Za nami jedenasty dzień meczowy w sezonie Jesień'26. Po wczorajszych meczach, coraz bardziej skomplikowaną sytuację ma drużyna Dream Volley. W świetnych nastrojach są z kolei gracze Merkurego, którzy ograli za komplet punktów aktualnego Mistrza - MPS Volley. Zapraszamy na podsumowanie!
Dream Volley – Bayer Gdańsk 0-3 (14-21; 14-21; 18-21)
Na początek wyjaśnienie. W Typerze SL3 omsknął nam się palec i postawiliśmy, że mecz wygra Dream Volley i to za komplet punktów. Oczywiście chodziło nam o to, że to Bayer wygra i dzięki temu jesteśmy pięć punktów w plecy. W plecy jest również ekipa Dream Volley, która w swoim trzecim spotkaniu sezonu po raz trzeci przegrała w stosunku 0-3. Tak jak informowaliśmy w jednym z poprzednich tekstów - teraz to trzeba uciułać trzynaście - czternaście punktów nie w trzynastu spotkaniach, a dziewięciu. Kilka razy już taką historię widzieliśmy i wiemy, że to raczej łatwe zadanie nie będzie. Już na początku spotkania zarysowała się znaczna przewaga 'Aptekarzy', którzy po kilku błędach przeciwników w niebieskich trykotach wysunęli się na prowadzenie 10-3. W dalszej części seta, głównie za sprawą aktywnego duetu Żebrowski - Hawrylik, Dream zniwelował straty do trzech oczek, ale to było wszystko, na co było ich stać (21-14). Co najmniej do połowy drugiego seta oglądaliśmy wyrównane i ciekawe dla oka widowisko (14-14). Dokładnie w tym momencie graczom Dream Volley ktoś wyłączył wtyczkę z prądem. Katastrofalne sześć (!) błędów z rzędu zapewniły po chwili 'Aptekarzom' drugi punkt w meczu (21-14). W trzecim secie Bayer Gdańsk po początkowych problemach wysunął się na prowadzenie 15-11. Choć z czasem grający nieźle w obronie Dream zniwelował straty do jednego oczka (18-17), to ostatnie słowo należało już do 'Aptekarzy'
ACTIVNI Gdańsk – Speedway AWKS 0-3 (12-21; 18-21; 17-21)
Cudu nie było. Zestawiając ze sobą drużyny o zupełnie innych ambicjach i umiejętnościach nie ma co liczyć na to, że będzie to wyrównane spotkanie. Już na początku rywalizacji zespół w żółto-czarnych barwach wysunął się na prowadzenie 9-4. W dalszej części seta ACTIVNI mieli spore problemy z przyjęciem zagrywki rywali. Choć obie drużyny popełniały sporą liczbę błędów, to jednak dużo wyższą kulturę gry zachowali gracze Mateusza Bojke. Pod koniec seta było już 19-9 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię (21-12). Podsumowanie pierwszego seta? Zaledwie dwa punkty po własnych akcjach ACTIVNYCH. Sportowy kryminał. Zdecydowanie lepiej gracze Artura Kurkowskiego poradzili sobie w środkowej odsłonie. Choć jakości nadal więcej było po stronie AWKS, to ACTIVNI dość kurczowo trzymali się swojego rywala, a na półmetku seta przegrywali zaledwie jednym punktem (10-9). Przewaga Speedway AWKS zarysowała się w drugiej części seta, gdzie po serii punktów, wysunęli się oni na prowadzenie 18-12. Choć faworyt z czasem zwolnił, to i tak cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-18). Ostatni set rozpoczął się od ostrego lania. Po asie serwisowym najlepszego gracza spotkania - Szymona Schulza, faworyt rozpoczął od stanu... 10-2. Z czasem ACTIVNI podpudrowali nieco wynik, ale Speedway AWKS był tego dnia zdecydowanie zbyt mocny. Dzięki czwartej wygranej za komplet punktów, plasują się oni na samym szczycie ligowej układanki. Brawo!
