Za nami środowa seria gier, w której po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazała się BEemka Volley. Sporą niespodziankę na czwartoligowych parkietach sprawiła drużyna TKKF Flota, która po wyrównanym spotkaniu okazała się mocniejsza od Aqua Volley. Zapraszamy na podsumowanie!
BEemka Volley – Volley Gdańsk 3-0 (21-16; 21-13; 21-18)
Forma mutant. Nie no - to co wyprawia w obecnej kampanii BEemka Volley jest epickie. Nie będziemy się sto razy powtarzać, więc zawrzemy to w jednym zdaniu. Jest zdecydowanie lepiej, niż myśleliśmy, że będzie. W środowy wieczór walec BEemki przejechał się po kolejnym rywalu - Volleyu Gdańsk i po kilku tygodniach jest liderem pierwszej ligi. Niebywałe. Oj, coś nam się wydaje, że projekt, co do którego nie było pewności czy przetrwa...spodobał się graczom drużyny i dziś decyzja o kontynuacji przygody zdaje się być tą jedyną słuszną. Przechodząc do samego meczu - była to deklasacja, która dość mocno nas zaskoczyła. Ok - Volley Gdańsk nie mógł skorzystać z usług najlepszego gracza poprzedniego sezonu w drugiej lidze - Illi Yenoshyna. Z drugiej strony BEemka musiała radzić sobie z środkowym na przyjęciu i jak się z czasem okazało...był to strzał w dziesiątkę. Adrian Majkowski, który po raz pierwszy w historii SL3 wystąpił na przyjęciu został najlepszym graczem spotkania. Niebywałe. Już na początku spotkania BEemka zaakcentowała swoją przewagę. Kluczem do sukcesu w środowy wieczór było dobre przyjęcie BEemki, co otwierało rozgrywającemu różne opcje w ataku. Tak grająca BEemka nie miała problemu z wygraniem premierowej odsłony do 16. W drugim secie Volley nie zdołał się przebudzić, a w naszej opinii grał znacznie gorzej. Powiedzmy sobie wprost - tu nie było nawet momentu zaczepienia czy jakiejkolwiek wiary w powodzenie. To było po prostu odbicie się od pierwszoligowej ściany drużyny w żółto-czarnych barwach. Jak to szło? Za mocni na drugą, za słabi na pierwszą? Kurczę - pytanie czy ta teza nadal nie jest aktualna (21-13). Mówią, że nie ma co oczekiwać innych efektów, stosując ciągle te same metody. Po niepowodzeniu w pierwszej i drugiej odsłonie, trzykrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 nie zmienili w swojej grze absolutnie nic i wobec tego ich porażka do 18 nie mogła być dla kogokolwiek zaskoczeniem.
DSGSA – Chilli Amigos 3-0 (21-16; 21-18; 21-14)
Zachowajmy proporcje. Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekiwał od drużyny Chilli Amigos, że w meczu z DSGSA powalczy o wygraną. Ba - w naszej ocenie podział punktów również nie był zbyt prawdopodobnym scenariuszem. Było to bowiem spotkanie drużyn, które mają zupełnie inne cele na obecny sezon. Mimo to - zespół Chilli Amigos na tle renomowanego rywala prezentował się naprawdę nieźle. Z całą pewnością wstydu nie było. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się od błyskawicznego prowadzenia faworyta (9-5). W dalszej części DSGSA nie miało wybitnej przewagi nad Chilli. Ci swoje pograli i finalnie uciułali w tej partii 16 oczek. Jeszcze lepiej ex-czwartoligowcowi poszło w środkowej odsłonie. Choć lepiej rozpoczął faworyt, to zespół 'Amigos' nie odpuszczał i w połączeniu z nieustępliwością graczy Pawła Kalety, dało im to remis po 12. W dalszej części seta zarysowała się delikatna przewaga faworyta, ale z całą pewnością nie była to dysproporcja, którą wizualizowaliśmy sobie przed pierwszym gwizdkiem sędziego (21-18). Finałowa partia to set, w którym sił drużynie Chilli Amigos wystarczyło, ale tylko w pierwszej części seta (8-8). Im dłużej trwała partia, zespół Michała Farona radził sobie coraz lepiej i finalnie wygrał tę partię do 14, a cały mecz 3-0. Możemy pomarudzić? Choć DSGSA wygrywa obecnie spotkania, to z całą pewnością nie jest to zespół gotowy na drugą ligę.
