Dzień: 2024-05-08

Zapowiedź – MATCHDAY #30

Nie zwalniamy tempa. W grupie mistrzowskiej pierwszej ligi dojdzie do spotkań, które być może przybliżą nas do odpowiedzi o podział miejsc na podium w obecnym sezonie. W drugiej lidze dojdzie do bardzo ważnego starcia pomiędzy Dream Volley a Maritexem. Zapraszamy na zapowiedź!

Dream Volley – Maritex

Godz.: 19:30, boisko nr: 1

Ależ to była ulga. We wtorkowy wieczór team Michała Pietrasika wygrał pierwsze spotkanie w sezonie Wiosna’24. Rywalem Maritexu była ekipa Floty Active Team, czyli bezpośredni rywal w walce o utrzymanie w drugiej klasie rozgrywkowej. Nie chcemy psuć Maritexowi nastrojów, ale wygrana za dwa punkty nie zmienia zbyt dużo w ich aktualnym położeniu. Do wspomnianej Floty, która znajduje się na ‘bezpiecznym miejscu’, Maritex odzyskał zaledwie jeden punkt. Biorąc pod uwagę to, że do zakończenia sezonu pozostało bardzo mało czasu, to ostatni moment na odmienienie swojej sytuacji. Do zakończenia sezonu Maritex rozegra spotkania z drużynami, które aktualnie plasują się na ósmym, dziesiątym, dwunastym oraz czternastym miejscu. Ewidentnie widać, że przed Maritexem otwiera się duża szansa. Z drugiej strony czy aby na pewno? Dzisiejsze starcie to rywalizacja z Dream Volley, który plasuje się na dziesiątym miejscu. W naszym odczuciu ‘Marzyciele’ są jednym z największych rozczarowań obecnego sezonu. Pamiętajmy, że mówimy o drużynie, która w przeszłości regularnie ‘kręciła się’ przy czołowych lokatach w drugiej lidze. Obecny sezon to osiem spotkań, w których Dream wygrał zaledwie jeden mecz. Choć brzmi to niewiarygodnie to zespół Mateusza Dobrzyńskiego musi bronić się przed spadkiem. Mimo, że forma drużyny jest naprawdę kiepska, to uważamy, że w meczu z Maritexem, Dream Volley zrobi ważny krok w kierunku utrzymania.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Challengers – Drużyna A

Godz.: 19:30, boisko nr: 2

Po wtorkowych zwycięstwach drużyny BES Boys BLUM, Challengersi stracili fotel lidera. Warto w tej sytuacji zwrócić jednak uwagę na fakt, że team Wojciecha Lewińskiego nadal jest o krok przed rywalami walczącymi o medale. Tak się bowiem składa, że jeśli wygrają środowe spotkanie z Drużyną A, to do najważniejszych spotkań w sezonie będą przystępowali z jednym punktem przewagi nad wiceliderem rozgrywek. Oczywiście mowa tu o wygranej z Drużyną A za komplet punktów. Jeśli bowiem Challengers stracą jedno oczko, to owszem – będą liderem trzeciej ligi, ale będą mieli tyle samo punktów co BES Boys BLUM. Czy taki scenariusz jest w ogóle możliwy? Cóż, bardzo w to wątpimy. W naszym odczuciu Challengersi nie będą mieli najmniejszych problemów z tym, by wygrać jedenaste spotkanie z rzędu za komplet oczek. To oczywiście niezbyt dobra wiadomość dla Drużyny A, która walczy aktualnie o utrzymanie w trzeciej lidze. Obecnie zespół Karola Majkowskiego znajduje się tuż pod kreską. Do ‘bezpiecznego’ miejsca Drużyna A traci zaledwie jeden punkt i jeśli udałoby im się go zgarnąć w środę, to byłaby to jedna z największych sensacji obecnego sezonu, która z pewnością przybliżałaby zespół w czarnych strojach do utrzymania. Czy środowy wieczór udowodni, że ‘niemożliwe nie istnieje’? Cóż, przekonamy się niebawem.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Old Boys – CTO Volley

