W środowy wieczór po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazał się Merkury, który po wygranej z wiceliderem zdaje się być już na bardzo dobrej drodze w kierunku szóstego mistrzostwa. Świetnie zaprezentowali się również gracze Tiger Team, którzy dokonali spektakularnego come-backu i w konsekwencji ograli faworyzowaną ekipę Audiofonu Karczemki. Zapraszamy na podsumowanie!
Tiger Team – Audiofon Karczemki 2-1 (21-18; 18-21; 23-21)
EL PARTIDAZO. Ależ to było dobre widowisko. Zacznijmy od początku - zdecydowanym faworytem starcia była drużyna Audiofonu Karczemki, która plasuje się w samej czołówce ligowej tabeli. Uznaliśmy, że team, który ma realną szansę na awans i wygrał wszystkie spotkania w sezonie nie będzie miał problemu z ograniem beniaminka - niezależnie od tego, że ten prezentuje w obecnej kampanii niezłą formę. Już premierowa partia pokazała jednak, że może być zupełnie inaczej. Wspomniany beniaminek radził sobie bardzo dobrze w bloku i w grze z kontry z czym faworyzowana drużyna nie mogła sobie kompletnie poradzić (15-11). W dalszej części Audiofon odrobił co prawda straty (16-16), ale końcówka seta należała już do graczy w czarnych trykotach (21-18). Środkowa partia to przebudzenie drużyny z Karczemek, która bardzo dobrze weszła w seta (9-5) i swoją przewagę kontynuowała aż do samego końca (21-18). Owszem - w secie były momenty, w których Tiger miał swoje 'pięć minut', ale koniec końców - zagrożenie za każdym razem było niwelowane przez faworyzowaną drużynę. Trzeci set to coś, czego naprawdę nie oglądamy w lidze zbyt często. Ba - nie mamy pewności czy w tych 4 tysiącach spotkań, które widzieliśmy na żywo, zliczylibyśmy z 10 równie imponujących come-backów. Pod koniec seta Audiofon prowadził bowiem 19-11 i kompletnie nic nie wskazywało na to, że w meczu dojdzie do szalonego 'twistu'. Już po chwili zespół z Karczemek miał jednak szalone problemy ze skończeniem akcji. Albo bili w aut, albo piłki podbijali rywale, którzy na domiar złego wyprowadzali skuteczne kontry. Później była już klasyka - obsranko graczy w biało-czerwonych strojach i przepis na nieszczęście gotowy. Niewiarygodne. Zastanawiamy się o czym przesądzi ten stracony set na koniec sezonu i czy nie będzie to przypadkiem decydujący set w kontekście podium rozgrywek. A Tiger Team? Rany - ależ ta wygrana dała im zastrzyk pozytywnych emocji. Ten sezon to zwieńczenie kapitalnej pracy, którą wykonała drużyna. Nie tak dawno byli oni wyszydzani przez Redakcję, która nie miała litości. A dziś? KOTY. Przyjemnie się to ogląda.
