Za nami poniedziałkowa seria gier, po której najgłośniej jest o meczu, do którego nie doszło. Wszystko za sprawą pierwszego od kilku lat walkowera, do którego doszło w meczu CTO Volley - Old Boys. Zapraszamy na podsumowanie!
Feniks Gdańsk – Aqua Volley 2-1 (20-22; 21-13; 25-23)
W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy, że poniedziałkowe spotkanie może nie być łatwą przeprawą dla drużyny Łukasza Dubickiego. Po raz kolejny kryształowa kula Redakcji SL3 nie zawodzi. Już od początku meczu mogliśmy obserwować wyrównaną grę po obu stronach siatki, z podobną liczbą dobrych akcji oraz błędów. Feniks Gdańsk prezentował o wiele bardziej szarpaną grę niż w ostatnich spotkaniach. Brakowało im tej dynamiki, która w obecnym sezonie utrudniała życie niejednemu rywalowi. Popełniali przy tym sporo naprawdę głupich błędów. Nie jest to przepis na sukces, o czym boleśnie przekonali się już w pierwszym secie. W końcówce cały ciężar gry spoczął na dobrze dysponowanym tego dnia Łukaszu Dubickim. Niestety dla Feniksa, rywal szybko się połapał w sytuacji i zaczął w ciemno ustawiać dobry blok, przez co coraz trudniej było kapitanowi drużyny ratować tę tonącą łajbę. Finalnie, Aqua dopięła swego i wygrała na przewagi (22-20). Druga odsłona rozpoczęła się od istnego mordobicia. Podrażniony porażką Feniks niemiłosiernie okładał ogłuszonych jeszcze po wygranej partii zawodników Aqua. Przy stanie 7-0 udało im się otrząsnąć i zacząć punktować. Było już jednak nieco za późno. Tego, co zostało utracone, nie udało się już odzyskać i set zakończył się wynikiem 20-13. W trzeciej partii, mniej więcej do połowy mieliśmy wrażenie, że im dłużej trwa to spotkanie, tym Feniks prezentuje się coraz lepiej, a Aqua coraz słabiej. Ciężko wypracowana kilkupunktowa przewaga zaczęła jednak coraz szybciej topnieć i graczom Aqua Volley udało się doprowadzić do remisu (16-16). 'Czarni' zadrżeli, gdyż w pierwszym secie wyrównana walka nie skończyła się dla nich dobrze. Finalnie, udało im się uciec spod topora (25-23) i wygrać spotkanie, ale równie dobrze ten set mógł się zakończyć ich porażką.
Tiger Team – Flota TGD Team 0-3 (14-21; 17-21; 13-21)
W ostatnim czasie rozpływaliśmy się wręcz nad drużyną Tiger Team. Nie ma się co temu przesadnie dziwić. Zespół Marcina Kwidzińskiego zdążył wygrać w obecnej kampanii już cztery spotkania, a na rozkładzie drużyny byli tacy mocarze jak Wolves Volley, Kraken Team czy wreszcie ostatnio - Audiofon Karczemki. Wobec tego - nie przekreślaliśmy całkowicie szans graczy w czarnych trykotach. Uznaliśmy, że przeciwko kolejnej mocnej drużynie - Tiger Team sięgnie po jeden punkt. Już w pierwszym secie spotkania zarysowała się jednak przewaga Floty TGD Team, która wzięła sobie chyba do serca to, o czym pisaliśmy przed meczem - chcąc awansować - trzeba zacząć gonić, a wyniki 2-1 na pewno nie wystarczą. Po niezłym początku Tigera (10-8), środkowy fragment seta to wyraźna przewaga zespołu dowodzonego przez Mateusza Iwana (14-11). W dalszej części faworyt nie zwalniał tempa i finalnie wygrał tę partię do 14. W drugiej części meczu faworyt musiał się trochę pomęczyć. Nie bez znaczenia był tu fakt przykrej i bolesnej kontuzji Dariusza Karwowskiego. Kiedy jednak Flota TGD złapała wiatr w żagle - w dalszej części nie miała już problemu z udowodnieniem swojej wyższości, wygrywając do 17. W trzecim secie bezbarwne tego dnia 'Tygrysy' miały potężny problem z wykończeniem własnej akcji. Poza atakami Piotra Janowskiego, ataki graczy w czarnych strojach były na ogół podbijane, a po chwili - Flota TGD Team wyprowadzała skuteczne kontry, ogrywając rywala do 13 - brawo!