Godz.: 19:30, boisko nr: 3

Ależ to był roller-coaster sportowych emocji w wydaniu drużyny Old Boys. Z nieba do piekła, by finalnie – znaleźć się w grupie pięciu najlepszych drużyn w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Na początku – awans z trzeciej do drugiej, a za chwilę pierwszej ligi. Początkowe spotkania to kilka przegranych pojedynków, po których na Old Boys wiele osób postawiło już krzyżyk. Końcówka rundy zasadniczej to kapitalna dyspozycja, w której Old Boys rozbili Eko-Hurt i wskoczyli na piątą lokatę. Co ciekawe – w całej tej historii swój udział miała również drużyna CTO Volley. ‘Pomarańczowi’ kilkanaście dni temu dość zaskakująco przegrali swoje spotkanie z Bossmanem i po wspomnianym meczu wydawało się, że to Bossman znajdzie się wśród najlepszych pięciu drużyn. Ostatecznie, Old Boys nie oglądało się na inne drużyny i wykonało świetną robotę. W środowy wieczór obie drużyny staną do walki o podium rozgrywek. Aktualnie oba teamy mają po 16 punktów, czyli dokładnie tyle ile przed rozpoczęciem grupy mistrzowskiej miała trzecia drużyna w ligowej stawce – Speednet. To oznacza, że medale w przypadku obu drużyn są na wyciągnięcie ręki.  Która z drużyn wygra mecz? W naszym odczuciu będzie podobnie jak w rundzie zasadniczej, gdzie CTO wygrało w stosunku 2-1. Z tego co widzimy – ‘Pomarańczowi’ wciąż mają apetyt na mistrzowski tytuł.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Hydra Volleyball Team – Dream Volley

Godz.: 20:30, boisko nr: 1

Wiemy, że już o tym wspominaliśmy, ale patrząc na aktualną sytuację Hydry nie sposób nie pomyśleć o weselnych oczepinach i dość popularnej zabawie w tańczeniu dookoła krzeseł, których jest mniej niż osób biorących udział w zabawie. Właśnie tak aktualnie wygląda sytuacja Hydry, która po zaledwie jednym na dziewięć możliwych punktów w trzech ostatnich spotkaniach, z dużą dozą prawdopodobieństwa wypisała się z walki o medale. Oczywiście matematycznie Hydra wciąż się broni. Aby jednak wspiąć się w ligowej tabeli, musiałaby wygrać pozostałe cztery mecze i to najlepiej za komplet punktów. Dodatkowo ‘Bestia’ musi liczyć na potknięcia drużyn, które w ligowej tabeli znajdują się nad nimi. W środowy wieczór zespół w złotych strojach zmierzy się z Dream Volley i będzie to czwarty pojedynek obu drużyn. Choć może brzmieć to zaskakująco, biorąc pod uwagę to jak radzą sobie obie drużyny w obecnym sezonie, to lepszym bilansem bezpośrednich spotkań mogą pochwalić się ‘Marzyciele’, którzy wygrali dwa z trzech spotkań. Sądzimy, że w środowy wieczór Hydra odwróci niekorzystny bilans i wygra spotkanie. Czy za komplet punktów? Tak podpowiada logika, ale ta jest regularnie wyśmiewana. O tym czy tak będzie i tym razem, przekonamy się niebawem.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Craftvena – Hapag-Lloyd

Godz.: 20:30, boisko nr: 2

Mówią, że ‘nadzieja umiera ostatnia’. We wtorkowy wieczór, Port Gdańsk uległ 0-3 z Fuxem Pępowo i przy równej liczbie spotkań co Craftvena ma o trzy punkty więcej. Piszemy o tym teraz, ponieważ chcemy nakreślić aktualne położenie ‘Rzemieślników’. Jeśli team Bartka Zakrzewskiego wygra środowe spotkanie za komplet punktów to zrówna się w ligowej tabeli z drużyną, która plasuje się na miejscu gwarantującym utrzymanie w lidze. To pozwoli z kolei przedłużyć emocje w obecnym sezonie. Oczywiście opisując tę całą sytuację nie sposób nie wrócić do poprzedniego meczu Craftveny, w której ci – dość nieoczekiwanie przegrali z APV Gdańsk. Gdyby wówczas wygrali – ich sytuacja w tabeli byłaby zgoła inna. Aktualnie, choć brzmi to brutalnie – Craftvenie dajemy tylko matematyczne szanse na utrzymanie. Jeśli chodzi o Hapag-Lloyd to kwestia spadku jest już bezdyskusyjna. Po dziewięciu spotkaniach obecnego sezonu, na kontach ‘Logistyków’ nie ma ani wygranej, ani nawet punktu. Team Joanny Kożuch najbliżej historycznego punktu był na samym początku ligowych zmagań. 4 marca ‘Logistycy’ rywalizowali z Portem Gdańsk i w pierwszym secie rywalizacji zdobyli 17 oczek. Jeśli chodzi o pierwszy mecz z Craftveną to ‘Pomarańczowi’ zdobywali odpowiednio 12, 9 oraz 10 punktów. Jak będzie w środowy wieczór?

