Dzień: 2021-09-07

Zapowiedź – MATCHDAY #5

We wtorek będziemy świadkami sześciu spotkań. Najciekawszymi wydarzeniami zdają się być mecze drużyn o podobnym potencjale. W pierwszej lidze dojdzie do pojedynku AVOCADO friends z Epo-Project. Z kolei w drugiej, za sprawą bezpośredniego pojedynku, na pierwszą wygraną w sezonie mogą liczyć gracze Oliwy lub Gonito. Zapraszamy na zapowiedź piątego dnia meczowego!

AVOCADO friends – Epo-Project

Godz.: 19:30, boisko nr 2

AVOCADO friends, po początku obecnego sezonu ma prawo mieć powody do optymizmu. Na inaugurację, w bardzo dobrym stylu pokonali powracających do SL3 graczy BES-BLUM Kraken Team. W swoim drugim spotkaniu przegrali co prawda z obecnym mistrzem SL3 – EviRentem, ale dyspozycja, którą zaprezentowali pozwoliła im na urwanie punktu faworyzowanym przeciwnikiem. Co ważniejsze, pomogła również ‘Weganom’ w odzyskania pewności siebie. Pamiętamy bowiem doskonale poprzedni sezon, w którym drużyna Arkadiusza Kozłowskiego przegrywała mecz za meczem, co z pewnością nie wpływało zbyt dobrze na morale drużyny. Z tego miejsca należą się AVOCADO pochwały. Jesteśmy niemal przekonani, że kilka ligowych drużyn po takiej serii by się już nie podniosło. Kolejnym rywalem ‘Wegan’ w sezonie Jesień’21 będzie drużyna Epo-Project. W historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta obie ekipy rywalizowały ze sobą dwukrotnie. Na chwilę obecną stan rywalizacji wynosi 1-1. Która z drużyn będzie zatem faworytem wtorkowej potyczki? Wydaje się, że nieco więcej argumentów będzie miała drużyna Epo-Project. Gracze Epo w dwóch dotychczasowych spotkaniach wygrali ze Speednetem oraz zanotowali porażkę z Eko-Hurtem. Dyspozycja, którą zaprezentowali w tych meczach pozwala sądzić, że drużynę Epo stać we wtorek na wygraną. Z drugiej strony, wydaje się, że pojedynek będzie bardzo wyrównany i o wygranej zadecydują ‘detale’.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

BES-BLUM Nieloty – BH Rent MiszMasz

Godz.: 19:30, boisko nr 3

Wtorkowym meczem przeciwko Nielotom, drużyna BH Rent MiszMasz zainauguruje sezon Jesień’21. Sami zastanawiamy się, jak będzie wyglądał sezon w wykonaniu ‘Hotelarzy’. W przerwie pomiędzy sezonami z drużyny odeszło kilku graczy. Najpoważniejszym osłabieniem zdaje się być transfer Karola Fidyka do MPS Volley. Z drugiej strony, do drużyny doszło kilka nowych osób. We wtorek szansę na debiut w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta będzie miało aż trzech graczy (Michał Balcerak, Kamil Gąsiorowski oraz Łukasz Różański). Czy gracze ci wprowadzą do drużyny nieco spokoju, który sprawi, że ekipie w czarnych strojach do końcówki sezonu nie będzie groziło widmo spadku? Tego dowiemy się z czasem. Dużo zależy od początku sezonu. Mimo, że w edycji Wiosna’21 to Nieloty były górą, absolutnie nie możemy wykluczyć scenariusza, w którym tym razem to MiszMasz mógłby pokusić się o wygraną. Już w meczu rozegranym 1 czerwca drużyna ‘Pingwinów’ miała potężne problemy, aby wygrać ze swoimi przeciwnikami. Gdy obecnie dołożymy do tego problemy, z którymi zmaga się w ostatnim czasie drużyna Nielotów to każdy wynik jest tu możliwy. Ewentualna druga wygrana z rzędu sprawiłaby, że drużyna Mateusza Bone zapomniałaby o koszmarnym początku ligi. Ma to oczywiście dwa końce. Potencjalna porażka z niżej notowanym rywalem mogłaby sprawić, że sytuacja Nielotów stałaby się z gatunku tych – nie do pozazdroszczenia.

