W poniedziałkowej serii gier bardzo ważne zwycięstwo w drugiej lidze odniosła drużyna Bayer Gdańsk, która rozbiła GKS Żukowo Bekoni w stosunku 3-0. W elicie przełamała się ponadto drużyna MPS Volley, która okazała się silniejsza od AiP. Zapraszamy na podsumowanie!

Solver Szach-Mat – Wielki Speednet 3-0 (21-16; 21-16; 21-13)

Oj, wkurzyliśmy w ostatnim czasie 'Szachistów'. Mimo że ci ciągle wygrywali, my znajdowaliśmy coraz to nowsze powody do tego, by się przyczepić. I wiecie co? Po wczorajszym meczu nie mamy absolutnie żadnego powodu. Precyzując - Solver Szach-Mat zagrał wreszcie tak, jak można byłoby tego oczekiwać od drużyny, która ma pierwszoligowe aspiracje. Nie ukrywamy, że byliśmy niemal przekonani, że będzie to bardziej wyrównane starcie. Już na początku spotkania zarysowała się jednak przewaga drużyny Dawida Kołodzieja. Po dwóch skutecznych akcjach Marcina Nasiorowskiego wysunęli się oni na prowadzenie 10-5 i od tego momentu kontrolowali przebieg gry. Owszem - rywal zniwelował na chwilę straty, ale o korzystnym wyniku nie mogło być już mowy. W drugim secie niby Wielki Speednet się starał, niby miał swoje momenty, ale tego dnia - rywal był po prostu za mocny. W końcówce seta po kilku punktach Mikołaja Filanowskiego gracze w czarnych strojach odjechali na 19-15 i wówczas stało się jasne, że to oni wygrają środkową partię (21-16). Ostatni set to już niekwestionowana przewaga faworyta, który błyskawicznie objął kilkupunktowe prowadzenie 7-3, które z czasem jeszcze powiększył, by finalnie wygrać tę partię do 13, a cały mecz 3-0. Dzięki zwycięstwu Solver Szach-Mat umocnił się na szczycie ligowej tabeli i teraz to rywale muszą główkować co zrobić, aby ten stan zmienić. O tym jak wielkie to było zwycięstwo świadczy fakt, że po raz ostatni w stosunku 0-3 Wielki Speednet przegrał...pół roku temu z Old Boysami.

TKKF Flota – Medi Volley 2-1 (16-21; 21-6; 21-11)

Trudno wytłumaczyć nam to, jak można wygrać pierwszego seta, a jednocześnie zaprezentować się tak słabo w drugiej i trzeciej odsłonie. Pora zdjąć parasol ochronny, który trzymaliśmy nad debiutującą drużyną w lidze - ekipą Medi Volley. Za wczorajsze spotkanie należy im się bowiem spora krytyka. Tak jak jednak wspomnieliśmy - mecz miał być w zamyśle bardzo wyrównanym spotkaniem, w którym to właśnie 'Medycy' mieli być nieznacznym faworytem spotkania. Początek spotkania rozpoczął się kapitalnie dla graczy w białych trykotach. Po problemach w przyjęciu rywali, 'Medycy' wysunęli się na prowadzenie 8-3. Z czasem przewaga Medi Volley stopniała i po asie serwisowym sypacza rywali - Mateusza Bani to oni musieli gonić (11-12). Zagrywka to element, który miał niebagatelne znaczenie dla tego, co działo się na parkiecie w premierowej odsłonie. Już po chwili po kilku asach serwisowych Jakuba Kupisza, 'Medycy' wysunęli się na prowadzenie 16-12 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Środkowa partia to absolutna demolka. FLOCIARSKA masakra piłą mechaniczną. Chwilę po gwizdku sędziego i ataku Mateusza Pietrali, Flota wysunęła się na prowadzenie...8-0. Po chwili się wreszcie pomylili, a rywal zdołał zrobić przejście (8-1). To nie odmieniło jednak w żaden sposób gry Medi Volley. Już po chwili było bowiem 14-2, a ostatecznie 'Flociarze' wygrali tę partię do 6. Pewna wygrana w środkowej odsłonie uskrzydliła drużynę Karoliny Kirszensztein. Trzeci set rozpoczął się bardzo podobnie jak środkowa partia - od wysokiego prowadzenia Floty (8-3). W dalszej części seta zespół Medi Volley nie miał absolutnie żadnego pomysłu na to jak odwrócić losy rywalizacji i finalnie przegrał tę partię do 11. Trzeba przyznać, że początek sezonu w ich wykonaniu był wyraźnie lepszy, a miało być przecież inaczej.

