Dzień: 2023-05-08

Tufi Team – Oliwa Team

Po rewelacyjnej dyspozycji, którą drużyna Tufi Team zaprezentowała kilka dni wcześniej w konfrontacji z Dream Volley – w oczach Redakcji byli oni wyraźnym faworytem poniedziałkowego starcia. Ich rywalem była bowiem Oliwa, która do pierwszego gwizdka sędziego, miała zaledwie dziewięć punktów w ośmiu spotkaniach. Tufi Team z kolei – potencjalną wygraną za komplet punktów mógł wskoczyć na podium rozgrywek. Jak widać – stawka spotkania była stosunkowo wysoka. Kto wie, być może to właśnie presja sprawiła, że w pierwszej odsłonie rywalizacji, byliśmy świadkami TEGO. Choć trudno to uwierzyć, Oliwa w początkowym fragmencie meczu – miażdżyła swoich rywali. Oliwski walec bezlitośnie punktował wszystkie mankamenty w grze swoich rywali, dzięki czemu w pewnym momencie na tablicy wyników pojawił się wynik wręcz niewiarygodny (16-4)! Kiedy zanosiło się na największe upokorzenie drużyny Mateusza Woźniaka w 88 spotkaniach SL3 – Tufi się ogarnęło i w efekcie uniknęli blamażu, na który się zanosiło. Co więcej – w drugim secie kontynuowali dobrą grę, którą zaprezentowali pod koniec pierwszego seta. Dzięki temu rozpoczęli oni środkową partię od prowadzenia 10-5. W dalszej części seta, było już 18-11 a to oznaczało, że w tej partii krzywda się im już nie stanie. O tym, która z drużyn wygra mecz – musiał zadecydować ostatni set. Po dwóch blokach z rzędu środkowego Macieja Kuci oraz zagrywce Daniela Karpińskiego – Oliwa objęła wysokie prowadzenie 11-5 i w dalszej części seta, zdołali oni tę przewagę utrzymać i finalnie cieszyć się z wygranej. Co było kluczem do zwycięstwa? Zdecydowana przewaga w polu serwisowym.

CTO Volley – ZCP Volley Gdańsk

Oj, zdziwilibyśmy się, gdyby na ostatniej prostej, drużyna CTO Volley ‘poślizgnęła się na skórce od banana’. Po rundzie zasadniczej – ‘Mechaniczna Pomarańcza’ ma komplet zwycięstw oraz pięć punktów przewagi nad wiceliderem. Ok, wiemy, że drużyny często denerwują się na Redakcje, gdy ta przedwcześnie koronuje jedną z ekip, ale naprawdę trudno uwierzyć w kataklizm, który dotknąłby obecnie CTO. Jeśli jednak by się tak stało to doszłoby do sytuacji absolutnie bezprecedensowej, o której wspominałoby się latami. Przewalić pięć na dwanaście możliwych punktów i dodatkowo założyć, że rywale będą te punkty zdobywać? Bitch – please! A może… Może obecny plan CTO jest wygranie pierwszej ligi bez jakiejkolwiek przegranej? To byłoby już naprawdę przekozackie. Dobra – na podsumowania sezonu przyjdzie jeszcze czas. Póki co – należy podsumować mecz. Ten rozpoczął się…dość nudno. Nie ukrywamy, że liczyliśmy na coś więcej, ale spore roszady w składzie ZCP sprawiły widocznie, że ‘żółto-czarni’ potrzebowali nieco więcej czasu na wskoczenie na wyższe obroty. Pierwszy set padł łupem CTO i prawdę mówiąc – chyba sami byli zaskoczeni, że wygrana przyszła im tak łatwo. Zdecydowanie trudniej było z kolei w środkowej odsłonie. Bez półśrodków – przechodzimy do samej końcówki seta, w której działo się naprawdę dużo. Co ciekawe – CTO Volley mimo iż był po raz czwarty tego dnia w opałach (w każdym secie w meczu z BEemką Volley) to finalnie za każdym razem wychodził z opresji obronną ręką. Przypadek? Nie sądzę. Ostatni set to pewien twist. Tym razem to ZCP Volley Gdańsk objął kilkupunktowe prowadzenie i wygrał seta do 16. Choć może Redakcja nie powinna tego pisać – może i dobrze się stało. Ten jeden punkt sprawia, że istnieją jeszcze szanse na emocje.