Typ Redakcji:2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Oliwa Team – Gonito Volley

Godz.: 19:30, boisko nr 1

Bezpośrednie spotkanie, do którego dojdzie o godzinie 19:30 będzie doskonałą okazją do poprawienia sobie humorów przed kolejnymi spotkaniami w sezonie Jesień’21. Przypomnijmy, że obie drużyny zamykają obecnie ligową stawkę. W ramach usprawiedliwienia napiszemy, że porażki które drużyny zanotowały były w pewien sposób wkalkulowane. Oliwa Team mierzyła się bowiem z CTO oraz MPS-em, natomiast Gonito z ZCP Volley. Wymienione trzy drużyny uznawane są za ekipy, które między sobą rozdzielą miejsca na podium. W związku z tym, nie można było oczekiwać od jedenastej oraz dwunastej drużyny poprzedniego sezonów cudów. Wracając na chwilkę do ostatniego sezonu historia obu drużyn zdaje się być naprawdę ciekawa. Przy równej liczbie punktów, o tym, że to Oliwa zagrała w barażu zadecydowały… dwa małe punkty. Tak, jak jednak wspominaliśmy wcześniej, w meczu barażowym ‘Oliwiacy’ byli o klasę lepszą drużyną i zasłużenie wygrali, dzięki czemu we wtorkowy wieczór zobaczymy ich w meczu z Gonito. Nieznacznym faworytem spotkania zdają się gracze Wojciecha Strychalskiego, którzy wygrali poprzednie bezpośrednie starcie 3-0. Mecz rozegrany 1 lipca był bardzo wyrównany i stał na naprawdę wysokim, drugoligowym poziomie. Dość powiedzieć, że jeden z setów zakończył się wynikiem 29-27! Przed wtorkowym meczem jest to bardzo dobrym prognostykiem. Nie ukrywamy, że liczymy na równie ciekawe starcie!

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

EviRent VT – BES-BLUM Kraken Team

Godz.: 20:30, boisko nr 2

Dla obu drużyn mecz, do którego dojdzie o godzinie 20:30 będzie już trzecim pojedynkiem w sezonie Jesień’21. Póki co, zdecydowanie więcej powodów do optymizmu mają gracze EviRentu, którzy zgodnie z oczekiwaniami wygrali swoje dwa pierwsze mecze. Kraken z kolei przegrał na inaugurację dwa spotkania i obecnie zamykają ligową stawkę. Nie to jednak jest w tym wszystkim najdziwniejsze. Dość zaskakujące jest to, że BES-BLUM nie zdobył jak do tej pory choćby jednego punktu. Biorąc pod uwagę to, że w poprzednich sezonach drużyna zajmowała dwukrotnie piąte miejsce oraz jedno szóste, dzięki czemu spokojnie utrzymywali się w lidze jest to co najmniej niezrozumiałe. Co gorsze – na horyzoncie nie widać nadziei na poprawę. Trzeba sobie to powiedzieć wprost. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności – choćby jeden punkt przeciwko drużynie EviRent będzie prawdziwą sensacją. Sytuacji nie zmienia tu fakt, że obecnie z kontuzją pleców zmaga się MVP poprzedniego sezonu – rozgrywający Piotr Pepliński. Jako, że w drużynie nie ma drugiego rozgrywającego jest wielce prawdopodobne, że w zamian za niego na sypie zobaczymy… Radosława Koniecznego.  Swoje problemy mają również gracze Krakena, którzy w poniedziałek, aby poskładać drużynę do kupy musieli się nagłówkować. Z informacji, które do nas dotarły wynika jednak, że we wtorkowy wieczór Kraken wystąpi w swoim optymalnym zestawieniu. Czy dzięki temu zdołają oni nawiązać walkę z obecnym mistrzem SL3?

