Podsumowanie
Nie no - do pewnego momentu meczu, przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Ba, zastanawialiśmy się nawet czy nad drużyną DSGSA nie wisi przypadkiem jakaś klątwa. Ilekroć spotykają się bowiem z Sharksami - za każdym razem są ciężary. Tak samo było w pierwszym i drugim secie rywalizacji, a przecież w poniedziałkowy wieczór miało być zupełnie inaczej. Tak przekonywała chociażby Redakcja, która głosiła, że mięso z Rekinów jest już podane do stołu. Jak wyszło? Ano tak, że Sharksi, którzy mieli być absolutnym pewniakiem do spadku zaprezentowali się naprawdę bardzo dobrze. Ok - może trochę dziwić, że mimo tak wysokiej frekwencji, na parkiecie zobaczyliśmy zaledwie siedmiu graczy. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że ci dawali radę. Już w pierwszej części seta, wysunęli się na prowadzenie 10-6. Wówczas 'Bordowi' wierzyli jeszcze, że uda im się odwrócić losy rywalizacji. Choć z czasem doprowadzili do stanu po 12, to prawdziwym koszmarem okazała się dla nich zagrywka nowego gracza w rozgrywkach - Bohdana Mukha (16-13). Choć w końcówce team Michała Farona jeszcze próbował, to pierwszy punkt zasilił konta 'Rekinów'. Środkowa odsłona to partia, w której zdecydowany faworyt zdołał wypracować sobie solidną zaliczkę (14-10). Kiedy jednak 'Rekiny' zaczęły płynąć z prądem - zrobiło się nerwowo (15-15). Ostatecznie skończyło się dla DSGSA wyłącznie na strachu i udało im się doprowadzić do wyrównania w setach (21-18). Ostatni set partia bez większej historii. Set ten wyglądał tak, jak team DSGSA chciałby, aby wyglądał początek spotkania. Cóż - już na początku wielki faworyt traci bardzo cenny punkt, a przecież w obecnej kampanii miało być już inaczej.
Ładowanie wyników...














