MATCHDAY #17

Za nami emocjonująca – poniedziałkowa seria gier. W absolutnym hicie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, lepsza od CTO Volley okazała się drużyna Merkury, która wygrała spotkanie 2-1. Sporym zaskoczeniem była porażka drużyny ZCP Volley w meczu derbowym z Volley Gdańsk.

Speednet 2 – Info Distributions 0-3 (14-21; 13-21; 16-21)

‘Programiści’ przystępowali w poniedziałkowy wieczór do siódmego spotkania w sezonie. Mecz z Info Distributions był swego rodzaju zwieńczeniem gry z drużynami, które najprawdopodobniej pomiędzy sobą rozdzielą kwestie medali w sezonie Jesień’22. Tak się składa, że na półmetku obecnej edycji – Speednet rywalizował już z pierwszą, drugą, trzecią, czwartą oraz piątą siłą obecnego sezonu. To z kolei sprawia, że Speednet może patrzyć w przyszłość z optymizmem. Jeśli chodzi o spotkanie z Info Distributions to rozpoczęło się ono lepiej dla ‘Drukarzy’. Po ataku Marcina Czajkowskiego, Info objęło prowadzenie 10-5 i od tego momentu, aż do samego końca utrzymywali nad swoim rywalem bezpieczną przewagę. Początek drugiej odsłony sprawił, że mogliśmy sądzić, że będzie to w miarę wyrównana partia (8-7 dla Info). Niestety dla Speednetu, po chwili po dwa punkty dla swojej drużyny zdobyli Mateusz Osiecki oraz Jakub Wierzejski i ‘Drukarze’ wyszli na czteropunktowe prowadzenie 11-7. Dalsza część seta to połączenie dobrej gry Info Distributions ze sporą liczbą błędów własnych graczy w różowych strojach. Efekt? Prowadzenie ‘Drukarzy’ 19-11, po którym sytuacja stała się jasna. Ostatni set był wyrównany do stanu 10-10.  W dalszej części, po dwóch atakach z rzędu Piotra Przywieczerskiego, Speednet objął prowadzenie 14-12.  Niestety dla nich, po chwili kilka punktów dla Info Distributions zdobyli Marcin Czajkowski oraz najlepszy gracz tego spotkania – Mateusz Osiecki. Ostatecznie Info Distributions wygrało spotkanie za komplet punktów i pozostają jedyną niepokonaną drużyną w trzeciej lidze.

TGD – Tiger Team 2-1 (21-16; 21-17; 15-21)

Po pierwszej porażce w sezonie, której drużyna TGD doznała w ubiegłym tygodniu rozgrywek w meczu z AXIS, ‘Drogowcy’ przystąpili wczoraj do kolejnego – siódmego już spotkania w sezonie Jesień’22. Rywalem drużyny Macieja Kota była ekipa Tiger Team, która do rozpoczęcia meczu wygrała zaledwie dwa z sześciu rozegranych spotkań. Nie trzeba było być ekspertem, aby wskazać, która z drużyn będzie faworytem spotkania. Na przedmeczowej rozgrzewce w szeregach Tiger Team pojawił się jednak Mateusz Ciesielski, który przed sezonem był łączony z brązowym medalistą poprzedniego sezonu w pierwszej lidze – ZCP Volley Gdańsk. To z kolei sprawiło, że już tacy pewni co do kompletu punktów przez ‘Drogowców’, nie byliśmy. Mimo to, TGD nie miało w pierwszej odsłonie większych problemów z tym, by ograć swoich rywali. Pierwszy set rozpoczął się od wyrównanej gry obu drużyn (13-13). W dalszej części seta, ‘Tygrysy’ popełniły kilka błędów w ataku, co w konsekwencji dało trzypunktowe prowadzenie TGD (17-14), którego ‘Drogowcy’ już nie wypuścili. Druga odsłona, po ataku Artura Senka, rozpoczęła się od prowadzenia TGD (7-4). W środkowej części seta, na zagrywce bardzo dobrą prace dla Tigera wykonał Radosław Sadłowski i na tablicy wyników mieliśmy remis 12-12. Końcowy fragment seta to ponownie więcej jakości po stronie ‘Drogowców’, którzy wygrali seta do 17. Ostatnia odsłona to wyrównana walka do połowy seta (10-10). Po chwili, kilka błędów w ataku popełniła ekipa TGD i to Tiger Team objął kilkupunktowe prowadzenie (14-11). Od tego momentu, aż do samego końca Tiger Team nie pozwolił swoim rywalom na zniwelowanie straty i po raz piąty w obecnym sezonie przegrał – zdobywając przy tym punkt.