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Craftvena – Zmieszani

Godz.: 20:30, boisko nr 3

O godzinie 20:30 swoje pierwsze spotkanie w sezonie Jesień’21 rozegrają gracze Bartka Zakrzewskiego – Craftvena. Dla ‘Czarnych’ będzie to już czwarty sezon w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Poprzednie edycje drużyna kończyła na czwartym, ósmym oraz piątym miejscu w ligowej tabeli. Mimo, że wynik z sezonu Wiosna’21 był teoretycznie gorszy od tego, który drużyna osiągnęła w inauguracyjnym sezonie – Wiosna’20 to jednak był on bardziej imponujący. Wszystko za sprawą tego, że w ostatnim sezonie w trzeciej lidze wystąpiły zdecydowanie mocniejsze drużyny aniżeli miało to miejsce w inauguracyjnym sezonie. W ostatniej edycji drużyna Craftveny skończyła ligę w grupie mistrzowskiej i w pewien sposób rozdawała tam karty. Przed rozpoczęciem grupy mistrzowskiej niemal wszystkie drużyny dopisywały sobie punkty za mecz z Craftveną. W rzeczywistości ‘Rzemieślnicy’ zdobyli punkt z każdym rywali. Czy po udanym sezonie drużynę stać na to, by postawić krok dalej? Na początku czeka ich bardzo trudne zadanie. Ich rywalem będą Zmieszani, którzy rozpoczęli sezon od pewnej wygranej 3-0. Co ciekawe, to właśnie meczem ze Zmieszanymi gracze Craftveny kończyli poprzedni sezon. Która z drużyn będzie faworytem wtorkowego starcia? Wydaje się, że nieznacznym jednak Zmieszani. Z drugiej strony, bezpośrednie mecze z poprzedniego sezonu pomiędzy ekipami (1-1, w setach 3-3) zwiastują, że będziemy świadkami wyrównanego pojedynku.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Dream Volley – Allsix by Decathlon

Godz.: 20:30, boisko nr 1

We wtorkowy wieczór pierwsze spotkanie w sezonie rozegra drużyna Mateusza Dobrzyńskiego – Dream Volley. Dla graczy w szarych koszulkach będzie to trzeci sezon w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Poprzednie dwa, drużyna kończyła na czwartym oraz szóstym miejscu. Za każdym razem Dream Volley przystępował do ligi jako ekips, która była jednym z faworytów do awansu. Mecze z drugoligowcami dość brutalnie zweryfikowały te plany. Z drugiej strony, takie a nie inne wyniki w poprzednich sezonach sprawiają, że od drużyny Dream Volley wreszcie odklejona zostanie łatka ‘drużyny do awansu’. Być może to właśnie przez wieczne pompowanie balonika zespołowi nie szło zgodnie z oczekiwaniami samych graczy. W przerwie pomiędzy sezonami z drużyny odszedł między innymi Roman Grzelak czy Kacper Wesołowski. Do drużyny dołączyło jednak kilku nowych graczy. Czy gracze ci pomogą w ograniu wtorkowego rywala? Po przeciwnej stronie siatki spotkają drużynę, która dopiero stawia pierwsze kroki w drugiej lidze. W ubiegłotygodniowym debiucie drużyna Allsix by Decathlon przegrała z Dzikami Wejherowo, choć przez długi czas wydawało się, że to właśnie oni kontrolują przebieg spotkania. Z uwagi na to, że obie drużyny występowały przez cały okres w innych ligach, mecz ten będzie pierwszym spotkaniem obu drużyn w rozgrywkach SL3. Mimo, że faworytem spotkania będą gracze Dream Volley to nie przekreślamy szans Allsix na korzystny wynik. O tym, że wszystko w SL3 jest możliwe, pokazał poniedziałkowy wieczór.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

MATCHDAY #4

Za nami czwarty dzień meczowy. Największą niespodzianką poniedziałkowej serii gier była wygrana Speednetu 2 z powracającą na parkiety SL3 – drużyną Letniego Mentala. W pierwszoligowym hicie Szach-Mat ograł 3-0 Volley Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie.