Speednet 2 – Craftvena

Gdybyśmy mieli znaleźć porównanie dużej części spotkań z obecnego sezonu w wykonaniu Speednetu to porównalibyśmy je do miesiąca…listopad. Deszcz. Zimno. Przygnębiająco. Mgliście. Dżdżyście. Depresyjnie. Tak jest – nie ma miękkiej gry. Speednet 2 zagrał w SL3 ponad 100 spotkań i tu się nie ma co zbytnio pieścić. Jak będzie źle, to będziemy pierwsi by to napisać. W poniedziałkowy wieczór – mimo, że zakończyło się porażką było naprawdę świetnie. Walka, emocje, pasja. No było w tym spotkaniu wszystko i to było to. Co więcej – było naprawdę bardzo blisko tego, by Speednet wygrał zawody i po meczu – już w szatni wraz z zawodnikami Speednetu zastanawialiśmy się, kiedy było bliżej. Czy w ubiegłym roku z Portem, czy może jednak w poniedziałek? Cóż – trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Pierwszy set rywalizacji to niespodziewane ‘wejście z buta’ drużyny Speednetu, który po kilku chwilach prowadził…5-0! W dalszej części seta, ‘Rzemieślnicy’ się nieco odkręcili, w efekcie czego doprowadzili do wyrównania po 8. Mimo to – Speednet dalej ze wściekłością dociskał pedał gazu i ani myślał zwalniać. To jak widać się opłaciło. W końcówce po punktach Piotra Przywieczerskiego oraz Mateusza Chodyny, Speednet wypracował sobie kilkupunktową przewagę i wygrał do 17. Drugi set? Dajcie nam więcej takich emocji. Wyrównana gra obu drużyn, zaprowadziła nas do końcówki, w której Speednet prowadził 19-17. Jako, że mamy akurat matury tu musimy wrzucić kamyczek do ogródka ‘Programistów’, którzy NIE ZDALI ‘egzaminu dojrzałości’. Mając słaniającego się na nogach rywala – trzeba go docisnąć. Parafrazując słowa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – jak masz wygrywać mecze w SL3 musisz być twardy. Nie możesz sobie pozwolić, by rozbiła cię jakaś sytuacja (…) Cóż – Speednet sobie pozwolił, co doświadczony gracz Craftvena – wykorzystał. Na szczęście dla widowiska – drugi set nie był jedynym, w którym się coś działo. Trzecia partia również nie zawiodła. Po wyrównanej odsłonie, w końcówce Craftvena objęła prowadzenie 20-16. Mimo, że Speednet zdołał pod koniec zdobyć kilka oczek to jednak finalnie, z wygranej cieszyła się Craftvena.

Team Spontan – BES Boys BLUM

Po sporej niespodziance, którą z pewnością było zwycięstwo Team Spontan z Dzikami Wejherowo, ‘kolekcjonerzy niezaplanowanych chwil’ przystąpili do drugiego spotkania w poniedziałkowy wieczór. Obojętnie, na jaką kurtuazję byśmy się nie silili – nie damy rady ubrać w słowa tego, że dla Spontana, mecz z BES Boys BLUM miał być tym trudniejszym pojedynkiem. Pewne rzeczy się po prostu nie obronią. Jako, że mamy to już wyjaśnione, to sprecyzujmy. Biorąc pod uwagę formę ‘Spontana’ z poniedziałkowego wieczoru – wygrana z trzynastą siłą obecnego sezonu była obowiązkiem. Nie samo miejsce w tabeli drużyny BES Boys BLUM jest ich największym problemem. Gorszym zdaje się być fakt, że drużyna Ryszarda Nowaka prezentuje obecnie bardzo kiepską formę i prawdę mówiąc – na horyzoncie widać same chmury i ani jednego promyka słońca. Po przegranej poniedziałkowego spotkania, drużynie BES Boys BLUM zostały zaledwie trzy szanse na odmienienie swojego losu. Udało się dwa sezony temu, nie inaczej było w poprzedniej edycji, w której spod gilotyny – ‘Chłopcy’ uciekli dopiero w meczu barażowym. Czy i tym razem sprawdzi się porzekadło mówiące o tym, że ‘do trzech razy sztuka’? Ok – nie wyprzedzajmy jeszcze pewnych zdarzeń. Sam mecz? Dominacja, kontrola, zero stresu, chill. Nie wiemy nawet co wypisywać po przecinku, ale BES Boys BLUM postawiło swoim rywalom poprzeczkę naprawdę nisko. Niech obrazu tego meczu nie zaburzy wynik trzeciego seta. Jako, że narracja tego podsumowania była nieco ponura – słówko otuchy dla ‘Chłopców’? Gorzej niż w kilku ostatnich meczach raczej nie będzie. A Spontan? Cóż, wydaje się, że w poniedziałkowy wieczór postawili pieczęć dokumentującą ich utrzymanie w drugiej lidze. Przez chwilę było groźnie, ale wyjście z kryzysu w taki sposób było doprawdy imponujące.