Dream Volley – MPS Volley 1-2 (21-14; 17-21; 15-21)

Powiedzmy sobie wprost. Dla Miłośników Piłki Siatkowej, miał być to miły wieczór, w którym gracze Jakuba Nowaka sięgną po komplet punktów i w dodatku, po chwili będą się delektować tym, że ich rywale w walce o grupie mistrzowską je pogubią. Cóż. Plan wyszedł tylko częściowo. O ile rywale MPS-u faktycznie pogubili w poniedziałkowy wieczór punkty, tak ‘Niebiescy’ nie dołożyli zbyt dużo od siebie. No bo powiedzmy sobie wprost. Nie dość, że w poniedziałkowy wieczór Dream Volley miał potężne problemy kadrowe to na dodatek, ekipa ‘Marzycieli’ przystępowała do spotkania po co tu dużo mówic – beznadziejnym meczu z Eko-Hurtem. Mimo to, zamiast trzech oczek w przypadku MPS, skończyło się na zaledwie dwóch. Po wyrównanym początku meczu, po którym na tablicy wyników było 8-8, po dwa punkty dla Dream Volley zdobyli Jacek Kalwas oraz dopisany przed meczem – Tomasz Piask. Dodatkowo, MPS miał we wspomnianym fragmencie potężne problemy ze skończeniem ataku, w efekcie czego Dream Volley odjechał swoim rywalom na…osiem punktów (16-8). W dalszej części seta było już 19-9 i stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię. To co warto podkreślić to fakt, że MPS w pierwszym secie raził wręcz nieskutecznością oddając swoim rywalom…11 punktów po błędach własnych. Miłośnicy Piłki Siatkowej, nieco więcej jakości zaprezentowali od drugiego seta. Nie jest rzecz jasna tak, że zaczęli oni grać jakąś mega siatkówkę, ale powiedzmy sobie szczerze – rywal nie postawił zbyt wysoko poprzeczki. Ostatecznie po błędach obu drużyn, zrodził się wynik 21-17 dla MPS. Ostatni set rozpoczął się od prowadzenia MPS-u (8-5). Wypracowana na początku partii zaliczka pozwoliła drużynie Jakuba Nowaka na kontrole gry i wygraną do 15.

Port Gdańsk – BL Volley 0-3 (17-21; 17-21; 16-21)

Patrząc czysto teoretycznie – mecz miał wszystko, by uznać go za jedno z najciekawszych trzecioligowych meczów w obecnym tygodniu rozgrywek. Po godzinie 20:00, na boisku numer dwa zmierzyły się bowiem ex-drugoligowiec z drużyną, która w poprzednim sezonie otarła się o podium w trzeciej lidze. Faworytem meczu w naszym przekonaniu pozostawała drużyna BL Volley, dla której poniedziałkowe starcie było szóstym meczem w sezonie. Dotychczas, mimo czterech zwycięstw nie znajdowaliśmy dużo powodów do optymizmu. Dotychczasowa dyspozycja ‘Tygrysów’ sprawiła, że przed meczem uznaliśmy, że ‘Portowców’ stać na jeden punkt w meczu. Początek rywalizacji to prowadzenie drużyny Bez Lipy (10-6).  W dalszej części seta, BL zdołało utrzymać przewagę (18-14) i po chwili, mogli cieszyć się z wygranej pierwszego seta. Druga odsłona, pomimo faktu, że końcowy wynik był taki sam – różniła się od pierwszego seta. Do pewnego momentu, obie drużyny toczyły wyrównany bój, który sprawił, że pod koniec seta mieliśmy remis po 15. W kulminacyjnym momencie, to BL pokazało więcej jakości i mogło cieszyć się z wygrania seta. Gdybyśmy mieli wskazać główne przyczyny porażki ‘Portowców’ w tej partii to nie sposób nie wspomnieć o problemach z wykończeniem akcji i nadprogramową liczbą błędów własnych. Ostatnia partia rozpoczęła się lepiej dla ekipy ‘z doków’, która na półmetku seta – prowadziła 9-6. Środkowy fragment to ponownie spora liczba błędów, które sprawiły, że to BL Volley wyszło po chwili na prowadzenie 13-11. Po tym jak dwoma atakami z rzędu popisał się Damian Chojnacki (17-13), stało się jasne, która z drużyn wygra tę partie. Ostatecznie BL Volley sięga po trzeci komplet punktów w sezonie Jesień’22.