DNV S*M*A*S*H – Niepokonani PKO Bank Polski 0-3 (8-21; 16-21; 11-21)

Pierwszym meczem trzecioligowym w poniedziałkowy wieczór była rywalizacja DNV S*M*A*S*H z Niepokonanymi PKO Bank Polski. Dość wyraźnym faworytem w ocenie Redakcji na to spotkanie byli ‘Bankowcy’. Gracze nieobecnej tego wieczoru Joanny Drewczyńskiej rozpoczęli mecz w wymarzony przez siebie sposób. Nie minęła nawet chwila, a po atakach aktywnego Marcina Palucha czy Tomasza Remera prowadzili już (8-1). Z czasem przewaga ta urosła do stanu 13-3 i zachodziły uzasadnione obawy o to, czy skończy się prawdziwym pogromem. W drugiej części seta DNV zdołało nieznacznie poprawić swoją sytuację i ostatecznie PKO wygrało partię do… 8. Druga odsłona rywalizacji nie była na szczęście aż tak jednostronnym pojedynkiem. Na początku drugiej odsłony aktywny był Vitalii Lukashenko, po którego atakach na tablicy wyników widniało 5-5. Niestety – wyrównana walka trwała tylko do stanu 10-10. Po chwili drużyna DNV zaczęła popełniać dużą liczbę błędów, w efekcie których ich rywale wyszli na czteropunktowe prowadzenie. Tak wypracowana zaliczka pozwoliła ‘Bankowcom’ na spokojną wygraną seta. Finalny cios wyprowadził Radosław Byszuk. Ostatni set rozpoczął się od remisu (5-5). Po dwóch atakach z rzędu Marcelego Kłosowskiego gracze PKO wyszli na prowadzenie (9-5). Po chwili ‘Bankowcy’ zaliczyli serię pięciu punktów z rzędu, dzięki czemu, podobnie jak to miało miejsce w pierwszym secie, wygrali wysoko (21-11).

MPS Volley – Volley Kiełpino 2-1 (21-9; 21-19; 16-21)

Miało być gładko i przyjemnie. Mecz z Volley Kiełpino miał być zaledwie przystawką do głównych spotkań, na które z niecierpliwością czekali gracze MPS. Faworyzowana drużyna MPS pięknie zagrała zaledwie w pierwszym secie. Później najwidoczniej uznali, że mecz wygra się sam. Niestety, tak to nie działa, o czym drużyna przekonała się w kolejnych setach. Co ciekawe i zastanawiające – ekipa MPS nie wyciągnęła żadnych wniosków z drugiego seta, kiedy ich wygrana była realnie zagrożona. Z drugiej strony, być może wyciągnęli taki, że grając kiepsko, koniec końców zwyciężą tak, jak miało to miejsce w drugiej odsłonie. Jako, że MPS jest nową drużyną w ligowej stawce słówko wprowadzenia. Jeśli Miłośnicy Piłki Siatkowej będą grali piach to będziemy o tym pisali wprost. Trzeba jednak być uczciwym. W pierwszym secie po kilku punktach Mateusza Behrendta oraz Grzegorza Dymińskiego gracze w białych koszulkach prowadzili 7-2. Dalej było coraz lepiej i można było odnieść wrażenie, że spotykają się ze sobą drużyny uprawiające inny sport. Finalnie partia zakończyła się zwycięstwem MPS-u do 9. Drugi set przez dłuższy moment również nie zwiastował kłopotów MPS. Po pewnym czasie MPS wyszedł na prowadzenie (15-10), ale dobra gra graczy z Kiełpina sprawiła, że mieliśmy wynik (17-17). W końcówce, dwa skuteczne ataki wykonał jednak Grzegorz Dymiński i to MPS cieszył się z wygrania drugiego seta. Ostatnia partia nie układała się dobrze dla faworyzowanej drużyny. Po ataku Roberta Sobisza, gracze z Kiełpina objęli prowadzenie 4-2, które utrzymywali do połowy seta (10-10). Po ataku oraz bloku duetu Sobisz-Pipka, Volley ponownie objął prowadzenie 15-13, którego nie oddał już do końca i w pełni zasłużenie cieszył się z jednego oczka.

