W poniedziałkowy wieczór milowy krok w kierunku grupy mistrzowskiej wykonała drużyna CTO Volley, która ograła Volleya Gdańsk oraz MPS Volley. W drugiej lidze świetną serię kontynuują z kolei gracze Solver Szach-Mat, którzy są już bardzo blisko powrotu do elity. Zapraszamy na podsumowanie!
Volley Gdańsk – CTO Volley 1-2 (18-21; 19-21; 21-16)
Poniedziałkowy wieczór był dniem ostatniej szansy dla CTO na to, by przedłużyć swoje szansę na grupę mistrzowską. Aby tak się jednak stało, zespół w pomarańczowych barwach musiał uporać się z Volleyem oraz MPS-em Volley, co łatwym zadaniem przecież nie było. Pierwszy z sześciu setów, który zagrali wczoraj wieczorem gracze CTO rozpoczął się dla faworyta kapitalnie i po kilku punktach Adama Sobstyla, wysunęli się oni na prowadzenie 13-7. Wzięty wówczas timeout przez Volley Gdańsk czas zdziałał cuda. Już po chwili 'żółto-czarni' podkręcili tempo i w konsekwencji doprowadzili do wyrównania po 17. W końcówce seta CTO Volley się jednak przebudziło i w konsekwencji obyło się wyłącznie na strachu (21-18). W drugą partię 'żółto-czarni' weszli zdecydowanie lepiej niż w premierową odsłonę. Mimo to gracze CTO Volley objęli na półmetku seta prowadzenie 11-8. Volley Gdańsk nie zamierzał jednak odpuszczać i podobnie jak miało to miejsce w premierowej odsłonie - doprowadzili z czasem do stanu 17-17. Podobnie jak chwilę wcześniej i tym razem to gracze CTO wyglądali w końcówce lepiej (21-19). Początek finałowej partii wskazywał na to, że 'Pomarańczowi' idą po pełną pulę (7-5). Z czasem świetnie na zagrywce pokazał się jednak Maciej Feliks, który w naszej ocenie - zmienił oblicze spotkania (10-7). Choć w dalszej części graczom CTO udało się jeszcze wyrównać (11-11), to w dalszej części 'żółto-czarni' prezentowali się bardzo dobrze i w pełni zasłużenie sięgnęli po wygraną ostatniego seta (21-16).
Craftvena – Wolves Volley 0-3 (12-21; 18-21; 12-21)
My to się może nie znamy, ale chyba 'NIE o to chodzi' hm? Wydaje nam się, że wbrew temu co powtarzacie, to wcale nie siedzicie im w głowach. Prawda jest dziś taka, że po w miarę obiecującym okresie w sezonie, Craftvena zaczyna prezentować się niepokojąco słabo. Ok, team może się dziś tłumaczyć, że wczoraj musieli radzić sobie bez rozgrywającego, którego kontuzja wyeliminowała na chwilę przed rozpoczęciem meczu. Z drugiej strony my tego totalnie nie kupujemy. Tak się składa, że 'Wataha' też miała w poniedziałek problemy kadrowe, a mimo to - zmiotła z planszy swoich rywali. Wcześniej gdy takie problemy kadrowe mieli, to po prostu przegrywali, a to pokazuje też, jak dziś Craftvena wypada na tle innych ekip walczących o utrzymanie. Już na początku spotkania zarysowała się przewaga 'Wilków', których wycie wystraszyło 'Rzemieślników' (12-6). W dalszej części seta 'Wataha' nie zwalniała i w konsekwencji ograła rywala do 12. O ile Craftvenie w meczu absolutnie nie szło, to nie można im odmówić tego, że nie mieli oni swojej jednej poważnej szansy. W środkowej partii zespół Bartosza Zakrzewskiego prezentował się naprawdę nieźle i tuż przed półmetkiem seta prowadzili 8-6. Z czasem wprowadzone korekty na pozycjach przestały dawać jednak efekt świeżości, którym 'Rzemieślnicy' byli przez chwilę w stanie zaskoczyć swoich rywali (16-18). Choć Craftvena starała się jeszcze przeciągnąć seta na swoją stronę, to finalnie z drugiego punktu w meczu cieszyła się po chwili ekipa 'Wilków' (21-18). Finałowa partia to niemal kopia tego, co oglądaliśmy na początku spotkania. Precyzując - to była gigantyczna przewaga 'Wilków', którzy wygrali partię do 12, a cały mecz 3-0 - brawo!