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Merkury – CTO Volley

Godz.: 20:30, boisko nr: 3

Po wczorajszym wyniku Eko-Hurt  – Speednet, w siedzibach Merkurego oraz CTO Volley wystrzeliły korki od szampanów. Jest bowiem oczywiste to, że szanse obu drużyn na końcowy tryumf poszybowały mocno w górę. Oczywiście zdecydowanie większe szanse na mistrzowski tytuł mają aktualnie gracze Merkurego, którzy rozegrali o jedno spotkanie mniej niż wicelider rozgrywek, a i tak znajdują się na pierwszym miejscu w tabeli. Czy to ostatnia prosta w drodze do mistrzostwa? Merkury ma przed sobą cztery spotkania, w których ma ogromną szansę na piąty mistrzowski puchar do swojej gabloty. Bardzo dużo zależeć będzie tu od dzisiejszego spotkania z CTO Volley, z którym w obecnym sezonie zmierzą się…po raz trzeci. Pierwszy raz obie drużyny spotkały się w meczu, w którym potwornych kontuzji doznali Radosław Róg oraz Wojciech Małecki. W związku z kontuzją tego drugiego, mecz został przerwany i dokończony kilkanaście dni później. Wówczas Merkury po chwili cieszył się z kolejnej wygranej w lidze. Czy w środowy wieczór będzie podobnie? W naszych oczach są oni faworytem meczu, ale tak jak wspomnieliśmy w pierwszej zapowiedzi – CTO Volley wciąż ma ochotę na końcowy tryumf. Jeśli w środowy wieczór wygrają dwa spotkania to zrobią w tym kierunku bardzo ważny krok. O tym czy tak będzie, przekonamy się niebawem!

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

MATCHDAY #29

We wtorkowy wieczór swoje pierwsze spotkanie w sezonie Wiosna’24 wygrała ekipa Maritexu, która włącza się do walki o utrzymanie. W pierwszej lidze trzecie spotkanie z rzędu przegrał Mistrz SL3 – Eko-Hurt. Ponadto w obu grupach trzeciej ligi doszło do zmiany lidera. Zapraszamy na podsumowanie!

ACTIVNI Gdańsk – Tiger Team 2-1 (14-21; 21-18; 21-19)

Od pewnego czasu wspominamy, że dyspozycja drużyny Tiger Team zdaje się być zdecydowanie lepsza niż wskazuje na to miejsce w ligowej tabeli. W niej ‘Tygrysy’ walczą bowiem o utrzymanie w trzeciej klasie rozgrywkowej. Każda zdobycz z faworyzowanym przeciwnikiem była dla ‘Tygrysów’ na wagę złota. Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego w meczu, zespół Dawida Staszyńskiego pokazał się z bardzo dobrej strony i po kilku chwilach, po skutecznym ataku Mateusza Sokołowskiego prowadzili 10-6. Na nic zdawał się brany przez ACTIVNYCH czas. Po kilku chwilach rozpędzony team w granatowych barwach prowadził 17-11 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu. Trzeba przy tym zauważyć, że był to jeden z najsłabszych setów ACTIVNYCH w obecnej kampanii. Po takim ‘wykonie’ stało się jasne, że ACTIVNI równie słabo w drugim i trzecim secie już nie zagrają. Pomimo tego, to Tiger Team lepiej rozpoczął środkową partię i po kilku wymianach prowadzili 8-6. Faworyzowanym przeciwnikom z tarapatów udało się wyjść tuż po półmetku seta, gdzie po atakach Kacpra Kwiatkowskiego, ACTIVNI wyrównali po 13. W końcówce seta, przy stanie po 18, Tiger Team popełnił trzy błędy, które sprawiły, że w meczu doszło do wyrównania (21-18). Ostatnia odsłona rozpoczęła się od nieciekawego fragmentu. Obie drużyny ponownie popełniały sporo błędów. Nieco więcej było ich po stronie Tigera, a to z kolei sprawiło, że ACTIVNI rozpoczęli partię od prowadzenia 7-4. Choć z czasem ‘Tygrysom’ udało się doprowadzić do wyrównania (8-8), to druga część należała już do zespołu Artura Kurkowskiego, który pod koniec prowadził 20-16. Choć w kilku ostatnich piłkach Tiger zniwelował nieco stratę, to na wygranie meczu zabrakło już sił.

