Dzień: 2020-09-23

Zapowiedź – MATCHDAY #12

W ostatnim dniu meczowym w obecnym tygodniu rozgrywek dojdzie do hitu pierwszoligowego, w którym rękawice skrzyżują Omida Team oraz Tufi Team. Ponadto, w pierwszej lidze o pierwszą wygraną powalczy Oliwa, która na początek zmierzy się z ekipą Prototype, a następnie z dobrze im znaną z drugoligowych boisk – drużyną AVOCADO. Zapraszamy na zapowiedź środowej serii gier!

Oliwa Team – PROtotype Volleyball

Godz.: 20:35, boisko nr 3

Sześć dni, które dzieliło Oliwę od ostatniego meczu w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta dłużyło się niemiłosiernie. Przypomnijmy, że 17 września na lekcję siatkówki zaprosiła ich drużyna Tufi Team. Środowy wieczór będzie tym, w którym drużyna  Dawida Karpińskiego będzie miała okazję do rehabilitacji. Pierwszym spotkaniem w środowy wieczór będzie mecz przeciwko drużynie Prototype Volleyball. Jak do tej pory Oliwiacy rywalizowali z Trójmiejską Strefą Szkód, Volley Gdańsk czy ostatnio z Tufi Team. Każda z tych drużyn ma ambicje do tego, aby znaleźć się co najmniej na podium. Mamy świadomość tego, że każdy mecz jest inny i tego, że wszystko zawsze weryfikuje boisko, ale wydaje się, że na papierze wcześniej wymienione drużyny są mocniejsze od Prototype. Każda z wymienionych trzech ekip zajmowała już miejsca na podium, a najlepszym wynikiem ekipy Tomasza Nurzyńskiego jest piąta lokata zajęta w sezonie Wiosna’20. Czy to oznacza, że Oliwa ma szansę odnieść pierwszą wygraną w sezonie Jesień’20? Cóż, scenariusz ten nie jest wykluczony. Jeśli drużyna zaprezentuje się co najmniej tak dobrze jak w meczu z Trójmieską Strefą Szkód to wszystko jest możliwe. Owszem, to nadal Prototype Volleyball jest faworytem, ale nie wykluczamy, że Oliwa może sprawić niespodziankę. Z drugiej strony, kolejna dotkliwa porażka mogłaby sprawić, że drużynie ciężko byłoby się podnieść. Oliwa powinna jednak wziąć sobie do serca to, że przegrany to nie ten, który znalazł się na dnie. Prawdziwa porażka zaczyna się wtedy, kiedy drużynie przestaje się chcieć.

Typ Redakcji: PROtotype Volleyball

Typ Eksperta (Maciej Kot): PROtotype Volleyball

Mental Block – Piękni i Młodzi

Godz.: 20:35, boisko nr 1

Powiedzieć, że to spotkanie Goliata z Dawidem to nic nie powiedzieć. W środowym spotkaniu zmierzą się Piękni i Młodzi, którzy wygrali wszystkie dotychczasowe spotkania, nie tracąc przy tym ani seta z ekipą Mental Block, która w dotychczasowych spotkaniach odniosła jedno zwycięstwo przy trzech porażkach. Nie piszemy tego po to, aby sprawić komuś przykrość, ale różnica pomiędzy obiema drużynami na chwilę obecną jest kolosalna. Podczas, gdy wiele osób wskazuje drużynę Pięknych i Młodych jako przyszłego Mistrza pierwszej ligi w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, drużyna Mental Block zajmuje przedostatnie miejsce w drugiej lidze. Scenariusz w którym Mental Block, podobnie jak w poprzednim sezonie będzie się bronił przed spadkiem do ostatniej kolejki staje się coraz bardziej prawdopodobny. Czy w tej beczce dziegciu znajdziemy choć odrobinę miodu na pokrzepienie serc ‘Mentalistów’? Owszem, pamiętamy doskonale, że w poprzednim sezonie ‘Niebiescy’ rywalizowali z drużyną SV INVICTA, w której wiodącą postacią był kapitan drużyny Piękni i Młodzi – Radosław Konieczny. Wtedy również pisaliśmy, że szanse na wygraną choćby seta przez ‘Mentalistów’ są równie wysokie jak te, że Katowicki Spodek zacznie lewitować. Wtedy mecz zakończył się wygraną 2-1 dla INVICTY i trzeba przyznać, że punkt zdobyty przez Mental Block był naprawdę dużą niespodzianką. Od tamtego meczu minęło już sporo kolejek. Uważamy, że gdyby Mental wygrał choćby seta to byłoby to największą sensacją od początku istnienia Siatkarskiej Ligi Trójmiasta i chyba przebiłaby nawet to, że Port Gdańsk wygrał w pierwszym sezonie seta z Volley Gdańsk.