TKKF Flota – Inter Marine Masters 2 1-2 (21-14; 16-21; 17-21)
To koniec marzeń Inter Marine Masters o bezpośrednim awansie do trzeciej ligi. Niewiarygodne, że to zdanie napisaliśmy już na tym etapie sezonu. Ok, może się wydarzyć jeszcze jakiś cud, na siedzibę DP Placków czy Speedway AWKS może spaść przecież jakiś meteor, ale powiedzmy to sobie wprost - to się po prostu nie wydarzy. Tuż po półmetku rozgrywek, zespół w biało-niebieskich barwach traci do czołowej trójki odpowiednio: siedem, sześć i cztery punkty. To co jednak gorsze z ich perspektywy to fakt, że Inter Marine jest dziś drużyną, która ma potężny problem z wygrywaniem za komplet punktów i nie ma tu znaczenia czy rywalizują z 8, 11 czy 13 drużyną w lidze. W obecnej kampanii 'Mastersi' wygrali sześć z siedmiu spotkań, ale każdy, kto oglądał te mecze wie, że styl gry pozostawiał tu wiele do życzenia. Straty punktów z Aqua Volley, ME Sulmin Volley czy sorry - TKKF Flotą to wyniki, po których rozmowa o awansie jest absolutnym nietaktem. A TKKF Flota? Wczorajszy wynik jest nieco paradoksalny. W naszej ocenie więcej powodów do optymizmu ma bowiem drużyna, która przegrała, a nie ta, która wygrała. Inne oczekiwania. Inne cele. Inne doświadczenie. Inny - wydawało by się do wczoraj siatkarski świat. A zapowiadało się zupełnie inaczej. To 'Mastersi' rozpoczęli od prowadzenia 8-4. Z czasem świetną zagrywką popisał się Jakub Obuchowski, a TKKF Flota wysunęła się na prowadzenie 15-10, którego nie wypuściła już do końca (21-14). W drugim i trzecim secie rywalizacji faworyci stanęli już na wysokości zadania, ale umówmy się - to z ich perspektywy nie miało już wielkiego znaczenia. Swoje już w poniedziałkowy wieczór zrobili.
Medi Volley – Aqua Volley 0-3 (15-21; 8-21; 16-21)
Świeżo upieczony zespół tygodnia – Aqua Volley – stanął w poniedziałkowy wieczór przed ogromną szansą na drugie zwycięstwo z rzędu. Ich rywalem była bowiem ekipa Medi Volley, która po obiecującym początku sezonu, wpadła w spory kryzys i ma widoczny problem ze zdobywaniem punktów. Początek spotkania to wyrównana gra, po której mieliśmy remis 6-6. Z czasem zaczęła zarysowywać się jednak przewaga drużyny Mateusza Drężka. Po kilku atakach bardzo dobrze dysponowanego Macieja Łyszczarza, zespół w biało-niebieskich strojach wysunął się na prowadzenie 14-9. Z czasem 'Medycy' podjęli jeszcze próbę i w konsekwencji zniwelowali stratę do dwóch punktów (14-16). Ostatnie słowo należało jednak do faworyta meczu, który wygrał tę partię do 15. To było jednak nic, w porównaniu do przewagi Aqua Volley w drugim secie. Nawiązując do nazwy drużyny - team Mateusza Drężka dosłownie zalał swoich rywalami kolejnymi skutecznymi atakami. Jakby tego było mało - 'Medycy' nie dość, że nie przeszkadzali, to pomagali swoim rywalom jak mogli. W pewnym momencie w ich obozie zrobiło się dość nerwowo, na co bezpośredni wpływ miało odmienne zdanie zawodników dotyczącego ustawienia. To rzecz jasna nie pomagało, a Aqua zdemolowała rywala wygrywając z nim...do ośmiu. W trzecim secie gra obu drużyn się już nieco bardziej wyrównała. Nie oznacza to bynajmniej, że zespół Medi Volley był w stanie zaskoczyć swojego rywala. Powiedzmy to sobie wprost - był to pojedynek drużyn, które są obecnie na zupełnie innym poziomie zaawansowania. Kulturą gry Aqua Volley, która nie osiąga przecież super wyników w lidze po prostu bije dziś rywala na głowę. Przed Medi Volley jeszcze długa droga. Zobaczymy czy nie zabraknie im determinacji.
