19:45· 13 LIS, 2025
BOISKO #1
Podsumowanie
Wolves Volley skończyli w październiku treningi? Cóż – było to widać. Widać było również inne problemy ‘Watahy’, które wcześniej albo były skutecznie maskowane, albo ich po prostu nie było. Czwartkowe spotkanie było jednym z tych, w których Wolves Volley nie podjęli nawet rękawicy i, prawdę mówiąc, aktualnie są dalecy od formy, jaką prezentowali jeszcze kilka tygodni temu. To oczywiście nie jest problem Dream Volley, które walczy obecnie o bezpośredni awans do drugiej klasy rozgrywkowej i po wczorajszych meczach są na dobrej drodze, aby tak się stało. Nie jest bowiem tajemnicą, że plan na czwartkowy wieczór zakładał, iż ‘Marzyciele’ opuszczą halę jako wicelider tabeli i zespół, który zdobył co najmniej cztery oczka. Początek spotkania to miażdżąca przewaga drużyny Mateusza Dobrzyńskiego, udokumentowana prowadzeniem 11-5. Z czasem, po kilku skutecznych atakach Tomasza Nurzyńskiego, Dream wysunął się na prowadzenie 16-6 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra (21-9). W drugiej odsłonie poprzeczka zawieszona przez ‘Watahę’ była zauważalnie wyżej. Mimo to gracze Dream Volley byli w naprawdę dobrej dyspozycji i nie mieli problemu z pokonaniem tej przeszkody. Sił zawodnikom Wolves Volley wystarczyło do stanu 9-9. Z czasem nastąpiła kanonada w wykonaniu zespołu Mateusza Dobrzyńskiego, po której faworyt objął prowadzenie 19-12. W końcówce Wolves Volley zaakcentowali jeszcze swoją obecność, ale o korzystnym wyniku nie mogło być już mowy (21-15). Dawno nie widzieliśmy Dream Volley, które tak bardzo zdominowałoby swojego rywala jak w starciu z Wolves Volley. Nie udało im się to ani z Tigerem, ani z Aquą, ani tym bardziej z MiszMaszem. To oczywiście niezbyt dobrze świadczy o drużynie Karola Ciechanowicza. Ostatni set wyglądał tak jak partia w szachy, w której Magnus Carlsen – mierzy się z jakimś leszczem, który wygrał co prawda konkurs szachistów w Bogatyni, ale… wciąż jest leszczem. Nie da tu mówić o równym pojedynku i tak też było w czwartkowy wieczór (21-13).
Ładowanie wyników...












