Podsumowanie
Ależ to był dziwny mecz. No bo co powiedzieć o spotkaniu, w którym w pierwszym secie TGD demoluje swojego rywala, by w kolejnym z nim przegrać? Zacznijmy od początku. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się od stanu…14-1 dla ‘Drogowców’. Absolutna siatkarska pornografia w wykonaniu Oliwy. Niewiarygodne, niebywałe. Jak można było zagrać taki piach. Rozpoczęło się od ogromnych problemów w przyjęciu piłki zagrywanej przez Maćka Kota. Nawet jeśli od czasu do czasu (na ogół rzadko), Oliwie udało się przyjąć piłkę, a rozgrywającemu dostarczyć ją na skrzydło to i tak nie rozwiązywało to problemów Oliwy. Albo atak w aut, albo w sieć, a najlepszym przypadku – skuteczna obrona TGD, po której następowała kontra. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się ogromnym mordobiciem. Co ciekawe, a mamy na to świadków – przed drugim setem powiedzieliśmy głośno, że w drugim secie, Oliwa pewnie wygra. Już na początku seta, Oliwa wyraźnie poprawiła niemal każdy element siatkarskiego rzemiosła. Jeśli chodzi o TGD – wręcz odwrotnie. Do wszystkich trybików, które wprawiały machinę w ruch, dostał się piach. W połowie seta, po skutecznym ataku Pawła Kubiaka, Oliwa prowadziła 13-7. Przyczyna takiego stanu rzeczy? Bardzo prosta – TGD pozazdrościło rywalom przyjęcia z pierwszej odsłony i postanowili te wzorce skopiować. Z czasem, ‘Drogowcy’ byli blisko odwrócenia losów seta (15-14), ale ostatnie słowo należało do teamu Dawida Karpińskiego (21-17). Ostatnia odsłona to ponowne problemy obu drużyn w przyjęciu, którego należałoby szukać albo na boisku obok, albo w salce na ulicy Orłowskiej. Pod koniec seta było po 17 i stało się jasne, że drużyna, która w kulminacyjnym momencie zdobędzie punkty – wygra mecz. Sztuka ta, po punktach Kamila Gadomskiego udała się graczom TGD, którzy inkasują dwa bardzo ważne oczka.
Ładowanie wyników...