Aqua Volley – Speedway AWKS 1-2 (21-12; 19-21; 18-21)
To miała być wyłącznie przystawka przed dalszą częścią sezonu, w której Speedway AWKS miał powalczyć o mistrzostwo czwartej ligi i pewny awans na trzecioligowe parkiety. Jak do tej pory zespół Mateusza Bojke w sezonie Jesień'26 radził sobie wybornie, wygrał sześć spotkań, a na osiemnaście możliwych do zdobycia punktów, sięgnął po siedemnaście. Wczoraj wieczorem 'żółto-czarni' rywalizowali co prawda z drużyną, która wygrała dwa poprzednie mecze, ale co do zasady - nie mówimy tu o czołówce ligi. Wobec tego - słowo honoru - nie spodziewaliśmy się większych kłopotów Speedway AWKS. Każdy, kto oglądał jednak mecz, wie doskonale, że dla ex-trzecioligowca była to prawdziwa droga przez mękę. Horror, który zakończył się co prawda happy-endem, ale było o to niezwykle trudno. Aqua Volley niezwykle odważną i ofensywną grą zaskoczyła swoich rywali już na początku pojedynku. O ile do pewnego etapu Speedway trzymał fason, to sytuacja zmieniła się po dwóch blokach Oskara Lipińskiego (11-8). W dalszej części Aqua Volley podkręciła jeszcze tempo, wskoczyła na naprawdę wysoki poziom i w konsekwencji rozbiła swojego rywala do 12. WOW! W środkowej odsłonie faworyt prezentował się już o niebo lepiej, a po ataku najlepszego gracza w obecnym sezonie - Mateusza Plińskiego wysunęli się na prowadzenie 14-10. Choć w dalszej części po skutecznej grze, Aqua doprowadziła do wyrównania po 18, a nawet objęli prowadzenie (19-18), to na ostatnim wirażu, Speedway AWKS zdołał wyprzedzić swoich rywali, doprowadzając do wyrównania w setach (21-19). Ostatnia partia wyglądała niemal identycznie jak środkowy set i można ją podzielić na trzy akty: pierwszy - w którym Speedway wysunął się na prowadzeni (10-7). Drugi w którym Aqua odrobiła i sama stanęła przed szansą (18-17). Trzeci, w którym będąca w opresji drużyna Speedway AWKS zdołała uciec spod topora, zapewniając sobie siódme zwycięstwo w sezonie. Tak jak jednak zaznaczyliśmy - było to zwycięstwo zrodzone w bólach.
MiszMasz – Sharks 3-0 (21-16; 21-19; 21-16)
Cudu nie było. Nie ma co oczekiwać, że drużyna, która przegrała jedenaście spotkań z rzędu znajdzie nagle sposób na to, by w swoim dwunastym meczu jak gdyby nigdy nic wygrać. Nie oznacza to bynajmniej, że dla drużyny MiszMasz był to spacerek. W meczu nie brakowało bowiem momentów, w których zespół Mateusza Berbeki musiał się trochę pomęczyć. Lepiej w spotkanie, co nie było zaskoczeniem weszli gracze MiszMasz, którzy po skutecznym bloku najlepszego gracza meczu - Andrzeja Lubańskiego objęli prowadzenie 10-7. Choć z czasem Sharksi zniwelowali stratę do jednego oczka, to w dalszej części seta przewaga MiszMaszu była niekwestionowana. Warto zaznaczyć tu jednak, że po obu stronach siatki nie brakowało sporej liczby błędów i niedokładności (21-16). Problemy, o których wspomnieliśmy na początku podsumowania dały o sobie znać najbardziej w środkowej partii. Choć MiszMasz na półmetku seta prowadził 13-10, to później wyglądało to tak, jakby team koniecznie chciał zadbać o emocje swoich sympatyków. Po bardzo brzydkim fragmencie gry w wykonaniu MiszMaszu - dość niespodziewanie to Sharksi wysunęli się w samej końcówce na prowadzenie 19-18. Ostatecznie po dwóch błędach 'Rekinów’ w końcówce - MiszMasz zagwarantował sobie wygraną do 19. Jak to mówią - niesmak jednak pozostał. W trzecim secie MiszMasz nie miał już większych problemów z ograniem rywala do 16. Trudno krytykować nam drużynę, która wygrała za komplet punktów i dziś jest na bardzo wysokim miejscu względem poprzednich edycji. Nie było to jednak wybitne spotkanie drużyny Mateusza Berbeki. Nie było nawet dobre. Cóż - o tym za kilka dni mało kto będzie jednak pamiętał.
