Za nami ostatnie spotkania w siódmym tygodniu rozgrywek. W meczu na szczycie czwartej ligi, zespół DP Placki ograł za komplet punktów Feniksa Gdańsk. W bardzo ciekawym spotkaniu trzeciej ligi, Flota TGD Team okazała się z kolei mocniejsza od DSGSA. Zapraszamy na podsumowanie!

Hapag-Lloyd – Only Spikes 1-2 (19-21; 21-13; 17-21)

W ostatnim czasie na drużynę Hapag-Lloyd wylała się niespotykana dotąd fala krytyki. O ile Redakcja na początku broniła 'Pomarańczowych', to z czasem daliśmy się podjudzić i wciągnąć w spiralę hejtu. Czy żałujemy? Nie no, aż tak to nie. Kto wie - być może dołożyliśmy maleńką cegiełkę do tego, jak drużyna wyglądała w czwartkowy wieczór. O ile w poprzednich meczach wyglądali na zahukanych, tak wczoraj wieczorem widzieliśmy drużynę bardzo dobrze zorganizowaną i wiedzącą co robić na parkiecie, a najważniejsze - odważną i grającą bez kompleksów. Naprzeciw drużyny Only Spikes, która była zdecydowanym faworytem i pewniakiem do wygranej za komplet punktów - Hapag-Lloyd prezentował się kozacko. Po bardzo dobrej grze w obronie i z kontry, zespół 'Logistyków' na półmetku premierowej odsłony wysunął się na prowadzenie 13-11, a Only Spikes znaleźli się w poważnych tarapatach. Tu też mały plusik dla Only Spikes, którzy potrafili odwrócić losy rywalizacji i finalnie wygrać partię do 19. To czego jednak nie potrafili to wyciągnąć wniosków. W naszej ocenie Only Spikes dali urosnąć swoim rywalom uznając, że set wygra się przecież sam. Już na początku środkowej partii HL po kilku punktach Karola Kulbackiego wysunął się na prowadzenie 8-4. W historii drużyny widzieliśmy jednak wiele momentów, w których wraz z biegiem seta, ich przewaga systematycznie topniała. Tym razem było jednak inaczej, a 'Logistycy' kontynuowali bardzo dobrą grę, w której popełniali małą liczbę błędów. Dość powiedzieć, że w całej drugiej odsłonie w ten sposób oddali rywalom tylko DWA punkty - sztos (21-13)! Trzeci set rozpoczął się obiecująco dla drużyny w pomarańczowych barwach. Choć na półmetku seta prowadzili 11-9, to po chwili zacięli się jednak w ataku, a chwilę zawahania wykorzystali gracze Only Spikes (21-17).

ACTIVNI Gdańsk – VB Inter-Grahen Sulmin 0-3 (21-23; 14-21; 19-21)

Spotkanie z ACTIVNYMI Gdańsk było dla drużyny z Sulmina jedną z ostatnich okazji do tego, by doskoczyć do drużyn z czołówki ligowej tabeli. Potencjalna strata punktów by tę drogę bardzo wydłużyła, albo sprawiła, że stałaby się ona już niedostępna. Choć Sulmin był wyraźnym faworytem starcia, to o bagatelizowaniu rywala nie mogło być mowy. Nie tak dawno z ACTIVNYMI przegrała bowiem ekipa Feniksa Gdańsk. Już pierwszy set rywalizacji pokazał, że ogranie ACTIVNYCH za komplet oczek nie będzie łatwym zadaniem. Choć team Rafała Szopieraja lepiej wszedł w mecz (6-3), to po chwili bardzo dobrze grający ACTIVNI odrobili stratę, a nawet sami objęli prowadzenie 14-11. W dalszej części świetnego dla oka widowiska, zespół występujący w delegacji doprowadził do wyrównania po 19, a w końcówce po bloku Radosława Skorupy oraz ataku Alexa Siwika cieszyli się z wygrania seta do 21. Wow - mega widowisko. Środkowa partia była już zdecydowanie spokojniejsza. Już na początku zespół z Sulmina objął prowadzenie 7-1 i w dalszej części nie miał problemu z zagwarantowaniem sobie drugiego punktu w meczu. Wyglądało to trochę tak, jakby od pewnego momentu obie drużyny zbierały już siły na finałową partię (21-14). W trzecim secie ACTIVNI raz jeszcze stanęli przed szansą na urwanie faworyzowanemu rywalowi jednego punktu. Po ataku dopisanego przed meczem Pawła Masiuka, ACTIVNI wysunęli się na prowadzenie 14-12. W końcowej fazie meczu po punktach Alexa Siwika, VB Inter-Grahen wysunął się jednak na prowadzenie, zapewniając sobie trzeci punkt w meczu. Uff, z ich perspektywy nie było łatwo. ACTIVNI Gdańsk mogą z kolei mówić o ogromnym niedosycie. Tak prawdę mówiąc to w naszej ocenie zasłużyli na jeden punkt.