ZB INSTALGROUP – Challengers 0-3 (18-21; 12-21; 12-21)

Ostatni raz równie zaskoczeni co wynikiem meczu byliśmy wówczas, gdy oglądając film na Polsacie, włączyła nam się reklama. Już przed spotkaniem pisaliśmy, że nie ma absolutnie żadnej możliwości na to, żeby Challengersi mogli stracić choć jeden punkt. Ostatecznie nasza predykcja się spełniła, aczkolwiek trzeba przyznać, że z perspektywy ZB INSTALGROUP było to lepsze spotkanie niż mecz z Krakenem. Owszem, ta poprzeczka nie była zawieszona zbyt wysoko. Wspomniane spotkanie zostało przez nas określone mianem hańby. Wracając jednak do spotkania z Challengersami, pierwszy set rywalizacji to ogromna szansa ZB INSTALGROUP na punkt i...utarcie nosa Ekspertom, a przede wszystkim Redakcji. Do stanu 16-16 nie było wiadomo, która z drużyn wygra seta. Po chwili bardzo ważnymi akcjami popisał się Mateusz Landsberg, który dwoma atakami i blokiem wysunął drużynę na prowadzenie 19-17, a po chwili - dało to Challengersom pierwszy punkt w meczu (21-18). Niepowodzenie w premierowej odsłonie podcięło skrzydła drużynie ZB INSTALGROUP. W drugim i trzecim secie zespół Tomasza Bobcowa nie był już w stanie postawić się faworyzowanemu rywalowi. Kiedy puściła adrenalina - zaczął się ból. W dwóch ostatnich setach faworyt wygrał do 12 i odzyskał miejsce na szczycie ligowej tabeli. Obecny sezon zaczyna przypominać ten, kiedy Challengersi awansowali do drugiej ligi, a po drodze wygrywali w zasadzie wszystko co się da - brawo!

Bayer Gdańsk – GKS Żukowo Bekoni 3-0 (21-18; 21-9; 21-14)

Ojojoj. Cóż to był za mecz. Cóż to były za emocje. Niektórym wjechały one nawet zbyt mocno, do czego jeszcze wrócimy. Informacją dnia jest to, że Bayer zniszczył, zdemolował, zmiażdzył, zezłomował swoich rywali. Wybierzcie obojętnie co, a będzie pasowało. To jak potoczył się cały mecz w stosunku do tego jak sią zaczął było pewnym zaskoczeniem. Lepiej w spotkanie weszli bowiem gracze GKS Żukowo Bekoni, którzy po asie serwisowym Bartosza Kulawego, objęli prowadzenie 10-6. Już po chwili gra się wyrównała, a wraz z tym - emocje w obu drużynach zaczęły buzować. Cóż - powiedzieć, że pomiędzy graczami obu drużyn nie było zbyt miło, to nie powiedzieć nic. W każdym razie - jeszcze do stanu 18-15 wydawało się, że seta wygra dwukrotny Mistrz SL3 - GKS Żukowo. Po chwili team Pawła Dawczaka nie wytrzymał jednak bardzo wysokiej temperatury spotkania, popełnił trzy błędy i w konsekwencji przegrał seta do 18. Niewiarygodne. To w połączeniu z pierwszą akcją drugiego seta, gdy błąd zasłony gwizdnął sędzia, sprawiło, że drużyna z Żukowa była już w absolutnej rozsypce. Po rewelacyjnym okresie - Bayer wysunął się na prowadzenie 14-3, a z zespołu Bekoni nie było już czego zbierać. Po kapitalnej odsłonie 'Aptekarze' wygrali seta do 9. Po tym jak wyglądały dwie pierwsze odsłony - nie było możliwości, że Bayer Gdańsk zdejmie nogę z gazu. Po świetnym okresie Huberta Śliwowskiego, Bayer wysunął się na prowadzenie 12-8 i w dalszej części seta nie miał problemu z dowiezieniem zwycięstwa do końca. Zgodnie z tym o czym pisaliśmy w zapowiedzi - porażka GKS Żukowo Bekoni sprawia, że w naszej ocenie nie ma już szans na dogonienie 'Aptekarzy'. Ci z kolei mogą coraz śmielej myśleć o podium rozgrywek. Brawo!