Typ Redakcji: Piękni i Młodzi

Typ Eksperta (Maciej Kot): Piękni i Młodzi

Dream Volley – Range Soft VT

Godz.: 20:35, boisko nr 2

Poniedziałkowe spotkanie pomiędzy BES-BLUM Nieloty a Letnim Gdańskiem nie przeszło bez echa wśród graczy Dream Volley. Ich rywal w walce o podium – drużyna Mateusza Bone straciła po raz pierwszy w sezonie punkty, co z kolei sprawia, że jeśli Dream Volley wygra środowe starcie z ekipą Range Soft VT to po pięciu kolejkach będzie miała tyle samo punktów co obecny wicelider. Taki scenariusz, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w poprzednich tygodniach, był dość mało prawdopodobny. Przypomnijmy, że Nieloty wygrywały każde spotkanie 3-0, podczas gdy Dream Volley przegrał na inaugurację z DNV GL S*M*A*S*H, by tydzień temu oddać seta drużynie Zmieszanych. Faworytem środowego starcia pozostaje oczywiście ekipa Mateusza Dobrzyńskiego, ale poprzednie spotkania pokazały, że nie jest to ekipa, której nie da się ‘ukąsić’. W najbliższym czasie postara się o to zespół Mykoli Kisa, który, podobnie jak Dream Volley, wygral w poprzednim tygodniu ze Zmieszanymi, a odbyło się to, tak jak w przypadku Dreamu – po podziale punktów. Oczywiście nie ma co porównywać obu spotkań, ale jest to jakaś podpowiedź. Uważamy, że ekipę Mateusza Dobrzyńskiego czeka trudna przeprawa. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że drużyna Range Soft regularnie trenuje i gołym okiem widać, jak z tygodnia na tydzień dyspozycja zespołu jest coraz lepsza. Czy zwyżkująca forma sprawi, że Range Soft pokusi się o niespodziankę? Byłaby to bez wątpienia niespodzianka. Czy byłaby to sensacja? Z pewnością nie.

Typ Redakcji: Dream Volley

Typ Eksperta (Maciej Kot): Dream Volley

Omida Team – Tufi Team

Godz.: 21:35, boisko nr 1

Cóż to będzie za spotkanie. Uważamy, że ze wszystkich dotychczasowych spotkań w sezonie Jesień’20 to ma dosłownie wszystkie argumenty, aby mówić o nim jako o największym hicie. Po przeciwnych stronach siatki staną bowiem rywale potężni, których ambicją jest wygranie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Będzie to pojedynek drugiej siły poprzedniego sezonu z trzecią siłą sezonu Jesień’19. Będzie to też pojedynek indywidualności. Gdybyśmy mieli porównywać pozycja po pozycji i na tej podstawie wybrać faworyta spotkania to zakręcilibyśmy się w okolicy remisu, którego przecież być nie może. Uważamy, że o wygranej zadecyduje obecna dyspozycja, która jest aktualnie lepsza u… no właśnie, u kogo? Omida ograła ostatnio Speednet w stosunku 3-0. To samo zrobili gracze Tufi z ekipą Oliwy Team, a styl, w którym tego dokonali sprawiał, że ręce same składały się do oklasków. Za tym, że będzie to prawdopodobnie bardzo wyrównane spotkanie przemawia również fakt, że po trzech meczach w obecnym sezonie drużyny dzieli zaledwie jeden punkt. Omida ma na swoim koncie siedem oczek, podczas gdy Tufi sześć. Wygrana którejś z drużyn sprawi, że zwycięska ekipa zyska ogromny zastrzyk pozytywnego myślenia. Niezależnie od tego kto to będzie to ogranie środowego rywala będzie oznaczało, że drużyna jest na najlepszej drodze do osiągnięcia założonego przez siebie planu. Nie przedłużając, zapinamy pasy. Czeka nas prawdziwy rollercoaster sportowych emocji!

