego starcia to dobre granie Złomowca Gdańsk, który potwierdził, że jeśli tylko nie ma problemów kadrowych, to jest w stanie wskoczyć na wysoki poziom umiejętności (8-5). W dalszej części seta faworyt doprowadził co prawda do wyrównania po 18, ale wobec świetnej zagrywki Macieja Iwana - byli już bezradni (21-19). W drugiej części meczu, faworyt wskoczył wreszcie na zdecydowanie wyższe obroty. Po asie serwisowym Bartosza Kulawego, czarna tablica wyników wskazywała 12-6 dla drużyny Pawła Dawczaka. Dalsza część seta przebiegała pod dyktando graczy z Żukowa, którzy wysunęli się na prowadzenie 19-12 i po chwili zapewnili sobie wyrównanie w setach (21-17). Decydujący o zwycięstwie set rozpoczął się od wyraźnej przewagi drużyny Witolda Klimasa (10-5). Gdy w powietrzu zaczął unosić się charakterystyczny zapach niespodzianki. W środkowej części seta faworyzowany team podkręcił wyraźnie tempo i po blokach Bartosza Kulawego oraz Marka Dębskiego, wysunęli się na prowadzenie 16-14, którego nie wypuścili już do końca (21-18).

Tiger Team – DSGSA 1-2 (21-18; 19-21; 15-21)

Już w zapowiedziach przewidywaliśmy, że nie będzie to najłatwiejsze spotkanie dla drużyny DSGSA. Mimo to uznaliśmy, że w ostatnim czasie team w bordowych strojach wziął się do roboty i odblokował nowe umiejętności, którymi było wygrywanie spotkań za komplet punktów. Cóż - po wtorkowym wieczorze zespół DSGSA powinien wracać do Elbląga na kolanach, bo prawdę mówiąc - równie dobrze mogłoby się zakończyć ich porażką. Od samego początku spotkania Tiger Team zawiesił poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie i zupełnie nie było widać, która z drużyn walczy w obecnym sezonie o utrzymanie, a która o awans do wyższej ligi. Po punktach duetu Burdynewicz - Górski, zespół w czarnych trykotach wysunął się na prowadzenie 10-6. Z czasem faworyzowany zespół zaczął odrabiać straty (18-16), ale ostatnie słowo należało do 'Tygrysów', którzy za sprawą swoich skrzydłowych, zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa partia to odsłona, w której Tiger był bardzo bliski sprawienia sensacji. Gdyby bowiem udało im się wygrać tę partię - wygraliby również całe spotkanie, a to byłoby jedną z większych niespodzianek obecnego tygodnia rozgrywek. Partię tę gracze Marcina Kwidzińskiego rozpoczęli wybornie - od prowadzenia 8-5 i do stanu 19-18 i kolejnym asie serwisowym Juliana Górskiego, wszystko zdawało się układać po myśli beniaminka. W końcówce ciężar odpowiedzialności na swoje barki wziął jednak Michał Narkowicz, po którego atakach zespół DSGSA wrócił do gry i finalnie wygrał odsłonę do 19. Ostatni set to partia, w której sił 'Tygrysom' wystarczyło zaledwie do półmetka (10-7). Choć prowadzili i ponownie zanosiło się na 'wielkie rzeczy', to przespany fragment sprawił, że to rywal wysunął się na kilkupunktowe prowadzenie, które dało mu finalnie zwycięstwo do 15.

