Trudno przypomnieć nam sobie moment, w którym ekipa MiszMasz miałaby podobne problemy kadrowe jak w środowy wieczór w konfrontacji z Info Distributions. W związku z kontuzjami czy prywatnymi sprawami niektórych z graczy drużyny Michała Grymuzy – drużyna postanowiła pozmieniać zawodnikom pozycje, dodatkowo w ekipie pojawiły się nowe twarze. Mówiąc w skrócie – po kilku latach zrozumieliśmy wreszcie, skąd wzięła się nazwa drużyny. Notabene – słowo zwrot MiszMasz kojarzy się z chaosem, nieładem oraz bałaganem. Cóż – i tego w trakcie meczu, a szczególnie w pierwszym secie nie brakowało. Drużyna Info Distributions nie miała w pierwszej odsłonie większych problemów by to wykorzystać. Po bardzo mocnym początku w wykonaniu ‘Drukarzy’, prowadzili oni 7-3. Z czasem po ataku środkowego – Roberta Kościńskiego, przewaga teamu Macieja Skowrońskiego wzrosła do stanu 15-9, a to oznaczało z kolei, że obie drużyny mogły powoli myśleć o środkowej odsłonie. To, co wydarzyło się w tej partii, było co najmniej…dziwne. No bo jak wytłumaczyć fakt, że ‘Drukarze’ rozpoczęli seta od prowadzenia 4-1, a po chwili dosłownie zaprzepaścili to, co wypracowali od początku spotkania? Jak mogło dojść do tego, że niespodziewanie zaczęli grać tak, jakby ktoś potraktował ich pavulonem? Całkowity paraliż, który trudno racjonalnie wytłumaczyć. Po chwili, przy kapitalnej serii na ‘zagrze’ występującego w środę na przyjęciu, sypacza – Antona Hukasova, MiszMasz nie dość, że odbudował stratę, to po chwili zaczął grać swój mecz. Ich rywalom, pozostało bierne przyglądanie się grze przeciwników i ostatecznie – MiszMasz ‘zmiótł z planszy’ swoich rywali, wygrywając do 12. Ostatni set był jednocześnie tym najciekawszym. Poza samym faktem, że walka ‘łeb w łeb’ trwała od pierwszej do ostatniej wymiany to… trwała ona również z sędzią prowadzącą zawody. Chryste, ileż tu było pretensji. Wracając jednak do aspektów sportowych – wyrównana rywalizacja doprowadziła nas do stanu po 21. Dwa końcowe ciosy – dające zwycięstwo MiszMaszowi wyprowadzili Dmytro Moroziuk oraz debiutujący w drużynie Damian Kolka.
Dzień: 2023-05-10
AXIS – AVOCADO friends
Patrząc na przebieg pierwszego seta – nie spodziewaliśmy się aż takich emocji. Zanim do tego przejdziemy – kilka słów wstępu. Do pojedynku na boisku numer 1, obie drużyny przystąpiły tuż po porażkach we wcześniejszych meczach, w których AXIS musiało uznać wyższość Dream Volley, a AVOCADO friends – MPS-u Volley. Mimo faktu, że ‘Weganie’ nie wyglądali we wspomnianym spotkaniu najlepiej – to i tak w naszych oczach byli faworytem konfrontacji z ostatnią drużyną w ligowej tabeli. To co oglądaliśmy od pierwszego gwizdka sędziego – tylko nas w tym utwierdziła. Po kapitalnej serii na zagrywce Filipa Kowalewskiego, AVOCADO objęło prowadzenie 13-4 i zasadniczo – emocje w tej partii były zakończone. Po tym co widzieliśmy w pierwszym secie – nie dało się przewidzieć tego, jak zmieni się oblicze spotkania. Druga odsłona rozpoczęła się zdecydowanie lepiej dla graczy w czerwonych strojach, którzy po ataku Wojciecha Orlańczyka wyszli na czteropunktowe prowadzenie (10-6). W dalszej części seta, ‘Weganie’ popełnili sporo błędów w ataku, które tak naprawdę uniemożliwiły im dogonienie swoich rywali. Finalnie – grająca mądrą siatkówkę ekipa AXIS, dopięła po chwili swego i wygrała seta do 17. Tak jak wspomnieliśmy na początku – zdecydowanie najwięcej działo się w trzeciej patii. Od początku byliśmy świadkami szarpanej gry. A to na trzypunktowe prowadzenie wysunęła się ekipa Fabiana Polita (8-5), by po chwili tego samego dokonali gracze Arkadiusza Kozłowskiego (14-11). Koniec końców dobiliśmy do punktu kulminacyjnego spotkania czyli stanu po 18. Po chwili duet Orlańczyk – Lewandowski wyprowadził AXIS do stanu 20-18, a to oznaczało, że ‘Czerwoni’ staną po chwili przed ogromną okazją na pierwsze zwycięstwo w sezonie Wiosna’23. Kolejny punkt zdobyła jednak drużyna ‘Wegan’ (20-19). Ostatnia akcja w meczu to nieskończony atak drużyny z ulicy Kartuskiej i kontra z prawego skrzydła ‘Wegan’, która zakończyła się niemałą awanturą. W skrócie – według ‘Wegan’ było pole. Według AXIS – out. Według Sędziego? Cóż – sami nie wiemy i to właśnie te niezdecydowanie sprawiło tyle nerwowości. Finalnie mecz zakończył się wynikiem 2-1 dla AXIS, a to oznacza, że w drugiej lidze nie ma już ani jednej drużyny bez zwycięstwa na koncie. Ponadto – ekipa Fabiana Polita zrobiła w środę bardzo ważny krok w kierunku utrzymania w lidze.