Typ Redakcji: Omida Team

Typ Eksperta (Maciej Kot): Omida Team

Oliwa Team – AVOCADO friends

Godz.: 21:35, boisko nr 2

W środowy wieczór na środkowym boisku dojdzie do rywalizacji pomiędzy drużynami, które w poprzednim sezonie rywalizowały w drugiej klasie rozgrywkowej. Trzecie spotkanie pomiędzy zespołami odbędzie się w elicie, bowiem obie ekipy zajęły miejsca premiujące awansem do wyższej klasy rozgrywkowej. Jak do tej pory lepszym bilansem bezpośrednich spotkań może pochwalić się drużyna Arkadiusza Kozłowskiego – AVOCADO friends, która wygrała dwa dotychczasowe spotkania w stosunku 2-1. Sami zainteresowani oraz Redakcja pamiętają jednak, że oba te spotkania były jednymi z najbardziej emocjonujących spotkań w drugiej lidze w poprzednim sezonie. O tym, że to właśnie AVOCADO było w nich górą decydowały detale. Czy środowe spotkanie będzie równie emocjonujące? Cóż, na to liczymy, choć wydaje się, że może być inaczej. Wynika to z faktu, że póki co to AVOCADO prezentuje się dużo lepiej od swoich rywali. Na pierwsze zwycięstwo w pierwszej lidze drużyna musiała czekać…do swojego pierwszego spotkania. Oliwa tymczasem na trzy rozegrane do tej pory mecze i trzy razy schodziła z parkietu ze zwieszonymi głowami. Dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że to ‘Weganie’ będą faworytem meczu jest to, że w przerwie wakacyjnej ekipa dość wyraźnie się wzmocniła, podczas gdy skład ‘Oliwiaków’ pozostał bez zmian. Z drugiej strony, jesteśmy przekonani, że Oliwa jest za mocna na to, aby w pierwszej lidze wszystko przegrywać. Czy w środowy wieczór gracze Dawida Karpińskiego przełamią złą passę? O tym przekonamy się już niebawem.

Typ Redakcji: AVOCADO friends

Typ Eksperta (Maciej Kot): AVOCADO friends

DNV GL S*M*A*S*H – SV INVICTA

Godz.: 21:35, boisko nr 3

Do spotkania pomiędzy drużynami miało dojść już w poprzednim tygodniu. Z uwagi na pewne sprawy organizacyjne rywalem drużyny DNV GL S*M*A*S*H była ostatecznie drużyna Piękni i Młodzi, jednak co się odwlecze to nie uciecze. Los powtórnie skrzyżował obie drużyny, które miejmy nadzieję, że już bez problemów staną do rywalizacji po godzinie 21. W związku z ubiegłotygodniową absencją, gracze SV INVICTA muszą szybko nadrabiać zaległości. Jak do tej pory rozegrali oni dwa spotkania w sezonie Jesień’20, w których zdobyli jeden punkt. Pierwszym był mecz przeciwko Pięknym i Młodym, z którymi umówmy się – przegrać to nie wstyd. Drugie to mecz przeciwko Sprężystokopytnym & Kitku, którzy również mają ambicje na to, aby zasiąść na podium. Trzecie spotkanie nie będzie wcale prostszym zadaniem. Drużyna DNV GL S*M*A*S*H jest obecnie jedną z rewelacji rozgrywek i drużyną, której ambicje sięgają równie wysoko, co wcześniej wymienionych drużyn. W czterech dotychczas rozgrywanych spotkaniach DNV wygrywało aż trzykrotnie. Wynik ten jest bardziej imponujący kiedy zobaczymy, że drużyna Stanisława Paszkowskiego wygrała między innymi z Dream Volley czy Team Spontan, który w poprzednim sezonie zajął wysokie – trzecie miejsce. Ewentualna wygrana w stosunku 3-0 przez DNV sprawiłaby, że ekipa traciłaby zaledwie jedno oczko do obecnego wicelidera. Jak widać stawka meczu jest bardzo wysoka.