Hydra Volleyball Team – GKS Żukowo Bekoni 1-2 (21-15; 19-21; 16-21)
Po serii słabych występów, GKS Żukowo Bekoni przystępowali do środowego starcia z ogromnymi nadziejami na przełamanie. Nie, nie dlatego, żeby włączyć się do walki o podium rozgrywek - ten pociąg już dawno odjechał. Chodziło raczej o sferę mentalną, bo gdyby Bekoni przegrali wczorajsze spotkanie, to sądzimy, że w drużynie zrobiłoby się już bardzo nieprzyjemnie. Stawiane przed faworytem zadanie nie było bynajmniej zbyt proste do realizacji. W ostatnim czasie Hydra Volleyball Team na drugoligowych parkietach radziła sobie naprawdę nieźle, co nie umknęło uwadze typerów, którzy w większości postawili jednak na zespół Sławomira Kudyby. Już w pierwszej części premierowej partii, 'Bestia' zdołała zaskoczyć swoich rywali i po kilku bardzo udanych akcjach Dawida Plichtowicza, wysunęła się na prowadzenie 10-6. W dalszej części 'Bestia' nie zwalniała tempa i dzięki dobrej grze w obronie i z kontry powiększyli swoją przewagę do stanu 16-9, co było jednoznaczne z tym, że to Hydra sięgnęła po chwili po pierwszy punkt w meczu (21-15). Jedyna stała w GKS Żukowo Bekoni w ostatnim czasie to... zmienna. Wobec nieobecności Marka Dębskiego, drużyna z Żukowa dokonała przed drugim setem kolejnej korekty na pozycjach, co przyniosło efekt. Chwilę po półmetku seta gracze z Żukowa objęli prowadzenie 13-9. Choć z czasem 'Bestia' doprowadziła do wyrównania po 19, to ostatnie słowo należało już do dwukrotnych Mistrzów Inter Marine SL3, którzy po ataku Marka Józefowskiego zapewnili sobie pierwszy punkt w meczu (21-19). Finałowa partia to już dość wyraźna przewaga drużyny Pawła Dawczaka. Dobrze na prawym skrzydle radził sobie wspomniany kapitan drużyny Bekoni, który w finałowej partii zdobył dla swojej drużyny aż sześć punktów. Ostatecznie set zakończył się zwycięstwem 'Bekoni' do 16, co choć na chwilę poprawia nastroje brązowych medalistów poprzedniego sezonu.
Speednet – Fux Pępowo 3-0 (21-13; 21-16; 25-23)
W naszej ocenie mówimy już o kryzysie. Moglibyśmy podać dwadzieścia przykładów na poparcie naszej tezy, ale posłużymy się tym, który jest najbliższy. Wiecie ile Fux miał w całej poprzedniej kampanii punktów? 16. Dokładnie tyle samo miała ekipa Speednetu, z którym Fux notabene raz wygrał, a raz przegrał. Zmierzamy do tego, że w poprzedniej kampanii obie drużyny prezentowały zbliżony poziom sportowy. Dziś obie ekipy dzieli przepaść, co miało zresztą odzwierciedlenie w wyniku spotkań. Ok - Speednet gra dziś zauważalnie lepiej niż poprzednio, ale to niczego nie zmienia. W czasie gdy inni się rozwinęli (jak Speednet), Fux albo stał w miejscu, albo się cofał. Pierwszy set rywalizacji zapowiadał całkiem niezłe widowisko. Po chwili mieliśmy bowiem remis po 8. W drugiej części seta 'Programiści' napisali taki skrypt, którego rywale totalnie nie zrozumieli i Speednet w pełni zasłużenie wygrał tę partię do 13. W drugim secie niewiele się zmieniło. Nadal to 'Programiści' byli stroną absolutnie dominującą (10-5). Niemoc 'Koniczynek' biła wręcz po oczach i to, że finalnie przegrali tę partię do 16 nie może nikogo dziwić. Swoją szansę na minimalnie pozytywny aspekt mieli w trzeciej odsłonie. W połowie seta na tablicy wyników był bowiem remis po 13. Choć Speednet kilkukrotnie odskakiwał od tego momentu swoim rywalom, Fux niemal za każdym razem doskakiwał. Nie udało im się tego zrobić dopiero w końcówce, gdzie po ataku Marcina Radziewicza i błędzie jednego z graczy z Pępowa - Speednet cieszył się z trzeciego punktu w meczu i...trzeciego miejsca w ligowej tabeli - brawo!
