W czwartkowy wieczór kolejny krok w kierunku pierwszej ligi wykonała drużyna Inter Marine Masters, która rozbiła za komplet punktów Team Spontan. Swoje pierwsze spotkanie w sezonie wygrała ponadto drużyna ME Sulmin Volley. Zapraszamy na podsumowanie!

VB Sulmin – Dream Volley 3-0 (21-18; 21-14; 21-15)

Kolejny dzień meczowy, kolejna porażka drużyny Dream Volley. Sytuacja drużyny Mateusza Dobrzyńskiego staje się do bólu przewidywalna. Z kim nie zestawilibyśmy drużyny w niebieskich trykotach, możemy być pewni, że ci przegrają i to na dodatek w stosunku 0-3. Wyjątki są jedynie potwierdzeniem reguły. W czwartkowy wieczór beniaminek drugiej ligi przystępował do starcia z rozpędzoną ekipą VB Sulmin z wielkimi nadziejami. Ba - udało im się nawet nieźle rozpocząć (7-7). Choć do stanu 15-15 Dream Volley trzymał jeszcze fason, to w końcowej fazie seta dobrze zaprezentował się środkowy rywali - Radosław Małecki, po którego atakach Sulmin zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (21-18). W drugim secie gracze Daniela Bąby nie czekali tak długo i zamiast tego - rzucili się na swojego rywala tuż po pierwszym gwizdku sędziego. Kiedy po ataku Marcela Zielińskiego tablica wyników wskazywała 10-5 dla Sulmina, wiedzieliśmy już, że nie spadnie im 'włos z głowy' (21-14). Ostatni rozdział czwartkowej rywalizacji to potwierdzenie, że zdecydowanie dojrzalszą ekipą jest dziś zespół VB Sulmin. Choć po półmetku seta gracze w czerwono-czarnych strojach prowadzili zaledwie jednym punktem (12-11), to po chwili ich siłowa, a przede wszystkim skuteczna siatkówka dała prowadzenie 16-11, a po chwili zapewniła trzeci punkt w meczu - brawo!

Medi Volley – ME Sulmin Volley 1-2 (19-21; 18-21; 21-18)

W ocenie naszej, ale również i społeczności Inter Marine SL3 kwestią czasu było to, że drużyna ME Sulmin Volley zdoła wreszcie wygrać mecz. Do spotkania z 'Medykami', zespół z Sulmina przystępował bowiem z koszmarną serią ośmiu porażek z rzędu w obecnym sezonie. Warto przy tym zauważyć, że w kilku spotkaniach zespół w czerwono-czarnych barwach prezentował się jednak naprawdę nieźle, co było dobrym prognostykiem przed wczorajszym starciem. Choć to zakończyło się zwycięstwem, to każdy kto oglądał choć fragment meczu, wie doskonale, że ME Sulmin musiał to zwycięstwo wyszarpać. To 'Medycy' rozpoczęli lepiej spotkanie. Po kilku atakach Jana Kalińskiego, zespół w fioletowo-białych strojach wysunął się na prowadzenie 13-9. W dalszej części seta, w grze 'Medyków' pojawiło się jednak sporo niedokładności, po której w końcówce na tablicy wyników mieliśmy remis po 19. Ostatecznie po punktach Kacpra Menczykowskiego oraz Szymona Lipińskiego - ME Sulmin przeciągnął zwycięstwo na swoją stronę, wygrywając do 19. Środkowa odsłona to kontynuacja obrazu gry, który oglądaliśmy w premierowej partii. Nie da się nie napisać, że po raz kolejny Medi Volley nie wykorzystało dużej szansy. Po bloku Aleksandra Dunajskiego to właśnie oni prowadzili 18-16, a mimo to - po raz drugi w meczu dali sobie wydrzeć zwycięstwo z rąk (18-21). Po chwili przekonaliśmy się, że zasada 'do trzech razy sztuka' ma swoje odzwierciedlenie w rozgrywkach Inter Marine SL3. Tym razem to zespół Medi Volley musiał odrabiać małą stratę 8-10, co finalnie im się udało, a team wygrał tę partię do 18. Prawdę mówiąc - podział punktów jest jak najbardziej sprawiedliwy. Uważamy bowiem, że wynik 3-0 nie odzwierciedlałby prawdziwego układu sił w czwartkowy wieczór.