CTO Volley – BEemka Volley

Na początku podsumowania, chcielibyśmy napisać, że BEemka nam po ludzku zaimponowała. Jak na świeżo po meczu, słusznie zauważył jednak kapitan drużyny – ‘punktów im to nie dało’. Cóż – trudno się z tym nie zgodzić, choć trzeba sobie powiedzieć wprost, że z taką grą jak w poniedziałek – BEemka nie powinna mieć większych problemów z utrzymaniem. Samo spotkanie było bardzo ciekawym widowiskiem, co potwierdza suchy wynik. W każdym z trzech setów, różnica punktowa pomiędzy drużynami wynosiła zaledwie dwa małe oczka. Czy wynik zawodów mógł być inny? Oczywiście. Uważamy nawet, że BEemka zasłużyła na jeden punkt w meczu. Pierwszy set? Wyrównana gra, po której CTO Volley odskoczyło dopiero w końcówce (18-18; 20-18). Mimo, że w pierwszym secie nie narzekaliśmy na nudę, to druga oraz trzecia partia była prawdziwą ucztą dla kibiców. Pod koniec środkowej partii, po bardzo kontrowersyjnej decyzji sędzi prowadzącej zawody, na prowadzenie wysunęła się BEemka. W końcówce to ‘Pomarańczowi’ zachowali więcej zimnej krwi i wygrali tę partię do 21. Ostatni set to ponownie ogromna szansa BEemki i zawód związany z brakiem punktu. W końcówce, ‘biało-niebiescy’ mieli kilka piłek setowych, ale finalnie – i tym razem drużyna z Malborka pokazała stalowe nerwy. Co tu dużo gadać – wygrana za komplet punktów sprawiła, że na autostradzie prowadzącej do mistrzostwa – otworzyła się dla CTO bramka wjazdowa.

Team Spontan – Dziki Wejherowo

Swego czasu legendarny polski zespół – Paktofonika wypuścił piosenkę, której tekst dość dobrze obrazuje to co działo się ostatnio wokół drużyny Team Spontan. Mowa rzecz jasna o piosence ‘Znikam’, a raczej jej fragmencie: ‘Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili – pokaż, że się mylili, nie czekaj ani chwili’. Cóż – ‘Spontaniczni’ kazali swoim kibicom jednak chwilę poczekać. Patrząc jednak na formę, którą drużyna zaprezentowała w poniedziałkowy wieczór, chciałoby się rzec, że warto było. No bo powiedzmy sobie wprost – to nie Spontan był faworytem spotkania i sytuacji tej nie zmieniał nawet fakt, że Dziki przystępowały do pojedynku po dość nieoczekiwanej porażce ze Zmieszanymi. Mimo to – już od pierwszego gwizdka sędziego było widać, że ‘Spontaniczni’ są w poniedziałkowy wieczór sfokusowani na zwycięstwo. Od początku spotkania byliśmy świadkami bardzo dobrej i jakościowej gry obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 12. Sygnał do próby ucieczki, świetną zagrywką dał atakujący Spontana – Mariusz Skierkowski (16-14). W dalszej części seta, po kilku atakach Michała Przekopa – Spontan przypieczętował zwycięstwo w premierowej odsłonie (21-18). Środkowa odsłona to walka ‘łeb w łeb’, którą mogliśmy podziwiać do stanu po 11. Tym razem – w rolę pierwszoplanowej postaci wcielił się rozgrywający Dzików – Witold Klimas, po którego bloku oraz zagrywce, Dziki objęły prowadzenie 16-14 i w dalszej części seta ‘przypilnowały wyniku’ (21-16). O zwycięstwie w meczu musiała zadecydować trzeci partia. Ta przebiegała już pod dyktando graczy Team Spontan, którzy błyskawicznie objęli kilkupunktowe prowadzenie 14-7 i nie mieli problemów z tym, by ograć faworyzowaną ‘Dziczyznę’.