Volley Gdańsk – Szach-Mat 0-3 (24-26; 18-21; 19-21)

W przedmeczowych zapowiedziach tak się rozpędziliśmy, że napisaliśmy że Volley to trzykrotny zdobywca tytułu mistrzowskiego oraz dwukrotny wicemistrz. Prawda jest taka, że w jednym sezonie zamiast srebrnych medali Volley miał brązowe. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że gracze w ‘żółto-czarnych’ strojach pisali historię tej ligi. Obecnie, historia piszę się na naszych oczach na nowo. Kiedyś drużyny na myśl o spotkaniu z Volley Gdańsk, za przeproszeniem – srały w gacie. Obecnie pierwszoligowe drużyny nie mają respektu przed utytułowanym rywalem i, jak pokazał Szach-Mat są go w stanie ograć. Owszem, mecz był bardzo wyrównany. Owszem, przy odrobinie szczęścia równie dobrze to Volley mógłby wygrać spotkanie. Mawia się jednak, że szczęście sprzyja lepszym, a co do tego, że to ‘Szachiści’ byli w poniedziałek lepszą drużyną nie ma wątpliwości chyba nikt. Pierwszy set rywalizacji był bardzo wyrównany. Jako pierwszy na trzypunktowe prowadzenie, po ataku Karola Jelińskiego, wyszedł Szach-Mat (15-12). Mimo to, w końcówce to Volley Gdańsk stanął przed szansą wygrania seta, prowadząc (20-18). Ostatecznie tak się nie stało, bowiem blok dający drużynie tlen zanotował Dawid Kołodziej. Po chwili Szach-Mat zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Drugi set rozpoczął się od kilku błędów Volley, których z kolei unikali gracze w czarnych koszulkach (6-3). Trzypunktowe prowadzenie drużyna VG zdołała zniwelować dopiero przy stanie 14-14. Po chwili Szach-Mat ponownie wyszedł na prowadzenie, którego już nie oddał i wygrał drugiego seta. Ostatnia odsłona rywalizacji również nie zawiodła. Mimo, że w pewnym momencie Szach-Mat prowadził już 19-14 to po chwili na tablicy wyników było 19-19. Finalnie, szczęście w końcówce dopisało lepszym i gracze Dawida Kołodzieja cieszyli się z kompletu punktów.

BES-BLUM Kraken Team – Eko-Hurt 0-3 (15-21; 14-21; 7-21)

Przy okazji poprzedniego spotkania Eko-Hurtu pisaliśmy, że drużyna zaprezentowała się w taki sposób, że jeśli powtarzałaby to w kolejnych meczach to ponownie mielibyśmy materiał na zespół, który jest w stanie powalczyć o podium rozgrywek. Cóż, jesteśmy mądrzejsi o kolejny mecz, w którym ‘Hurtownicy’ zaprezentowali się świetnie, rozbijając swojego rywala. Owszem, rywal ten miał w poniedziałkowy wieczór swoje problemy. Na rozegraniu wystąpił nominalny libero, środkowy zagrał na przyjęciu. W drużynie debiutowało dwóch nowych graczy, ale do cholery. Eko-Hurt w jednym z setów rozbił ich do siedmiu. Co więcej, w trakcie całego spotkania nie było ani jednego momentu, w którym wydawać by się mogło, że Kraken jest w stanie zrobić swoim rywalom krzywdę. Jakkolwiek brutalnie nie zabrzmi to dla drużyny Ryszarda Nowaka. Rok, który minął od poprzedniego sezonu, w którym BES-BLUM występował pokazuje, jaki progres zanotowały inne drużyny. Podczas, gdy Kraken został w miejscu, pozostałe zespoły poszły do przodu. Nie chcemy rzecz jasna przekreślać BES-BLUM, jednak jeśli drużyna szybko nie poprawi swojej gry to może mieć problem z regularnym zdobywaniem punktów. Na koniec słówko o Eko-Hurcie. Zdaje się być oczywistym, że humory są wprost proporcjonalne do osiąganych wyników, jednak zdaje się, że gracze w białych koszulkach po koszmarnym poprzednim sezonie, odzyskali wreszcie radość z grania.

