Za nami wtorkowa seria gier, w której niespodziewane problemy napotkali faworyci do drugoligowego podium. Drużyna GKS Żukowo Bekoni straciła punkt z DHP Oliwą, natomiast Solver Szach-Mat z VB Sulmin. Dość niespodziewanym wynikiem skończyło się również starcie VB Inter-Grahen Sulmin z Hapag-Lloyd. Zapraszamy na podsumowanie!

Solver Szach-Mat – VB Sulmin 2-1 (16-21; 21-13; 22-20)

Po koszmarnej poprzedniej kampanii - Solver Szach-Mat przystępował do pierwszego spotkania w sezonie Jesień'26, gdzie z 'urzędu' stał się jednym z głównych faworytów do awansu. Jak to mówią - 'wielka siła niesie za sobą wielką odpowiedzialność'. Czy aby na pewno ta została pokazana we wtorkowy wieczór? Czy aby na pewno do 'Szachistów' nie można mieć pretensji o styl gry? Czy aby na pewno, utytułowany ligowiec nie powinien w takich meczach pokazać się ze zdecydowanie lepszej strony? Cóż - sami sobie odpowiedzcie. Ostatecznie faworyt wygrał w stosunku 2-1, ale każdy, kto choć chwilę zerknął na to co wydarzyło się na boisku numer 1, wie, że Solver Szach-Mat miał we wtorek potężne problemy. Jakby tego było mało - groźnej kontuzji nabawił się przyjmujący Michał Przekop, a to z kolei sprawiło, że team za zgodą rywali musiał zrobić małe przemeblowanie. Choć na początku spotkania 'Szachiści' zaczęli piekielnie mocno (7-1), to z każdą kolejną akcją, VB Sulmin nabierał wiatru w żagle, by finalnie to oni cieszyli się z premierowej odsłony do 16. W środkowej partii zdecydowany faworyt zagrał już na dużo wyższym poziomie i w konsekwencji nie miał problemu z ograniem rywala do 13. Prawdziwe emocje nadeszły jednak dopiero w trzecim secie rywalizacji, w której to gracze z Sulmina prowadzili grę przez niemal cały okres. W końcówce mimo prowadzenia 18-17 a następnie 19-18 popełnili kilka prostych błędów, a co by nie mówić - tak doświadczona drużyna jak Szach-Mat nie miała problemu z tym by to wykorzystać. Choć poziomem sportowym drużyny zaprezentowały podobne umiejętności, to spryt i doświadczenie były w końcówce 'języczkiem u wagi', który zapewnił ex-pierwszoligowcowi premierowe zwycięstwo w sezonie.

Audiofon Karczemki – Chilli Amigos 3-0 (21-13; 21-15; 22-20)

Oczywistym było to, że poprzeczka dla Chilli Amigos będzie w trzeciej lidze zawieszona znacznie wyżej niż miało to miejsce jeszcze kilka miesięcy temu. Po otrzymaniu 'dzikiej karty', w zespół Pawła Kalety nie było zbyt dużej wiary, a na team z Karczemek stawiało grubo ponad 80% osób biorących udział w typerze. Już początek spotkania pokazał przewagę faworyta, który po ataku oraz skutecznym bloku nowego kapitana - Roberta Mielewczyka objął prowadzenie 9-6. W dalszej części 'Amigos' niby się starali, niby byli pod grą, ale oglądając spotkanie z boku ani na chwilę nie miało się wrażenia, że pierwszy set może paść ich łupem (21-13). Środkowa partia nie zmieniła w tej kwestii zbyt dużo. Team w biało-czerwonych trykotach błyskawicznie objął prowadzenie 7-1 co w dużej mierze zdeterminowały dalszy przebieg gry. Precyzując - Chilli nie było już w stanie 'podskoczyć' i zasłużenie to faworyt wygrał tę partię do 15. Najciekawszym setem był z pewnością ten ostatni. Niemający nic do stracenia gracze Chilli Amigos zagrali wreszcie bez kompleksów i taka postawa przyniosła efekty - przynajmniej do pewnego momentu. Kiedy na tablicy wyników mieliśmy prowadzenie ex-czwartoligowca 14-8, to nic nie wskazywało na 'tragedię', do której miało za chwilę dojść. Po bardzo dobrym fragmencie Eksperta w sezonie Jesień'26 - Romana Grzelaka, Audiofon odrobił straty i doprowadził do wyrównania po 17. Moment ten zbiegł się z tym, w którym pewność siebie Chilli Amigos bezpowrotnie uleciała. Efekt był oczywisty - po chwili zespół z Karczemek mógł cieszyć się z trzeciego punktu w meczu. A Chilli? Cóż - z pewnością mogą mówić o sporym zawodzie. We wtorek było bardzo blisko premierowego punktu w sezonie Jesień'26. Choć do zakończenia mnóstwo czasu, to tego punktu może później cholernie brakować. Tak tylko mówimy. Oby nie była to prorocza narracja.

