Podsumowanie
Szerzej sytuację przed wtorkową serią gier w pierwszej lidze opisaliśmy przy okazji meczu Speednetu z Merkurym. Niezależnie od sytuacji poszczególnych drużyn – zarówno Eko-Hurt jak i AIP nie zamierzały we wtorkowy wieczór kalkulować. Co tu dużo mówić – od początku spotkania zdecydowaną przewagę miała ekipa ‘Hurtowników’, którym wychodziło niemal wszystko. Byli drużyną kompletną, na tle, której ekipa AIP wyglądała jak drużyna złożona z dzieci z Bulerbyn. Zaczęło się dosyć niewinnie, bo od prowadzenia 9-8. Po chwili rozpoczęła się kanonada na zagrywce w wykonaniu Igora Ciemachowskiego. Efekt? 17-9 i można było już myśleć o drugim secie. Jeśli ktoś pomyślał, że dysproporcja pomiędzy drużynami nie może być w drugim secie większa niż w premierowej odsłonie – musiał szybko zrewidować swoje zdanie. Dla AIP było jeszcze gorzej. Scenariusz był niemal identyczny. Wynik 9-8, po którym AIP stanęło i po chwili – nie było już czego zbierać (18-10). Różnica klas, którą mogliśmy obserwować w dwóch pierwszych odsłonach zwiastowała, że w trzecim secie – drużyna Konrada Gawrewicza nie będzie miała najmniejszych problemów, by ograć rywala. Cóż – klasyka gatunku i nasycenie się daniem głównym. Hej, Eko-Hurt, a deser? ‘Hurtownicy’ zachowali się jak swego czasu Andrew Gołota, który zamiast docisnąć chwiejącego się na nogach Riddicka Bowe – zaczął świrować. Podobne świrowanie kosztowało Eko-Hurt trzeci punkt w meczu. Ok – będąc całkowicie uczciwym musimy napisać, że AIP było w tej partii zdecydowanie lepszą wersją samych siebie i zagrali wreszcie tak jak nas do tego przyzwyczaili. Niestety dla nich – wygrana jednego seta – za przeproszeniem gówno dała. To już oficjalne – w tym sezonie grupa mistrzowska nie jest dla AIP. Mimo to – patrząc z perspektywy całej rundy zasadniczej, chłopaki naprawdę dodali kolorytu tej lidze i jak na beniaminka spisywali się rewelacyjnie.
Ładowanie wyników...