Feniks Gdańsk – DP Placki 0-3 (15-21; 17-21; 15-21)

Spotkanie było anonsowane jako absolutny hit czwartoligowych rozgrywek, a ponadto mecz, po ustaleniu którego mieliśmy niemałego kaca moralnego. Po tym jak prezentowała się drużyna Feniksa we wcześniejszych spotkaniach uznaliśmy, że być może przedwcześnie dajemy spotkanie, które dla obu ekip może mieć znaczenie w kontekście miejsca na podium. Oj tak - akcje Feniksa w ostatnim czasie poszybowały bardzo wysoko. Mimo to, w naszym odczuciu to DP Placki pozostawali zdecydowanym faworytem starcia. Faworyt przez pierwszą część seta nie mógł jednak zbudować sobie przewagi (10-10). Sztuka ta graczom Damiana Pawlika udała się dopiero po asie serwisowym Michała Ryńskiego, po którym wysunęli się oni na prowadzenie 14-11, którego Feniks nie zdołał już odrobić (21-15). Środkowa partia wyglądała podobnie. Niby Feniks był pod grą, niby rywal miał z nim spore problemy, ale koniec końców kiedy trzeba było to przyspieszał. Od stanu 15-15, DP wskoczyli na wysoki pułap grania i po dwóch atakach z rzędu najlepszego gracza meczu - Wiktora Pawlaka, zapewnili sobie drugi punkt w meczu (21-17). Początek seta należał do Feniksa, który wysunął się na prowadzenie 6-4. Po chwili w polu serwisowym pojawił się jednak Michał Ryński, a to gotowa receptura na potężne problemy każdego z rywali DP Placków. Po serii przy zagrze atakującego, Placki wysunęli się na prowadzenie 11-6, a po chwili cieszyli się z trzeciego punktu w meczu - brawo!

Sharks – Craftvena 1-2 (12-21; 21-19; 18-21)

Nie ma co ukrywać. W naszej ocenie czwartkowe spotkanie wyglądało zupełnie inaczej, niż sądziliśmy, że będzie jeszcze chwilę przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Uznaliśmy bowiem, że Craftvena jest absolutnym i niekwestionowanym faworytem meczu, a komplet punktów zdaje się być obowiązkiem. Tak też wyglądał pierwszy set rywalizacji, kiedy 'Rzemieślnicy' nie mieli żadnych problemów z ograniem rywala. Już na półmetku seta po skutecznym bloku kapitana - Bartosza Zakrzewskiego, 'Rzemieślnicy' objęli prowadzenie 10-3. W dalszej części seta Sharksi prezentowali się już nieco lepiej, ale powiedzmy sobie szczerze - ta poprzeczka dla Craftveny nie była zawieszona na zbyt wysokim pułapie. Do pewnego momentu środkowej partii, wszystko zdawało się iść jak po sznurku, a Craftvena zdawała się zmierzać pewnym krokiem po komplet punktów. Po kilku punktach Macieja Tyryłło oraz Jana Lefanczyka, objęli oni prowadzenie 6-1. W dalszej części seta 'Rzemieślnicy' zaczęli popełniać jednak mnóstwo błędów w ataku, co dało prowadzenie Sharksom 17-13. Choć w końcówce 'Rzemieślnicy' wzięli czas i próbowali odwrócić niekorzystną dla siebie sytuację, to przespany moment nie uszedł im płazem, a z wygranej drugiego seta cieszyła się ekipa 'Rekinów'. W trzecim secie zanosiło się na bardzo dużą niespodziankę. Ku naszemu zaskoczeniu to Sharksi po ataku Danili Yusevicha wysunęli się na prowadzenie 17-15. Choć położenie Crafveny było już bardzo niekorzystne, to w końcówce sprawy w swoje ręce wziął Jędrzej Szadejko, po którego punktach Craftvena cieszyła się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-18).

Staltest Pomorze – ME Sulmin Volley 3-0 (21-15; 21-19; 21-16)