Energa Trefl Gdańsk – DHP Oliwa 2-1 (13-21; 23-21; 21-16)
Ostatni raz tak zaskoczeni jak wynikiem 2-1 w wykonaniu Trefla Gdańsk byliśmy wówczas, jak po nocy nastąpił dzień. Dokładnie taki wynik obstawiliśmy w Typerze SL3 i jest to absolutny protip przed czwartkową serią gier. Początek spotkania to partia, w której dość niespodziewanie inicjatywę przejęła drużyna DHP Oliwa. Po punkcie dopisanego przed meczem Franciszka Kłosowskiego, Oliwa objęła prowadzenie 9-4. Z czasem zespół Adama Wyrzykowskiego nie zdejmował nogi z gazu i finalnie wygrał premierową partię do 13. Tak wysoki wynik dla Oliwy nie był w naszym przedmeczowym bingo. Co więcej - w drugim secie rywalizacji, DHP Oliwa stanęła przed ogromną szansą na sprawienie dużego kalibru niespodzianki. Cała środkowa partia to nieznaczna przewaga najmłodszej drużyny w ligowej stawce. Sytuacja zmieniła się dopiero w samej końcówce seta. Po błędzie na zagrywce w wykonaniu Rafała Pączka, DHP Oliwa miała piłkę meczową. Niestety dla siebie, po chwili skutecznym blokiem popisał się Adam Dagil, a zwycięstwo Trefla dwoma punktami przypieczętował Kacper Niełacny (23-21). Niepowodzenie w drugim secie ewidentnie podcięło skrzydła Oliwie. W finałowej partii Energa Trefl Gdańsk radziła sobie bardzo dobrze w obronie i z kontry, co wysunęło ich na prowadzenie 11-6. W końcówce seta Oliwa nie wysłała ani jednego sygnału świadczącego o tym, że to właśnie im należało się zwycięstwo w meczu.
Old Boys – MPS Volley 0-3 (13-21; 18-21; 15-21)
Bardzo ważne po porażce jest to, jak drużyna zareaguje na kryzysową sytuację. Szybka wygrana sprawia, że team w wielu przypadkach wraca na właściwe tory i z pewnością na taki scenariusz liczą w obozie Miłośników Piłki Siatkowej. Po wtorkowej - zawstydzającej porażce 0-3 z Merkurym, Mistrz Inter Marine SL3 mierzył się z beniaminkiem - ekipą Old Boys. Jako że istnieje duża korelacja to warto wspomnieć, że w środowy wieczór, MPS Volley mógł skorzystać z niemal całego wpisanego składu. Już w pierwszej części seta zarysowała się przewaga MPS-u, na co wpływ miały dobre floty Macieja Paprockiego (11-7). W dalszej części przewaga MPS-u wynosiła już siedem oczek (18-11), co było jednoznaczne z wyłonieniem zwycięzcy seta (21-13). W drugiej odsłonie, poprzeczka przez Old Boysów została powieszona już zdecydowanie wyżej, którzy po asie serwisowym Szymona Kobylińskiego prowadzili 14-13. Po skutecznych atakach Igora Ciemachowskiego sytuacja uległa zmianie, a na trzypunktowe prowadzenie wyszli gracze MPS (18-15), którzy po chwili zapewnili sobie drugi punkt w meczu (21-18). Na początku finałowej partii Mikołaj Bogucki miał spory problem z precyzją a to z kolei sprawiło, że MPS wysunął się na prowadzenie...9-3. W dalszej części ex-drugoligowiec podjął jeszcze próby zdobycia chociaż jednego punktu. Jedyne na co ich było jednak stać to zniwelowanie straty do trzech oczek (16-13). Ostatnie słowo należało bezwzględnie do MPS-u, który po asach serwisowych swojego kapitana zapewnił sobie wygraną za komplet punktów (21-15).