Wielki Speednet – Inter Marine Masters 0-3 (15-21; 23-25; 13-21)
Jeśli przed meczem, z którymś z dotychczasowych rywali 'Mastersi' mogli czuć pewien niepokój - byli to z pewnością gracze Wielkiego Speednetu. Hisotrycznie 'Mastersom' nie szło bowiem z 'Programistami' zbyt dobrze. Już przed meczem było wiadomo, że dla rywali jest to bardzo ważny mecz. Zgodnie z oczekiwaniami obie drużyny stawiły się na parkiecie 'na galowo' - w najsilniejszych składach. Początek spotkania ułożył się genialnie dla 'Mastersów', którzy wykorzystali początkowe problemy rywali w przyjęciu (7-2). W dalszej części seta Inter Marine trzymało swojego rywala na bezpieczny dystans i choć każda akcja była emocjonująca - to Wielki Speednet nie był w stanie odwrócić losów rywalizacji (21-15). Zdecydowanie więcej działo się w środkowej partii. Po asie serwisowym Jędrzeja Zielińskiego to Wielki Speednet objął na półmetku prowadzenie 10-7. Z czasem 'Mastersi' zaczęli odzyskiwać jednak kontrolę nad poczynaniami boiskowymi. Końcówka seta to kolejny zryw Speednetu, który zdołał doprowadzić do wyrównania po 20. Pod koniec seta doszło do wartej docenienia akcji fair-play. Walcząca o awans do elity drużyna Inter Marine Masters, a konkretnie Wiktor Chełmiński przyznał się do dotknięcia piłki w bloku, a punkt powędrował na konta graczy w różowych strojach. Postawa fair-play została po chwili wynagrodzona - po dwóch atakach byłego gracza Speednetu - Andrzeja Masiaka to 'Mastersi' zapewnili sobie wygraną w secie do 23. Ostatni set to już wyraźna przewaga drużyny Inter Marine Masters. Z boku wyglądało to tak, że w pewnym momencie Wielki Speednet zrozumiał, że wróci do domu na pustaka. Wówczas nie było już widać po nich tej determinacji, a ostatnie akcje meczu należały już do Inter Marine, których sytuacja w tabeli pod koniec października jest wręcz doskonała. Oj, pachnie awansem. Na polu boju jest jeszcze co najmniej kilku silnych graczy, a wszyscy pamiętamy, jak to się ostatnio dla Inter Marine zakończyło.
Kraken Team – Challengers 1-2 (15-21; 21-17; 12-21)
Challengersi się nie zatrzymują. Wczoraj wieczorem zespół Wojciecha Lewińskiego wygrał ósme spotkanie z rzędu w obecnym sezonie, a dziewiąte biorąc pod uwagę również końcówkę poprzedniego. Mimo to - co może być dla niektórych czytelników paradoksalne - Challengersi wczoraj odsunęli się od tytułu mistrzowskiego w trzeciej lidze. Co ciekawe - kiedyś już w podobnej sytuacji byli - w sezonie Wiosna'24, tyle tylko, że wówczas wygrali ligę. Dziś faworytem zdaje się być Kraken - ten nie traci punktów. A trzeba uczciwie przyznać, że po pierwszym secie rywalizacji nie mieliśmy poczucia, że mecz może zakończyć się podziałem punktów. Owszem - do półmetku seta Kraken Team radził sobie naprawdę nieźle (10-10). W drugiej części Challengersi wrzucili jednak wysokie obroty i po kilku punktach aktywnego Grzegorza Boguszewskiego, wysunęli się na prowadzenie 17-11, by po chwili cieszyć się z pierwszego punktu w meczu (21-15). Kto wie - być może tak gładka wygrana uśpiła nieco Challengersów, którzy rozpoczęli środkową partię nieco ospale. W połowie seta i skutecznych akcjach duetu Skwiercz - Kulpiński, gracze w granatowych strojach wysunęli się na prowadzenie 13-9. Pod koniec seta Kraken Team prowadził już 20-14, a kilka punktów w końcówce środkowego Mateusza Landsberga nic już nie zmieniły (21-17). Finałowa partia to już zdecydowana i niekwestionowana przewaga lidera trzeciej ligi. Po dwóch kiwkach rozgrywającego - Mateusza Skierkowskiego, Challengersi wysunęli się na prowadzenie 10-6. W dalszej części jeszcze bardziej podkręcili tempo i finalnie wygrali seta do 12, a cały mecz 2-1. Tak jak jednak zazanczyliśmy - ostatni gwizdek był równoznaczny z poczuciem ogromnego niedosytu.
