MATCHDAY #18

Za nami osiemnasty dzień meczowy w sezonie Jesień’22. W środowy wieczór – padł ostatni pierwszoligowy bastion. Mowa tu o drużynie Merkury, która musiała uznać wyższość Speednetu. W drugoligowym hicie, AIP okazało się mocniejsze od Dzików Wejherowo. Zapraszamy na podsumowanie!

ACTIVNI Gdańsk – Team Spontan 1-2 (26-24; 17-21; 14-21)

Czy da się utrzymać w lidze, nie wygrywając ani jednego spotkania? Patrząc na obecne wyniki ACTIVNYCH, pytanie te zdaje się być bardzo zasadne. Po środowym meczu, ACTIVNI mają rozegrane siedem spotkań, w których zgromadzili cztery oczka. Taki dorobek punktowy sprawia, że drużyna Artura Kurkowskiego znajduje się obecnie na miejscu barażowym. Trzeba przyznać, że patrząc na środowe spotkanie a zwłaszcza na pierwszego seta – można było sądzić, że ACTIVNI pokuszą się o pierwsze zwycięstwo w sezonie. Początek meczu to wyrównana walka obu stron (9-9). Z czasem zaczęła zarysowywać się jednak przewaga ACTIVNYCH, którzy po ataku Roberta Skwiercza ze skrzydła, objęli prowadzenie 15-12. Dalsza część seta to niezliczona liczba niewykorzystanych szans czy piłek setowych. Ostatecznie skończyło się na happy-endzie ACTIVNYCH i trudno się nie zgodzić z tym, że była to wygrana w pełni zasłużona. Niestety dla ACTIVNYCH to co było dla nich dobre, skończyło się w pierwszym secie. W drugiej, a w szczególności w trzeciej partii zobaczyliśmy nowy – odmieniony Spontan. Po wyrównanym początku, Spontan objął trzypunktowe prowadzenie 14-11 i po chwili, mógł cieszyć się z wygranej seta do 17. Trzeci set to podobna historia. Wyrównana walka obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu 8-8. Niestety dla ACTIVNYCH, narzucone przez ‘Spontanicznych’ tempo – okazało się zbyt wysokie dla drużyny Artura Kurkowskiego, która w drugiej części seta – nie była już w stanie, nawiązać równorzędnej walki.

Tufi Team – BH Rent MiszMasz 3-0 (21-18; 21-16; 21-18)

Po trzech tygodniach przerwy od rozgrywek Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, drużyna Tufi Team wróciła by powalczyć o szóstą wygraną w sezonie Jesień’22. Rywalem drużyny Mateusza Woźniaka była ekipa BH Rent MiszMasz, która w ligowej tabeli – znajdowała się tuż za nimi. Z drugiej strony – w zapowiedzi przedmeczowej napisaliśmy, żeby się tym zbytnio nie sugerować, bo jest dość oczywiste, że dystans, który dzieli ucieczkę od peletonu się raczej powiększa niż skraca. Precyzując – to Tufi Team było zdecydowanym faworytem spotkania. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia faworytów 9-6. Stało się to tuż po tym, jak atakujący Tufi Team trafił zagrywką grającego na ‘bombie’ – Tomasza Walaskowskiego. W dalszej części seta, przewaga Tufi Team wynosiła już sześć punktów (14-8) i było sprawą oczywistą, która z drużyn wygra seta. Druga odsłona rozpoczęła się od czteropunktowego prowadzenia Tufi Team (10-6). Te wynikało w głównej mierze z faktu, że MiszMasz za nic w świecie, nie mógł znaleźć sposobu by zatrzymać Piotra Adamczyka, który raz za razem zdobywał dla swojej drużyny punkty. W dalszej części seta, spadkowicze z pierwszej ligi kontrolowali to co działo się na parkiecie i bez większych problemów – wygrali seta do 16. Ostatnia odsłona rozpoczęła się od prowadzenia MiszMaszu (3-0). Radość drużyny nie trwała zbyt długo, bowiem po kilku blokach drużyny Mateusza Woźniaka to faworyt wysunął się na prowadzenie (4-3). W dalszej części seta Tufi Team przez długi czas nie mogło odjechać swoim rywalom. Trzeba podkreślić, że MiszMasz w konfrontacji z faworyzowaną ekipą grał dobre zawody zarówno w przyjęciu jak i obronie. Dodatkowo świetne zawody grał Mikola Pocheniuk i zbierając to wszystko do kupy – pod koniec seta mieliśmy wynik 15-15. W końcówce seta – Adam Hermanowski zdobył dla Tufi kilka punktów i ostatecznie, drużyna Mateusza Woźniaka mogła cieszyć się z kompletu punktów.