Typ Redakcji: DNV GL S*M*A*S*H

Typ Eksperta (Maciej Kot): DNV GL S*M*A*S*H

Matchday #11

Wtorkowe spotkania obyły się bez niespodzianek. Nie oznacza to, że zabrakło w nich emocji. Kolejne zwycięstwa odniosły niepokonane w tym sezonie Volley Gdańsk oraz MiszMasz, które są liderami swoich klas rozgrywkowych. Na wyjście z kryzysu muszą z kolei poczekać drużyny Trójmiejskiej Strefy Szkód oraz ACTIVNYCH Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie jedenastego dnia meczowego.

Bombardierzy – Craftvena 1-2 (20-22; 13-21; 21-19)

Kilkadziesiąt godzin przed meczem było wiadome, że drużyna Bombardierów będzie we wtorkowy wieczór rywalizowała z przeciwnikami bez swojego kapitana – Dawida Piankowskiego. W jego miejsce do gry desygnowany został Michał Dąbrowski, który był ważnym ogniwem drużyny na jesieni 2019 r. Poza wspomnianą zmianą, skład personalny Bombardierów nie zaskoczył absolutnie nikogo. Ze wszystkich drużyn, które biorą udział w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta to właśnie ekipa w czarnych koszulkach ma jedną z najwęższych kadr. Początek meczu był wyrównany i w połowie seta mieliśmy wynik remisowy 10-10. Był to prognostyk tego, że otrzymamy naprawdę ciekawą końcówkę. W momencie, kiedy Craftvena prowadziła 20-18, Bombardierzy zdołali obronić dwie piłki setowe i gdy wydawało się, że zdołają pójść za ciosem, przebudzili się ‘Rzemieślnicy’, którzy po obiciu bloku przez najlepszego na parkiecie Daniela Kanieckiego wygrali 22-20. Od początku drugiego seta Craftvena postanowiła kontynuować swoją dobrą grę i doprowadzić do wygranej seta, a zarazem meczu. Zbudowana na początku tej partii przewaga była konsekwentnie powiększana, co zaowocowało wygraną do 13. Przed trzecim setem mogliśmy obawiać się, że to co najlepsze już za nami. Na szczęście się myliliśmy, bo tu, ponownie jak w pierwszej odsłonie, dostaliśmy emocjonującą partię. Tym razem to Bombardierzy lepiej weszli w seta i gdy wydawało się, że spokojnie go wygrają, Craftvena zdołała doprowadzić do wyrównania 18-18. Ostatecznie, po błędzie jednego z graczy Craftveny na zagrywce, Bombardierzy mogli cieszyć się ze zdobytego punktu.

BL Volley – Sprężystokopytni & Kitku 1-2 (14-21; 21-23; 21-15)

Jeśli dla marzącej o awansie drużynie Sprężystokopytnych & Kitku mecz przeciwko ostatniej drużynie w ligowej tabeli – BL Volley miał być spacerkiem to przyznamy rację. Był to spacerek, ale po torfowisku z plecakiem wypełnionym ołowiem. W drużynie S&K przed meczem z protokołu zostało wykreślonych kilku graczy, których jak dotąd można było często oglądać. Niezależnie od tego to nadal ekipa Kacpra Goszczyńskiego była faworytem i to takim, który ogrywa swojego rywala w stosunku 3-0. O ile pierwszy set wskazywał na to, że faktycznie tak może być, tak w drugim zaczęły się ‘schody’. Początek partii był bardzo wyrównany i wyłączając chwilowy okres dwupunktowej przewagi S&K mieliśmy tu walkę punkt za punkt. Na początku tej odsłony dobrze prezentował się wcześniej wspomniany kapitan Kacper Goszczyński, z którego atakami rywale mieli spore problemy. To, co najciekawsze wydarzyło się pod koniec seta przy stanie 18-18. To właśnie pod koniec drugiego seta świetnym timingiem dwukrotnie popisał się środkowy drużyny BL Volley, który w krótkim odstępie czasu popisał się efektownymi blokami. Gdy wydawało się, że to one będą game changerem, wspomniany wcześniej gracz sam po chwili nadział się na blok debiutującego w drużynie Sławomira Mizeraczyka. Ostatecznie, po ataku w out jednego z graczy w niebiesko-czerwonych trykotach to Sprężystokopytni cieszyli się z wygranej, zarówno seta jak i meczu. To z kolei oznaczało, że drużynie Wojciecha Strychalskiego została walka o jeden punkcik. Trzeba przyznać, że z zadania wywiązali się wyśmienicie, gdyż w ostatniej odsłonie byli dużo lepszą drużyną. To, co raziło w ekipie S&K to ogromny problem z przyjęciem, który był dość znaczący dla losów tej partii. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2-1 dla Sprężystokopytnych i jest to wynik, który nie cieszy żadnej ze stron.