Przed meczem naprawdę wierzyliśmy w to, że zespół ME Sulmin Volley jest w stanie wygrać seta. Za takim scenariuszem przemawiał fakt, że z kilkoma innymi ligowymi siłaczami im się udawało. Jako że Staltest Pomorze w obecnej kampanii zdążył już kilka razy zawieść, to szybko połączyliśmy klocki i z tego równania wyszedł nam wynik 2-1 dla Staltestu. Cóż - pomyliliśmy się, nie pierwszy raz w czwartkowy wieczór. Czy patrząc na to, jak wyglądał mecz można powiedzieć, że Sulmin był blisko? Na pewno nie w pierwszym secie rywalizacji, w którym faworyzowana ekipa błyskawicznie objęła prowadzenie bezwzględnie wykorzystując sporą liczbę błędów rywali (11-7). W dalszej części seta team Arkadiusza Kozłowskiego podkręcił jeszcze tempo i finalnie wygrał tę partię do 15. O ile w premierowej partii zespół z Sulmina nie miał podjazdu, to w środkowej odsłonie sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Owszem, nadal optyczną przewagę mieli gracze w seledynowych strojach. Zespół z Sulmina nie odstępował jednak faworyzowanemu rywalowi na krok. Jakby tego było mało to właśnie oni weszli lepiej w seta, wychodząc na prowadzenie 6-3. Już po chwili Staltest doprowadził do wyrównania i w dalszej części niesieni naprawdę niezłą atmosferą i grą na totalnym luzie, zespół Arka Kozłowskiego wysunął się na prowadzenie 20-17. Dwa punkty Sulmina pod koniec seta nieco zakłamują obraz gry, bo nie mieliśmy absolutnie poczucia, że Staltest może to wypuścić. Trzeci set rozpoczął się obiecująco, a ME Sulmin Volley nie odpuszczał (8-8). Z czasem ich gra posypała się jednak jak domek z kart (15-9), a już po chwili Staltest cieszył się z bardzo ważnego kompletu punktów (21-16). Kojarzycie mema z trzema smoczymi głowami? Jednym z niepasujących elementów Sulmina w czwartkowy wieczór była właśnie ekipa ME, która śrubuje obecnie liczbę porażek z rzędu. Aktualnie licznik wskazuje już osiem. Nie jest dobrze.

Flota TGD Team – DSGSA 2-1 (19-21; 21-16; 21-11)

Podsumowanie meczu, a nawet sezonu w wykonaniu DSGSA? Kojarzycie może ten filmik?

https://www.youtube.com/watch?v=xakDsGCiu1w

Kontekst jest taki, że wczoraj wieczorem przez jednego z reporterów SL3 został nagrany bliźniaczo podobny materiał. Wyglądało to mniej więcej tak.

- Panowie z DSGSA, jak odnajdujecie się w nowej trzecioligowej rzeczywistości? Jak z waszej perspektywy wygląda walka o podium rozgrywek i upragnioną drugą ligę?

- Dajemy

- co dajecie?

- Dajemy dupy.

Pół żartem, pół serio, ale obecna kampania miała wyglądać zupełnie inaczej. Fakty są dziś takie, że DSGSA słania się na nogach i jest jednym z największych rozczarowań ligi, względem przedsezonowych oczekiwań. Z drugiej strony wiecie - zaczęli całkiem nieźle. Im dłużej jednak o tym myślimy, to dochodzimy do wniosku, że Flota TGD Team dała się po prostu nabrać na PR-ową otoczkę wokół DSGSA i się po prostu przestraszyli (19-21). Kiedy w drugim secie powiedzieli 'sprawdzam', to gra obu drużyn wyglądała już zupełnie inaczej. Po bardzo dobrej grze w obronie i skutecznej grze na skrzydłach, zespół Karoliny Kirszensztein objął prowadzenie 16-11 i nie miał problemu z tym, by zamknąć seta na swoich warunkach (21-16). Decydujący o zwycięstwie set rozpoczął się w wymarzony dla 'Flociarzy' sposób. Po bardzo dobrej grze, ale również i sporej liczbie błędów rywali, zespół TGD wysunął się na prowadzenie 11-5 i nie zwalniając tempa aż do samej mety, cieszył się z drugiego punktu w meczu - brawo!

Hydra Volleyball Team – Team Spontan 3-0 (21-15; 21-18; 21-17)

'Bestia' się nie zatrzymuje i po siedmiu meczach obecnego sezonu ma już tyle punktów, ile niemal wystarcza do utrzymania w danej klasie rozgrywkowej. Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że Hydra prezentuje o wiele wyższy poziom niż spora część ekip z dołu tabeli i scenariusz, w którym Hydra powtórzy koszmar sprzed kilku edycji i spadnie z ligi - jest niemal niemożliwy do realizacji. Warto podkreślić to, że drużyny Team Spontan w obecnej kampanii nikt nie zdołał tak zdominować. W pierwszej odsłonie sił Spontanowi wystarczyło mniej więcej dopołowy seta (10-9). Z każdą kolejną akcją Hydra prezentowała się coraz lepiej i finalnie wygrała tę partię do 15. Wynik środkowej partii może zakłamywać nieco prawdziwy obraz gry. Chwilę po półmetku seta i bardzo dobrym fragmencie w wykonaniu Szymona Ćwiklińskiego, gracze w złotych trykotach wysunęli się na prowadzenie 15-8. Team Spontan zdołał przebudzić się pod koniec seta, ale było to zwykłe pudrowanie wyniku, nie mające nic wspólnego z walką o wygraną środkowej partii (21-18). Trzeci set to niemal kopia tego, co oglądaliśmy chwilę wcześniej. To grająca na zupełnym luzie Hydra Volleyball Team zdołała objąć bardzo wysokie prowadzenie (13-5), po którym ich wygrana była już tylko formalnością (21-17).

