Podsumowanie
Nie będziemy nikogo czarować. Nie dawaliśmy Oliwie Team najmniejszych szans na korzystny wynik. Na taki obraz złożyło się kilka rzeczy, ale w dużym skrócie uznaliśmy, że dysproporcja pomiędzy drużynami jest obecnie zbyt duża, żeby mogło być ciekawie. Cóż – punktów co prawda nie było, ale po raz pierwszy w obecnym sezonie, któraś z drużyn realnie postraszyła swoich rywali! Jakby tego było mało, Oliwa dokonała tego dwukrotnie. W pierwszym oraz drugim secie. Premierowa partia rozpoczęła się zgodnie z przedmeczowymi predykcjami. Po dwóch atakach z środka Arstioma Traskunou, ‘Żółwie’ objęły prowadzenie 10-5. Z czasem było już 17-12 i zanosiło się na kolejny mecz, w którym ‘nic się nie dzieje’. Końcowa faza seta to jednak dość nieoczekiwane przebudzenie Oliwy, która po serii dobrych zagrywek Pawła Jasnocha oraz Adama Wyrzykowskiego, doprowadziła do wyrównania po 19! W końcówce przyciśnięte do muru Czerepachy zdobyły finalnie dwa punkty, ale i to nie było zbyt łatwe. Należy bowiem podkreślić, że Oliwa prezentowała się wybornie w obronie i kilka mocnych ciosów rywali zdołała skontrować (21-19). Choć wynik drugiego seta na to nie do końca wskazuje to bliżej niespodzianki Oliwa była właśnie w środkowej partii. Na półmetku seta po kolejnych świetnych atakach Damiana Breszki, Oliwa prowadziła bowiem 15-12, a następnie 18-15. Kiedy wydawało się, że po chwili team Adama Wyrzykowskiego urwie rywalowi punkt, gracze Oliwy uderzyli a out, a nieco później zostali zablokowani, a to sprawiło z kolei, że ‘Żółwie’ doprowadzili do wyrównania. Resztę tej historii się zapewne domyślacie (21-19). Trzecia odsłona to zdecydowanie najnudniejsza partia w meczu, w której faworyt zagrał tak jak oczekują tego od nich kibice i wygrał pewnie do 13.
Ładowanie wyników...