Wielki Speednet – VB Sulmin 1-2 (19-21; 19-21; 23-21)
Po porażce w minionym tygodniu, Wielki Speednet stanął przed szansą na rehabilitację. Choć w naszych oczach był dość wyraźnym faworytem spotkania to początek meczu należał do graczy z Sulmina, który rozpoczął od prowadzenia 4-0. Wzięty w porę przez Speednet timeout zdziałał cuda - przynajmniej na jakiś czas. Już po chwili gracze Marka Ogonowskiego nie dość, że odrobili straty, to na dodatek sami objęli prowadzenie 16-12, po którym wygrana seta zdawała się formalnością. Końcówka seta pokazała jednak dlaczego dziś wszyscy drugoligowcy muszą liczyć się z drużyną z Sulmina. Dobra gra w obronie i skuteczna zagrywka skutecznie wybiły z rytmu 'Programistów', przynosząc zwycięstwo 21-19 drużynie Daniela Bąby. W drugim secie nie po raz pierwszy w obecnym sezonie mogliśmy być świadkiem świetnej zagrywki w wykonaniu Damiana Kolki, po której gracze w czerwono-czarnych barwach przejęli inicjatywę w secie. Choć Speednet gonił to pomimo odrobiny nerwów w końcówce, VB Sulmin dopiął swego, zapewniając sobie drugi punkt w meczu (21-19). Do połowy trzeciego seta wydawało się, że drużyna grająca w delegacji idzie po pełną pulę. Do stanu 16-12 wszystko szło po ich myśli. W dalszej części seta świetnie radził sobie Kacper Janulewicz, po którego atakach, Wielki Speednet doprowadził do wyrównania po 19. Końcówka to próba nerwów, w której więcej zimnej krwi zachowali gracze Marka Ogonowskiego, którzy zgarnęli nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu. Cóż. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
Inter Marine Masters – Dream Volley 3-0 (21-19; 21-13; 21-12)
Sami zastanawiamy się jaka jest liczba dnia drużyny Dream Volley. Pomożecie? Mamy cztery propozycję:
CZTERY porażki
ZERO punktów
CZTERNASTE miejsce
DZIEWIĘĆ meczów do zdobycia 13-14 punktów w sezonie.
Nie no, nie oszukujmy się. Jest kaszana. My wiemy, że Dream Volley miał do tej pory trudny terminarz. Sami maczaliśmy w tym palce, ale odpowiedzmy sobie wprost na następujące pytania: czy kogoś to dziwi? Czy nie jest przypadkiem tak, że inny beniaminek - Team Spontan też miał trudny terminarz? Ok - tamci też przegrywają, ale dziś po czterech spotkaniach mają na swoim koncie trzy punkty. W porównaniu do dzisiejszych 'bohaterów' to bardzo dużo. Czy wobec całego morza negatywnych informacji dla Dream Volley znajdujemy choć jedną pozytywną? Hmm, być może to, że niebawem będą rywalizowali z Energą Treflem Gdańsk, a to ważne pod kątem tego, że najczęściej tracą oni po jednym punkcie. A sam wtorkowy mecz? Momenty były, ale tylko w pierwszym secie rywalizacji. Choć jesteśmy turbo krytyczni dla 'Marzycieli', to uczciwie zaznaczamy, że w pierwszej odsłonie zabrakło im trochę szczęścia (21-19). Drugi set to historia, którą tego wieczoru już widzieliśmy. Sił drużynie Dream Volley wystarczyło tylko do pewnego momentu (10-9). Kiedy zespół Mateusza Dobrzyńskiego złapał jednak zawiechę, to zanim się odmulił - było już pozamiatane (17-11). Ostatni set to partia, w której widać było wyraźne rozluźnienie w szeregach 'Mastersów'. Czy wpłynęło to jakkolwiek źle na dyspozycję Inter Marine? Cóż - ani trochę. Już na początku wysunęli się oni na prowadzenie 10-4 i dalsza część to już okres, w którym nie mogło wydarzyć się nic ciekawego (21-12).
