Za nami poniedziałkowa seria gier. Bardzo dobrą formę, która potwierdzona została objęciem fotela lidera poszczególnych lig potwierdził Merkury, Inter Marine Masters oraz Challengers. Zapraszamy na podsumowanie!

Craftvena – Flota TGD Team 0-3 (18-21; 21-23; 13-21)

Mało znany fakt jest taki, że na wygraną za komplet punktów, zespół Flota TGD Team musiał czekać...niemal rok. Choć trudno w to uwierzyć, to po raz ostatni w stosunku 3-0, Flota wygrała z MiszMaszem 29 października 2025 r. Choć od tamtego czasu zespół Karoliny Kirszensztein rozegrał 19 spotkań to nie mógł zgarnąć pełnej puli. Nie mógł, aż do wczoraj. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się od wyrównanej gry obu stron. Po dobrym środkowym fragmencie, faworyt wysunął się na prowadzenie 12-8 i choć rywal próbował z czasem odkręcić niekorzystną sytuację, to na nic się to zdało, a faworyt zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (21-18). Środkowa odsłona to w naszej ocenie najciekawsza partia w meczu. Choć do pewnego momentu wszystko szło po myśli Floty TGD (12-6), to ich gra - powiedzmy sobie szczerze - posypała się po tym jak zespół dokonał podwójnej zmiany (14-12). Z czasem pewność siebie faworyta została zachwiana na tyle, że w końcówce mieliśmy już remis po 20 i choć Flota miała swoje problemy, to po atakach Kacpra Goszczyńskiego oraz Jakuba Klimczaka zapewniła sobie drugi punkt w meczu (21-19). Ostatni set poniedziałkowego starcia to absolutnie jednostronne widowisko. Często bywa tak, że jeśli 'underdog' jest bardzo bliski zwycięstwa i sprawienia niespodzianki, ale im się finalnie nie udaje, to w kolejnej odsłonie team nie jest już w stanie wskoczyć na równie wysoki poziom. Ostatecznie faworyt wygrał tę partię do 13 i w doskonałych nastrojach wyczekiwał drugiego meczu w poniedziałkowy wieczór.

TKKF Flota – VB Inter-Grahen Sulmin 0-3 (14-21; 21-23; 12-21)

W zapowiedziach przedmeczowych znalazła się przestrzeń do tego, by na VB Inter-Grahen Sulmin nieco ponarzekać. Choć zespół w obecnej kampanii wygrał wszystkie mecze, to jednak brakowało nam kropki nad 'i' w postaci kompletu punktów. To zadanie paradoksalnie nie było w poniedziałek zbyt łatwe, bo po kiepskim początku sezonu, TKKF Flota radzi sobie o wiele lepiej. Jakby tego było mało - tuż przed meczem team ściągnął dwóch kolejnych graczy, debiutującego w rozgrywkach Bartosza Galickiego oraz MVP trzeciej ligi w sezonie Wiosna'22 - Mateusza Wilczewskiego. Niewielu nowych graczy pamięta, ale wspomniany zawodnik przed dłuższą przerwą w rozgrywkach był prawdziwą gwiazdą ligi, co udowodnił zresztą w meczu, zdobywając 20 punktów. Oj, to zdaje się być absolutnym hitem transferowym w czwartej lidze. Wracając jednak do meczu, to pierwszy set rywalizacji rozpoczął się bez większych zaskoczeń. Zespół z Sulmina szybko objął prowadzenie i po ataku Kacpra Tondytko z lewego skrzydła, było już 10-6. W dalszej części nie wydarzyło się już nic nadzywczajnego, a pierwszy set padł łupem drużyny Rafała Szopieraja (do 14). Swoją ogromną szansę na zdobycie punktu, TKKF Flota miała w drugim secie rywalizacji. Choć przez większość seta grę prowadził faworyt, to nieustępliwa Flota doprowadziła z czasem do wyrównania po 20. W końcówce po ataku Michała Tedera oraz bloku Piotra Ossa, zespół z Sulmina dopisał do swojego konta drugi punkt w meczu (23-21). Ostatni set to już wyraźna przewaga drużyny w czarnych trykotach, która dzięki trzem oczkom przesunęła się na trzecie miejsce w ligowej tabeli - brawo!