DHP Oliwa – Wielki Speednet 1-2 (19-21; 21-19; 16-21)
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. To jak w ligowej tabeli radzi sobie obecnie pięć ostatnich drużyn w drugiej lidze budzi pomstę do nieba. Choć sumarycznie drużyny wzięły udział już w 37 spotkaniach, to zdołały wygrać...zaledwie jeden mecz. Nie sądziliśmy, aby miało się to zmienić w środowy wieczór. Już w zapowiedzi zwracaliśmy jednak uwagę na to, że wśród 20 ostatnich spotkań w lidze - Wielki Speednet tylko dwa razy zdołał wygrać za komplet punktów. Mając to na uwadze - uznaliśmy, że 'Oliwiaków' będzie stać na jeden punkcik. Takim scenariuszem pachniało już w premierowej odsłonie, w której po kilku punktach bardzo aktywnego Artura Kuleszy, objęli prowadzenie 11-8. Po chwili drużyna z najstarszej dzielnicy Gdańska zaczęła się jednak mylić, a na tablicy wyników mieliśmy remis po 16. Jakby tego było mało - DHP Oliwa położyła całkowicie końcówkę seta i w konsekwencji - z premierowej partii cieszyli się gracze Marka Ogonowskiego. To, co nie udało się graczom w białych trykotach w premierowej partii, udało im się w środkowej odsłonie. Tym razem to oni musieli jednak gonić niekorzystny wynik. W drugiej części seta Wielki Speednet prowadził bowiem 15-12, ale tym razem to oni zaczęli popełniać błędy. Warto przy tym podkreślić, że Oliwie dopisało również szczęście jak wtedy, gdy punkt w asekuracji zdobył libero - Adrian Marcinkiewicz. Ostatecznie po punktach Artura Kuleszy oraz Kamila Krasińskiego, DHP Oliwa zapewniła sobie trzeci punkt w sezonie Jesień'26 (21-19). W ostatnim secie Wielki Speednet zdołał odskoczyć swoim rywalom mniej więcej na półmetku i w konsekwencji zapewnić sobie drugi punkt w meczu. Jakby złych wiadomości było dla Oliwy zbyt mało - kontuzji stawu skokowego nabawił się wspomniany wcześniej Adrian Marcinkiewicz (21-16).
Only Spikes – Siatkersi 1-2 (15-21; 21-16; 17-21)
Po zawstydzającej porażce z Aqua Volley, zespół Siatkersów przystępował do meczu z Only Spikes z ogromnymi nadziejami na przełamanie. Potencjalna porażka niosła za sobą spore zagrożenie i w naszej ocenie - gdyby takowej doznali, trudno byłoby im się już w obecnej kampanii podnieść. Początek spotkania ułożył się dla Siatkersów kapitalnie. Zanim się obejrzeliśmy, zespół w białych trykotach po kilku punktach Krzysztofa Lewandowskiego prowadził już 8-2. Siatkersi nie byliby jednak sobą, gdyby nie uznali, że świetnym pomysłem będzie dać dojść rywalom do głosu. Po kilku skutecznych atakach Patryka Łabędzia przewaga faworyta stopniała do zaledwie jednego punku (15-14). Ostatecznie choć śmierdziało już stratą punktów, skończyło się dla Siatkersów wyłącznie na strachu (21-15). To, co nie udało się drużynie Only Spikes w premierowej odsłonie - udało się w środkowej partii. Choć zespół w żółtych strojach rozpoczął dość nieciekawie (5-8), to wraz z każdą kolejną akcją - czuli się coraz lepiej. Prawdziwy popis drużyny oglądaliśmy w środkowej części seta, kiedy ze stanu 8-8, ekipa Only Spikes odskoczyła rywalom do stanu 16-10, co po chwili przełożyło się na ich wygraną do 16. To oznaczało z kolei, że o zwycięstwie w meczu zadecyduje dopiero trzecia odsłona. Nie da się opisać trzeciego seta nie pisząc o tym, jak ogromnej szansy nie wykorzystali gracze Patryka Łabędzia. Przez bardzo długi czas wydawało się, że to właśnie im sprzyja karta. To oni wysunęli się na początku na prowadzenie 7-4. To oni byli przez większość seta tuż przed rywalem. To jednak ich błędy w absolutnie kluczowych momentach seta sprawiły, że Siatkersi byli utrzymywani przy życiu, a w decydującym fragmencie - zapewniły im zwycięstwo w secie do 17, co dało im finalnie dwa punkty w meczu.