BES Boys BLUM – Pekabex 3-0 (21-2; 21-5; 21-9)

Tak jak pisaliśmy w zapowiedziach. Mecz z Pekabexem był dla drużyny BES Boys BLUM obowiązkiem do wykonania. Był też dobrą okazją do tego, by w meczu wystąpili gracze, którzy w obecnym sezonie niezbyt często pojawiali się na parkiecie. Pierwszy set rywalizacji to miażdząca przewaga ‘Chłopców’, którzy bezlitośnie wykorzystali problemy w przyjęciu u rywali i rozpoczęli seta od prowadzenia…14-0! Dopiero po chwili błąd popełnił jeden z graczy BBB, a to sprawiło, że Pekabex zdobył premierowy punkt w meczu (14-1). Na drugie oczko, gracze Sylwestra Króla musieli poczekać do końcówki seta i choć BBB wygrali tę partię 21-2, to należy podkreślić, że dwa punkty Pekabexu wynikały z błędów faworyzowanych przeciwników. Druga odsłona to kontynuacja lania, choć trzeba przyznać, że Pekabex zaczął w końcu przyjmować piłkę. Owszem – nadal nie potrafili wykończyć akcji, ale jakiś zalążek gry się wreszcie pojawił. Dalsza część seta to dominacja BBB udokumentowana ich zwycięstwem do pięciu. Dopiero w ostatniej odsłonie, Pekabex zagrał na przyzwoitym jak na swoje warunki poziomie. W partii tej pojawiły się pierwsze wymiany, ale nadal – punkty na ‘zielono-białe’ konto wpływały zazwyczaj po błędach w ataku rywali. Ostatecznie, choć Pekabex wykazał się sporą determinacją to nie zdołał w trzeciej odsłonie zdobyć dwucyfrowej liczby punktów (21-9).

BEemka Volley – MiszMasz 3-0 (21-15; 21-14; 23-21)

Po świetnym występie z Volleyem Gdańsk, zadaniem BEemki Volley było we wtorkowy wieczór nie roztrwonić tego, co team zdołał w ostatnim czasie zbudować. Od początku spotkania, w szeregach BEemki widać było spore skupienie oraz nerwy w momentach, w których BEemka popełniała błędy i w konsekwencji traciła punkty. Mimo to, po ataku oraz asie serwisowym Macieja Wysockiego, team w biało-niebieskich barwach objął prowadzenie 11-7. Po kolejnym ataku z bardzo dużą skutecznością Bartosza Kusińskiego, BEemka prowadziła już 16-10 i po chwili cieszyła się z pierwszego punktu w meczu (21-15). Środkowa odsłona to kontynuacja dominacji BEemki, która już na początku seta pokazała się z dobrej strony w obronie, po których co rusz wyprowadzała skuteczne kontry (8-3). W dalszej części, MiszMasz nie był w stanie podjąć rękawic i finalnie partia ta zakończyła się zwycięstwem faworytów do 14. Zdecydowanie najciekawiej było w ostatniej odsłonie, choć przez długi czas – nic na to nie wskazywało. BEemka podobnie jak w pierwszym i drugim secie zdołała sobie wypracować przewagę, która pod koniec seta wynosiła już sześć punktów (19-13). Choć team Daniela Podgórskiego miał już rywala na widelcu, po chwili zaczęli popełniać koszmarną liczbę błędów, które w połączeniu z lepszym fragmentem Miszmaszu – dało nam wyrównanie po 20. Ostatnie słowo należało jednak do ‘drużyny z Bawarii’, która wygrała seta do 21. Dzięki trzem oczkom, BEemka urwała się goniącemu peletonowi. Zobaczymy czy starczy im siły by dojechać do mety jako pierwsi.