Aqua Volley – TKKF Flota 1-2 (23-21; 18-21; 23-25)
Cierpliwy to i kamień ugotuje. No, nie miała najlepszej 'prasy' drużyna TKKF Flota. W przerwie pomiędzy sezonami zespół Karoliny Kirszensztein opuściło kilku graczy i długo zastanawialiśmy się, czy team zdoła w ogóle wystartować w jesiennych zmaganiach. Ostatecznie się udało, ale frekwencja ani atmosfera nie powalała. Ba - zastanawialiśmy się jak to dalej będzie i uznaliśmy, że pewnym momentem zwrotnym może być potencjalna wygrana. Niemniej jednak - wczoraj wieczorem nie dawaliśmy 'Flociarzom' zbyt wielu szans. Ich rywal - Aqua Volley był dość mocno chwalony za początek obecnego sezonu i wielokrotnie wskazywaliśmy na to, że jest lepiej niż na wiosnę. Wszystko to składało nam się do kupy, że to Aqua wygra, a na dodatek, że ma ogromną szansę na pełną pulę. Cóż - już początek spotkania pokazał, że nie będzie to bynajmniej łatwe zadanie. Od pierwszego gwizdka sędziego, Flota radziła sobie bardzo dobrze, a na półmetku seta, prowadziła już 10-8. Z czasem gra obu ekip się wyrównała, a w końcówce seta po walce na przewagi - po premierowy punkt sięgnęła Aqua Volley. Niepowodzenie w pierwszym secie nie zniechęciło drużyny Karoliny Kirszensztein. To właśnie Flota weszła świetnie w seta i po asie serwisowym Mateusza Bani, wysunęła się na prowadzenie 12-8. W dalszej części po kolejnych błędach Aqua Volley było już 19-13 i kiedy wydawało się, że Flota postawi po chwili kropkę nad 'i', ostatni zryw zanotowali faworyzowani rywale (18-20). Mimo to - ostatni cios zadał najlepszy gracz spotkania - Mateusz Pietrala (21-18). Ostatnia odsłona to partia, która będzie się śniła drużynie Mateusza Drężka co najmniej przez kilka tygodni. Chwilę po półmetku seta, zespół w biało-błękitnych barwach prowadził bowiem 13-8 oraz 17-13 a mimo to - dał sobie wydrzeć zwycięstwo z rąk. Końcówka meczu był bowiem festiwalem błędów w wykonaniu Aqua Volley co w połączeniu z nieustępliwością i zadziornością Floty, dało tym drugim pierwsze zwycięstwo w sezonie - brawo!
ME Sulmin Volley – Siatkersi 1-2 (21-19; 15-21; 18-21)
Po niezbyt imponującym starcie sezonu, w obozie Siatkersów mieli nadzieję na to, że wczoraj wieczorem team zdobędzie komplet punktów, który w dłuższej perspektywie będzie nieoceniony w walce o wysokie miejsca w ligowej tabeli. Na papierze wszystko się zgadzało. Mimo to, mając na uwadze ostatnie spotkanie drużyny ME Sulmin Volley przeczuwaliśmy, że wcale nie musi to być dla Siatkersów tak łatwe zadanie, jak mogłoby się wydawać. Mimo tego straszenia - lepiej w mecz weszli Siatkersi, którzy po ataku Adriana Grzegorczyka objęli prowadzenie 9-6. Z czasem pewność siebie drużyny w jasnych strojach została zachwiana, a zespół z Sulmina doprowadził do wyrównania po 13. Dalsza część seta to walka 'łeb w łeb', która zaprowadziła nas do stanu po 19. W końcówce po atakach Michała Laskowskiego oraz Kacpra Menczykowskiego - 'underdog' spotkania cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-19). Środkowa odsłona rozpoczęła się identycznie - od prowadzenia Siatkersów w stosunku 9-6. W dalszej części seta dwoma skutecznymi blokami z rzędu popisał się Jakub Miszczuk, co dało Siatkersom prowadzenie 15-9, a po chwili - wyrównanie stanu rywalizacji (21-15). Decydująca o zwycięstwie partia to optyczna, aczkolwiek należy to podkreślić - niewielka przewaga Siatkersów. Pod koniec seta, gdy zespół Sebastiana Wilmy prowadził zaledwie jednym punktem (16-15), kwestia wygranej zdawała się być otwarta. Ostatecznie po punktach Wojciecha Orlańczyka oraz Macieja Tarulewicza spotkanie wygrał faworyt, ale prawdę mówiąc - chyba sami oczekiwali po sobie zdecydowanie więcej.













Komentarze