AIP – Dziki Wejherowo 2-1 (21-19; 21-16; 19-21)

Spotkanie pomiędzy AIP a Dzikami Wejherowo było anonsowane jako jedno z najważniejszych wydarzeń w drugiej lidze w ostatnich tygodniach. Naprzeciw siebie stanęły bowiem lider rozgrywek – AIP z brązowymi medalistami poprzedniego sezonu – Dzikami Wejherowo. Podkreślaliśmy to kilkukrotnie, ale napiszemy raz jeszcze. Mimo, że Dziki Wejherowo, w kilku meczach obecnego sezonu zaprezentowały nieciekawą formę, tak na mecze z ligowymi tuzami – można było być spokojnym o ich dyspozycję. Przypomnijmy, że w ostatnim meczu Dziki Wejherowo pokonały Szach-Mat, co z pewnością – nie umknęło uwadze drużyny AIP. Ci zdawali się odrobić cenną lekcję, za którą musieli zapłacić ‘Szachiści’. Na początku pierwszej odsłony AIP grało dobrą jakościowo siatkówkę, która sprawiła, że gracze Adriana Ossowskiego objęli prowadzenie 11-7, które z czasem ewoluowało do stanu 18-12. Przyznamy, że wówczas byliśmy niemal przekonani, że za chwilę dojdzie do zmiany stron. To jednak jak się później okazało, nie było takie oczywiste. Do dobrze naoliwionej maszyny, z czasem dostał się piasek a raczej piach w postaci niezliczonej liczby prezentów dla rywali. Efekt? W końcówce zrobiło się ciepło, ale ostatecznie AIP zdołało wygrać tę partię do 19. W drugiej odsłonie, gracze Adriana Ossowskiego uniknęli podobnej historii. Po wyrównanym początku seta (8-7), ‘Przyjaciele’ zrobili odjazd, po którym na tablicy wyników pojawiło się 13-7 dla faworytów. Mimo to, po chwili Dziki Wejherowo zdołały doprowadzić do wyrównania po 13. Niestety dla nich, było to wszystko na co było ich stać w tej partii. Tak się bowiem składa, że końcówka tego szarpanego seta – należała do AIP. Ostatni set rozpoczął się świetnie dla Dzików Wejherowo. Po ataku Marcina Bryłkowskiego, gracze ze stolicy małego trójmiasta – objęli prowadzenie 8-4. Tym razem to AIP musiało gonić, co udało im się przy stanie 10-10. Druga faza seta to jednak dobra, nieustępliwa gra zawodników w niebieskich trykotach, którzy wygrali partię do 19.

Speednet – Merkury 2-1 (21-18; 21-17; 16-21)

Po kapitalnym spotkaniu, w którym trzykrotny mistrz Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Merkury ograł ekipę CTO Volley, morale drużyny Piotra Peplińskiego – poszybowały w górę. Nie ma się temu co za specjalnie dziwić. Przed rozpoczęciem meczu ze Speednetem, Merkury pozostawał jedyną niepokonaną drużyną w pierwszoligowej stawce i do tego – prezentował naprawdę kozacką formę. Rywalem złotych medalistów była w środowy wieczór ekipa Speednetu, którą w obecnym sezonie falowała z formą. Na początek wygrała pięć spotkań z rzędu, ale potraciła przy tym kilka punktów. Później przyszedł najgorszy mecz w sezonie przeciwko ‘Hurtownikom’. Wreszcie w poniedziałkowy wieczór Speednet był o włos od tego, by wygrać z CTO. W skrócie – mimo, że z formą bywało różnie, to jakiekolwiek lekceważenie Speednetu mogłoby oznaczać tylko jedno – przegraną. Cóż, nie chcemy nakierować tego podsumowania na te tory, bo uważamy, że to nie element lekceważenia zadecydował o tym, że Speednet wygrał zawody. Jeśli nie zlekceważenie to co? To proste. Świetna dyspozycja graczy w różowych strojach. Początek meczu rozpoczął się świetnie dla Speednetu, który objął prowadzenie (6-2). Po początkowych problemach, Merkury się z czasem przebudził i objął prowadzenie 13-10, po którym wydawało się, że postawi po chwilę kropkę nad ‘i’. Nic bardziej mylnego. Dobra gra Speednetu sprawiła, że drużyna Piotra Peplińskiego nie była po chwili w stanie skończyć ataku i po kilku kontrach – Speednet objął prowadzenie 19-16 a następnie wygrał seta. Początek drugiego seta ponownie rozpoczął się lepiej dla Speednetu. Po jednej z zagrywek Łukasza Żurkowskiego, Speednet objął prowadzenie 9-5. Scenariusz w dalszej części seta to istne CTRL + C, CTRL + V. W skrócie – wyrównanie Merkurego, a nawet przewaga (17-15), po której końcówka należała do Speednetu i pierwsza przegrana Merkurego w obecnym sezonie – stała się faktem. Na początku ostatniego seta, można było odnieść wrażenie, że Speednet zgarnie komplet punktów (9-6). W dalszej części Merkury zdołał doprowadzić do wyrównania po 12, ale tym razem nie popełnił błędu, z dwóch pierwszych setów i tym razem to oni wygrali partię. Podsumowując środowy mecz – ta wygrana, Speednetowi się po prostu należała.