Maritex – Flota Active Team 2 2-1 (21-17; 22-24; 21-18)

Baliśmy się nieco o sferę mentalną drużyny Maritexu. Ilekroć bowiem wychodzili w obecnym sezonie na parkiet – za każdym razem w łeb. Bilans hańby do meczu z Flotą wynosił bowiem uwaga: zero zwycięstw, osiem porażek. Przyznacie chyba, że nie brzmi to zbyt imponująco? No dobra, zostawmy przeszłość. Kto wie, być może we wtorkowy wieczór, Maritex wkroczył w nową erę? Żarty żartami, ale z pewnością wygrana z Flotą da ogromnego kopa przed dalszą częścią sezonu. Samo spotkanie rozpoczęło się od bardzo ciekawych wymian obu stron, które zaprowadziły nas do stanu po 13. Mniej więcej w tym momencie, Maritex zaczął odjeżdżać swoim rywalom. Po dwóch punktach Kamila Warnke było już 19-15 dla zespołu Michała Pietrasika, który po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-17). Środkowa odsłona rozpoczęła się lepiej dla Floty, która na półmetku seta prowadziła 11-7. Mimo to, po chwili zaczęli oni popełniać sporo błędów, co nie jest przecież nowością. Jak pokazują statystyki – to właśnie Flota popełnia najwięcej błędów spośród wszystkich drużyn w drugiej lidze (24,89 vs 19,2 Maritex). Po wspomnianym nieciekawym fragmencie Floty, na tablicy wyników mieliśmy remis po 14. Dalsza część seta to wyrównana i bardzo emocjonująca walka obu stron, która zakończyła się na przewagi i happy-endem Floty (24-22). Ostatni set to walka ‘łeb w łeb’ do stanu po 9. Od środkowej fazy seta, Flota jednak kompletnie stanęła i już po chwili, Maritex prowadził 17-13. Choć w końcówce gracze Michała Pietrasika zadbali o nerwówkę wśród ich kibiców to finalnie, wygrali oni pierwsze spotkanie w sezonie i włączyli się do walki o utrzymanie.

BES Boys BLUM – Inter Marine Masters 3-0 (21-12; 21-17; 21-9)

Po rozjechaniu Pekabexu niczym walec, zespół ‘Chłopców’ stanął do znacznie trudniejszego zadania. Ich rywalem była bowiem czwarta siła obecnego sezonu – Inter Marine Masters. Choć w zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że BBB sięgną prawdopodobnie po wygraną, to jednak uznaliśmy, że Inter Marine Masters zawiesi poprzeczkę wyżej i to znacznie. Cóż – nie zawiesili. Dość widoczne było to już w pierwszej odsłonie, w której wyrównana walka trwała do stanu po 10. W drugiej części seta, ‘Mastersi’ kompletnie stanęli i dziewięć punktów z rzędu powędrowało na konta drużyny Ryszarda Nowaka. Ostatecznie, premierowa partia zakończyła się zwycięstwem ‘Chłopców’ do 12. Środkowa odsłona to najciekawszy fragment meczu. Można było bowiem uwierzyć w to, że mecz nie będzie aż tak jednostronnym widowiskiem. Gracze w białych strojach prezentowali się w tej partii o niebo lepiej i tuż po półmetku remisowali z BBB po 13. Gracze Ryszarda Nowaka sforsowali zasieki rywali dopiero po chwili i w końcówce po kilku atakach oraz skutecznej zagrywce Łukasza Wenty, BBB cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-17). Ostatni set to prawdziwa deklasacja i różnica poziomów. Gracze ‘Masters’ prezentowali się na tle swoich rywali o dwie klasy gorzej. Jeśli chodzi o nowych liderów tabeli – tu było zupełnie odwrotnie. Wszystkie próby ataków im po prostu ‘siadały’. Mocno? Proszę bardzo! Kiwka? Nie ma problemu. I tak do znudzenia. Gra na wysokiej skuteczności, obnażenie mankamentów rywali, czy wreszcie zwieszone głowy przeciwników sprawiły, że gracze Ryszarda Nowaka rozbili ich do 9 i zgarnęli arcyważne punkty do ligowej tabeli. Brawo!