ACTIVNI Gdańsk – Niepokonani PKO Bank Polski 3-0 (23-21; 25-23; 21-13)

Miał być spacerek no i był, ale taki, na który jesteście wyciągnięci prosto z łóżka na kacu. Pisząc całkiem serio do spotkania przystępowały drużyny, które są na nieco innym etapie. Podczas, gdy ACTIVNI Gdańsk znają smak rywalizacji na zdecydowanie wyższym poziomie, na który chcą wrócić, drużyna PKO Bank Polski ma obecnie czas na swobodne poruszanie się po trzecioligowych parkietach. Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie ‘Niepokonani’ nie mają z tym najmniejszego problemu. Początek meczu to trzypunktowe prowadzenie faworyzowanej drużyny (10-7). Z czasem coraz śmielej radzić zaczęli sobie gracze z sektora bankowego, którzy determinacją doprowadzili do wyrównania (15-15). Wyrównana gra miała miejsce do samego końca seta, w którym byliśmy świadkami gry na przewagi. Finalnie, set po ataku Jarosława Szmigielskiego oraz zagrywce Artura Kurkowskiego padł łupem ACTIVNYCH. Drugi set, podobnie jak pierwszy nie zawiódł nawet najbardziej wymagających kibiców. Po wyrównanej pierwszej części seta, na trzypunktowe prowadzenie wyszli ACTIVNI (16-13). Prowadzenie to nie trwało zbyt długo, bowiem PKO po chwili wyrównało (16-16). W końcówce, przed szansą wygrania seta stanęli Niepokonani. Pechowo dla nich w kluczowych momentach zabrakło mieszanki doświadczenia oraz szczęścia i to ACTIVNI wygrali tego seta 25-23. Ostatnia odsłona nie przyniosła już porównywalnych emocji. Co tu dużo mówić, ACTIVNI zagrali tak, jak można było od nich tego oczekiwać w poprzednich setach. Podsumowując – Niepokonani PKO Bank Polski mimo przegranej mogą być dumni ze swojej postawy. Ich rywale – ACTIVNI Gdańsk z kolei dostrzegli chyba, że aby wygrywać mecze, trzeba się troszkę napocić. Nawet w trzeciej lidze.

Letni Mental – Speednet 2 1-2 (20-22; 19-21; 21-19)