Chilli Amigos – Craftvena 3-0 (21-16; 21-12; 21-16)

Kiedy w zapowiedzi przedmeczowej, oddawaliśmy swój to przyznamy bez bicia – zadrżała nam ręka. Z jednej strony, Chilli Amigos prezentuje w ostatnim czasie o wiele wyższą jakość niż ma to miejsce w przypadku ‘Rzemieślników’. Z drugiej strony, Craftvena w ostatnim czasie zdawała się rozkręcać. Dodatkowo, kapitan drużyny – Bartek Zakrzewski, mógł  w poniedziałkowy wieczór skorzystać z graczy, którzy w ostatnim spotkaniu z Info Distributions byli nieobecni. Początek rywalizacji rozpoczął się od sporej liczby błędów ‘Amigos’. Po kilku z nich oraz ataku kapitana Craftveny, gracze w czarnych trykotach, objęli prowadzenie 16-12 i byli na dobrej drodze do wygranej pierwszego seta. Po chwili punkty dla Amigos zdobyli Michał Czyżykowski oraz Maciej Wąsicki i po chwili mieliśmy remis po 16. Końcówka należała do Chilli i kto wie jak potoczyłyby się losy tej partii, gdyby nie problemy w przyjęciu, z którymi borykała się końcówce Craftvena. Drugi set rywalizacji był partią bez większej historii. Inaczej. Historia krótka i dobrze znana. Craftvena przez Chilli – została zlana. Wynik 21-12 dość dobrze obrazuje, że nie przesadzamy. Ostatni set to dobry start Chilli Amigos, które objęło prowadzenie 5-1. Z czasem, gra obu drużyn się wyrównała (11-10). Druga część rywalizacji należała jednak do ‘Papryczek’, które po chwili wygrały seta do 16. Dzięki zwycięstwu, przy jednoczesnej wpadce TGD, Chilli Amigos wskakuje na trzecie miejsce w ligowej tabeli.

CTO Volley – Speednet 2-1 (21-13; 18-21; 24-22)

Po serii dwóch meczów, w których CTO Volley straciło punkt, ‘Pomarańczowi’ próbowali wrócić na właściwe dla siebie tory i wygrać poniedziałkowe spotkania za komplet punktów. Zadania, które postawiła przed nimi Redakcja okazały się jednak niezwykle trudne. Tak się składa, że gracze z Malborka rywalizowali w poniedziałkowy wieczór z aspirującą do strefy medalowej – ekipą Speednetu, oraz trzykrotnymi mistrzami SL3 – ekipą Merkury. Na ‘pierwszy ogień’ poszedł Speednet. CTO Volley rozpoczęło mecz w wymarzony dla siebie sposób. Chwilę po pierwszym gwizdku sędzi prowadzącej zawody, gracze z Malborka prowadzili już 10-5. Od tego momentu, aż do samego końca tej partii utrzymywała się około pięciopunktowa przewaga drużyny CTO. Ostatecznie wynik pierwszego seta to 21-13, co mogło być rozczarowaniem dla kibiców, którzy spodziewali się nieco więcej emocji. Te wystąpiły wraz z rozpoczęciem drugiego seta. Od samego początku tej partii byliśmy świadkami wyrównanej partii, która zaprowadziła nas do stanu po 10. W dalszej części seta, po ataku Igora Kownackiego, to CTO zdawało się być bliżej kolejnego punktu w meczu (17-14). Mimo trzypunktowej straty, Speednet nie złożył broni i po kilku punktach Wojciecha Grzyba, doprowadził do stanu po 17. W decydującym momencie punkty dla Speednetu zdobyli Łukasz Żurawski oraz Piotr Wojtkiewicz i finalnie to Speednet wygrał tę partię doprowadzając do wyrównania. Ostatni set to walka ‘łeb w łeb’, której byliśmy świadkami od samego początku, aż do końca. Jako pierwsi piłkę setową mieli gracze Speednetu, którzy jednak wypuścili zwycięstwo z rąk. Trzeba podkreślić jednak, że CTO po raz kolejny w tym sezonie – było  w potężnych tarapatach.