DHP Oliwa – Inter Marine Masters 0-3 (20-22; 17-21; 15-21)

Piękna przegrana DHP Oliwy. W naszej ocenie drużyna z 'serca Gdańska' zagrała wczoraj naprawdę nieźle i była bliska tego, by w meczu z faworyzowanym rywalem nie wracać do domu 'na pustaka'. Uważamy, że na całą sytuację należy spojrzeć jednak inaczej. W naszej ocenie nad siedzibą Oliwy, która przegrała pięć pierwszych meczów w sezonie zbierają się czarne chmury i do drużyny wróciło widmo spadku do trzeciej klasy rozgrywkowej. Największe szanse na wygraną seta zespół Adama Wyrzykowskiego miał w pierwszym secie rywalizacji, gdzie Oliwa zaprezentowała się bardzo dobrze w grze obronnej oraz z kontry. Po jednym z punktów ściągniętego niedawno do Oliwy - Franciszka Kłosowskiego, gracze DHP wysunęli się na prowadzenie 14-12. Końcówka seta to kilkukrotna zmiana obrazu gry. Najpierw na prowadzenie wysunęli się 'Mastersi' (19-17), by po chwili pierwszą piłkę setową mieli gracze DHP (20-19). Ostatecznie w samej końcówce więcej zimnej krwi zachowali gracze Inter Marine, którzy po punktach Aleksandra Lecha oraz Mariusza Wlazłego zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu (22-20). Do połowy drugiego seta można było mieć poczucie, że będzie to równie wyrównana partia (14-14). Końcowa faza seta, to jednak wyraźna przewaga drużyny w biało-niebieskich barwach, która zakończyła się ich wygraną do 17. W finałowej partii zespół 'Mastersów' błyskawicznie objął kilkupunktową przewagę (8-4), która pozwoliła drużynie na pełną kontrolę (21-15) i fotel lidera drugiej ligi - brawo!

Speednet – AIP 1-2 (15-21; 21-17; 19-21)

Choć przed sezonem nie było to oczywiste, to po kilku tygodniach grania, mecz Speednetu z AiP stał się hitem piątego tygodnia rozgrywek. Jak do tej pory obie drużyny radzą sobie bowiem bardzo dobrze i dużo wskazuje na to, że sezon zakończą w grupie pięciu drużyn walczących o medale. Początek poniedziałkowego starcia należał do drużyny AiP, która - co staje się już normą - imponowała w grze w obronie (9-7). Z czasem do wspomnianego elementu doszły jeszcze problemy rywali, którzy w premierowej partii popełniali sporo błędów. Ostatecznie bez większych problemów team 'Przyjaciół' wygrał tę partię do 15. Środkowa partia do pewnego momentu była wyrównana. Mniej więcej w połowie seta ogromną przewagę zrobił doskonale funkcjonujący blok 'Programistów'. Po serii punktów po tym elemencie, z graczy AiP została wyssana cała chęć grania. Tak nakręconych graczy Speednetu nie dało się już pokonać. Nie w tej partii (21-17). Decydujący o zwycięstwie set rozpoczął się od wyrównanej gry obu ekip (8-8). W dalszej części po kilku atakach Bartłomieja Więckiewicza, zespół AiP wysunął się na prowadzenie 14-10. Choć w dalszej części seta Speednet zdołał doprowadzić do wyrównania po 19, to ostatnie słowo w meczu należało już do graczy w biało-fioletowych barwach, którzy po ataku grającego na przyjęciu Adriana Ossowskiego, zapewnili sobie drugi punkt w meczu (21-19).

Medi Volley – Feniks Gdańsk 0-3 (19-21; 16-21; 16-21)