Zmieszani – ACTIVNI Gdańsk 2-1 (14-21; 21-16; 21-10)

Pewna seria musi się kiedyś skończyć. Z pewnością ACTIVNI Gdańsk liczyli na to, że seria porażek z rzędu zakończy się właśnie we wtorkowy wieczór. Cóż, uważamy, że ACTIVNI mieli pełne prawo tak sądzić. Kilkanaście dni temu drużyna Artura Kurkowskiego pokonała w sparingu ekipę Zmieszanych. W ostatnim czasie w meczu sparingowym pokonali innego drugoligowca – Mental Block z którym… przegrali na początku sezonu. Dodatkowo, gracze drużyny podchodzą bardzo analitycznie do swoich spotkań, rozkładając je na czynniki pierwsze. To naprawdę musi kiedyś zaskoczyć, ale… No właśnie. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że wszystko co powiemy przed słowem ‘ale’ nie ma znaczenia. Tak jest i w tym przypadku. ACTIVNI Gdańsk przegrywają piąte spotkanie z rzędu, mimo że pierwszy set na to nie wskazywał. W nim otrzymaliśmy kawał dobrej gry, który całkowicie zaskoczył Zmieszanych.  W partii tej przyjęcie funkcjonowało dobrze z obu stron, a o tym, że to ACTIVNI wygrali, zadecydowało podkręcenie przez nich tempa w drugiej części seta. Kolejne dwie odsłony należały już do Zmieszanych, którzy precyzyjnie zlokalizowali słabsze strony po stronie przeciwnika i jako jedna z najbardziej doświadczonych w ligowych bojach drużyn bezwzględnie to wykorzystali. Wygrana sprawia, że Zmieszani wskakują do górnej połówki tabeli i wydaje się, że zechcą się tam zadomowić. ACTIVNI z kolei na pierwszą wygraną muszą poczekać co najmniej tydzień.

Bombardierzy – Team Looz 0-3 (17-21; 18-21; 11-21)

Po tym, co zobaczyliśmy w pierwszym secie, nie możemy wyzbyć się poczucia, że już gdzieś to wiedzieliśmy. Tak, to było chyba gdzieś w filmie przyrodniczym, w którym głos podkładała Krystyna Czubówna, a zwierzę zanim zaatakowało, wpatrywało się w swojego przeciwnika nieskończony czas. Tak właśnie upłynął nam cały pierwszy set, w którym gra obu drużyn była bardzo zachowawcza. Mówiąc wprost. Była to rozrywka dla koneserów. To nie był film akcji, w którym scenarzyści wrzucają nas na roller coaster. To prędzej film o facecie w łódce lub zapętlony mecz szachistów na Grand Prix Dzierżoniowa. Ostatecznie, tę jakże ciekawą partię wygrali gracze Bartłomieja Szcześniaka. Drugi set był wreszcie tym, czego oczekujemy po solidnym trzecioligowym spotkaniu. Obie drużyny zaprezentowały zdecydowaną grę na siatce czy w polu. Mówiąc wprost. Mecz zyskał na atrakcyjności bardziej niż ‘trójka’ na dyskotece po wypiciu kilku drinków. Jeśli pierwszy set był ‘trójką’ w skali 1-10 to drugi set można spokojnie nazwać ‘szósteczką’. O tym, że to Team Looz wygrał drugą partię, a co za tym idzie cały mecz zadecydowała końcówka oraz…własny doping, który uskrzydlił graczy drużyny. Trzeci set należał już wyłącznie do drużyny Team Looz. O ile po dwóch pierwszych setach znaleźliby się tacy, którzy uznaliby, że MVP powinien trafić do kogoś innego, tak po trzeciej odsłonie wątpliwości zostały rozwiane. Łukasz Grabka od początku meczu świetnie dyrygował zespołem i był jedną z najjaśniejszych postaci w hali podczas wtorkowego wieczoru.