Wielki Speednet – Tufi Team 2-1 (21-18; 21-19; 19-21)

Nie ukrywamy - takiego obrotu spraw, to my się nie spodziewaliśmy. Do wtorkowego starcia Wielki Speednet przystępował po dwóch porażkach z rzędu. Biorąc ten fakt pod uwagę oraz to, że wczoraj mierzyli się z jednym z głównych faworytów do złota - Tufi Team, uznaliśmy, że Wielki Speednet skompletuje hat-tricka. Precyzując - że wczoraj przegra trzeci mecz z rzędu. Trudno było nam wyobrazić sobie inny scenariusz. Po raz kolejny Wielki Speednet pokazał jednak charakter, a miarą tego, jak udane było to dla nich starcie była pomeczowa wściekłość na okoliczności i na to, że nie udało im się sięgnąć po pełną pulę. Początek spotkanie to wyrównana gra, która zaprowadziła nas do stanu po 10. Ku naszemu zaskoczeniu w końcowej fazie seta to Wielki Speednet zaprezentował się znacznie lepiej i po bloku Adama Galińskiego, objął prowadzenie 18-14. W końcówce Tufi zdołało się co prawda zbliżyć, ale o odrobieniu strat nie było już mowy (21-18). Mimo niepowodzenia w premierowej partii, postawa wielkiego faworyta meczu się przesadnie nie zmieniła. Nadal to Wielki Speednet prowadził grę i wyglądał na drużynę dojrzalszą, lepiej poukładaną czy wreszcie...lepszą (10-7). W końcówce Tufi rzuciło się co prawda do odrabiania strat, ale podobnie jak w premierowej odsłonie i tym razem Wielki Speednet grał bardzo dojrzałą siatkówkę, która zapewniła im drugi punkt w meczu (21-19). Zespół w różowych barwach nie zamierzał jednak na tym poprzestawać. W trzecim secie rywalizacji po ataku Marcela Durazińskiego, objęli prowadzenie 18-15 i gdy wydawało się, że za chwilę 'Programiści' zdobędą trzeci punkt, czteroma punktami z rzędu popisał się Piotr Watus, wysuwając swoją drużynę na prowadzenie 19-18. W końcowej fazie seta doszło jeszcze do kontrowersyjnej decyzji sędziego, z którą 'Programiści' długo nie mogli się pogodzić. Zostawiając jednak emocje z boku, cała sytuacja pokazuje jak świetnie poradzili sobie gracze Marka Ogonowskiego. Sportowa złość po wygranej z ex-pierwszoligowcem? Cóż - nie jest źle.

Siatkersi – Inter Marine Masters 2 1-2 (21-16; 19-21; 20-22)

Spotkanie pomiędzy Siatkersami, a Inter Marine Masters 2 było anonsowane jako hit czwartoligowych zmagań i nie miało tu większego znaczenia to, że Siatkersi w obecnej kampanii nie są w najwyższej formie. Mimo to, to właśnie zespół Sebastiana Wilmy lepiej wszedł spotkanie i nim się obejrzeliśmy, objęli prowadzenie 5-1. Mniej więcej cztery punkty przewagi to różnica, której Siatkersi nie dali swoim rywalom zniwelować przez całego seta. Trochę przypominało nam to ówczesne walki braci Kliczko - cyk, pyk, walka na dystans i wykorzystywanie swoich świetnych warunków fizycznych, które w konsekwencji zamęczyły rywala i dawały najczęściej wygrane (21-16). Choć nie mieliśmy prawa narzekać na nudę, w drugiej odsłonie mecz nabrał jeszcze większych rumieńców. Po wyrównanym fragmencie, po którym mieliśmy remis 9-9. W momencie, który był kluczowy dla wyłonienia zwycięzcy, Siatkersi zamiast grać, to udali się na drzemkę. Już po chwili po kilku składnych akcjach 'Mastersów', zespół w biało-niebieskich barwach wysunął się na prowadzenie 16-11. Choć pod koniec Siatkersi zdołali jeszcze postraszyć, to po ataku Piotra Szczepańskiego i błędzie jednego z Siatkersów, mieliśmy remis w setach (21-19). Finałowa partia to uczta dla koneserów czwartoligowych zmagań. To, co mogło się przede wszystkim podobać to szalone zwroty akcji. Zerknijcie sami:

  1. 13-11 dla Mastersów

  2. 15-13 dla Siatkersów

  3. 20-16 dla Mastersów

  4. 20-20

  5. 22-20 dla 'Mastersów'.

No i fajnie. Takie mecze w czwartej lidze chcemy oglądać. Brawo!