Zestawienie ze sobą obu zespołów sprawiało, że nie tylko mieliśmy okazję oglądać najdłuższe nazwy drużyn, ale również to, że jedna z ekip miała okazję do tego, by przełamać koszmarną serię porażek z rzędu. Przypomnijmy, że zarówno BES-BLUM Kraken Team jak i Sprężystokopytni w obecnym sezonie jeszcze ani razu nie wygrali. Mimo to, forma drużyn w poprzednich meczach wyraźnie zwyżkowała, a w związku z tym uznaliśmy, że potencjalnie będzie to ciekawe i wyrównane starcie. Jako faworyta spotkania wskazaliśmy jednak Sprężystokopytnych, którzy w naszym przekonaniu mieli więcej argumentów sportowych. Cóż, nasza predykcja spełniła się połowicznie, bo o ile S&K wygrało mecz to nie doszło ani do podziału punktów, ani spotkanie nie było wyrównane. Mecz, lepiej rozpoczęli Sprężystokopytni. Po trzech punktach zdobytych na początku przez Michała Szymańskiego, ‘Niebiescy’ prowadzili już 5-2. Z czasem ich przewaga się powiększała. Kiedy po asie serwisowym Wojtka Kiełba, na tablicy wyników pojawiło się 15-7, wiedzieliśmy, że był to koniec emocji w tej partii. Drugi set rozpoczął się od wyrównanej walki, która doprowadziła nas do stanu 8-8. Z walki ‘łeb w łeb’ pierwsi wypisali się Sprężystokopytni, którzy po chwili zdobyli pięć punktów z rzędu, doprowadzając do stanu 13-8. Przewaga ta pozwoliła ‘Niebieskim’ na spokojnie dowiezienie wyniku do końca seta. Patrząc wyłącznie na wynik trzeciego seta, można by odnieść mylne wrażenie, że był on najbardziej wyrównanym fragmentem gry. Nic bardziej mylnego. Sprężystokopytni po ataku Michała Ryńskiego, który wrócił na ‘bombę’ prowadzili 11-6. Dalsza część seta to pełna kontrola poczynań boiskowych i wygrana do 16, a całego meczu 3-0. Komplet punktów sprawił, że Sprężystokopytni wciąż mają szansę na to, by utrzymać się w lidze.
Dzień: 2021-10-19
Dream Volley – Prometheus
Po zwycięstwie ze Spontanem za komplet punktów przyszedł mecz z Prometheusem. O obecnej sytuacji w ekipie graczy zza Buga mówiliśmy już wielokrotnie. ‘Niebiescy’ borykają się obecnie z największym kryzysem od momentu, w którym przystąpili do zmagań w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Jakby tego było mało, we wtorkowy wieczór ze składu drużyny wypadli etatowi gracze – Michał Jasnoch, Danylo Ignatenko czy wreszcie kontuzjowany Mykola Pocheniuk. Początek meczu rozpoczął się od wyniku, który zwiastował, że będziemy świadkami prawdziwego pogromu (8-0). Z czasem, Prometheus zdołał się nieco ‘odkręcić’, dzięki czemu zniwelowali oni stratę do stanu 12-10. Druga część seta należała jednak do ‘Marzycieli’, którzy wygrali tę partię do 14. Druga odsłona, podobnie jak pierwsza, rozpoczęła się od wysokiego prowadzenia graczy w szarych strojach. Po dwóch atakach Jakuba Perżyło, ‘Marzyciele’ prowadzili 10-4. W dalszej części, kiedy losy rywalizacji były niemal rozstrzygnięte, Prometheus zdołał odrobić kilka punktów, ale finalnie i tak przegrał seta do 14. Przed ostatnim setem, sportową ambicją chciał się wykazać kontuzjowany kapitan Prometheusa – Mykola Pocheniuk, który szukał osoby, która mogłaby mu pożyczyć… spodenki. Finalnie, gracz ten nie wystąpił w spotkaniu, ale będąc szczerym, gdyby Prometheus ściągnął Mariusza Wlazłego to na nic by się to zdało. Dream Volley we wtorkowy wieczór był po prostu drużyną o co najmniej klasę lepszą i zasłużenie wygrał 3-0, biorąc udany rewanż za porażkę 0-3 odniesioną 1 lipca.
