Za nami środowa seria gier, w której bardzo cenne zwycięstwo zanotowała drużyna CTO Volley. Największą niespodzianką dnia było jednak zwycięstwo za komplet punktów drużyny Aqua Volley, która rozbiła Siatkersów. Zapraszamy na podsumowanie!
Audiofon Karczemki – Remedios Sopot Ortopedia 3-0 (21-14; 21-16; 26-24)
Trzecioligowa układanka zaczyna nam się krystalizować. Według tego rozdania, Audiofon Karczemki jest drużyną, która w obecnej kampanii ma mnóstwo argumentów do tego, by powalczyć o podium rozgrywek, które jest przepustką do wyższej ligi. Problem jaki napotyka drużyna Roberta Mielewczyka jest jednak taki, że konkurencja w postaci Krakena oraz Challengersów narzuciła iście mordercze tempo. To oznaczało, że jeśli Audiofon chce im dotrzymać kroku, musi wygrać z Remediosem za komplet punktów. Pierwszej części planu nie dało się po prostu wykonać lepiej. Audiofon po bardzo dobrej grze i ataku Patryka Okulewicza wysunął się na prowadzenie 11-5. Choć Remedios nie grał w tej partii źle, to jednak zdecydowanie więcej jakości było po biało-czerwonej stronie siatki (21-14). Na samym początku drugiej odsłony, faworyzowana ekipa rozpoczęła od mocnego grania, które dało im prowadzenie 8-2. Im dłużej trwał jednak mecz, Remedios radził sobie coraz śmielej i co za tym idzie - coraz lepiej. Po kilku świetnych atakach aktywnego Macieja Kaszowicza, Remedios pokazał 'pazur', niwelując stratę do jednego oczka (14-13). Końcowa faza seta to jednak przewaga Audiofonu, który wygrał tę partię do 16. Finałowy set to zdecydowanie najciekawszy fragment meczu. Po bardzo wyrównanej części, Remedios stanął przed ogromną szansą na pierwszy punkt w sezonie. Pod koniec prowadzili bowiem 18-16, ale po kilku błędach Audiofon zdołał wyrównać po 20. Od tego momentu obie drużyny miały swoje szanse, ale po kosztownych błędach na zagrywce w wykonaniu Remediosu, z trzeciego punktu cieszyła się ekipa Audiofonu Karczemki.
TKKF Flota – Staltest Pomorze 0-3 (14-21; 14-21; 17-21)
Najgorsze po upokorzeniu jest wyjść, zagrać i pokazać się z dobrej strony, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Nawiązujemy tu rzecz jasna do Staltestu Pomorze, który był w minionym tygodniu faworytem meczu z Feniksem Gdańsk, ale niespodziewanie przegrał, a na dodatek nie zdołał ugrać choćby seta. To w oczywisty sposób sprawiło, że awans, o który miała walczyć drużyna się oddalił. Aby jednak powrócić z trzecioligowymi aspiracjami, Staltest musiał zgarnąć w środowy wieczór komplet oczek. Na początku spotkania zespół Arka Kozłowskiego miał jednak pewne problemy z udowodnieniem wyższości nad rywalem (8-7). Kiedy puściły jednak pierwsze nerwy, a rywal zaczął popełniać masowo błędy, Staltest objął prowadzenie 16-10 co w konsekwencji dało im po chwili pierwszy punkt w meczu (21-14). Druga partia wyglądała już inaczej, a faworyzowana drużyna od samego początku narzuciła rywalom twarde warunki gry. Po dwóch punktach Piotra Krzyżaniaka, Staltest objął prowadzenie 8-2, co w dużym stopniu ustawiło dalsze poczynania obu ekip (21-14). Ostatni set środowej rywalizacji to zdecydowanie najbardziej wyrównana partia w meczu. Ilekroć w trakcie seta Staltest zdołał razy odskoczyć rywalom - ci błyskawicznie niwelowali stratę do 1-2 punktów. Pod koniec Flocie udało się nawet doprowadzić do wyrównania po 17, ale gdy z perspektywy faworyta zrobiło się nieciekawie - skutecznymi akcjami popisał się duet Jakub Roszyk - Arkadiusz Kozłowski, zapewniając Staltestowi trzeci punkt w meczu.
