20:00· 4 CZE, 2020
BOISKO #1
Podsumowanie
Jeszcze nigdy droga z granicy Sopotu i Gdańska do Żukowa nie była tak długa. Kojarzycie ten moment, w którym jesteście na podwójnej randce i para znajomych zaczyna się ze sobą kłócić, po czym następuję krępująca cisza? Mimo, że kłótni w szeregach Epo nie dostrzegliśmy to jednak zakładamy, że cisza w drodze im towarzyszyła. Cóż, nie pomogliśmy chłopakom z Epo-Project przed meczem wskazując ich jako faworyta, bowiem na spotkanie wyszli spięci jak nastolatek przed pierwszym razem. W czwartkowy wieczór zobaczyliśmy zupełnie inną drużynę niż ta, którą oglądaliśmy w meczu z TSSem czy Volley Gdańsk. Początek meczu dobitnie pokazał, kto tu rządzi. Sądzimy, że po tym co wydarzyło się w pierwszych minutach meczu, gracze Epo do tej pory mają torsje, a na hasło ‘Wiktorko’ reagują tak, jak zadłużony alimenciarz na dzwonek komornika. To, co na zagrywce zrobił w czwartek Łukasz Wiktorko, było niewiarygodne. Dość powiedzieć, że początek meczu to wynik 9-1 dla Omida Team. Epo miało na początku potężne problemy z przyjęciem i jeszcze większe problemy z próbą powstrzymania atakującego Mateusza Szturmowskiego. Drugi set nie był już tak spektakularny. Po prostu – i tego wygrała drużyna lepsza. Trzecia odsłona potwierdza tylko to, o czym piszemy. Wygrała drużyna, tego dnia miała więcej siatkarskich argumentów. Nie wiemy dokładnie, na ile to kwestia doskonałej dyspozycji Omidy, a na ile kiepskiego dnia Epo-Project, ale różnica była na tyle widoczna, że raziła w oczy samego Steviego Wondera. Symbolem tego meczu był moment, w którym libero Omidy – Sebastian Miąsko przyjął nie najlepiej piłkę, która zmierzała na drugą stronę siatki. Swoim genialnym ruchem – rozgrywający Wojciech Bogusz zamarkował odbicie piłki, a ta spadła niedotknięta przez nikogo po drugiej stronie siatki i Sebastian mógł cieszyć się ze zdobytego punktu. Cóż, czwartkowy wieczór pokazuje, że Omida na pewno powalczy o najwyższe cele. Mecz z Epo wyszedł im doskonale.
Ładowanie wyników...