MiszMasz – Craftvena 3-0 (21-15; 23-21; 25-23)

Przyznamy się szczerze, że w sprawie tego spotkania mieliśmy ambiwalentne uczucia. Czuliśmy, że nie będzie to co prawda paździerz, ale nie spodziewaliśmy się jakiś większych emocji. Wszystko za sprawą tego, że do momentu rozpoczęcia meczu obie drużyny były na całkowicie innych planetach jeśli chodzi o formę. Skoro jesteśmy przy astronautyce to można powiedzieć, że Craftvena była w ostatnim czasie w czarnej dziurze, żeby nie powiedzieć gorzej. MiszMasz z kolei grał galaktyczną, jak na trzecią ligę siatkówkę. Zestawiając ze sobą te dwie drużyny nie mogliśmy wskazać innego faworyta niż ekipę Andrzeja Tararuja. Sam mecz rozkręcił się dopiero w drugim secie. W pierwszej odsłonie dość wyraźnie wygrała ekipa MiszMasz i o tej partii można napisać jedynie tyle, że była bez większej historii. W drugim i trzecim secie mieliśmy bardzo podobne obrazki. To Craftvena w pewnym momencie wypracowywała sobie przewagę i gdy wydawało się, że są już o krok od tego, aby wygrać partię, coś się w grze zacinało i to przeciwnicy tylko sobie znanym sposobem bronili piłek setowych, by ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Obie te partie kończyły się po grze na przewagi i naprawdę mało brakowało, aby to Craftvena w poniedziałek wygrała. Jeśli nie to uważamy, że należał im się chociaż jeden punkt, co byłoby sprawiedliwym wynikiem. Po spotkaniu gracze MiszMasz spędzili sporo czasu w szatni. Mimo wygranej widywaliśmy ich szczęśliwszych. Wtorkowy wieczór o mały włos nie skończył się dla nich źle. Tak czy siak, dostaliśmy kawał dobrego meczycha, których chcielibyśmy oglądać więcej w SL3.

Volley Gdańsk – Trójmiejska Strefa Szkód 2-1 (18-21; 21-14; 21-14)

W wywiadzie przedmeczowym, przepytywany przez nas gracz Volley Gdańsk – Adrian Ossowski przyznał, że to właśnie Trójmiejska Strefa Szkód jest jedną z ekip, która może najpoważniej zagrozić drużynie w osiągnięciu swojego wymarzonego celu, którym jest wygranie pięćdziesięciu meczów z rzędu. Patrząc na to, co działo się od początku pierwszego seta uznaliśmy, że jego słowa mogą być prorocze. Umówmy się, w pierwszej odsłonie to gracze w błękitnych koszulkach wyglądali na drużynę, która wygrała Siatkarską Ligę Trójmiasta trzy razy z rzędu. Nie minęła nawet chwila, a drużyna Dominika Błońskiego prowadziła już 8-2. Volley co prawda nie chciał tanio sprzedać skóry i doprowadził do wyrównania 10-10, ale to było wszystko na co było stać ‘Żółto-czarnych’ w pierwszej odsłonie. Przed drugim setem można się było zastanawiać czy tak dysponowane drużyny napiszą na nowo historię naszych rozgrywek. Nic bardziej mylnego. Volley Gdańsk miało chyba świadomość o jaką grę toczy się stawka i zaczęło drugą partię z ogromnym przytupem (7-1). Wypracowana na początku przewaga była utrzymywana przez większość tej partii i Volley Gdańsk doprowadził do wyrównania w setach 1-1. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set. Jeśli ktoś czyta tę relację i czeka na punkt kulminacyjny, może w zasadzie wyłączyć już stronę. W trzecim secie nie wydarzyło się nic ciekawego. Mimo, że początek należał do TSS-u to później drużyna zanotowała bardzo długi przestój co sprawiło, że VG wyszło na prowadzenie 16-6 i spokojnie wygrało seta oraz mecz.