Kraken – Chilli Amigos 3-0 (21-9; 21-10; 21-9)
Pojedynki z Krakenem wyglądają powoli jak schemat, który tydzień po tygodniu przechodzi każda kolejna ekipa. Wczoraj wieczorem padło na Chilli Amigos. Po tym jak prezentuje się w obecnym sezonie 'Bestia' nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, która z drużyn będzie faworytem środowego starcia. Kiedy dodatkowo okazało się, że w szeregach Chilli Amigos zabraknie drugiego nominalnego przyjmującego, to wiedzieliśmy, że 'Amigos' powalczą w meczu nie o wygraną, a o przetrwanie. O to, by zaprezentować się godnie i nie dać powodów do tego, by Redakcja się odpaliła. Choć wynik poszczególnych setów nie pozostawia złudzeń, która z drużyn prezentowała się lepiej, to jednak trudno nam jakoś przesadnie krytykować 'Amigos'. Wszystko za sprawą faktu, że ten wynik nas po prostu absolutnie nie zaskoczył. Było dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy. Już na początku spotkania Kraken wysunął się na prowadzenie 10-2. Z czasem 'Papryczki' podreperowali nieco dorobek punktowy (12-7), ale o wygraniu seta nie było nawet mowy (21-9). Drugi set to w zasadzie kopia tego co oglądaliśmy w pierwszej odsłonie. Błyskawiczne prowadzenie lidera trzeciej ligi i w konsekwencji spokojna wygrana do 10. Trzeci set pokazał, że podłoga Krakena znajduje się znacznie wyżej niż sufit Chilli Amigos. O ile Chilli pokazywało się w poprzednich spotkaniach nieźle nawet w meczu z faworytami, to wczoraj nie było nawet punktu zaczepienia. Nic. Zero. Ostatecznie po miażdżącej przewadze, seta wygrała drużyna Jurija Charczuka, która z tygodnia na tydzień jest coraz bliżej upragnionej drugiej ligi - brawo!
Volley Gdańsk – Speednet 1-2 (20-22; 21-16; 19-21)
Tak jak informowaliśmy w zapowiedziach czy ostatnim magazynie. W naszej ocenie środowe starcie pomiędzy Speednetem a Volleyem Gdańsk było niezwykle ważne w kontekście podziału na grupy mistrzowską oraz spadkową. Choć do zakończenia rundy zasadniczej zostało kilka meczów, to wszystko wskazuje na to, że pięć miejsc w ścisłej elicie, to zbyt mało by pomieścić tam obu czwartkowych rywali. Wobec tego - mecz był klasycznym przypadkiem spotkania za sześć punktów. Lepiej w spotkanie weszli trzykrotni Mistrzowie Inter Marine SL3. Po kilku punktach swojego lidera - Illi Yehoshyna, Volley objął prowadzenie 9-6. Już po chwili sytuacja się jednak zmieniła, a Speednet za sprawą Sebastiana Konarzewskiego doprowadził do wyrównania po 12. Dalsza część seta to bardzo wyrównana gra, która zaprowadziła nas do stanu po 20. O tym, że to Speednet wygrał, zadecydowały skuteczne ataki Mateusza Szturmowskiego oraz Przemysława Sosińskiego (22-20). Różnicę na początku środkowej partii na korzyść Volleya zrobiła bardzo dobra zagrywka, z którą 'Programiści' mieli widoczne problemy (9-4). W dalszej części Volley nie popełnił już błędów z premierowej partii i nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa z rąk (21-16). Decydujący o zwycięstwie set od samego początku przebiegał pod dyktando 'Programistów'. Nie było to duże prowadzenie, Speednet cały czas musiał zachowywać czujność. Mimo to trudno było nie odnieść wrażenia, że Speednet kontroluje sytuację, co w konsekwencji dało im wygraną do 19, a meczu w stosunku 2-1.
Tufi Team – DHP Oliwa 3-0 (21-9; 21-12; 21-14)
Po dwóch koszmarnych wynikach w obozie Tufi Team zdano sobie sprawę, że czas najwyższy podkręcić tempo. Wobec dobrej formy rywali w walce o awans, margines błędu stał się już na tyle mały, że potencjalna strata punktów z przeżywającą ogromny kryzys DHP Oliwą, byłaby odebrana jako sportowa katastrofa. Od samego początku faworyt wrzucił jednak swoich rywali na taki młyn, że ci nie do końca wiedzieli co się dzieję (10-2). Tak olbrzymia przewaga biorąc pod uwagę klasę obu drużyn była po prostu nie do odrobienia (21-9). Czy zespół z najstarszej dzielnicy Gdańska wyciągnął po premierowej partii jakiekolwiek wnioski? Cóż - no jasne, że nie. Na początku drugiego seta przegrywali bowiem już...1-10. Owszem, finalny wynik był nieco lepszy niż w premierowej odsłonie, ale no kurczę - chyba nie tak, to miało wyglądać co? Namiastkę dobrej gry Oliwy widzieliśmy w trzecim secie. Do mniej więcej połowy partii, obie drużyny miały po 9 punktów, a Oliwa wyglądała w tym fragmencie naprawdę nieźle. To z ich perspektywy było jednak zbyt piękne, aby trwało tak długo. Dalsza część seta to przewaga faworyta, który wygrał partię do 14, a cały mecz 3-0.