Troszkę ponarzekaliśmy w ostatnim czasie na Feniksa Gdańsk. Choć w naszych oczach zespół Łukasza Dubickiego dysponuje sporym potencjałem, to jednak wyniki osiągane przez drużynę w ostatnim czasie pozostawiały wiele do życzenia. Mimo że Feniks był w naszych oczach wyraźnym faworytem kilku poprzednich spotkań, to za komplet punktów po raz ostatni wygrał w maju. Mając to na uwadze byliśmy dość sceptyczni wystawiając typ Redakcji. Już pierwszy set rywalizacji pokazał, że Feniks o wygraną nie będzie miał łatwo. Od pierwszej do niemal ostatniej piłki w secie oglądaliśmy walkę 'łeb w łeb', co w przypadku Medi Volley staje się powoli małą tradycją. Ostatecznie po atakach Łukasza Dubickiego oraz weterana Inter Marine SL3 - Łukasza Dejko, pierwszy punkt zasilił konto 'Mitycznego Ptaka' (21-19). Środkowa partia zapowiadała nam się wybornie. Po ataku niezawodnego Jana Kalińskiego, 'Medycy' wysunęli się na prowadzenie 13-12. Po chwili złapali jednak bardzo długą 'zawiechę', w której przez kilka akcji nie zdołali zrobić przejścia i z prowadzenia 13-12 po chwili mieliśmy już 13-18. Ostatecznie środkowa partia zakończyła się wygraną Feniksa do 16. Trzeci set to bardzo podobna historia. Choć 'Medycy' rozpoczęli od prowadzenia 6-3, to im dłużej trwał set, coraz bardziej uwypukłały się ich problemy w systemie blok-obrona. W konsekwencji już po chwili Feniks prowadził 10-7, a po chwili zapewnił sobie trzeci punkt w meczu (21-16).

Flota TGD Team – Challengers 1-2 (21-18; 11-21; 17-21)

Spotkanie było anonsowane jako jedno z najciekawszych wydarzeń w trzeciej lidze. Tak się bowiem składa, że w opinii wielu osób jedni i drudzy mają ogromne szanse, by zakończyć ligowe zmagania w górnych partiach ligowej tabeli. Poniedziałkowe spotkanie lepiej rozpoczęli gracze Floty TGD Team, którzy wykorzystali sporą nerwowość w szeregach rywali, przejawiającą się sporą liczbą błędów (10-6). Z czasem zespół w niebiesko-różowych barwach się jednak odkręcił i z każdą kolejną akcją - niwelowali stratę, doprowadzając do wyrównania po 17. Mimo to - w końcówce po atakach Jakuba Klimczaka, to Flota TGD Team cieszyła się ze zwycięstwa do 18. Druga odsłona to partia, w której role nam się nieco odwróciły. Nie chcemy napisać, że Challengersi wygrali, bo rywal popełniał błędy, ale no kurczę - było tego cholernie dużo (13-7). W drugiej części seta ex-drugoligowiec podkręcił jeszcze tempo i finalnie wygrał do 11, doprowadzając do wyrównania w setach. Ostatnia partia to nieco szarpana gra. Kilkukrotnie graczom Challengers udawało się odskoczyć rywalom, ale później następowała kontra i wyrównanie. Od stanu 16-16 lepiej poradzili sobie jednak gracze Wojciecha Lewińskiego, którzy wygrali tę partię do 17, a cały mecz 2-1 i w doskonałych nastojach opuszczali 'Plac Dwóch Miast'.

Tiger Team – Challengers 0-3 (11-21; 16-21; 14-21)

Choć na ogół w obecnej kampanii chwaliliśmy Tigera, to wczoraj wieczorem okazało się, że przed przyjściem na Ergo Arenę, ktoś poprzycinał 'Tygrysom' pazury. Bez werwy, bez pomysłu, bez podjazdu. Tak, wiemy, że gra się tak jak przeciwnik pozwala. Chyba faktycznie coś w tym jest, bo Tiger Team był dla Challengersów zaledwie tłem. Prawdę mówiąc to, że faworyt był mocny, to tylko jedna strona medalu. Trzeba bowiem powiedzieć o tym, że gracze w czarnych trykotach popełniali w pierwszym secie mnóstwo niewymuszonych błędów, a tak to sobie można było grać w czwartej lidze, przeciwko sorry drużyno - ME Sulmin Volley. Jak Challengersi połapali się co tu się kroi, to raz za razem punktowali swoich rywali, wygrywając do 11. Nieco lepiej Tiger Team zaprezentował się w drugim secie rywalizacji. Pod koniec zniwelował swoją stratę do dwóch oczek. Cóż jednak z tego, skoro 'na koniec dnia' to Challengersi cieszyli się z punktu? Tak właśnie wyglądała ta partia oraz cały mecz. Powodem do optymizmu dla Tigera mogło być to, że w pewnym momencie zbliżyli się do rywala na dwa oczka. Aż nam się przypomniała scena z 'Chłopaki nie płaczą', w którym doszło do spektakularnej próby podrywu przez telefon:

– Cześć, pamiętasz tego przystojnego faceta z klubu?

– No pamiętam...

– To my siedzieliśmy trzy stoliki dalej!