MPS Volley – CTO Volley 0-3 (18-21; 17-21; 17-21)
Do spotkania z Miłośnikami Piłki Siatkowej, zespół CTO Volley przystępował ze sporym niedosytem. Chwilę wcześniej nie udało im się bowiem ograć za komplet punktów ekipy Volleya Gdańsk, a to oznaczało z kolei, że aby CTO przedłużyło swoje szanse na grupę mistrzowską, muszą ograć MPS i to najlepiej za komplet punktów. Choć spotkanie nie grzało już nikogo jak te, sprzed kilku miesięcy, to jednak podtekstów nie brakowało. W były hit Inter Marine SL3 lepiej weszli gracze CTO, którzy po ataku najlepszego gracza spotkania - Grzegorza Dymińskiego, objęli prowadzenie 10-6. Już pierwszy mecz CTO w poniedziałkowy wieczór pokazał jednak, że to żadna gwarancja, a gracze w pomarańczowych strojach lubią zadbać o emocję swoich sympatyków. Z czasem po kilku błędach MPS doprowadził do wyrównania po 18, ale podobnie jak miało to miejsce w poprzednim spotkaniu - końcówka należała do CTO (21-18). W środkowej partii wyrównaną grę oglądaliśmy tylko do połowy seta (11-11). Z czasem grająca na totalnym luzie ekipa CTO udowodniła swoją wyższość i zdołała wysunąć się na prowadzenie 17-13, co po chwili przełożyło się na drugi punkt w meczu. Finałowa partia pokazała, to co widzieliśmy w dwóch pierwszych odsłonach. Tego dnia, MPS nie miał ze swoim rywalem szans. Już na półmetku seta gracze w pomarańczowych strojach wypracowali sobie kilkupunktową zaliczkę (10-6) i bez większego problemu sięgnęli po trzeci punkt, który w sposób diametralny odmienił ich szansę na grupę mistrzowską. Jak to szło? Prawdziwą drużynę poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna?
Złomowiec Gdańsk – Bayer Gdańsk 0-3 (8-21; 13-21; 17-21)
My już nawet nie mamy wątpliwości. Dziś zestawiając ze sobą Złomowca z takim trzecioligowym mocarzem jak Bayer Gdańsk nie mamy już wątpliwości, że spotkanie wygrają ci drudzy, a jakby tego było mało - zgarną przy tym komplet punktów. Szerzej sytuację z zagrożonej spadkiem strefy opisaliśmy przy okazji meczu Team Spontan - Solver Szach-Mat. Gracze Złomowca mogą się zapoznać, bo dziś są w gronie 5 drużyn, które powalczą o dwa miejsca zapewniające bezpieczne utrzymanie. Prezentując się jednak tak, jak w meczu z 'Aptekarzami' może być o to bardzo trudno. W poniedziałkowy wieczór zespół w miedzianych strojach po raz kolejny miał problemy kadrowe, a to już chyba w przypadku Złomków norma. Choć na początku premierowego seta ich gra wyglądała całkiem obiecująco (4-4), to im dalej w las - tym było zdecydowanie gorzej. Ostatecznie 'Aptekarze' stłukli ich do 8. Dysproporcja pomiędzy drużynami była nieco mniejsza w środkowej partii, która i tak rozpoczęła się od wysokiego prowadzenia faworyta (9-3). Wraz z biegiem seta było jasne, że Złomowiec nie powalczy o wygraną, ale o to, by uciułać jak największą liczbę punktów. Ostatecznie udało im się uzbierać 13 oczek. Po kiepskim początku finałowej partii, Złomowiec jakimś cudem zdołał doprowadzić z czasem do stanu po 17. W końcówce po bardzo dobrej zagrywce środkowego - Piotra Stapurewicza to Bayer Gdańsk cieszył się jednak z wygranej seta. Mecz dobitnie pokazał jaka dziś jest różnica pomiędzy dwiema drużynami. Podczas gdy jedni walczą o awans - drudzy walczą o utrzymanie.
Team Spontan – Solver Szach-Mat 0-3 (12-21; 11-21; 17-21)
Absolutnie bezprecedensowa sytuacja. Pięć drużyn z dołu ligowej tabeli rozegrało jak do tej pory po siedem, a w przypadku Złomowca osiem spotkań. Sumarycznie mówimy tu o 36 (!!!!) spotkaniach, w których wszystkie ekipy wygrały łącznie...jedno. Oczywiście nie w sposób normalny, a tylko i wyłącznie dlatego, że doszło do bezpośredniego pojedynku pomiędzy dwiema drużynami z równie beznadziejną sytuacją. Totalna katastrofa. Piszemy o tym teraz dlatego, że w grupie drużyn, o których piszemy znajduje się również Team Spontan, a warto przy tym zauważyć, że akurat początek sezonu mieli oni obiecujący. Dalsze mecze to jednak słabiutkie granie, które zapowiadają kłopoty 'Spontanicznych'. Wczoraj wieczorem zgodnie z tym, o czym mówiliśmy w ostatnim magazynie, zespół Piotra Raczyńskiego był zaledwie tłem dla rozpędzonych rywali, którym...chyba służy boisko numer trzy. Już przed meczem skumaliśmy się, że obie drużyny to grają raczej w inną grę. Okazało się bowiem, że na planszy do szachów, gracze Team Spontan zaczęli układać pionki i figury tak, jakby mecz miał toczyć się w warcaby. Na grę nieco bardziej zaawansowaną - w szachy byli po prostu zbyt cieńcy. Oni po prostu nie wiedzieli co się dzieje. Już w pierwszej części premierowej partii, faworyzowany rywal wysunął się na prowadzenie 15-7, a następnie nie miał problemu z ograniem Spontana do 12. Jeszcze większa demolka nastąpiła w środkowej odsłonie, którą lider drugiej ligi wygrał do 11. Ostatni set to partia, po której Team Spontan może spojrzeć w lustro. Na półmetku remisował bowiem z rywalem po 10. To jak wiemy jednak pocieszenie jak te, gdy laska wybiera twojego najlepszego kumpla, a nie ciebie. Niby nadal możesz się z nią spotykać, ale chyba jednak nie tego oczekiwałeś. Końcowa faza seta to już przewaga 'Szachistów', którzy podkręcili tempo i zapewnili sobie trzeci punkt w meczu - brawo!