Hapag-Lloyd – Feniks Gdańsk 0-3 (11-21; 13-21; 9-21)

O co historycznie najczęściej czepialiśmy się drużynę Feniks Gdańsk? Ano o to, że bardzo rzadko potrafili oni grać takie spotkania, jak miało to miejsce w czwartkowy wieczór. Precyzując - kiedy rywalizowali z teoretycznie dużo słabszymi rywalami - bardzo często zawodzili i w konsekwencji tracili łatwo punkty tam, gdzie w teorii nie powinno się to wydarzyć. Już na początku spotkania zarysowała się przewaga faworyta, który wykorzystał błędy rywala i po dobrej grze w ataku, wysunął się na prowadzenie 9-3. W dalszej części Hapag-Lloyd nie był w stanie wytrzymać takiego tempa i finalnie przegrał tę partię do 11. W środkowej partii - podobnie zresztą jak w całym meczu nie było ani jednego momentu zaczepienia, dla drużyny Hapag-Lloyd. Owszem - ze stanu 9-2, zdołali się oni podnieść do wyniku 12-8, ale nie oznacza to, że gracze w pomarańczowych trykotach mogli poszukać tu swoich szans na sensację (21-13). Finałowa partia nie zmieniała oblicza spotkania. Dalej to Feniks Gdańsk był stroną dominującą i nie miał najmniejszych problemów z ograniem rywala - tym razem do 9. Poza bardzo cennymi punktami w czwartkowy wieczór - Feniks może się również cieszyć z faktu, że w ostatnim czasie punkty gubiła niemal cała czołówka czwartej ligi. To oznacza z kolei, że drużyna Łukasza Dubickiego wciąż pozostaje w grze o podium rozgrywek.

Old Boys – BEemka Volley 0-3 (20-22; 17-21; 15-21)

Po bardzo dobrym początku sezonu, sytuacja BEemki Volley w kontekście czołowej piątki ligi zaczęła się z czasem mocno komplikować. Po dwóch porażkach z rzędu wydawało się nawet, że BEemka będzie pierwszą drużyną, która wypadnie za burtę. Jak okazało się jednak w czwartkowy wieczór - pomoc przyszła z mało oczekiwanego kierunku. Okazało się, że koło ratunkowe przekazała im drużyna, która potrzebowała tego jeszcze bardziej. Ależ imponująca i rycerska postawa Old Boys. Kto wie, czy ten świetny gest nie był gwoździem do pierwszoligowej trumny dla beniaminka. Rany - Old Boysi obudzili się dziś pewnie z poczuciem ogromnego niedosytu. Znów mieli swoje szanse, ale znów po prostu zawiedli. Na półmetku premierowej partii prowadzili bowiem 10-6 i wówczas wydawało się, że to oni sięgną po pierwszy punkt w meczu. Z czasem BEemka zaczęła jednak świetnie zagrywać, co z perspektywy całego meczu było kluczem do zwycięstwa i największą zmorą Old Boysów, którzy dali sobie w ten sposób ustrzelić dwucyfrową liczbę punktów. Takie rzeczy w pierwszej lidze po prostu nie przechodzą. Kończąc jednak pierwszego seta - wygrała go BEemka, choć aby to zrobić, musieli się solidnie napocić (22-20). Niewykorzystana druga szansa przez Old Boysów nastąpiła bardzo szybko. W środkowej partii zespół z Pruszcza Gdańskiego prowadził bowiem 15-13, ale i tym razem - dali się wyprzedzić swoim rywalom na ostatnim wirażu (21-17). W trzecim secie prowadzili, ale tylko na początku (6-4). Im dłużej trwała ta partia, tym bardziej zarysowywała się przewaga BEemki, która wygrała finalnie do 15, a cały mecz 3-0 robiąc przy okazji milowy krok w kierunku najlepszej piątki ligi. Jest to chyba oczywiste, więc sami nie powiemy, w którym kierunku milowy krok zrobiła ekipa Old Boys. Wie to każdy.

Flota Active Team – Energa Trefl Gdańsk 1-2 (25-23; 17-21; 10-21)

