Podsumowanie
Nie trzeba było się przesadnie interesować losami obu drużyn aby zrozumieć, że dla wielu zawodników na parkiecie był to mecz szczególny. Nie znamy kulisów rozstania każdego z zawodników z osobna, ale faktem jest, że w bardzo dużej części przypadków aktualne relacje moglibyśmy ocenić jako 'chłodne'. To oraz fakt, że z Sharksami sensacyjnie punkt straciła ekipa DSGSA sprawiało, że byliśmy pewni, że Kraken zrobi wszystko, by zachować koncentrację i w konsekwencji - wygra za komplet punktów. Początek spotkania to fragment, w którym zespół Jurija Charczuka dość nieporadnie próbował zbudować sobie przewagę (10-9). Mur zbudowany przez rywali zaczął kruszyć się dopiero w drugiej części seta i gdy po dwóch atakach z rzędu tablica wyników wskazywała 16-10, to każdy znał już epilog tej historii (21-14). Uwierzcie nam na słowo - widzieliśmy na żywo 99% spotkań w lidze i pewne schematy już znamy. Tym, o którym chcemy teraz powiedzieć to mecz, w którym absolutny underdog wyczekuje przez niemal całe spotkanie na swoją szansę i najczęściej ją otrzymuje. Jeśli przy okazji wykorzystuje - mówimy wówczas o niespodziance czy sensacji. Piszemy o tym teraz, bo taki moment nastąpił w drugim secie rywalizacji, w którym Rekiny przegrywały pod koniec zaledwie jednym punktem (19-18). Mimo to - zagrożony Kraken za sprawą skrzydłowych postawił po chwili kropkę nad 'i', wygrywając do 19. Trzeci set to już wyraźna przewaga wielkiego faworyta, który nie miał litości dla swoich rywali, rozbijając ich do 10.
Ładowanie wyników...















