Podsumowanie
Siatkarska pornografia. Trudno innymi słowami opisać aktualną formę drużyny Mateusza Woźniaka. Chryste, ale to jest degrengolada. Jak można grać tak jak w poprzednim sezonie i po kilku miesiącach tak jak aktualnie? Tego nie da się wytłumaczyć. Tego nie da się zrozumieć. Tego nie da się oglądać, do cholery. Braki kadrowe? A kto ich nie ma? Przechodząc płynnie do spotkania, te rozpoczęło się od wyrównanej gry, po której uznaliśmy, że będzie to ciekawe widowisko (6-6). Cóż, już po chwili dobrze dysponowani ‘Programiści’ objęli prowadzenie 12-7, które z czasem urosło do stanu 17-10. Wówczas można było ‘Tuffików’ tłumaczyć. A to, że nie weszli dobrze w mecz, a to, że zaczęli nie po tej stronie, co by chcieli. A to, a sramto. Jak pokazał początek drugiego seta, dysproporcja pomiędzy obiema drużynami nie była przypadkiem. Po kilku punktach Mateusza Szturmowskiego, dla którego był to pierwszy mecz w sezonie, Speednet objął prowadzenie 10-5, które po chwili jeszcze powiększyli. Trzeba przyznać, że gracze Tufi nawet nie próbowali udawać, że próbują powstrzymać przeciwników. Spuszczone głowy, wzrok zwierząt prowadzących na ubój. Efekt? Wynik 21-12 dla Speednetu. Ostatnia odsłona to scenariusz, który w czwartkowy wieczór powtarzany był do znudzenia. Już w pierwszej części Speednet odskakiwał swoim rywalom i finalnie wysoko wygrał seta. Komplet punktów sprawia, że Speednet doskakuje do peletonu goniącego czołówkę i w bardzo dobrych nastrojach siadają do wielkanocnych stołów. A Tufi? Cóż, przemilczmy to.
Ładowanie wyników...