Tiger Team – Remedios Sopot Ortopedia 2-1 (21-18; 20-22; 21-18)
Pamiętacie jak w kontekście Remediosu wspominaliśmy o tym, że drużynę nie opuszcza pech? Jesteśmy oczywiście ostatni do tego, by 'Ortopedów' w jakiś sposób bronić. Znacie nas - zamiast tego wolimy uderzyć. Nie możemy przestać odnosić jednak wrażenia, że niefart to coś, co nieustannie towarzyszy drużynie. W tym meczu polegał na tym, że po pierwszym spotkaniu Remediosu, Ergo Arenę musiał opuścić najlepszy z 'Ortopedów' w środowy wieczór - Maciej Kaszowicz. Nie wiemy oczywiście jak potoczyłoby się spotkanie z Tigerem, ale gdybać przecież można prawda? No bo z drugiej strony, co zostało drużynie w biało-złotych strojach? Po sześciu rozegranych spotkaniach mają na swoim koncie zaledwie jeden punkt, a pętla wokół ich szyi zaciska się coraz bardziej. O ile po pierwszych spotkaniach sezonu można było tłumaczyć, że przegrywają z topowymi drużynami w trzeciej lidze, tak wczoraj wieczorem okazało się - że z innym z beniaminków też przegrali. Wysocy, niscy, grubi, szczupli, łysi, z bujną czupryną, kulawi. Dziś Remedios daje (punkty) każdemu. A Tiger Team? To była trzecia wygrana drużyny Marcina Kwidzińskiego, która aktualnie ma na swoim koncie już osiem punktów. To oznacza, że do końca sezonu i bezpiecznego utrzymania wystarczy im 5-6 punktów. W naszej ocenie to zrobią. Na miękko.
MiszMasz – Wolves Volley 2-1 (21-15; 21-14; 13-21)
Potwierdza się to, o czym wspominamy od jakiegoś czasu. Wszystko wskazuje bowiem na to, że zespół MiszMasz ewoluował z drużyny, która co sezon musiała bronić się przed spadkiem do typowego średniaka z ligowej tabeli. Choć do zakończenia sezonu może się wydarzyć jeszcze bardzo dużo, to osiem oczek na tym etapie sezonu oraz spore problemy kilku ekip sprawiają, że MiszMasz może raczej spać spokojnie. O ile w stosunku do przedsezonowych oczekiwań i finalnego produktu nie mamy drużynie Rafała Wróblewskiego nic do zarzucenia - jest bowiem lepiej niż sądziliśmy, to przypadek Wolves Volley jest już zdecydowanie inny. Owszem - po wczorajszej porażce 1-2 'Wilki’ mają tyle samo punktów co MiszMasz. Problem w tym, że oczekiwania wobec drużyny były na zdecydowanie innym poziomie. Okazało się jednak, że z drużyny, która otarła się o podium w poprzednim sezonie team zachowuje się tak, jak stary telefon po coraz to nowszych aktualizacjach. Precyzując - nie ogarnia. W obecnej kampanii zespół Krzysztofa Mrożka poza wczorajszym meczem przegrał również z Tigerem, Chilli czy Challengersami. Wyłączając tych ostatnich sami widzicie, że nie jest to bilans i dorobek, z którego 'Wataha' mogłaby być dumna. Jaka jest przyczyna tak drastycznego zjazdu formy? W dużej mierze problemy kadrowe i kolejny już mecz, w którym Wolves Volley musiał rywalizować gołą szóstką. Tak się po prostu nie da.