Medi Volley – Inter Marine Masters 2 1-2 (22-24; 21-16; 17-21)
Mecz zaczął się od dość wyrównanej gry obu ekip, Inter Marine Masters nie prezentowało żadnej rewelacji. W przeciwieństwie do kapitalnej końcówki w wykonaniu Medi Volley, której 'żodyn się nie spodziewał'. Wyobraźcie sobie taki obrazek: seria błędów własnych Medi Volley w końcówce. Na tablicy wyników 20-17 dla 'Mastersów'. Rezerwowi obu ekip w blokach startowych z torbami na ramionach, gotowi do zmiany stron. Publika ziewa. Redakcja ostrzy pióro. Scenariusz wszystkim znany... I tu nagle, niespodziewanie, pierwszy błąd rywala. Biorą czas. Drugi błąd. Medi dokłada asa, mamy remis 20-20. Publika łapie się za głowy. Redakcja upuszcza pióro. Rezerwowi poszli z torbami. Scenariusz na wielki hit pisze się sam. Niestety dla Medi Volley nie udaje się tego zrywu przekuć w sukces i finalnie set pada łupem Inter Marine (24-22), którzy mieli więcej szczęścia niż rozumu, bo wyglądali w tej końcówce o wiele słabiej od rywala. I było to niejako zapowiedzią tego, co miało nadejść w kolejnej partii. Zawodnicy Jakuba Kupisza jeszcze nie skończyli pisać scenariusza na dobry dreszczowiec. Powoli, systematycznie, punkcik po punkciku budowali sobie przewagę w tym secie, który zakończył się dość zdecydowanym wynikiem 21-16. Naprawdę możemy pochwalić grę i postawę Medi Volley, którzy nie spuścili głów i dokończyli to, czego nie udało im się dokonać w pierwszej partii. W trzecim secie do stanu 15-15 również nie wiedzieliśmy, jak to wszystko się zakończy, bo obie ekipy biły się zacięcie o zwycięstwo w meczu. Niestety dla Medi Volley, tym razem opadli oni z sił, dzięki czemu 'Mastersi' nie mieli już większych problemów z dowiezieniem seta na swoją korzyść (21-17). Niemniej, ogromna pochwała należy się zawodnikom Medi Volley.
Old Boys – CTO Volley 3-0 (21-0; 21-0; 21-0)
Mecz został zweryfikowany jako walkower. Gracze CTO Volley nie stawili się w hali Ergo Arena.
AIP – Volley Gdańsk 2-1 (16-21; 21-17; 21-16)
Początek spotkania w wykonaniu zawodników Adriana Ossowskiego nie napawał optymizmem na jego dalszą część. Bardzo słabiutko zaczęli od serii błędów własnych. Później co prawda gra nieco się wyrównała. Coraz lepsze tempo akcji AiP oraz dobra gra blokiem i zagrywką zapewniły im kilkupunktową przewagę (10-6), jednak nie cieszyli się nią zbyt długo. Volley Gdańsk, po czasie wziętym przy wspomnianym stanie, ostro wziął się do roboty i po chwili mieliśmy już remis (11-11). Kluczowe wydawało się wzmocnienie przez nich zagrywki i konsekwentne celowanie w Adriana Białeckiego, który nie miał najlepszego dnia jeśli chodzi o przyjęcie. Momentalnie przełożyło się to na skuteczność akcji AiP, którzy też zaczęli popełniać coraz więcej błędów w ataku. Volley tymczasem, coraz pewniejszy siebie, coraz głośniejszy parł do przodu po kolejne punkty, dość zdecydowaną przewagą wygrywając pierwszą partię (21-16). W drugim secie z kolei, już po chwili na tablicy wyników mieliśmy 6-1 dla AiP. Całkowite odwrócenie sytuacji z końcówki poprzedniej odsłony. Mimo sporej przewagi (16-9), team w fioletowo-białych barwach nie wyglądał jakoś powalająco. To po prostu Volley przestał grać, a AiP grało to samo co wcześniej. Przy stanie 16-11 Paweł Huliński odpalił protokół 'pluton egzekucyjny' i, zdobywając trzy asy z rzędu, zmniejszył przewagę rywala do zaledwie dwóch oczek. Nie wystarczyło to jednak do zakończenia seta na swoją korzyść i finalnie padł on łupem AiP (21-17). Po tym, jak ledwo wyciągnęli poprzednią partię i dalej nie błyszczeli jeśli chodzi o element przyjęcia, zawodnicy Adriana Ossowskiego postawili wszystko na jedną kartę. Tą kartą, a w zasadzie Jokerem był Bartłomiej Więckiewicz, na którym spoczął praktycznie cały ciężar ataku. Na szczęście dla nich, ta decyzja okazała się słuszna i gracze Volley Gdańsk, mimo ogromnego doświadczenia, nie mogli go zatrzymać. Trzeci set zakończył się wygraną AiP 21-16 i w teorii zwycięzców się nie ocenia, ale przyznajemy wprost, że spodziewaliśmy się po nich więcej.
