21:00· 10 LIS, 2020
BOISKO #1
Podsumowanie
Volley Gdańsk przystępowało do spotkania z Omidą ze stratą nie sześciu, a zaledwie trzech oczek. Dodatkowo, w małych punktach tracili do Tufi już nie 35, a 20 oczek, co sprawiało, że drużyna miała prawo myśleć, że dokonają największego come-backu w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Jakby tego było mało, w pierwszym secie wyszli niezwykle zdeterminowani i pewni siebie, co sprawiło, że drużyna prezentowała się znacznie lepiej od Omidy. Nie wiemy, czy wpływ na taką dyspozycję Konrada Gawrewicza miała ogromna presja, ale w grze ‘Logistyków’ ewidentnie coś się nie kleiło. Jako tako, gra Omidy wyglądała do stanu 11-9. Od tej chwili Volley zdobyło dziesięć punktów przy zaledwie jednym punkcie zdobytym przez graczy Omidy. Wynik pierwszego seta to 21-10 dla Volley. Oznaczało to mniej więcej tyle, że drużynie do mistrzostwa brakuje dwóch wygranych setów, przy jednoczesnym ‘zadbaniu’ o małe punkty. Mimo, że drugiego seta Volley zaczął mocniej (3-1), to z minuty na minutę gracze Omidy przypomnieli sobie, że bądź co bądź, ale to oni przez większość sezonu byli niepokonaną drużyną. Bardzo istotne znaczenie dla przebiegu meczu miał przestój Volley. Drużyna prowadziła już 10-7, by po chwili na tablicy wyników pojawiło się 13-10 dla Omidy. W wypracowaniu tej przewagi pomogły rewelacyjne ataki Dmytro Moroziuka i zagrywka Łukasza Wiktorko. Trzy-czteropunktowa przewaga utrzymywała się do samego końca seta, którego Omida wygrała 21-18. Konsekwencje tego były takie, że Omida zapewniła sobie tym samym mistrzowski tytuł i jednocześnie sprawiła, że Volley Gdańsk po trzech sezonach dominacji musiał zadowolić się trzecim miejscem. Trzeci set dla układu tabeli nie miał już żadnego znaczenia. Partię tę wygrali gracze Volley Gdańsk do 15, lecz była to dla nich radość podobna do tej, kiedy pod choinką zamiast wymarzonego prezentu dostaliby skarpetki.
Ładowanie wyników...














