Dzień: 2019-11-05

MATCHDAY #20

Aż pięć spośród sześciu wtorkowych spotkań zakończyło się podziałem punktów. Ligową wygraną zaliczyła drużyna Asy B Klasy, która prawdopodobnie ma patent na Trójmiejską Strefę Szkód. Największym wygranym tej serii gier wydaje się być jednak Port Gdańsk, który dzięki dwóm zwycięstwom przesunął się na szóste miejsce w tabeli. Z kolei w meczu na szczycie, drużyna Nasz-Dach Stężyca mimo, że ograła Tiande Tufi Team to nie odczuwa satysfakcji. Zapraszamy na podsumowanie tego szalonego dnia meczowego!

DCT Gdańsk – Port Gdańsk 1-2 (21-15; 15-21; 14-21)

Derby były anonsowane jako jedno z najciekawszych spotkań dnia meczowego. Faworytem była drużyna Portu Gdańskiego, która była zdeterminowana, by wziąć rewanż za porażkę z DCT, której doznali w połowie maja. W pierwszym secie, ku ich zaskoczeniu, to Kontenerowcy zaczęli lepiej. W tej partii na zagrywce świetnie radził sobie Marcin Okuniewski i trzeba przyznać, że Portowcy mieli problemy z przyjęciem.  W tej odsłonie bardzo dobrze spisywali się pozostali gracze DCT z Adamem Piotrowskim oraz Piotrem Kochanowskim na czele. Gracze ci, co rusz nękali swoich rywali skutecznymi atakami. W rezultacie DCT, po bardzo dobrej partii, wygrało w stosunku 21-15 i wydawało się, że będą w stanie kontynuować dobrą grę w kolejnych setach i ostatecznie wygrać spotkanie. Tak się jednak nie stało, bowiem w drugiej części Portowcy szybko wyszli na prowadzenie, które sukcesywnie powiększali i to oni wygrali tę odsłonę. Wynik tego seta był identyczny jak pierwszego. Zmienił się tylko zwycięzca. O ostatecznym triumfie Portowców zadecydował trzeci set w którym ‘Granatowi’ nie pozostawili złudzeń, która z drużyn w poniedziałkowy wieczór była lepiej dysponowana. Wygrana 21-14 przyniosła im kolejne punkty w ligowej tabeli i satysfakcję z udanego rewanżu.

Speednet 2 – Allsix by Decathlon 0-3 (6-21; 12-21; 9-21)

Przed spotkaniem ze Speednetem 2 drużyna Allsix by Decathlon zanotowała aż sześć porażek z rzędu. Nie zniechęciło to jednak ekipy Rafała Liszewskiego do próby odwrócenia karty. Nastąpiło to dopiero w meczu z ‘Różowymi’. Trzeba przyznać, że ‘Granatowi’ posiadali kontrolę nad spotkaniem od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Ich wygrana nie była zagrożona ani na chwilę. Już w pierwszym secie szybko wypracowali sobie przewagę, którą sukcesywnie powiększali. Bardzo dobrze prezentował się Patryk Gelo, który w zależności od potrzeby najpierw zagrał tuż za blok, by po chwili zaatakować po prostej. Decathlon zdobył sporo punktów po błędach przeciwników i po jednym z nich zakończyła się pierwsza odsłona. Set zakończył się wynikiem 21-6 i jest to ich najlepszy rezultat w lidze. Druga odsłona nie była już tak perfekcyjna w wydaniu przedstawicieli sklepu sportowego. Wynik tej partii to 21-12 i był to set z największą liczba punktów Speednetu w czasie całego meczu. Trzecia część była już pod dyktando graczy z Decathlonu. W tym secie, podobnie jak w całym meczu, świetnie spisywał się Rafał Liszewski, za co słusznie otrzymał tytuł MVP spotkania. Wygrana mogła być bardziej okazała, bowiem kilka punktów Speednet zdobył pod koniec seta, kiedy w szeregi ich rywali wdarło się rozluźnienie. Koniec spotkania i wynik, który poprawia nastroje i pozycję w tabeli Allsix by Decathlon. 