Volley Gdańsk – ZCP Volley Gdańsk 3-0 (21-18; 21-19; 21-16)

Dla obu drużyn, było to trzecie bezpośrednie spotkanie w ramach rozgrywek Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. W naszym mniemaniu dość wyraźnym faworytem spotkania, pozostawała drużyna ZCP, która:

  1. Jest obecnym brązowym medalistą
  2. W sezonie Jesien’22 przegrała zaledwie raz (z aktualnym mistrzem SL3)
  3. Wygrywała poprzednie spotkania z Volleyem
  4. Przed meczem, znajdowała się na trzecim miejscu tabeli
  5. Rywalizowała z Volleyem, który znajdował się przed meczem na siódmym miejscu w tabeli
  6. Rywalizował z Volleyem, który wygrał zaledwie JEDNO z TRZYNASTU ostatnich spotkań (serio!)

Dobra, a teraz tak serio. Niby wiemy, że derby rządzą się swoimi prawami, ale do cholery. Czy ktoś spodziewał się, że Volley Gdańsk ogoli faworyzowanych Braci za komplet punktów? A jednak. Dodatkowo gracze Dariusza Kuny dokonali tego w naprawdę świetnym stylu. Trzykrotni mistrzowie SL3 popełniali na przestrzeni całego meczu bardzo małą liczbę błędów. Dodatkowo w tajnej recepturze na sukces – znajdował się również Piotr Ścięgosz, który zagrał jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze spotkanie w rozgrywkach SL3. Ostatecznie przyjmujący Volley Gdańsk zdobył w meczu 20! punktów. Oczywiście imponująca wygrana nie była zasługą jednego zawodnika. Kolejne świetne zawody rozegrali Daniel Koska czy Michał Pysz. Podsumowując i parafrazując klasyka – to zwycięstwo im się po prostu należało. Oj, chcielibyśmy zamontować kamerkę na czwartkowym treningu Volleya. Podskórnie przeczuwamy, że w szeregach ‘żółto-czarnej’ rodziny, o meczu będzie mówiło się jeszcze przez bardzo długi czas. A ZCP? Cóż, komfortowa wydawałoby się sytuacja ekipy Przemysława Wawera skomplikowała się po poniedziałkowej porażce.

CTO Volley – Merkury 1-2 (21-17; 18-21; 20-22)