Bayer Gdańsk – Tiger Team

Trzecia siła poprzedniego sezonu – drużyna Bayer Gdańsk przystępowała do spotkania z Tiger Team po niespodziewanej porażce, której drużyna doświadczyła w meczu z ACTIVNYMI Gdańsk. Poniedziałkowy mecz, był dla ‘Aptekarzy’ ważny również z tego względu, że kolejna porażka mogłaby bardzo mocno skomplikować sprawę ich potencjalnego awansu do drugiej ligi. O mobilizację w szeregach ‘Aptekarzy’ nie było zatem trudno. Pierwszy set rywalizacji, zdawał się to potwierdzać. O ile początek meczu to wyrównana gra, po której na tablicy wyników było po 11 – tak druga część premierowej odsłony to zdecydowana przewaga drużyny Jakuba Macieszy. Ze stanu 11-11 po chwili zrobiło się 19-12, a to oznaczało z kolei, że większych emocji w tej partii już nie uświadczymy. Nie inaczej było w środkowej odsłonie, która była wypisz – wymaluj kopią tego, co oglądaliśmy w premierowej partii. Dowód? Proszę bardzo – wyniki 11-11, a następnie przy ogromnym udziale Damiana Harica – Bayer wysunął się na prowadzenie 18-13 i po chwili dopiął swego. Przed finałową partią można mieć było poczucie, że Bayer Gdańsk za kilkanaście minut będzie cieszył się z kompletu punktów. Niestety dla nich – finałowa partia zaczęła się dla nich fatalnie. Po problemach z przyjęciem oraz wykończeniem akcji to ‘Tygrysy’ objęły prowadzenie 7-2. Na nic zdały się kolejne ‘czasy’ brane przez ‘Aptekarzy’. Tiger grał dobrze, skutecznie i się nie podpalał. Dzięki temu posiadając w końcówce przewagę około sześciu punktów mógł pozwolić sobie na grę ‘punkt za punkt’, która finalnie sprawiła, że to właśnie oni wygrali tę partię i mecz zakończył się podziałem punktów.

TGD – Chilli Amigos

Po kapitalnym zwycięstwie nad ACTIVNYMI Gdańsk, drużyna Chilli Amigos przystąpiła w poniedziałkowy wieczór do kolejnego spotkania z rywalem, który na papierze wydawał się być bardzo mocny. Wracając na chwilę do wspomnianego spotkania z drużyną Artura Kurkowskiego – to co zrobili w czwartkowy wieczór ACTIVNI, na tyle spodobało się ‘Papryczkom’, że ci – postanowili pokusić się o coś podobnego. Mówiąc precyzyjniej – otwarcie meczu w wykonaniu Chilli Amigos było jednym wielkim koszmarem. Po prawdziwej miazdze na zagrywce, TGD prowadziło w pewnym momencie…15-3 i zapowiadało się na największe lanie w historii drużyny Chilli, a przypomnijmy, że swego czasu byli oni notorycznie batożeni w drugiej lidze. Jako, że Chilli nie chciało dopisać do swojej historii nowej – niechlubnej karty, w drugiej części seta to oni zaczęli taśmowo punktować i finalnie – po bardzo szarpanym secie, to TGD cieszyło się ze zwycięstwa do 16. Niekorzystny obraz pierwszej odsłony, problemy kadrowe czy rywalizacja z jednym z faworytów do awansu nie załamały jednak graczy w czerwonych trykotach, którzy na drugą partię wyszli z zupełnie innym nastawieniem. Mimo to, w końcówce na tablicy wyników po czterech błędach z rzędu przez ‘Amigos’, było 16-12 dla TGD i wydawało się, że za chwilę team Maćka Kota będzie cieszył się ze zwycięstwa. Niestety dla nich – tym razem to oni zaczęli popełniać błąd za błędem, który sprawił, że po chwili Chilli Amigos wyrównało, a następnie objęło prowadzenie i finalnie wygrało seta. Trzecia partia to już przewaga TGD, które objęło prowadzenie niemal na samym początku seta i spokojnym tempem, doprowadzili do wygranej meczu w stosunku 2-1.