Asy B Klasy – Trójmiejska Strefa Szkód 2-1 (11-21; 22-20; 21-17)

Kopiuj – Wklej. Ileż razy jeszcze Trójmiejska Strefa Szkód przegra na inaugurację? Tak było w sezonie Wiosna’19, Jesień’19 oraz po podziale na grupy (mistrzowską i spadkową). Tak się składa, że dwie z trzech porażek przyszły z drużyną Asy B Klasy. Patrząc z boku na przebieg pierwszego seta poniedziałkowego spotkania chyba nikt nie spodziewał się, że Trójmiejska Strefa Szkód może przegrać to spotkanie. Asy były tylko tłem dla świetnie dysponowanych graczy TSSu. W odsłonie tej prawdziwy popis umiejętności zaprezentował Wojciech Ingielewicz i trzeba przyznać, że z jego atakami kompletnie nie radzili sobie gracze Oresta Lewosiuka. Po bardzo nieudanej pierwszej partii Asy nie przystąpiły do kolejnego seta ze spuszczonymi głowami. Wręcz przeciwnie, prezentowali się bardzo przyzwoicie, co pozwoliło im na osiągnięcie przewagi 8-5. W dalszej części partii przebudziła się Trójmiejska Strefa Szkód, która zaczęła seryjnie zdobywać punkty, dzięki czemu w końcówce prowadzili już 20-16. Gdy wszyscy na trybunach oraz chyba sami gracze byli przekonani, że TSS postawi kropkę nad ‘i’, na zagrywkę wszedł kapitalnie dysponowany tego dnia Bartosz Nydza i zrobił różnicę. TSS zaczął się mylić w przyjęciu, a gdy piłkę rozprowadzał Michał Falkiewicz szwankowało wykończenie. W efekcie, to Asy wygrały seta, co w czasie jego trwania wydawało się wręcz niemożliwe. Ostatnia partia to walka łeb w łeb, która trwała do samej końcówki. Dopiero pod koniec Asy, po ataku Kacpra Kalczyńskiego oraz zagrywce Bartosza Nydzy, odjechali i odnieśli swoje drugie zwycięstwo w lidze.

Wirtualna Polska – Port Gdańsk 1-2 (18-21; 21-16; 19-21)

Wyśmienity smak ma udany rewanż. Jak zatem określić smak podwójnego wygranego rewanżu? Przed spotkaniem z Wirtualną Polską, Portowcy wygrali spotkanie z DCT Gdańsk i udanie zrewanżowali się za majową porażkę. Bez wątpienia przystępowali do spotkania z Wirtualną Polską z satysfakcją oraz chęcią dokonania kolejnego odwetu za niepowodzenie do którego doszło 9 maja. Spotkanie, podobnie jak te sprzed pół roku, również było wyrównane i emocjonujące, aczkolwiek trzeba przyznać, że po obserwacji początku tego starcia brzmi to równie wiarygodnie jak zdolności lecznicze Antolija Kaszpirowskiego. Po kilku wymianach piłek, na tablicy wyników widniał wynik 8-1 dla Portu i zapowiadało się na prawdziwy nokaut. ‘Biało-czerwoni’ ocknęli się dopiero po kilku chwilach i zaczęli gonić swojego rywala zdobywając seryjnie punkty. Bardzo dobrze w szeregach ‘Wirtualnych’ prezentował się Paweł Żmijewski, który pod nieobecność Adama Wajnera wyrasta na lidera drużyny. Ostatecznie Wirtualnym nie udało się dogonić Portowców, ale przenosząc tę sytuację do szkolnej ławy, to zdolnemu uczniowi po kilku celujących przytrafiło się typowe rozprężenie, po którym szkolny bystrzak kończy semestr z oceną dostateczną. Taka postawa musiała zostać skarcona przez ‘Biało-czerwonych’. To, co nie udało się w pierwszym secie, udało się w drugim i WP po dobrej grze wygrało tę partię do 16. Trzecia odsłona to niemal kopia pierwszej. Portowcy swoją dobrą grą ponownie uzyskali kilkupunktową przewagę, którą roztrwonili. Prowadzili już 15-7, by do końca seta drżeć o jego wynik. Ostatecznie dociągnęli wygraną do końca i awansowali w tabeli na bardzo wysokie – szóste miejsce.