DHP Oliwa – GKS Żukowo Bekoni 1-2 (21-18; 11-21; 20-22)

Tak to już jest, jak rozdajemy medale jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego w sezonie. Ledwie 24 godziny wcześniej w naszym odczuci DSGSA miał zmieść z powierzchni ziemi Sharksów, a zamiast tego napotkał olbrzymie problemy, wygrywając finalnie w stosunku 2-1. W przypadku GKS Żukowo Bekoni (zmiana nazwy z Eko-Hurt) miało być podobnie. W Magazynie 0, czy w zapowiedziach bez wahania forsowaliśmy narrację, że teraz to maszyna Pawła Dawczaka odpali już na pewno. Efekt? Ano taki, że z DHP Oliwą, która we wtorkowy wieczór miała widoczne problemy kadrowe, gracze z Żukowa zaprezentowali się...no tak średnio, tak średnio. Z pewnością nie jest to poziom pierwszoligowy, do którego Bekoni przecież dążą. Już od początku spotkania, drużyna Oliwy grająca w sześciu graczy przejęła inicjatywę i prezentując się rewelacyjnie, objęli prowadzenie 11-6. Choć z czasem wszystko zdawało się wracać 'do normy', a Bekoni zdołali doprowadzić do wyrównania po 12, to druga część seta należała już do 'underdoga', który bez kompleksów wygrał tę partię do 18. Środkowa odsłona to zupełnie inny obraz gry po obu stronach siatki. Już na początku seta stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię. Po piorunującym początku, dwukrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 objęli prowadzenie 8-2 i nie niepokojeni wygrali seta do 11. Trzeci set? Do pewnego momentu nic nie wskazywało na to, jak ciekawa będzie to partia. Bekoni szybko objęli prowadzenie 10-6, ale zamiast powtórzyć to, czego dokonali w środkowej odsłonie, dopuścili rywala do głosu. W konsekwencji rywal ich w końcówce realnie postraszył, ale dwa bardzo ważne punkty Kacpra Kani, dały drużynie z Żukowa prowadzenie i drugi punkt w meczu.

TKKF Flota – Siatkersi 0-3 (15-21; 16-21; 16-21)

Pisaliśmy o tym w zapowiedzi, ale w lidze w obecnym sezonie zdążyło zagrać ledwie kilkanaście zespołów, a na drużynie Siatkersów już teraz nałożona została pewna presja. Tak precyzując, to nałożyli ją na siebie sami gracze w poniedziałkowy wieczór, gdy przegrali z Feniksem Gdańsk w stosunku 1-2. Plan na wtorkowe starcie z TKKF Flotą był zatem jeden - zgarnąć komplet oczek, a na dodatek połechtać własne ego, wygrywając w przekonującym stylu. Czy się to udało? Cóż - pierwsza część się zgadza - wynik 3-0 należy szanować jak matkę, ale sam styl gry umówmy się - na kolana nie powalał. Już pierwsza część seta pokazała, że TKKF nie zamierza oddawać punktów bez walki (8-8). Przewaga wyraźnego faworyta starcia zaczęła uwypuklać się dopiero w drugiej części seta, choć trzeba przyznać, że Siatkersom pomogła w tym spora liczba błędów po drugiej stronie siatki (21-15). Choć wynik drugiego seta był w ostatecznym rozrachunku dla Floty korzystniejszy, to prawdę mówiąc - mieliśmy tu większą dysproporcję. Siatkersi od samego początku narzucili rywalom swoje warunki gry i w konsekwencji błyskawicznie objęli znaczne prowadzenie, które bez problemy dociągnęli do końca (21-16). Trzeci set? Ponownie - wybitnie nie było, ale koniec końców zaprocentowała kultura gry Siatkersów, która bądź co bądź - stała na wyższym poziomie (21-16).