Port Gdańsk – Fux Pępowo 0-3 (16-21; 18-21; 14-21)

Po serii czterech porażek z rzędu, Port Gdańsk przystępował do kolejnego arcytrudnego spotkania w sezonie Wiosna’24. Wtorkowym rywalem ‘Portowców’ była ekipa Fuxa Pępowo, która walczyła o żółtą koszulkę lidera. Mimo to, zespół ‘z doków’ chciał za wszelką cenę poszukać punktów, bowiem ich utrzymanie w trzeciej klasie rozgrywkowej wciąż nie jest kwestią rozstrzygniętą. Gdyby udało im się sięgnąć po choć jeden punkt to wówczas mieliby cztery punkty przewagi nad Craftveną i byłby to bufor bezpieczeństwa pozwalający na wpadkę w bezpośrednim meczu. Jak możecie się domyślać – nic z tych rzeczy. Choć od początku spotkania gracze z Pępowa mieli problemy z przyjęciem, po których ‘Portowcy’ prowadzili 5-3, to z czasem ‘wszystko wróciło do normy’. Po podwójnym odbiciu rozgrywającego Portu – Fux wyszedł na prowadzenie 9-8 i od tego czasu uzyskał inicjatywę w secie. W dalszej części maszyna z Pępowa rozkręcała się coraz mocniej i finalnie wygrała tę partię do 16. Najciekawszym setem był jednak ten środkowy. Do stanu 14-14 nie było bowiem wiadomo, która z drużyn zdoła przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę. Po chwili ważnym blokiem oraz atakiem popisał się Jakub Gałecki (19-16), po czym Fux mógł cieszyć się z drugiego punktu w meczu. Ostatnia partia to dominacja graczy występujących w delegacji. Po ataku, bloku oraz asie serwisowym Dominika Bychowskiego, Fux prowadził 12-7 i stało się jasne, która z drużyn za chwilę wygra seta. Ostatecznie graczom Portu udało się w tej partii sięgnąć po 14 oczek. 

EKO-HURT – Speednet 1-2 (16-21; 21-18; 17-21)

Po raz ostatni Eko-Hurt trzy mecze z rzędu przegrał niespełna dwa lata temu. Wówczas przegrał z ZCP, MPS oraz CTO Volley. Czemu o tym piszemy? Ano dlatego, że spotkanie ze Speednetem było trzecią porażką z rzędu ‘Hurtowników’, któremu tytuł mistrzowski zdaje się odjeżdżać coraz dalej. We wtorkowy wieczór drużynie Eko-Hurt nie pomogła nawet obecność Igora Ciemachowskiego, który w związku z kontuzją zagrywał oraz atakował lewą ręką. Samo spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenie Eko-Hurtu, który wygrywał 3-0 i Speednet musiał wziąć pierwszy czas w secie. Prowadzenie ‘Hurtownicy’ utrzymywali mniej więcej do połowy seta (11-8). Z czasem kapitalną robotę zrobił blok Speednetu, który sprawił, że ‘Programiści’ odrobili straty, a po chwili wyszli na prowadzenie 14-11. Po chwili dobrą zagrywką popisał się środkowy Paweł Kolan, po której Eko-Hurt się już nie podniósł (21-16). W środkowej odsłonie Speednet zdawał się iść za ciosem (11-9). Mniej więcej w połowie seta to oni wzorem Eko-Hurtu z pierwszego seta się zacięli, a moment przestoju – Eko-Hurt wykorzystał błyskawicznie (16-13). Końcówka seta to próby odwrócenia wyniku przez Speednet, które ostatecznie spełzły na niczym. Zwycięzca meczu musiał zostać wyłoniony dopiero w trzeciej odsłonie. Choć partia ta rozpoczęła się idealnie dla ‘Różowych’ (4-0), to jednak Eko-Hurt zdołał odrobić straty (8-8). Scenariusz, w którym Speednet najpierw budował przewagę, a następnie trwonił oglądaliśmy jeszcze dwukrotnie. Za trzecim razem – już w końcówce, stało się jednak inaczej i po kilku atakach Mateusza Szturmowskiego, Speednet cieszył się z wygranej ważnego meczu. Oj, walka o medale będzie w tym sezonie pasjonująca.