Wynik spotkania Letniego Mentala ze Speednetem pretenduje do miana największej niespodzianki poniedziałkowej serii gier, a kto wie, czy nie całego sezonu Jesień’21. Jeszcze w zapowiedzi pisaliśmy o tym, że Mentaliści w naszych oczach wyrastają na jednego z największych faworytów do podium rozgrywek. Cóż, po spotkaniu ze Speednetem te dywagacje można co jedynie rozbić o kant dupy. Letni Mental przegrywa spotkanie ze Speednetem i trzeba uczciwie przyznać, że była to w pełni zasłużona wygrana ‘Programistów’. Jedyne, czego mogą żałować gracze w różowych koszulkach to tego, że nie ogolili swoich rywali 3-0. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia (6-1) faworyzowanej drużyny ‘Mentalistów’. Z czasem, Speednet zaczął mozolnie odbudowywać stratę. Po ataku Łukasza Anyszkiewicza, ‘Różowi’ przegrywali zaledwie jednym punktem (12-13). Mimo to, w końcówce to Mental miał rywala na widelcu. Po punktowym ataku Marcina Jacyno, Letni Mental prowadził już 20-17, jednak, jak się później okazało, wynik ten nie wystarczył do wygrania seta. Co ciekawe, gracze w niebieskich koszulkach stracili trzy punkty z rzędu po atakach czy to w aut czy w siatkę. Gdybyśmy mieli stanąć kiedykolwiek przed plutonem egzekucyjnym i poprosić o ostatnie życzenie – byłoby nim to, aby strzelali ‘Mentaliści’. Finalnie, pierwszy set zakończył się punktowym blokiem wspomnianego wcześniej Łukasza Anyszkiewicza. Drugi set rozpoczął się od prowadzenia ‘Programistów’ (5-1). Z czasem gra się bardzo wyrównała i druga część seta toczyła się punkt za punkt. W końcówce, przy stanie 18-18, różnicę zrobił Daniel Kamiński, który zdobył dla Speednetu dwa oczka, by po chwili jego drużyna cieszyła się z wygrania kolejnego seta. Ostatnia odsłona była od samego początku bardzo wyrównana. W drugiej części seta – Mentaliści zdołali wyjść na prowadzenie (17-11) i pomimo nerwowej końcówki wygrać seta do 19.

ZCP Volley Gdańsk – Gonito Volley 3-0 (21-18; 21-13; 21-14)

Wiadomo, że chcąc awansować – drużyna ZCP Volley Gdańsk powinna patrzeć wyłącznie na siebie. Tyle teoria. Praktyka jest taka, że ZCP przystępowało do spotkania z Gonito z wiedzą, że ich potencjalny rywal w walce o awans do wyższej klasy rozgrywkowej (MPS Volley) stracił punkt z drużyną Volley Kiełpino. Oznaczało to mniej więcej tyle, że ZCP będzie przed spotkaniem z Gonito dodatkowo zmobilizowane. Niekiedy w sporcie bywa jednak tak, że bodziec mobilizujący staje się paraliżujący. Czy tak było w tym przypadku? Pewnie nie dowiemy się tego nigdy. Uważamy jednak, że pierwszy set był wypadkową kilku zdarzeń. Jednym z nich była z pewnością dobra forma Gonito. Pierwszy set od samego początku był bardzo wyrównany i musimy Wam przyznać szczerze, że nie dało się za cholerę wyczuć jakiejś większej różnicy w jakości gry obu drużyn. Owszem, ta objawiła się w decydującym momencie seta, w którym Volley zdobyło trzy punkty i wygrało 21-18. Jeśli mamy być szczerzy – z emocji to by było tyle. Drugi set rozpoczął się od pięciopunktowego prowadzenia ZCP (7-2), które okazało się być wystarczające do tego, by spokojnie kontrolować przebieg gry. Kto wie, czy dorobek punktowy Gonito nie byłby lepszy, gdyby nie spora liczba zepsutych zagrywek. Trzeci set był wyrównany do połowy. Sytuacja zmieniła się mniej więcej w momencie, w którym na czystej siatce po genialnej sypie Jakuba Kłobuckiego skończył Daniel Koska (11-10). Od tego momentu Volley zdobył cztery punkty z rzędu, które ‘zabiły mecz’ i finalnie wygrał trzecie spotkanie, zdobywając przy tym komplet punktów.