MPS Volley – AIP 2-1 (14-21; 21-13; 21-15)

Po raz kolejny w obecnym sezonie potwierdziło się, że typowanie spotkań Mistrza i wicemistrza poprzedniego sezonu to istny koszmar. Nigdy nie wiadomo bowiem w jakim składzie zagra MPS oraz CTO Volley. Jeśli obie ekipy nie mają swoich problemów kadrowych i grają 'na galowo', to potrafią błyszczeć tak jak w poprzedniej edycji. Mimo że MPS wygrał spotkanie, to trzeba jednak zauważyć, że początek w ich wykonaniu nie był najlepszy i jest to chyba najdelikatniejsze określenie tego, jak wyglądał w ich wykonaniu początek meczu. Po świetnej zagrywce drużyny AiP, 'Miłośnicy Piłki Siatkowej' zostali odrzuceni od siatki i w konsekwencji - mieli problemy z wyprowadzeniem skutecznych ataków. Kiedy jednak atakowali, to stosunkowo często z jakichś sytuacyjnych piłek, a jak wiadomo - tak się nie da wygrać. Nie z AiP. Kiedy po piorunującym początku 'Przyjaciół' na tablicy wyników było 11-2 dla AiP to obie drużyny były już myślami w środkowej partii. Pod koniec bardzo słaby wynik punktowy MPS-u swoją świetną zagrywką podciągnął jeszcze 'Kowal', ale o dogonieniu rywala nie mogło być przecież mowy (21-14). Środkowa odsłona wyglądała tak, jakby przy okazji zmiany stron, drużyny zamieniły się również koszulkami. Tym razem to gracze w biało-fioletowych barwach mieli problem z przyjęciem i po dwóch asach serwisowych Wojciecha Małeckiego, aktualny Mistrz prowadził już 8-4. W dalszej części wicelider nie był w stanie odrobić strat, a to oznaczało z kolei, że o zwycięstwie zadecyduje finałowa partia (21-13). Trzeci set rozpoczął się od wyrównanej gry obu zespołów, po której trudno było oszacować, w którą to pójdzie stronę (9-9). Po chwili kilkoma skutecznymi akcjami popisał się jednak najlepszy gracz spotkania - Wojciech Małecki, a MPS wysunął się na prowadzenie 15-10, którego nie wypuścił już do końca (21-15).

Old Boys – Bossman Team 0-3 (16-21; 13-21; 11-21)

Niebywałe jak łatwo przyszła wygrana drużynie Bossman Team. O ile w poprzednich meczach Old Boysi mieli pewne problemy kadrowe, to wczoraj wieczorem w hali Ergo Arena pojawili się niemal wszyscy zawodnicy. Wobec tego można było oczekiwać, że drużyna z Pruszcza Gdańskiego na tle Bossmana zaprezentuje się znacznie lepiej. O ile do początku premierowej odsłony oglądaliśmy w miarę wyrównaną partię, to po kilku błędach drużyny z Pruszcza Gdańskiego, Bossman wysunął się na prowadzenie 14-10. W dalszej części seta obie drużyny grały już 'punkt za punkt', a taka strategia nie okazała się dla beniaminka zbyt fortunna (21-16). Zespół Bartłomieja Kniecia podobnie jak w premierowej partii zaczął całkiem obiecująco. Ich strata do rywala wynosiła zaledwie dwa oczka (9-11). Już po chwili Old Boysi zanotowali jednak...niewiarygodny przestój. Po sześciu punktach z rzędu, Bossman wysunął się na prowadzenie 17-9 i nie miał najmniejszego problemu z zapewnieniem sobie drugiego punktu w meczu (21-13). Choć po zakończonym drugim secie, Old Boysi próbowali jeszcze wzniecić żar, to jednak wspomniana mobilizacja na nic się nie zdała. W trzecim secie oglądaliśmy kontynuację zdecydowanie lepszej gry w wykonaniu Bossmana, który demolował wręcz swoich rywali w kulturze gry (21-13). Dzięki wygranej za pełną pulę, zespół Jakuba Kłobuckiego jest już o włos od kolejnej gry w grupie mistrzowskiej - brawo!