Podsumowanie meczu CTO ze Speednetem, do którego doszło o godzinie 20:00, skończyliśmy tym, że drużyna CTO Volley w obecnym sezonie, kilkukrotnie wychodziła z opresji obronną ręką. Cóż, było jasne, że limit ten ma swoje granice i wiecznie nie będziemy przerabiali tego samego scenariusza. Piszemy o tym teraz, ponieważ w trakcie meczu z Merkurym również wydawało się, że CTO zdoła odebrać swoim rywalom zwycięstwo. Jest powiedzenie, które dość dobrze obrazuje całą sytuację. ‘Trafiła kosa na kamień’. Dla obu drużyn, poniedziałkowe starcie było trzecim bezpośrednim meczem w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Dotychczas to CTO Volley wygrywało dwukrotnie. Jako kontrargument, gracze Merkurego mogliby powiedzieć, że owszem – CTO wygrało bitwę, ale wojnę w postaci zwycięstwa w lidze –  wygrała drużyna Piotra Peplińskiego. Tak czy siak, trzykrotni mistrzowie SL3 byli zdeterminowani by wygrać poniedziałkowe starcie. Jakież musiało być ich rozczarowanie w pierwszym secie, który układał się po myśli graczy z Malborka. Po kilku atakach Igora Kownackiego oraz Adama Sobstyla, CTO zdołało wypracować sobie przewagę 16-12. Czteropunktowa zaliczka pozwoliła na to, by po chwili cieszyć się z wygranej seta. Druga odsłona rywalizacji rozpoczęła się od wysokiego prowadzenia Merkurego. Po dwóch atakach Mikołaja Rochny, na tablicy wyników było 10-4 dla Merkurego. Z czasem, CTO zaczęło gonić co udało im się dokonać po bloku Marka Zwierza, który dał drużynie CTO wyrównanie po 16. Mimo sporego przestoju i nieciekawego fragmentu Merkurego, po chwili to gracze Piotra Peplińskiego zdobyli kilka punktów i postawili kropkę nad ‘i’. O zwycięstwie w tym arcyciekawym spotkaniu, musiał zadecydować trzeci set. Przez większość seta to Merkury posiadał delikatną przewagę, która co rusz, była przerywana wynikiem remisowym. W końcówce meczu, bardzo duży wkład w zwycięstwie Merkurego miał środkowy Adam Miotk oraz atakujący – Damian Gil. Ostatecznie po punktach wspomnianego duetu, to Merkury cieszył się z wygranej w meczu.

Eko-Hurt – Beemka Volley 2-1 (16-21; 21-19; 21-16)

Po imponującym zwycięstwie z innym z beniaminków – drużyną Dream Volley, ‘Hurtownicy’ stanęli w poniedziałkowy wieczór przed kolejną szansą na zbliżenie się do grupy mistrzowskiej. To co ważne dla Eko-Hurtu w kontekście podziału na grupy – wydarzyło się na tym samym boisku godzinę wcześniej. Tak się bowiem składa, że MPS Volley dość nieoczekiwanie stracił punkt z Dream Volley, co z pewnością ucieszyło graczy Eko-Hurt. Co tu dużo mówić – drużynie ‘Hurtowników’ wystarczyło wygrać za komplet punktów a ich sytuacja stałaby się bardzo komfortowa. Czy coś mogło pójście nie tak? Ależ oczywiście, że tak. Już początek meczu pokazał, że dla Eko-Hurtu nie będzie to najłatwiejszy mecz w sezonie. Po chwili od pierwszego gwizdka sędziego – to BEemka objęła prowadzenie 8-3. W dalszej części seta, gracze Eko-Hurt starali się odrobić straty po przespanym początku. Stosunkowo blisko realizacji planu, było w momencie kiedy przewaga BEemki stopniała do jednego punktu (11-10). Po chwili, kilka bardzo ważnych punktów dla BEemki zdobył duet Michał&Mateusz Szymański, po którym BEemka wyszła na czteropunktowe prowadzenie (14-10) i po chwili wygrała seta. Druga odsłona to najbardziej wyrównana partia w meczu, w której a jakże – nie brakowało kontrowersji. Pierwsza połowa seta to czteropunktowe prowadzenie Eko-Hurtu, na które swoją drużynę, skutecznymi blokami wyprowadził Kacper Buczkowski (10-6). W końcówce gra się wyrównała i kiedy Eko-Hurt prowadził 19-18 doszło do małej chryi. Po ataku Igora Ciemachowskiego, ‘Hurtownicy’ sygnalizowali sędziemu, że jeden z graczy BEemki, który skakał do bloku dotknął piłki. Ostatecznie sędzia się niczego nie dopatrzył i na tablicy pojawił się remis po 19. W końcówce, dwa decydujące ciosy zadał jednak Eko-Hurt, który doprowadził do wyrównania po 1 w setach. Ostatnia odsłona nie przyniosła nam spektakularnych emocji. W partii tej, Eko-Hurt miał mniej więcej trzypunktowe prowadzenie, które utrzymał do samej końcówki, gdzie jeszcze powiększył przewagę. Ostatecznie wynik 2-1 dla ‘Hurtowników’ zdaje się być sprawiedliwym rezultatem.

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.