Flota TGD Team – Kraken Team 2-1 (21-14; 18-21; 21-12)
Sami nie wiemy, jak podejść do aktualnych wyników Floty TGD Team. Niby wygrywają, ale trudno nie wspomnieć o ogromnym niedosycie. Zastanawiamy się z czego to wynika. Nasza diagnoza jest taka, że Flota TGD Team nigdy wcześniej nie znalazła się w sytuacji, w której realnie walczyła o podium rozgrywek, a co za tym idzie - awans do wyższej ligi. Wobec tego mogą mieć poczucie, że wystarczy wygrywać, nawet w stosunku 2-1. To oczywiście bzdura, co jasno pokazuje ligowa tabela. Chwilę po półmetku sezonu, Flota traci do miejsca bezpośredniego awansu już sześć oczek. Cóż - na nasze - nie do odrobienia. Chyba czas skupić się na trzecim miejscu, do którego Flota traci dwa oczka, ale ma o jedno spotkanie więcej - będzie mega trudno. Uważamy, że Flota ma czego żałować, bo wczorajsze spotkanie było na spokojnie do wygrania za pełną pulę. Wyrównany w pierwszym secie był, ale tylko początek. Chwilę po półmetku seta Flota TGD Team wskoczyła na wysoki pułap i po zagrywce Tadeusza Jakubczyka wysunęła się na prowadzenie 16-10, a po chwili zapewniła sobie pierwszy punkt w meczu (21-14). W drugim secie faworytowi nie udało się pójść za ciosem. Chwilę po półmetku to Kraken Team wysunął się na prowadzenie 15-12, na które swoją drużynę wyprowadził Krzysztof Polakowski. W dalszej części Flota mimo usilnych starań nie była w stanie doprowadzić do wyrównania i po chwili po raz kolejny była bezradna wobec ataków świeżego nabytku Krakena (21-18). W ostatnim secie Flota zdołała już zdominować swojego rywala, ogrywając go do 12. Tak łatwa wygrana spotęgowała jeszcze bardziej niedosyt związany z brakiem kompletu oczek. Flota przypomina dziś gościa, który jedzie na rowerze, a widząc już metę wkłada sobie kija w szprychy.
Hapag-Lloyd – DP Placki 0-3 (12-21; 16-21; 15-21)
Spotkanie pomiędzy Plackami, a 'Logistykami' było anonsowane jako spotkanie drużyn z zupełnie innych sportowych światów. W czasie gdy zespół Damiana Pawlika myśli już o tym, jak awansować nie do trzeciej, a drugiej ligi, zespół Hapag-Lloyd myśli co zrobić, aby po trzynastu meczach sezonu mieć więcej punktów niż w poprzedniej edycji (2 vs 6). Przed poniedziałkowym starciem dla wszystkich oczywiste było to, że jakakolwiek zdobycz punktowa w starciu z tak silnym rywalem, jest niemal niemożliwa. Nie oznacza to bynajmniej, że zespół w pomarańczowych barwach nie pokazał w niektórych fragmentach całkiem niezłej gry. Dobry był chociażby początek, po którym na tablicy wyników mieliśmy remis po 6. W dalszej części 'Placki', w których zawodnicy w poniedziałkowy wieczór grali na innych pozycjach niż zwyczajnie, odjechali rywalom do stanu 16-9, a następnie cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-12). W środkowej partii, faworyzowany zespół objął błyskawicznie kilkupunktową przewagę (10-5), co pozwoliło im na bardzo dużą nonszalancję. Dość powiedzieć, że w całym meczu faworyzowany zespół popełnił aż 25 niewymuszonych błędów, co jest bardzo wysokim wynikiem. Mimo to, ani przez chwilę nie istniało ryzyko, że z uwagi na to, mogłoby dojść do sensacji. W dalszej części seta, Placki kontrolowali grę i wygrali środkową partię do 16. Ostatni set nie zmienił oblicza spotkania. To co sprawiało, że Hapag-Lloyd zdobył tak dużą liczbę punktów to w dużej mierze bardzo duża nonszalancja nowego lidera czwartej ligi, który wygrał tę partię do 15, a cały mecz 3-0.













Komentarze