Taki to był właśnie sukces. Trzecia partia nie wniosła tu nic nowego. Dalej to Challengersi byli stroną dominującą i w pełni zasłużenie sięgnęli po trzeci punkt w meczu, który zapewnił im fotel lidera trzeciej ligi.

Bossman Team – MPS Volley 3-0 (26-24; 21-11; 21-11)

Nie no, to co dzieje się aktualnie z Mistrzem i Wicemistrzem poprzedniego sezonu w pierwszej lidze to są jakieś jaja. Ślepi, kontra kulawi. Niezbyt to dobrze świadczy o Mistrzu Inter Marine SL3, że w momencie kiedy ze składu wypadnie im kilku graczy, to nie są w stanie absolutnie nic z tym zrobić. Tak było z BEemką, tak było również z Bossmanem, przy czym to jest absolutnie żadne usprawiedliwienie. Tak się bowiem składa, że Bossman też miał w poniedziałek swoje problemy. Mimo to, opędzlował zagotowanego rywala za komplet punktów. Wyrównana walka to może i była, ale tylko w pierwszym secie rywalizacji, o którego MPS może mieć do siebie ogromny żal. Tak się składa, że to właśnie oni prowadzili przez niemal całą partię, a chwilę po półmetku seta było już 15-11. Zamiast pójść za ciosem i wykorzystać prowadzenie 19-16, MPS podał rywalowi rękę i po kapitalnym fragmencie Przemysława Bałdygi - Bossman jako pierwszy miał piłkę setową. Choć udało im się to znacznie później (26-24), to właśnie oni cieszyli się z wygranej premierowej odsłony. Drugi oraz trzeci set rywalizacji to kompletna sportowa katastrofa zespołu MPS. Nie jesteśmy tego w stanie wytłumaczyć, ale tak nie gra Mistrz, ani drużyna, która realnie myśli o grupie mistrzowskiej. Kolejny mecz, kolejna porażka w stosunku 0-3. Tak tylko mówimy, ale za chwilę to może być za późno na odrabianie tych zaległości. A Bossman Team? Coraz bliżej grupy mistrzowskiej. Ci to muszą mieć ubaw. Zaangażowanie najmniejsze od lat, a sportowo team jak zwykle dowozi. Niesamowici są.

Merkury – CTO Volley 3-0 (21-14; 21-11; 21-17)

Wiecie, że można stonować nastroje nawet wówczas, gdy team w początkowej fazie sezonu prezentuje się wybornie, a wczoraj wieczorem zgarnął dwanaście z dwunastu możliwych do zdobycia punktów? Z ciekawości sprawdziliśmy, kiedy po raz ostatni Merkury zaliczył równie udany start sezonu i okazało się, że była to edycja Wiosna'23. Nie to jest w tym wszystkim jednak najbardziej zaskakujące. Choć wówczas Merkury prezentował się świetnie, to błyskawicznie wszystko zaczęło się psuć, a w ostatecznym rozrachunku Merkury wylądował na trzecim stopniu podium. Na te rozważania przyjdzie jeszcze czas. Wracając do meczu, zespół CTO mógł liczyć na to, że poniedziałkowe spotkanie będzie czymś w rodzaju nowego otwarcia. Zespół w pomarańczowych barwach ściągnął bowiem uznanych ligowców - Doriana Walentynowicza oraz Bartosza Plasuna i w meczu zagrał w siódemkę, co nie jest przecież w ich wydaniu normą. To jak się po chwili okazało - na nic się zdało. Już od półmetku premierowej partii zarysowała się przewaga 'Planetarnych'. Po ataku Macieja Mozola było bowiem 12-9, a z czasem - bardzo dobrze grający w przyjęciu zespół w granatowych barwach nie miał problemu z udowodnieniem swojej wyższości, wygrywając do 14. Drugi set to jeszcze większa dysproporcja. Po wejściu na parkiet Piotra Kurasa i asie serwisowym w jego wykonaniu, Merkury wysunął się na prowadzenie 11-4. Z czasem pięciokrotny Mistrz ligi nie zwalniał tempa, by finalnie wygrać do 11. Ostatni set był partią, w której CTO mogło mieć nadzieje na choć jeden punkt (12-11). W drugiej części seta - choć z chwilowymi problemami, Merkury pokazał moc i po dwóch skutecznych blokach Pawła Dolaka, zapewnił sobie trzeci punkt w meczu. Wow.