AXIS – Dream Volley
W środowy wieczór – przed drużyną AXIS stało niezwykle wymagające zadanie. Gracze w czerwonych trykotach mieli bowiem do rozegrania dwa spotkania z drużynami, które do niedawna rywalizowały w najwyższej klasie rozgrywkowej. W odczuciu Redakcji oraz chyba niemal wszystkich osób interesujących się SL3 – AXIS nie był faworytem ani spotkania z Dream Volley ani z AVOCADO. Mimo to, już w zapowiedziach wskazaliśmy na to, że są oni w stanie pokusić się o punkty. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się jednak zgodnie z tym, czego można się było spodziewać. Od pierwszego gwizdka sędziego to ‘Marzyciele’ przejęli inicjatywę w meczu i po dwóch zagrywkach Fabiana Mejcherskiego objęli oni prowadzenie 11-7. Czteropunktowa strata punktowa nie podziałała na morale AXIS mobilizująco. Od mniej więcej połowy seta – gracze w czerwonych strojach grali bez większej wiary w korzystny wynik. Finalnie – zakończyło się na czternastu oczkach dla drużyny Fabiana Polita. Druga odsłona rywalizacji – to niemal kopia tego, co mogliśmy oglądać w pierwszym secie. Do pewnego momentu gra obu drużyn była w miarę wyrównana (10-10), ale w drugiej części partii AXIS nie zdołało wytrzymać tempa narzuconego przez ich rywali. Z pewnością w osiągnięciu korzystnego wyniku w tej partii, drużynie AXIS nie pomogła stosunkowo duża liczba błędów własnych. Tych – w ostatnim secie było zdecydowanie mniej. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich partiach – pierwsza połowa seta to stosunkowo wyrównana odsłona. Tym razem jednak, w dalszej części partii, Dream Volley nie zdołał zbudować sobie przewagi. Niemal do samego końca trwała walka ‘łeb w łeb’ (18-18), która trwała do stanu po 18. W końcówce po atakach Wojciecha Orlańczyka oraz Krzysztofa Lewandowskiego – AXIS zdołało wygrać seta do 18. Ostatecznie w spotkaniu nastąpił podział punktów i sami do końca nie wiemy, która z drużyn może być z tego faktu bardziej zadowolona.
Volley Gdańsk – Hydra Volleyball Team
Tak jak wskazywaliśmy w zapowiedziach przedmeczowych – dla obu drużyn środowe spotkania zdawało się być jednym z najważniejszych pojedynków w ostatnim czasie. Wszystko za sprawą tego, że kolejna strata punktów dla obu drużyn może okazać się tragiczna w skutkach. Finalnie – punkty straciły obie ekipy i nie owijając w bawełnę – uważamy, że będą mieli one ogromne problemy z utrzymaniem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Po rundzie zasadniczej – oba teamy mają po pięć punktów i do miejsca barażowego tracą obecnie aż cztery oczka. O tym – porozmawiamy sobie jednak szerzej za jakiś czas. Wracając jeszcze do zapowiedzi – jako faworyta meczu wskazaliśmy trzykrotnych mistrzów Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – drużynę Volley Gdańsk. Początek spotkania zdawał się potwierdzać nasze predykcje. ‘Żółto-czarni’ po wyrównanym początku (6-6) zdołali odskoczyć swoim rywalom na trzy oczka (9-6). Mimo że z czasem Hydra zdołała zniwelować tę stratę (12-11), to jednak w dalszej części seta nie byli w stanie przerwać ataków, które co rusz penetrowały zasieki Hydry. Finalnie – pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 21-15 i był to doskonały prognostyk dla Volleya przed dalszą częścią seta. Niestety dla nich – w drugiej partii na parkiecie zobaczyliśmy obie drużyny w zupełnie innej dyspozycji. Wygrana Hydry w środkowej partii do 14 to wypadkowa tego, że Hydra zagrała świetnie, ale nie sposób nie wspomnieć o tym, że był to kolejny – bardzo słaby fragment ‘żółto-czarnych’ w obecnym sezonie. O zwycięstwie meczu decydował trzeci set, który rozpoczął się od wyniku…7-1 dla Hydry. W dalszej części Volley zdołał poprawić swoją grę i w jakimś stopniu im się to udało. Mimo to – Hydra nie dała już sobie zrobić krzywdy i finalnie wygrała drugie spotkanie w obecnym sezonie. Tak jak wspomnieliśmy na początku – szanse obu drużyn na utrzymanie nie są obecnie zbyt duże. Mimo to – nadal jeszcze wszystko w ich rękach. Jeśli by się udało – byłby to naprawdę jeden z większych ‘twistów’ w historii rozgrywek.