AIP – Merkury 1-2 (12-21; 21-19; 17-21)
Choć nie wszyscy zdążyli się zorientować, to przed meczem napisaliśmy, że zespół AiP ma w obecnym sezonie bilans pięciu zwycięstw oraz trzech porażek. Po kilkunastu minutach naprawiliśmy swój błąd, ale prawdę mówiąc - czuliśmy, że jest to zmiana na zaledwie kilka godzin. W naszej ocenie Merkury jest bowiem aktualnie w takim gazie, że trudno dziś wyobrazić sobie scenariusz, kto mógłby ich powstrzymać w drodze po szóste zwycięstwo w rozgrywkach Inter Marine SL3. Po wczorajszym meczu mają już cztery punkty przewagi nad wiceliderem, a na dodatek - o jeden mecz do rozegrania więcej. Przenosząc to na piłkę nożną, Merkury już dawno minął bramkarza, a do pustej bramki ma zaledwie kilka metrów. Niby można się pomylić. Niby można przestrzelić, ale wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Bo trzeba przy tym zauważyć, że 'Planetarni' są w obecnym sezonie niezwykle regularni. To nie jest sezon, w którym ich forma falowała, a świetne mecze były przeplatane tymi słabszymi. W obecnej kampanii zespół po prostu poniżej pewnego pułapu nie schodzi. Potrafi również zdemolować swojego rywala, tak jak miało to miejsce w pierwszym secie rywalizacji (21-12). Zdecydowanie lepiej zespół AiP zaprezentował się w drugim secie rywalizacji i trzeba przyznać, że w obecnym sezonie - jeszcze nikt nie sprawił takich problemów graczom w granatowych trykotach (15-10 -> 21-19). W ostatnim secie Merkury błyskawicznie objął prowadzenie 13-4 i w dalszej części - mimo odrobienia sporej liczby punktów przez rywali nie dali już sobie zrobić krzywdy wygrywając do 17.
ZB INSTALGROUP – DSGSA 1-2 (15-21; 17-21; 21-16)
To już oficjalne - DSGSA nigdy już nie wygra za komplet punktów. Najbardziej hejtowana drużyna w sezonie Jesień'26 nie zawiodła i tym razem, dostarczając nam kolejnych świeżych materiałów do tego, by się nad nimi pastwić. Choć przed meczem Redakcja postawiła na to, że DSSGA sięgnie po komplet punktów, to na hali skumaliśmy się, że to się nie wydarzy. Były znaki - np. te na skarpetach środkowego DSGSA - Dominika 'Proroka' Trzeciaka. Na skarpetach był bowiem napis...DRAMAT. Cóż - trudno się nie zgodzić. Okazuje się bowiem, że DSGSA w wyniku 3-0 nie jest w stanie pomóc ani Prorok, ani Święty, ani ściągnięty na mecz Faraon. Tu już nic pomoże. A trzeba zaznaczyć, że zapowiadało się z perspektywy 'Bordowych' naprawdę nieźle. Team z Elbląga wygrał bowiem bez większych problemów pierwszą oraz drugą partię odpowiednio do 15 oraz 17. Z czasem Redakcja uznała - sorry za porównanie - podobnie jak ofiara przemocy, że DSGSA się przecież zmieniło. Że obiecało poprawę. Że już nigdy tak nie postąpi. ŻEM NIE WIEM CO UCZYNIŁ. No, kiedy było już słodko, DSGSA ponownie zgotowało nam łomot. Sobie zresztą też, bo wstyd goi się dłużej niż siniaki. No dobra - a ZB INSTALGROUP? Sądzimy, że ten wynik zespół powinien odebrać jako coś pozytywnego. Kroczek po kroczku, a drużyna Tomasza Bobcowa zbliża się do swojego targetu na obecny sezon, który powinien zapewnić im utrzymanie w trzeciej lidze.













Komentarze