W ostatnim czasie zaczęliśmy się zastanawiać, czy za kilka tygodni nie będziemy musieli przepraszać za swoje słowa. Po tym, jak prezentowała się na początku obecnego sezonu drużyna Flota Active Team, uznaliśmy, że poznaliśmy właśnie pierwszą drużynę, która pożegna się z rozgrywkami w drugiej lidze. Flota grała słabo, Flota przegrywała, Flota nie dawała nadziei na lepsze jutro. Niemal każdy z elementów wyliczanki się w ostatnim czasie zmienił. Flota gra już wyraźnie lepiej i dziś naprawdę nie mamy przekonania, czy to właśnie oni spadną. To, co się jednak jak do tej pory nie zmieniło, to fakt, że Flota wciąż czeka na premierowe zwycięstwo w sezonie. Do tego było wczoraj wieczorem bardzo blisko. Pierwszy punkt Flota zdobyła już w pierwszym secie rywalizacji, w którym wskoczyła na niespotykany w obecnym sezonie poziom, czym z pewnością zaskoczyła najmłodszą drużynę w lidze. Warto podkreślić tu, że mimo wyniku 16-18, Flota zdołała po chwili zdobyć punkt na wagę zwycięstwa w secie (22-20). Choć drużyny zmieniały już strony, do bloku przyznał się jednak środkowy Floty, a gra została po chwili wznowiona. To, co nie udało się w pierwszym tempie - Flota dopięła swego po chwili, wygrywając 25-23 - brawo! Ten wieczór z dobrego mógł się jednak zamienić w rewelacyjny, w wymarzony, w kapitalny. Na półmetku środkowej partii zespół Karoliny Kirszensztein prowadził bowiem 11-5. Z czasem ich przewaga zaczęła topnieć (12-9), a po chwili po punktach Kacpra Niełacnego, Trefl doprowadził do wyrównania po 15. Kiedy młoda drużyna poczuła krew - poszła po chwili za ciosem wygrywając tę partię do 17. Jak Flota skończyła środkowego seta, tak zaczęła tego ostatniego - od sporej liczby błędów. Tuż po nich 'gdańskie lwy' objęły prowadzenie 10-3 i wówczas stało się już jasne, która z drużyn wygra (21-10).

DP Placki – VB Inter-Grahen Sulmin 2-1 (18-21; 21-17; 21-13)

Wczorajsze spotkanie i szerzej - cały sezon pokazują jak wybitne sezony zaliczyły historycznie drużyny, które wywalczyły sobie awans bez straty choćby seta. Przyznamy szczerze, że przed obecną kampanią wydawało nam się, że taką drużyną będzie właśnie ekipa Damiana Pawlika - DP Placki. Już na samym początku sezonu team stracił sensacyjnie punkt z Aquą Volley i ich marzenia o 39 punktach w sezonie prysły. Piszemy o tym, ponieważ wczoraj wieczorem faworyzowany zespół zgubił swój drugi punkt w sezonie - tym razem z VB Inter-Grahen Sulmin. To właśnie przyjezdni lepiej rozpoczęli spotkanie i po blokach Michała Tredera oraz Piotra Ossa wysunęli się na prowadzenie 7-4. Już po chwili wszystko zdawało się wracać do normy - po dobrej grze w ataku Wiktora Pawlaka, Placki objęli prowadzenie 9-8. Kolejne akcje to jednak wyraźnie lepszy fragment zespołu występującego w delegacji, który po asie serwisowym kapitana - Rafała Szopieraja objął prowadzenie 18-13. Choć Placki starali się jeszcze odwrócić losy seta - głównie za sprawą debiutującego w lidze Igora Pawlaka, to zespół występujący w delegacji nie dał już sobie zrobić krzywdy (21-18). Środkową odsłonę zapamiętamy głównie z imponującego come-backu, który w odróżnieniu od meczu Audiofon Karczemki - Tiger Team nie zakończył się happy-endem goniącej drużyny. Podobnie jak we wspomnianym meczu, tu również faworyt prowadził 19-11 i podobnie jak wówczas się zaciął. Ostatecznie choć z problemami, to Placki zdołali wygrać tę partię do 17. W finałowej partii sił drużynie z Sulmina wystarczyło tylko do stanu po 11. W dalszej części seta w ich grze coś się ewidentnie posypało i w konsekwencji - po decydujący punkt w meczu sięgnęła drużyna Damiana Pawlika.

Volley Gdańsk – Bossman Team 1-2 (19-21; 11-21; 21-14)