Hydra TSS Gdańsk – Prometheus 2-1 (18-21; 21-17; 21-9)

Debiutującą w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta Hydrę TSS Gdańsk czekało na początek bardzo wymagające zadanie, jakim bez wątpienia był mecz z drużyną Prometheus. Wszystko za sprawą tego, że drużyna Mykoli Pocheniuka wielokrotnie udowodniła, że jest w stanie nawiązać równorzędną walkę nawet wtedy, kiedy ich rywal jest z teoretycznie wyższej półki. Tak też anonsowaliśmy poniedziałkowe spotkanie. W zapowiedzi przedmeczowej to właśnie drużynę Sławka Kudyby wskazywaliśmy jako tę, która ma większe szanse na zwycięstwo. Naszych rozważań zupełnie nie potwierdził pierwszy set. Ten rozpoczął się od wyrównanej walki punkt za punkt. Walka ta zaprowadziła nas do samej końcówki, w której gracze z Ukrainy zdołali wyjść na trzypunktowe prowadzenie (18-15). Straty w końcówce próbowali zniwelować jeszcze Mateusz Grabowski czy Kacper Wesołowski, ale finalnie to zawodnicy w niebieskich koszulkach cieszyli się z wygrania pierwszego seta. Drugi set rozpoczął się dla Prometheusa w wymarzony sposób (od prowadzenia 5-1). W drugiej części partii, po dwóch atakach z rzędu kapitana drużyny – Prometheus prowadził już (15-10) i zdawało się, że po chwili będzie cieszył się z wygranej meczu. Nieco inny plan na poniedziałkowy wieczór miał Daniel Gierszewski, który zdobył dla Hydry cztery punkty i walnie przyczynił się do odwrócenia losów spotkania. Ostatecznie Hydra wygrała tę partię do 17. Trzeci set był kontynuacją spadku formy Prometheusa. W trzeciej odsłonie gracze w niebieskich trykotach nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki z rozpędzoną maszyną w złotych strojach. Ostatecznie Hydra wygrała seta do 9, a cały mecz 2-1.

Trójmiejska Strefa Szkód – Speednet 1-2 (22-20; 20-22; 18-21)

Przed spotkaniem pisaliśmy o tym, że drużyna Mateusza Woźniaka ma ze Speednetem rachunki do wyrównania. W końcówce poprzedniego sezonu Trójmiejska Strefa Szkód (dawniej Tufi Team) miała szansę na wskoczenie rzutem na taśmę na podium rozgrywek. Po dotkliwej porażce ze Speednetem nie dość, że nie wskoczyli na podium to spadli na piąte miejsce. Poniedziałkowe spotkanie nie było ważne wyłącznie dla TSS-u. Ich rywale – Speednet z niecierpliwością oczekiwali na kolejny mecz w sezonie Jesień’21. Wszystko za sprawą tego, że chcieli jak najszybciej zapomnieć o porażce z Epo-Project. Poniedziałkowy mecz przeciwko Trójmiejskiej Strefie Szkód nie zaczął się dla ‘Różowych’ w wymarzony sposób. Po chwili od pierwszego gwizdka sędziego TSS prowadził (7-3), a następnie (12-7). Mimo, że Speednetowi nie szło, nie sposób im odmówić woli walki i chęci odwrócenia losów rywalizacji. Dzięki temu, w końcówce Speednet zdołał doprowadzić do wyrównania (20-20), ale na atak oraz blok Piotra Watusa, kończącego pierwszego seta nie byli w stanie nic poradzić. Drugi set, dla odmiany zdecydowanie lepiej rozpoczęli gracze Marka Ogonowskiego (5-1). Po chwili gra się wyrównała (7-7) i o wygranej, podobnie jak w pierwszym secie, zadecydowała końcówka. Po grze na przewagi, lepsi tym razem okazali się gracze Speednetu. Ostatnia odsłona rywalizacji należała do Speednetu. Gracze w różowych koszulkach wypracowali sobie sporą zaliczkę (15-10) i kontrolowali końcówkę partii. Podsumowując seta, nie sposób nie wspomnieć o Grzegorzu Gnatku, który zdobył dla swojej drużyny pięć bloków i niewykluczone, że będzie się śnił swoim rywalom po nocach.