Zmieszani – Niepokonani PKO Bank Polski
Jako, że mecz Zmieszanych z ‘Bankowcami’ miał się odbyć tuż po spotkaniu tych drugich z Craftveną to drużyna Edyty Woźny miała dobrą okazję do tego, by podejrzeć swoich przeciwników. W zapowiedzi przedmeczowej przypomnieliśmy, że dla obecnego lidera trzeciej ligi, mecz z PKO nie był łatwą przeprawą. W związku z tym, Zmieszani przed przyjściem na salę nastawiali się na prawdziwe ciężary. Bojowe nastawienie z czasem słabło, a wszystko za sprawą tego, że Niepokonani zmagali się tego dnia z innymi problemami. W obu wtorkowych meczach, drużyna w biało-czarnych barwach wystąpiła w okrojonym składzie. Musimy przyznać, że postawa zespołu nam zaimponowała, bowiem mimo tego, że byli oni skazywani na porażkę to wyszli i zagrali, a nie oddali meczu walkowerem, co przecież w obecnym sezonie taką oczywistością nie jest. Sam mecz nie mógł nikogo zaskoczyć. Mimo, że gołym okiem było widać, że Zmieszani nie grają ‘na maksa’ to nie mieli oni większych problemów z tym, aby sięgnąć po kolejny komplet oczek. Co ciekawe, w zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że każda drużyna ma swój ‘najsłabszy mecz w sezonie’. Wiemy, jak wygląda to w kontekście meczu, w którym Zmieszani wygrali sety do 12 oraz 8, ale wydaje się że w obecnym sezonie, najsłabszy mecz już za nimi. Dość powiedzieć, że osiem z dwunastu zdobytych przez Niepokonanych w secie punktów wynikało z zepsutej zagrywki lidera rozgrywek. Podsumowując – typowy mecz do zapomnienia dla obu ekip. Zmieszani osiągnęli swój cel – zdobyli komplet punktów i za to należy im się szacunek.
Craftvena – Niepokonani PKO Bank Polski
W zapowiedzi przedmeczowej wskazaliśmy na to, że będzie to bardzo wyrównane spotkanie, które finalnie wygra drużyna Niepokonanych PKO Bank Polski. Cóż, research Redakcji nie był zbyt dobry, bowiem nie udało nam się ustalić tego, ze ‘Bankowcy’ wystąpią w piątkę graczy oraz tego, że w ich szeregach zabraknie etatowych graczy – Tomasza Remera, Dawida Laskowskiego czy Marcina Palucha. Cóż, jest to problematyczne, aby na imprezie wyrwać najlepsze laski nie mając ‘jedynki’ czy ‘dwójki’. Dokładnie w taki sposób odebraliśmy brak tych graczy. Gdyby ‘Bankowcom’ w takich okolicznościach udało się jednak wygrać to z całą pewnością byłaby to ogromna niespodzianka. Brak wygranej to jedno, ale to, jak Niepokonani PKO Bank Polski zaprezentowali się w drugim secie to zupełnie inna historia. Trzeba się bowiem naprawdę postarać by przegrać seta do… trzech. Jesteśmy prawie pewni, że gdyby gracze którejś z drużyn próbowali sabotować grę swojego zespołu to nie zdołaliby doprowadzić do tego, by zdobyć zaledwie trzy punkty. Co więcej, Niepokonani PKO Bank Polski mieli przez bardzo długi czas zapisać się w annałach historii jako drużyna, która poniosła najbardziej dotkliwą porażkę. Nie wiemy na ile to błąd, a na ile litość, ale przy stanie 20-2 dla Craftveny, Daniel Kaniecki z zagrywki uderzył wprost w siatkę, dzięki czemu ‘Bankowcy’ zdobyli trzeci punkt. Mimo wszystko drugi set uznajemy jako anomalię. W pierwszym i trzecim secie PKO zaprezentowało się znacznie lepiej. Rzecz jasna, nie wystarczyło to na dobrze dysponowanych ‘Rzemieślników’, którzy dzięki wygranej wskoczyli w tabeli tuż nad PKO.