CTO Volley – BEemka Volley 2-1 (15-21; 24-22; 21-17)
Wielokrotnie w ostatnim czasie zdarzało nam się narzekać na to, że w pierwszej lidze nie ma już takich emocji jak kiedyś. Mimo sporej liczby smaczków dotyczących środowych rywali nie sądziliśmy, że mecz może oddać choć w połowie, tak jak bezpośrednie pojedynki obu drużyn z przeszłości. Cóż, po wczorajszym starciu wiemy, że się pomyliliśmy. Zaangażowanie oraz emocje po obu stronach siatki były na naprawdę bardzo wysokim poziomie. Dodatkowo absolutnie nikt, kto choć przez chwilę miał okazję oglądać starcie nie może narzekać na poziom sportowy czy nudę. Pierwszy set rywalizacji, co mogło być jednak pewnym zaskoczeniem biorąc pod uwagę okoliczności (brak atakującego) należał do BEemki Volley. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że lepiej w mecz weszli 'Pomarańczowi', którzy po ataku powracającego do składu po bardzo długiej przerwie Mikołaja Skotarka, objęli prowadzenie 10-7. W dalszej części zaczęła zarysowywać się jednak przewaga 'Zmotoryzowanych', którzy po świetnej grze w bloku Adriana Majkowskiego wysunęli się na prowadzenie 16-14. W końcówce CTO nie było już w stanie nic zrobić. Nie z tą ścianą rywali (21-15). Środkowa partia potwierdziła nasze obserwacje - w środowy wieczór rządzili środkowi. Po kilku punktach Łukasza Negowskiego mieliśmy remis 10-10. W dalszej części po raz kolejny odpalił się Adrian Majkowski i kiedy wydawało się, że to BEemka wygra (17-13), świetną pracę wykonali gracze w pomarańczowych trykotach, którzy wykorzystali przestój rywali i wydarli im zwycięstwo z rąk (24-22). Oj - to był naprawdę imponujący come-back. Trzeci set wyglądał dla CTO tak, jak chcieliby, aby wyglądał cały mecz. 'Pomarańczowi' mieli w tej partii kontrolę nad tym co działo się na parkiecie i w konsekwencji wygrali seta do 17. Wynik 2-1 sprawia, że obie drużyny mają jeszcze otwartą furtkę do grupy mistrzowskiej. Zobaczymy, w którą to wszystko pójdzie stronę.
Siatkersi – Aqua Volley 0-3 (18-21; 10-21; 18-21)
RETRO Siatkersi. Oj, im człowiek jest starszy, tym chętniej wraca pamięcią do wydarzeń sprzed lat. Widzimy wyraźniej, że nie dotyczy to bynajmniej samej Redakcji. Swoistą podróż sentymentalną do wydarzeń z 2024 r. realizuje w ostatnim czasie również ekipa Siatkersów. Obecny sezon był anonsowany jako ten, w którym mieli powalczyć o podium oraz awans. Zamiast tego trwa walka o odświeżenie najbardziej ponurego, przykrego, obrzydliwego, katastrofalnego i dziadowskiego sezonu w historii drużyny. Wczoraj wieczorem team Sebastiana Wilmy rywalizował z Aquą Volley, która w obecnym sezonie przegrywała z każdym, ale to absolutnie każdym rywalem. W pewnym momencie uznaliśmy, że team jest tak słaby, że przegrałby również z ekipą ochroniarzy z Ergo. Tymczasem ci widząc kogo mają po drugiej stronie siatki, uznali, że Siatkersów trzeba opędzlować. Dość wymownym obrazkiem o faworycie meczu był taki, że na samym początku spotkania - przy stanie 2-0 dla Aqua Volley, Siatkersi już obsrali zbroję nie dowierzając, że ta sama Aqua przegrała chwilę wcześniej z TKKF Flotą. Z takim mentalem to było wiadomo, że nic z tego nie będzie. Przepraszamy zawodników Aqua Volley - przewińcie o dwie linijki, ale skoro Siatkersi czują taki respekt przed drużyną, która przegrywa wszystkie mecze, to jak zareagują jak będą mierzyć się z kimś mocniejszym? Dobra - o Siatkersach jeszcze będzie w magazynie. Tu trzeba pochwalić Aquę Volley, której w obecnym sezonie szło bardzo źle, a mimo to - team się nie załamał, nie poddał, a zamiast tego narastała w nic pokusa tego, by prezentować się jeszcze lepiej. Żeby pracować dwa razy mocniej, by odbić się od dna - brawo, my to szanujemy. Oby ta wygrana przekuła się na coś większego. Na to, żeby wygrane nie były od święta, a w miarę regularne.













Komentarze