Hapag-Lloyd – VB Inter-Grahen Sulmin 1-2 (21-19; 14-21; 13-21)

Nie no, my to nie mamy nieraz słów na to co wyczynia VB Inter-Grahen Sulmin. Jedyne co mieli zrobić gracze Rafała Szopieraja we wtorkowy wieczór to opędzlować ostatnią drużynę poprzedniego sezonu i wejść w sezon w doskonałych nastrojach. No - to tyle teoria, bo we wtorkowy wieczór, a przynajmniej przez jego część widzieliśmy 'stare demony Sulmina'. Sami zastanawiamy się o co chodzi, ale czasami odnosimy wrażenie jakby rozgrywki SL3 sprawiały, że gracze w czarnych trykotach zapominali jak się gra w siatkówkę. Oczywiście inną kwestią jest to, że Hapag-Lloyd zagrał po prostu bardzo dobrze. Dziś 'Pomarańczowi' są drużyną, która trzeba szanować i dopisywanie sobie punktów przed meczem nie jest zbyt fortunnym pomysłem. Rany, jaką drogę ta drużyna przeszła od swoich pierwszych kroków w SL3. Wracając jednak do meczu - początek spotkania nakazywał sądzić, że górą będzie jednak faworyt. Po skutecznych atakach nowego gracza w VBIGS - Mikołaja Klawikowskiego oraz Alexa Siwika, team w czarnych trykotach objął prowadzenie 10-6. Po dwóch skutecznych blokach stałego bywalca meczów Gwiazd - Mateusza Siwko, Hapag-Lloyd doprowadził do wyrównania po 14. Końcówka seta to wyrównana partia, która po dwóch atakach z rzędu Hasana Tolga Kaya, dała 'Logistykom' wygraną do 19 - brawo. Drugi i trzeci set wyglądał już tak, jak gracze z Sulmina chcieliby aby wyglądał cały mecz. Precyzując - faworyt bez większego problemu sforsował zasieki rywali i udowodnił swoją wyższość wygrywając do 14 oraz 13. Tak na nasze to jednak marne pocieszenie dla drużyny występującej 'w delegacji'.

Fux Pępowo – Volley Gdańsk 2-1 (15-21; 22-20; 21-18)

Nie będziemy pudrować rzeczywistości. W naszej ocenie poniedziałkowe spotkanie Fuxa z Bossmanem nie wyglądało zbyt korzystnie dla 'Koniczynek'. Kiedy przyglądaliśmy się drużynie Dominika Szadacha w pierwszym secie rywalizacji z Volleyem Gdańsk, przecieraliśmy oczy ze zdumienia. W naszej ocenie byli oni faworytem spotkania z beniaminkiem, a tymczasem już chwilę po rozpoczęciu spotkania, rozpoczęły się również ich problemy. Po skutecznym bloku Dariusza Kuny, dla którego poprzedni sezon był indywidualnie najlepszy spośród wszystkich sezonów Inter Marine SL3, trzykrotni Mistrzowie ligi wysunęli się na prowadzenie 10-7. Choć był to moment, w którym 'Koniczynki' mogły jeszcze zareagować, to Volley Gdańsk poszedł po chwili za ciosem i w pełni zasłużenie zgarnął pierwszy punkt (21-15). W połowie drugiego seta wydawało się, że wygrana 'żółto-czarnych' jest tylko kwestią czasu. Prowadzili oni bowiem 13-9, a kilkupunktowe prowadzenie w premierowej partii, wystarczyło do tego, by spokojnie dowieźć wynik do końca. Jakby tego było mało, niekorzystny wynik zbiegł się z kontuzją przyjmującego Fuxa - Tomasza Piaska. Mimo bardzo niekorzystnej sytuacji, zespół z Pępowa zdołał się jednak podnieść, doprowadzić do wyrównania, a następnie po kontrowersji sędziowskiej, o którą Volley długo miał pretensję, doprowadził do wyrównania w setach (22-20). Finałowa partia była dość wyrównaną grą, w której nie brakowało emocji. W drugiej części seta, Fux zdołał zbudować sobie nieznaczną zaliczkę, a gra 'punkt za punkt' pozwoliła im na wygraną seta do 18, a całego meczu 2-1. Po spotkaniu gracze Volleya mogą czuć ogromny niedostyt. Przez bardzo długi czas to oni prowadzili grę i zdawali się być o włos od wygranej. Stało się jednak inaczej i Fux poprawił sobie humory po nieudanej inauguracji.