BL Volley – Volley Surprise 0-3 (10-21; 18-21; 18-21)

Wiecie ile % osób stawiało w typerze na to, że Volley Surprise zgarnie we wtorkowy wieczór pełną pulę? Nieco ponad jeden. Zdecydowana większość uznała, że mecz skończy się zwycięstwem ‘Tygrysów’, którzy w ostatnim czasie byli przez nas dość mocno chwaleni. Cóż. Powiedzonko ‘trzecia liga styl życia’ wciąż aktualne. Już początek spotkania pokazał, że ‘Słupszczanie’ są w mega gazie. Po atakach Jakuba Klimika oraz Damiana Breszki, Volley objął prowadzenie 11-6. Trzeba przyznać, że w dalszej części BL Volley nie robił kompletnie nic, aby ten stan odwrócić. Albo grali kiepsko w obronie, albo popełniali błędy, albo nie nadążali w bloku. Lista mankamentów była bardzo obszerna. Za to Volley Surprise zagrał świetnie i mamy pewną satysfakcję, że rosnącą formę drużyny wyłapaliśmy już przed tygodniem. Druga odsłona to zdecydowanie trudniejsze zadanie dla Volley Surprise. W końcu, BL Volley zaczął bowiem grać w siatkówkę, a nie uchylać się przed piłką niczym w zbijaku. Choć set rozpoczął się od prowadzenia ‘żółto-czarnych’ (13-8), to z czasem BL doprowadził do wyrównania po 15. Kiedy wydawało się, że pójdą za ciosem – problemy z przyjęciem dały ponownie o sobie znać, a to sprawiło, że Volley Surprise odzyskał prowadzenie (18-15) i po chwili cieszył się z wygranej meczu. Team Macieja Siacha parł jednak dalej, tym razem po trzeci punkt w spotkaniu. Po wyrównanym początku seta, mieliśmy wynik po 13. W końcowej fazie seta BL wyglądał tak jak wygląda mucha, która wpadnie w obleśny lep. Na początku ofiara jeszcze walczy, próbuje wydostać się ze śmiercionośnej pułapki, ale koniec jest już przesądzony. Tak było i tym razem, gdzie po kilku chwilach Volley Surprise cieszył się z szalenie istotnego kompletu oczek. Brawo!

APV Gdańsk – Fux Pępowo 0-3 (11-21; 14-21; 10-21)

Wtorkowy wieczór miał dla ‘Koniczynek’ niebagatelne znaczenie. Komplet sześciu punktów sprawiał bowiem, że gracze z Pępowa staliby się nowym liderem rozgrywek. Dodatkowo – wysokie wygrane w poszczególnych setach dawały Fuxowi sporą przewagę w małych punktach, a to z kolei bufor bezpieczeństwa w razie potencjalnej przegranej w stosunku 0-3 ze Spontanem. Cóż – plan zespołu Andrzeja Pipki na wtorkowy wieczór został zrealizowany w 100%. Po spotkaniu z APV, gracze z Pępowa zaczęli śpiewać znaną nutę, z której mogliśmy się dowiedzieć, że ‘mają lidera’. Tu nie mogło być inaczej. Pierwszy set to w miarę wyrównana walka, która zaprowadziła nas do stanu 9-8 dla faworyta. Po kilku atakach Piotra Czerwińskiego, po chwili było już 15-9 i wówczas – obie drużyny myślami były już przy drugim secie (21-11). Środkowa odsłona rozpoczęła się od dwóch asów rozgrywającego APV – Jakuba Szredera (2-0). Niestety dla zespołu Grzegorza Żyły-Stawarskiego były to miłe złego początki. Już po chwili, Fux odrobił stratę, by po chwili samemu objąć prowadzenie 10-5. Dalsza część seta to szarpana gra obu ekip. Dopiero w końcowej fazie partii Cezary Labudda wziął sprawy w swoje ręce i udokumentował drugi punkt ‘Koniczynek’ (21-14). Ostatni set rywalizacji to prawdziwa demolka zespołu APV, który finalnie zdołał ugrać w tej partii ledwie 10 oczek.