Volley Surprise – Zmieszani 1-2 (13-21; 21-19; 15-21)

Powiedzmy sobie szczerze – to nie miało prawa się udać. Pisaliśmy o tym kilkukrotnie, ale warto przypomnieć to raz jeszcze. Z uwagi na dalekie dojazdy ze Słupska, Volley Surprise gra po dwa spotkania jednego dnia. Jako, że w lidze do rozegrania jest 13 spotkań, to na jeden dzień meczowy – musiało przypaść jedno spotkanie. Tak się składa, że dla Volley Surprise, tym dniem była środa 12 października. Piszemy o tym teraz ponieważ z uwagi na okoliczności – Volley Surprise stawiło się na meczu w pięcioro graczy i już przed pierwszym gwizdkiem sędziego było wiadomo, że o ligowe punkty będzie im piekielnie trudno. Dodatkowo mierzyli się oni ze Zmieszanymi, którzy w obecnej edycji prezentują się naprawdę nieźle. Pierwszy set, wyglądał dokładnie tak jak to sobie wyobrażaliśmy. Zmieszani błyskawicznie objęli w tej partii prowadzenie 11-5 i do tego by wygrać partie – nie musieli się w zasadzie napocić. Druga odsłona to całkiem inna historia. Po początkowym prowadzeniu Zmieszanych (6-3), wydawało się, że gracze Edyty Woźny pójdą po chwili za ciosem. Niestety dla nich, Volley Surprise błyskawicznie odrobiło straty (7-7) i od tego momentu, aż do końca seta mieliśmy walkę ‘łeb w łeb’. W końcówce, punkt dla drużyny Volley Surprise na wagę wygranej seta dał Jordan Wiktorowicz. Ostatnia odsłona, która decydowała o wygranej w meczu to set bez większej historii. W partii tej, Zmieszani błyskawicznie objęli prowadzenie 6-1, które z czasem ewoluowało do stanu 18-8. Mimo, że w końcówce Volley Surprise zdołało odrobić kilka punktów to było sprawą oczywistą, że seta a co za tym idzie meczu – już nie wygrają.

Wolves Volley – DNV 3-0 (21-17; 21-17; 21-16)

O niezbyt udanym początku sezonu w drużynie Wolves Volley – napisaliśmy niemal wszystko. Z całą pewnością, taka a nie inna narracja, nie sprawiała, ze ‘Wilkom’ grało się lepiej. Szansę na rehabilitację, drużyna Mikołaja Stempina miała w środowy wieczór. Tak się składa, że rywalizowali oni z drużyną, z którą do tej pory – zawsze wygrywali za komplet punktów. W zapowiedzi przedmeczowej Redakcja zachowywała jednak umiarkowany optymizm w kontekście ‘Watahy’ i typowaliśmy podział punktów. Pierwszy set obfitował w sporo niedokładnych zagrań i nie sposób było wyzbyć się wrażenia, że partię tę wygra nie drużyna, która zdobędzie więcej punktów po własnych akcjach, tylko ta, która zyska je po błędach rywali. Sytuacja, którą opisujemy zaprowadziła nas do stanu 12-12. Wówczas po dwóch atakach Tymoteusza Kalicha, Wolves Volley objęło trzypunktowe prowadzenie 15-12, które utrzymało się już do końca. Podobną sytuację mogliśmy zaobserwować w drugiej odsłonie, która rozpoczęła się od prowadzenia Wilków (9-8). W drugiej części seta ‘Wilki’ podkręciły nieco tempo i podobnie jak w pierwszym secie – wygrali różnicą czterech punktów. Jeśli chodzi o ostatnią partię to całą zabawę ‘popsuł’ atakujący Wilków – Szymon Merski. Po dwóch asach serwisowych tego gracza, Wolves wyszli na prowadzenie 11-6 i stało się jasne, która z drużyn wygra seta. Ostatecznie, partia ta zakończyła się wygraną Wilków do 16 a całego meczu 3-0, co sprawiło z kolei, że Wolves dostali konkretnego doładowania w ligowej tabeli.

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.