Było to bardzo ważne spotkanie w kontekście podziału na grupy mistrzowską oraz spadkową. Po kilku porażkach, Volley Gdańsk znalazł się 'na musiku' i czwartkowe starcie było ich ostatnią szansą na zakwalifikowanie się do czołowej piątki ligi. Stawiane przed 'żółto-czarnymi' zadanie nie było bynajmniej zbyt proste. Ich rywalem była bowiem ekipa Bossmana, która regularnie od kilku sezonów plasuje się w czołowej piątce ligi. Wobec tego - początek rywalizacji nie mógł nikogo przesadnie dziwić. Po bardzo dobrej grze faworyt wysunął się na prowadzenie 13-6. Kiedy wydawało się, że w secie nie może się wydarzyć już nic ciekawego, do głosu coraz śmielej zaczęli dochodzić gracze w żółto-czarnych barwach, którzy pod koniec seta doprowadzili do wyrównania po 17. Końcówka to jednak popis one man show czwartkowego starcia - Kuby Klimika (21-19). W środkowej partii wspomniany gracz zdobył dla swojej drużyny nie osiem punktów jak w pierwszym secie, a sześć, co i tak nie przeszkodziło Bossmanowi w zdemolowaniu rywala do 11. W finałowej partii z dobrej strony pokazali się wreszcie gracze Volleya, którzy rozpoczęli seta od prowadzenia...13-4. Uzyskana zaliczka była zbyt duża, aby dało się ją roztrwonić. Ostatecznie nie niepokojona drużyna Volleya wygrała seta do 11 i choć nie zagra w grupie mistrzowskiej, to jednak był to kolejny krok w kierunku utrzymania w elicie.

Team Spontan – Inter Marine Masters 0-3 (12-21; 16-21; 14-21)

Nikt nie spodziewał się cudów, no i cudów nie było. Już w poprzednim magazynie Inter Marine SL3 mówiliśmy o tym, że sytuacja Spontana w ligowej tabeli robi się coraz bardziej nieciekawa. Dodatkowo zwracaliśmy uwagę na to, że w kolejnym tygodniu 'Spontaniczni' rozegrają dwa arcytrudne pojedynki. Z Solver Szach-Mat oraz Inter Marine Masters. Już wówczas uznaliśmy, że zespół Piotra Raczyńskiego po dwóch kolejnych meczach, będzie miał na koncie dokładnie tyle samo punktów. Cóż - nasze predykcję się sprawdziły, a na sześć możliwych punktów - Spontan zdobył...zero. Nie sposób tu nie zwrócić uwagi na to, że na bardzo ważny mecz z 'Mastersami', zespół Piotra Raczyńskiego miał problem z zebraniem składu, co nie pozwoliło im z kolei na walkę o choćby jeden punkt. Już chwilę po półmetku premierowej partii, 'Mastersi' wysunęli się na prowadzenie 13-9 i w konsekwencji nie mieli problemu ze zdobyciem pierwszego punktu w meczu (21-21). W drugiej części meczu przecieraliśmy oczy ze zdumienia. W połowie seta to 'Spontaniczni' objęli prowadzenie 10-6. Z czasem 'Mastersi' podkręcili jednak tempo i błyskawicznie sami objęli prowadzenie 16-14, co po chwili dało im drugi punkt (21-16). Finałowa partia to potwierdzenie dominacji 'Mastersów', którzy wygrali seta do 14, a cały mecz 3-0. To co jest jednak ważne, to doskonała wręcz sytuacja w ligowej tabeli, w której nie sposób nie mówić już o awansie do elity - brawo!

Speedway AWKS – Siatkersi 2-1 (21-18; 22-24; 21-14)

To co z całą pewnością pokazał nam obecny tydzień rozgrywek, to to, że czwarta liga nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Do pewnego momentu wydawało się bowiem, że Speedway AWKS nie będzie miał problemu z tym, by wywalczyć sobie awans do wyższej ligi. Choć zespół Mateusza Bojke wygrał dwa kolejne mecze, to widać jednak gołym okiem, że poprzeczka wisi na coraz wyższym poziomie. To, która z drużyn wygra premierową odsłonę okazało się dopiero w samej końcówce. Po bardzo wyrównanej partii, w której oba zespoły wychodziły i traciły prowadzenie - mieliśmy remis po 17. O tym, że to AWKS wygra premierową partię zadecydował błąd jednego z Siatkersów oraz dobra dyspozycja skrzydłowych w żółto-czarnych barwach (21-18). Środkowa partia to roller coaster sportowych emocji. Choć w drugiej części seta Siatkersi wysunęli się na prowadzenie 16-11, to gracze AWKS nie zamierzali odpuszczać, doprowadzając do wyrównania po 19. W końcówce team Mateusza Bojke stanął nawet przed szansą na zapewnienie sobie wygranej meczu (21-20), ale końcowa faza seta należała już do graczy w białych strojach, którzy po dwóch punktach Kuby Miszczuka, zapewnili sobie wyrównanie stanu rywalizacji (24-22). O zwycięstwie w spotkaniu musiał zadecydować trzeci set i była to już partia, w której przewaga Speedway AWKS nie została ani na chwilę zakwestionowana. Ex-trzecioligowiec szybko objął prowadzenie 10-4 i w konsekwencji wygrał seta do 14, a cały mecz 2-1.