Bossman Team – Speednet 3-0 (21-16; 21-17; 21-18)
Cała nasza narracja z zapowiedzi posypała się kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Tego nie spodziewał się chyba nikt, ale okazało się, że sobie znanym sposobem - Bossman Team oraz Speednet zapewnili sobie w poniedziałkowy wieczór grę w grupie mistrzowskiej. Wszystko oczywiście za sprawą walkowera w meczu CTO Volley - Old Boys, o którym informowaliśmy późnym popołudniem na stronie oraz facebooku. W związku z tym - obie ekipy podchodziły do meczu bez większego bagażu emocjonalnego. Oczywiście w grze pozostawała walka o medale. Dodatkowo zgodnie z tym o czym pisaliśmy w zapowiedziach - wygrany za komplet punktów zbliżył się do lidera rozgrywek i wciąż ma realną szansę na medal z najcenniejszego kruszcu. Początek spotkania nie wskazywał jednak na to, że jedna z drużyn zdoła zgarnąć pełną pulę. Do stanu 16-16 oglądaliśmy bowiem bardzo wyrównane starcie. Końcowa faza seta to jednak kilka punktów powracającego do składu Szymona Zalewskiego, który zapewnił Bossmanowi pierwszy punkt w meczu (21-16). Mimo że wynik seta podobny, to w drugim secie rywalizacji oglądaliśmy zupełnie inny obraz gry. Bossman rozpoczął bowiem tę partię wyśmienicie i chwilę po pierwszym gwizdku sędziego, prowadzili już 9-3, a chwilę później 14-8. Z czasem team w błękitnych strojach zaczął się sporo mylić, co w połączeniu z coraz śmielszą grą Speednetu, sprawiło, że przewaga Bossmana stopniała do jednego oczka (15-14). Końcówka seta wyglądała jednak podobnie jak w premierowej partii - po punktach Szymona Zalewskiego oraz Adriana Zajkowskiego - Bossman zapewnił sobie drugi punkt w meczu (21-17). Ostatni set to bodajże największa szansa Speednetu na wygraną seta. Na półmetku gracze w różowych strojach prowadzili bowiem 10-7. Już po chwili - siedem punktów z rzędu zdobyli jednak gracze Bossmana, a to przekreśliło nadzieje 'Programistów' na korzystny wynik (21-18).
BEemka Volley – Merkury 1-2 (14-21; 21-18; 13-21)
Podobnie jak miało to miejsce w przypadku Speednetu oraz Bossmana - do późnego popołudnia BEemka Volley nie mogła być pewna tego, że zagra w grupie mistrzowskiej. Kiedy 'Zmotoryzowani' przyglądali się z boku pasjonującemu starciu pomiędzy Inter Marine Masters 2 a Medi Volley - wszystko było już jasne - skazywana na pożarcie przed sezonem BEemka znajdzie się wśród pięciu najlepszych drużyn sezonu Jesień'26 - mega pozytywne zaskoczenie - brawo! Nieco na fantazji, nieco na spontanie, nieco zamieszane w garze, ale przeciwko liderowi i drużynie, która wygrała wszystko co się w obecnym sezonie dało - BEemka wyszła bez jakiegokolwiek respektu. Po odważnym i zdecydowanym początku to właśnie oni wysunęli się na prowadzenie 6-2. Sytuacja błyskawicznie zaczęła się jednak obracać przeciwko nim. Już po chwili to konsekwentnie grający Merkury prowadził 12-7 i wygrał premierową odsłonę do 14. Wszystko wskazywało na to, że podobny przebieg będzie miała środkowa partia. Gracze Piotra Peplińskiego prowadzili bowiem już 8-5. Z czasem BEemka wskoczyła jednak na naprawdę niezły poziom i po punktach Macieja Rzepczyńskiego oraz grającego na prawym skrzydle - Michała Szymańskiego, wysunęli się na prowadzenie 17-14. Choć Merkury próbował jeszcze gonić to za sprawą Oskara Dziewita - któremu nie brakowało odrobiny szczęścia - BEemka doprowadziła do wyrównania w setach (21-18). Finałowa partia to już wyraźna przewaga faworyta, który po objęciu prowadzenia, zdołał zachować zimną krew, ogrywając rywala do 13.













Komentarze