Dream Volley – GKS Żukowo Bekoni 1-2 (21-12; 16-21; 17-21)

No, i jesteśmy biedniejsi o koszt zakupu 20 piw. Dziękujemy Bekoni. Rany, to co wyczynia w obecnej kampanii dwukrotny Mistrz Inter Marine SL3 przekracza wszystkie normy. Jeśli myślimy sobie, że większego numeru Bekoni już nie wykręcą, to nadchodzi nowy tydzień, w którym zespół Pawła Dawczaka wywija jeszcze większy. Już kilka minut przed spotkaniem uznaliśmy, że nie będziemy narzekać raczej na nudę. Okazało się bowiem, że faworyzowany zespół musi radzić sobie bez nominalnych rozgrywających. Kombinacje alpejskie w premierowej odsłonie wypadły...katastrofalnie. Już po chwili GKS Żukowo Bekoni byli zagotowani jak kasza pęczak, a my wiedzieliśmy doskonale, jaki będzie epilog tej historii. Tu też szacuneczek dla beniaminka, który potrafił wypunktować rywala do 12. Tak gładka wygrana nie była dla 'Marzycieli' jednak zbyt dobra. Beniaminek niesłusznie uznał, że teraz to już na pewno pójdą za ciosem i w dwóch kolejnych partiach zleją swoich rywali. My z kolei byliśmy przekonani, że GKS Żukowo zacznie wreszcie grać i faktycznie tak było. Po zmianie rozgrywającego na Sebastiana Rydygera, faworyzowany zespół prezentował się już zdecydowanie lepiej i błyskawicznie objął prowadzenie 7-3. Choć 'Marzyciele' zdołali po chwili wyrównać po 9, to dalsza część seta przebiegała już pod dyktando graczy w biało-czarnych strojach (21-16). Ostatni set był niemalże kopią tego, co oglądaliśmy w środkowej partii. Lepiej rozpoczęli faworyzowani gracze i choć beniaminek zdołał po chwili pokazać pazur, to końcówka seta należała już do faworyta. Z ich perspektywy trudno mówić tu jednak o jakimkolwiek pozytywie. No, może taki, że Sebastian Rydyger okazał się ukrytym talentem na sypie. A Dream? Cóż - ich sytuacja się przesadnie nie zmienia. Nadal są bardzo poważnym kandydatem do spadku, ale jeśli już spadać, to w dobrych nastrojach po złocistym napoju.

VB Sulmin – Flota Active Team 3-0 (21-13; 21-11; 21-18)

96,6 procent typerów biorących udział w zabawie nie miało problemu z tym, by wskazać faworyta meczu. Nie mamy pewności na 100%, ale wydaje nam się, że osoby, które wskazały, że to Flota będzie faworytem, zrobiły to po prostu przez przypadek. W naszej ocenie nie było takiej możliwości. Mimo wszystko siatkówka to nie jest piłka nożna, w której może zadecydować jedna akcja. W SL3 aby wygrać seta, trzeba zdobyć 21 oczek (z drobnymi odstępstwami). Wobec tego Flota podchodziła do meczu z łatką absolutnego underdoga. Ku naszemu zaskoczeniu, to właśnie oni lepiej weszli w mecz i objęli prowadzenie 7-3. Jak to jednak w życiu bywa - zadziałała reguła mówiąca o tym, że 'miłe złego początki'. Już po chwili Karolina Kirszensztein musiała wziąć czas (8-8), który na niewiele się jednak zdał (21-13). O ile w premierowej partii Flota miała swoje momenty, tak w środkowym secie byli zupełnie bezradni. Nim set rozpoczął się na dobre, gracze z Sulmina prowadzili już 10-3, co skutecznie powstrzymało zapędy ostatniej drużyny w ligowej tabeli (21-11). Zdecydowanie najciekawszą partią w meczu była środkowa odsłona, która rozpoczęła się od stanu 9-9. Choć po ataku Michała Kanki, VB Sulmin wysunął się na prowadzenie 15-11, to Flota raz jeszcze doprowadziła do remisu (16-16). Końcówka seta to jednak przewaga drużyny występującej w delegacji, która wygrała do 18, a cały mecz 3-0. O stylu z finałowej partii poza Redakcją nikt za chwilę nie będzie pamiętał.