MPS Volley – Merkury 0-3 (14-21; 19-21; 16-21)
Na wtorkowe spotkanie nie trzeba było mobilizować żadnej ze stron. W obu ekipach znajduje się bowiem sporo graczy, którzy stanowią o sile drużyny Patera znanej z sukcesów w różnego rodzaju turniejach rozgrywanych poza Trójmiastem. Dodatkowo - spora część graczy obu ekip to po prostu grono bardzo dobrych znajomych, a czasami nawet i przyjaciół. Mimo obustronnego szacunku, żadna ze stron nie chciała odpuszczać. Lepiej w spotkanie weszli gracze Merkurego, który po akcjach dobrze dysponowanego duetu środkowych - Pawła Dolaka oraz Marcina Sledzia objął prowadzenie 9-6. W dalszej części seta, co mogło być zaskakujące dla graczy biorących udział w Typerze SL3, Merkury nie zdejmował nogi z gazu i nie dość, że nie roztrwonił zaliczki, to na dodatek sukcesywnie ją powiększał, wygrywając finalnie do 14. Druga odsłona to już zupełnie inny rozdział, w którym oglądaliśmy o wiele bardziej wyrównaną grę. Owszem - Merkury zdołał wysunąć się na skromne prowadzenie, ale 'Miłośnicy Piłki Siatkowej' nie odpuszczali (14-14). Końcowa faza seta to klasyczna walka 'łeb w łeb'. W końcówce szalę zwycięstwa na stronę Merkurego przechylił dwukrotny MVP wcześniejszych sezonów - Maciej Mozol (21-19). W ostatnim secie rywalizacji 'różnicę' swoją dobrą zagrywką zrobił atakujący Merkurego - Damian Gil (8-3). Choć z czasem MPS zdołał nawiązać walkę dzięki skutecznej grze Wojciecha Małeckiego (16-14), to końcówka spotkania to lepszy fragment pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3, którzy pozostają jedyną drużyną w elicie bez porażki na koncie. Wow - to istnie wymarzony start sezonu.
AIP – Bossman Team 3-0 (21-13; 21-17; 21-17)
W naszej ocenie, spotkanie AiP z Bossmanem miało wszystko do tego, by stać się hitem czwartego tygodnia rozgrywek. Ku naszemu zaskoczeniu, obie drużyny zebrały się dość wąskim składem liczącym po siedmiu graczy. Lepiej spotkanie rozpoczęli gracze AiP, którzy po dwóch asach serwisowych Adriana Białeckiego wysunęli się na prowadzenie 9-7. Element słabszego przyjęcia Bossmana odcisnął piętno nie tylko w tym fragmencie seta, ale w naszej ocenie stał się głównym aspektem, dla którego Bossman wrócił do domu bez choćby jednego punktu na koncie. Dalsza część premierowej partii to zdecydowana przewaga drużyny AiP, która wygrała tę partię do 13. Choć ogólna przewaga AiP w trakcie całego spotkania nie była kwestionowana, to siłą Bossmana i tym, że zespół Jakuba Kłobuckiego był w stanie nawiązać walkę z rywalem była atmosfera, która niosła piątą siłę poprzedniego sezonu. To wystarczyło jednak do połowy środkowego seta (10-10). Im dłużej trwała ta partia, tym bardziej zarysowywała się przewaga 'Przyjaciół', którzy zdobyli cztery ostatnie punkty w secie (21-17). Choć finałową partię brązowi medaliści poprzedniej edycji rozpoczęli od prowadzenia 10-5, to z czasem Bossman zdołał doprowadzić do wyrównania po 13. Końcowa faza seta to jednak kolejna fala ataków 'Przyjaciół', którzy po punktach Adriana Białeckiego zapewnili sobie trzeci punkt w meczu. Dzięki pięciu oczkom w obecnym tygodniu rozgrywek, wskoczyli na wysokie - drugie miejsce w ligowej tabeli.













Komentarze