Speednet – Kraken Team 1-2 (21-17; 11-21; 14-21)

Niestety, spotkanie mimo, że zakończyło się takim samym wynikiem jak mecz obu drużyn, który odbył się 20 września, nie dostarczyło kibicom i zawodnikom tylu emocji. Faworytem do wygrania spotkania, podobnie jak i całej grupy spadkowej, była drużyna Kraken Team, która przez wielu ligowców uważana jest za drużynę, która pasuje do grupy spadkowej jak pięść do oka. Patrząc na tabelę można dostrzec, że grupa mistrzowska była dla nich na wyciągnięcie ręki. Tak się jednak nie stało i ‘Bankowcy’ na obecną chwilę mają sporą przewagę nad pozostałymi drużynami w grupie spadkowej. Nie oznacza to jednak, że gracze Wojciecha Elminowskiego mogliby odpuścić któreś ze spotkań, co pokazał mecz na środkowym boisku. Ten, ku zaskoczeniu, lepiej rozpoczęli gracze ze Speednetu. Bardzo dobrą pracę wykonał Grzegorz Gnatek oraz Marcin Juszczak. To sprawiło, że ‘Programiści’ pokusili się o niespodziankę i wygrali pierwszego seta. Sytuacja ta wyraźnie podrażniła ‘Biało-czarnych’, którzy od początku drugiej odsłony mocno wzięli się do pracy po to, aby pokazać, że ich miejsce w tabeli nie jest przypadkiem. Trzeba przyznać, że dyspozycja, którą zaprezentowali w drugiej i trzeciej części była sygnałem dla pozostałych drużyn, że Kraken ma się doskonale. We wspomnianym drugim secie prowadzili już 10-2, aby ostatecznie wygrać do 11. Trzecia partia również była jednostronnym widowiskiem. Wygrana 21-14 i całego meczu 2-1 sprawiła, że Kraken umocnił się na pierwszym miejscu w grupie spadkowej. Speednet powinien z kolei szanować jeden punkt, bowiem jesteśmy przekonani, że nie wszystkie drużyny w meczu przeciwko Kraken go zdobędą.

Tiande Tufi Team – Nasz-Dach Stężyca 1-2 (13-21; 14-21; 22-20)

Przed spotkaniem dało się usłyszeć, że będzie to mecz decydujący o kształcie podium na koniec rozgrywek. Ewentualna wygrana Stężyczan w stosunku 3-0 sprawiłaby, że szanse na srebrny medal Tuffiki mieliby tylko na papierze i chyba sami by w taki scenariusz nie uwierzyli. Pierwszy set wydawał się potwierdzeniem najczarniejszej wizji dla drużyny Mateusza Woźniaka. Mimo mocnego początku Tiande dało się zagonić do narożnika i trzeba przyznać uczciwie, że byli drużyną słabszą. Różnica pomiędzy obiema ekipami była bardzo widoczna, szczególnie w zagrywce, z którą Tiande Tufi Team miało większe kłopoty niż niegdyś Marcin Najman w walce z debiutującym Pudzianem. Zachowując jednak powagę, nie da się nie dostrzec, że ten element nie jest im obcy. Druga odsłona to niejako potwierdzenie słów podsumowujących pierwszego seta. Poza mocną zagrywką, tradycyjnie bardzo dobrze prezentowali się Karol Richert oraz Piotr Skowroński. Gdy wydawało się, że trzeci set będzie tylko formalnością, w grze Stężyczan coś się zacięło. Mimo, iż mieli rywali już na widelcu i prowadzili 19-18 to musieli zadowolić się tylko dwoma punktami.  W końcówce meczu nie mogliśmy wyzbyć się wrażenia deja-vu. W spotkaniu pomiędzy drużynami, które miało miejsce w sezonie zasadniczym, w jednej z kluczowych dla wyniku akcji, sędzia podjął kontrowersyjną decyzję, która według Tufi pozbawiła ich punktu. Zwykło się mówić, że w przyrodzie nic nie ginie, a pożyczone będzie oddane. W poniedziałkowym spotkaniu to gracze ze Stężycy długo nie mogli pogodzić się z decyzją sędziowską. Paradoksalnie, dla obu drużyn wynik jest bardzo niekorzystny, ponieważ Stężyczanie liczyli na komplet punktów, a dla Tiande była to już piąta porażka w sezonie.