Dream Volley – Team Spontan
Możemy to już napisać oficjalnie. Drużyna Dream Volley z całą pewnością włączy się do walki o podium rozgrywek, a w konsekwencji o pierwszą ligę. We wtorkowy wieczór drużyna Mateusza Dobrzyńskiego zagrała spotkania numer osiem oraz dziewięć. Co ważne, po raz siódmy i ósmy w sezonie wygrała, zdobywając przy tym komplet punktów. Dzięki temu, znajdują się oni obecnie na trzecim miejscu w ligowej tabeli i wprost nie możemy się doczekać końcówki sezonu. Forma, którą prezentują obecnie ‘Marzyciele’ pozwala sądzić, że ‘będzie się działo’. We wtorkowy wieczór pierwszym rywalem graczy w szarych koszulkach była drużyna Piotra Raczyńskiego – Team Spontan. Już początek meczu pokazał, która z drużyn będzie dyktowała rywalom warunki. Dosłownie chwilę po pierwszym gwizdku sędziego, Dream Volley prowadziło już 5-1. W dalszej części seta gra się nieco wyrównała i Spontan zdołał doprowadzić nawet do stanu 13-13, ale dalsza część seta należała już do ‘Marzycieli’, którzy dzięki dobrej końcówce wygrali seta do 16. Po wyrównanym początku drugiego seta (3-3) to Dream zdołał jako pierwszy wyjść na prowadzenie (10-6). Od tego momentu do samego końca ekipa Mateusza Dobrzyńskiego utrzymywała przewagę, która pozwoliła sięgnąć im po wygraną. Groźnie dla Dream Volley w tym secie, zrobiło się zaledwie raz, kiedy Rafał Krampa po ataku doprowadził do tego, że Dream Volley prowadził zaledwie jednym punktem. Ostatnia – trzecia partia od samego początku, niemal do końca była bardzo wyrównanym i emocjonującym fragmentem. Mimo, że w pewnym momencie na tablicy wyników było po 17, końcówka należała do ‘Marzycieli’, którzy sięgnęli po kolejny w sezonie Jesień’21 komplet punktów.
Volley Gdańsk – Epo-Project
Przed spotkaniem wiadome było to, że podział punktów nie będzie satysfakcjonował żadnej ze stron. Dla obu ekip liczył się tylko komplet punktów. Faworytem w naszych oczach była ekipa Volley Gdańsk. Wpływ na taki stan rzeczy miało kilka czynników. Najważniejszym była obecna forma obu drużyn, która w ostatnim czasie się jakby zamieniła. Przypominamy, że początek sezonu w wykonaniu Epo był naprawdę dobry. W pewnym momencie wydawało się abstrakcyjne to, że ‘Dumy Żukowa’ mogłoby zabraknąć w grupie mistrzowskiej. Ich przeciwnicy – Volley Gdańsk początek mieli wręcz odwrotny. Po spotkaniu z AVOCADO dość głośno mówiło się o tym, że ‘żółto-czarni’ nie tylko znajdą się w grupie spadkowej, ale na dodatek będą mieli problem z tym, aby się utrzymać. Po miesiącu obie te rzeczy się mocno zdezaktualizowały. Dzięki trzeciej wygranej Volley Gdańsk za komplet punktów, drużyna wciąż ma dużą szansę na to, aby znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Sytuacji Volleya nie zmienia nawet to, że obecnie znajdują się oni na szóstym miejscu w tabeli. Jeśli zarówno Szach-Mat, jak i Eko-Hurt przegrają najbliższe spotkania 0-3 to o tym, która z ekip zagra w grupie mistrzowskiej, zadecydują małe punkty. Z kronikarskiego obowiązku – słówko o meczu. Od pierwszego gwizdka sędziego to Volley miało przewagę i nie boimy się tego napisać – było o co najmniej klasę lepszą drużyną od Epo. Duma Żukowa była tego dnia bezzębna, a tak grając przeciwko trzykrotnemu mistrzowi SL3, wygrać się po prostu nie da.